Katastrofa 

samolotu w Smolensku 

10 kwietnia 2010 roku 

czesc dziewiata


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page
 
chapter 8 and 9 - April 2013 till today.

Raport Zespolu Parlamentarnego Macierewicza z dnia 10 wrzesnia 2012 roku. Wnioski ze sledztwa - slady cyrkonu i wapnia na badanych probkach. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc piata.

  © Katastrofa samolotu rzadowego pod Smolenskiem w Rosji w 2010 roku, czesc trzecia - author Bogdan Konstantynowicz

  © Przebieg sledztwa w sprawie katastrofy samolotu rzadowego w dniu 10 kwietnia 2010 roku w Rosji - author Bogdan Konstantynowicz


  © Kampania wrzesniowa 1939 przeciwko sowietom - author Bogdan Konstantynowicz

  Deka Company 1904 - 1918 in St. Petersburg. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

  Druga bitwa pod Tomaszowem Lubelskim wrzesien 1939. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

General Władysław Eugeniusz Sikorski

Zamach stanu generala Wladyslawa Sikorskiego we wrzesniu 1939 roku

  17 wrzesnia 1939 agresja sowiecka. New website! © author Bogdan Konstantynowicz


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today


Dnia 11 marca 2013 strona http://wpolityce.pl/wydarzenia/48850-zespol-ds-katastrofy-smolenskiej-chce-posiedzenia-komisji-z-udzialem-prokuratorow-wojskowych informuje, ze: "...W posiedzeniu zespołu ds. katastrofy smoleńskiej, które odbyło się w Sejmie, za pomocą łączy internetowych wzięli udział także m.in. ekspert lotniczy z Kanady dr inż. Bogdan Gajewski oraz dr inż. Wacław Berczyński... Macierewicz chce, aby w posiedzeniu komisji sprawiedliwości uczestniczyli prokuratorzy wojskowi ppłk. Karol Kopczyk oraz major Jarosław Sej. ... Na posiedzeniu zespołu, Gajewski przekonywał m.in. że utrata kawałka skrzydła niekoniecznie oznacza utratę sterowności samolotu. Podał przykłady wypadków lotniczych, w których mimo utraty części skrzydła, pilotowi udało się bezpiecznie wylądować. Przypomniał, że w zał. 5 do raportu komisji Jerzego Millera zderzenie Tu-154 z ziemią zaklasyfikowano jako 'uderzenie małej energii pod małym kątem', a podmokły teren oraz zarośla wytłumiły energię zderzenia. Kadłub samolotu nie powinien rozpadać się bez powodu - zaznaczył ekspert. Z kolei Berczyński mówił, że elementy w luku bagażowym w dolnej części kadłuba są niemal nienaruszone w przeciwieństwie do fragmentów w jego górnej części. Według niego wobec tego można postawić tezę, że główna siła uderzeniowa działała na elementy nad podłogą - tam było źródło destrukcji. Po spotkaniu Macierewicz powiedział, że przegląd przypadków przedstawionych przez Gajewskiego jest istotnym przyczynkiem do potwierdzenia hipotezy o eksplozji jako przyczynie katastrofy samolotu Tu-154M".

Strona http://wyborcza.pl/1,75248,13543098,TVP_pokaze_dwa_filmy_nt__katastrofy_smolenskiej_tuz.html podaje: "Telewizyjna 'Jedynka' wyemituje dwa filmy o katastrofie smoleńskiej: 'Katastrofa w przestworzach - śmierć prezydenta' National Geographic oraz film Anity Gargas 'Anatomia upadku' - podało w poniedziałek Centrum Informacji TVP. Każdy z nich prezentuje inny punkt widzenia na katastrofę. Po emisji dyskutować będą eksperci i publicyści Filmy zostaną wyemitowane 8 kwietnia. ... Emisja filmu dokumentalnego 'Katastrofa w przestworzach - śmierć prezydenta' zrealizowanego na zlecenie National Geographic zacznie się o 20.20. - Producenci filmu Alex Bystram i Ed Sayer ... O godz. 21.30 pokazany zostanie dokument 'Anatomia upadku', zrealizowany przez Anitę Gargas... Producentem dokumentu jest Niezależne Wydawnictwo Polskie - wydawca 'Gazety Polskiej'. Po emisji filmów w specjalnym wydaniu programu Piotra Kraśki 'Na pierwszym planie' odbędzie się dyskusja ekspertów i publicystów. 10 kwietnia miną trzy lata od katastrofy...".

Strona http://niezalezna.pl/39319-tvp1-pokaze-film-anity-gargas-anatomia-upadku-poniedzialek-8-kwietnia-godz-2130 takze informuje: "...Na antenie TVP1 wyemitowany zostanie film Anity Gargas 'Anatomia upadku'. Tego samego dnia pokazana zostanie 'Śmierć prezydenta' National Geographic. A po pokazie odbędzie się dyskusja o obu filmach. Data emisji 'Anatomii upadku' - poniedziałek 8 kwietnia, początek o godzinie 21:30...".

Dnia 15 marca 2013 roku strona http://martynka78.salon24.pl/ dyskutuje z p. Setlakiem:
"...polscy eksperci w grudniu 2010 roku, w 'Uwagach do raportu MAK' wnosili o ponowne sformułowanie przyczyn katastrofy, motywując to następująco: 'Sposób przeprowadzenia analizy jest niezgodny z wytycznymi zawartymi w dokumencie ICAO Doc. 6920 (Manual of Aircraft Accident Investigation - podręcznik badania katastrof lotniczych,, wydanie IV). Analiza powinna być oparta na ocenie dowodów, a nie hipotez. ... Hipotezy nie poparte dowodami powinny zostać odrzucone. Nie można traktować hipotez jako pewników, a w ich udowodnianiu powoływać się na hipotetyczne dowody'. Co nie przeszkodziło im się podpisać w lipcu 2011 roku pod tezami, które sami jeszcze w grudniu 2010 roku uznawali za mocno wątpliwe i żądali ich weryfikacji. ... korzystając z materiałów MAK widzimy, że wrakowisko ma nie 130, tylko prawie 180 metrów długości, i to na oficjalnym zdjęciu, pokazującym wcześniej przeniesiony przez Rosjan w okolice bruzd statecznik. W oryginalnej konfiguracji pole szczątków miało prawie 210 metrów długości! ... Przypomnijmy fragment protokołu, spisanego przez funkcjonariusza Komitetu Śledczego przy Prokuraturze FR : 'Na tej działce w kierunku południowo - zachodnim znajduje się szopa o wymiarach 4x2 metra. Szopa jest pochylona w lewą stronę, na dachu szopy znajduje się metalowy fragment samolotu i odłamki drzew. W końcowej, zachodniej części działki przyzagrodowej znajduje się brzoza o średnicy w podstawie około 80 cm. Brzoza stoi w odległości około 15 metrów w kierunku wschodnim od wspomnianej szopy. Na wysokości około jednego metra wierzchołek brzozy jest obłamany. W górnej, obłamanej części brzozy są zaczepione metalowe fragmenty samolotu. Na gałęziach tej brzozy 'wiszą' metalowe fragmenty samolotu. W promieniu około 1-12 metrów od brzozy, na ziemi są porozrzucane liczne metalowe fragmenty samolotu o różnej wielkościn ... Z lewej strony działki przyzagrodowej znajduje się wąwóz o wymiarach około 25x55 metrów. ... Na całej długości wąwozu leżą metalowe fragmenty samolotu'. Także ostatnie dni przyniosły dodatkowe informacje, które mogą świadczyć, że nastąpiła eksplozja w skrzydle, jeszcze przed brzozą Bodina. Ujawnił je prokurator - referent śledztwa smoleńskiego, Karol Kopczyk, mówiąc dziennikarzowi, iż w brzozę wbiły się zarówno lakierowane na biało, jak i czerwono fragmenty samolotu. Jest to o tyle interesujące, że w miejscu na skrzydle, które komisje wskazały jako miejsce jego urwania, nie ma żadnych elementów lakierowanych na czerwono. Najbliższe takie części znajdują się kilka metrów od miejsca oderwania końcówki płata. Poinformowany o czerwonych odłamkach w brzozie Maciej Lasek z KBWL LP odmówił komentarza, zasłaniając się brakiem oficjalnego komunikatu prokuratury, która, zauważmy, do dziś nie zdementowała informacji, jakich miał udzielić Kopczyk. ... Otóż doktor Szuladziński wielokrotnie, również w swoim raporcie, wskazywał na odłamki, dużą ich ilość, jako jeden z najbardziej charakterystycznych skutków wybuchu: 'Te małe kawałki nazywamy odłamkami. Są one charakterystycznym skutkiem działania materiałów wybuchowych. Jedyna inna możliwość wytworzenia odłamków z konstrukcji lotniczych to uderzenie o sztywną przeszkodę z dużą prędkością. Sztywnej przeszkody w omawianym wypadku nie było, a 270 km/h jest niedostateczną szybkością, by powstały odłamki'. Co jeszcze, według doktora Szuladzińskiego, wskazuje na wybuch wewnątrz samolotu? Na taki scenariusz wskazuje między innymi rozprucie segmentu kadłuba z charakterystycznym rozwarciem i wywinięciem krawędzi pęknięcia (stopień rozwarcia blach kadłuba jest miarą energii materiału, który eksplodował), wygląd fragmentów kadłuba widzianych wzdłuż osi (zawartość została 'wydmuchnięta'), gwałtowne przyspieszenie pionowe, ok. 0.78 g, skierowane w dół względem samolotu oraz niewielkie, incydentalne ogniska pożaru. ... TAWS#38 na początku rzeczywiście został przez KBWL LP ukryty - zresztą nie dotyczy to tylko lokalizacji samego punktu, ale także całego raportu Universal Avionics. Ponieważ ostatnio rozmawiając z członkami KBWL LP zauważyłem, że nawet oni słabo pamiętają, jak to z tym TAWS było i usiłują przekonywać nieświadomą publiczność, że oni ... niczego, ale to absolutnie niczego nie ukrywali - pokrótce przypomnę całą sytuację. Otóż dzień przed ogłoszeniem Raportu Millera Nowaczyk wystąpił przed Zespołem Parlamentarnym, prezentując ustalenia oparte na analizie danych Universal Avionics, w których posiadanie wcześniej wszedł Zespół. W każdym razie, w Raporcie Millera nie było ani lokalizacji punktu TAWS#38, ani źródłowego opracowania Universal Avionics z odczytania FMS i TAWS. Zostało ono odtajnione dopiero kilka miesięcy później, wraz z protokołem wojskowym. Dziwnym trafem wszyscy wiedzieli już wtedy, że Zespół Parlamentarny także dysponuje amerykańskimi danymi. Czy jest to tylko przypadkowa zbieżność faktów i dat? Setlak, opisując zawiłości rejestracji TAWS, całkiem rezolutnie pominął informację o dodatkowym parametrze, zgodnie z którym w TAWS#38 rządowy Tupolew zmieniał kierunek lotu znacznie wolniej, niż wynika z oficjalnej narracji. Mowa tu o Track Rate, czyli zarejestrowanej (a pamiętajmy, że samolot miał być już obrócony o około 50 stopni na lewe skrzydło) prędkości tej zmiany: -0,064 stopnia na sekundę. ... Stwierdzenie Setlaka o braku wiarygodności GPS w TAWS#38 możemy spokojnie między bajki włożyć, jako że zanotowana pozycja GPS leży na tej samej prostej, którą wyznaczają poprzednie punkty: TAWS#36 i TAWS#37. Przyczyny tego stanu rzeczy mogą być trzy: albo nastąpił przypadek błędnego odczytu, współliniowego z poprzednimi odczytami prawidłowymi, albo ślizg w prawo który spowodował że pozycja anten GPS nie zmieniła się wraz z rosnącym skrętem samolotu w lewo, albo też Tupolew w TAWS#38 nie był tak obrócony, aby zaszkodziło to prawidłowemu odczytowi GPS. Dodatkowo, jak pamiętamy, zarejestrowana tuż przed TAWS#38 prędkość zmiany kierunku była w praktyce równa zero. Dlatego dwie pierwsze możliwości wydają się wyjątkowo mało prawdopodobne, i na nieszczęście autora 'Anatomii kłamstwa' na placu boju zostaje trzecia ... polscy eksperci, choć przecież znali już zapisy 'czarnych skrzynek, uważali za niezwykle ważne szczegółowe zbadanie wraku,' czemu dali wyraz w liście - skardze do ministra Grabarczyka w lutym 2011: 'Polski akredytowany nie zapewnił także polskim ekspertom badającym wrak rozbitego samolotu TU-154M możliwości dokończenia prac przed zniszczeniem i wywiezieniem jego szczątków przez przedstawicieli Federacji Rosyjskiej. Działanie to stanowiło niedopełnienie obowiązków nałożonych na Edmunda Klicha w związku z wyznaczeniem go na akredytowanego przedstawiciela przy komisji rosyjskiej oraz działanie na szkodę Rzeczpospolitej Polskiej poprzez utracenie możliwości przeprowadzenia powyższych badan, z których każde może mieć kluczowe znaczenie dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy TU-154M'. ... stanowiskiem Prokuratury Wojskowej z dnia 28 lutego br., która pomimo blisko trzyletniego dochodzenia nie ma pewności, co złamało brzozę , ani też skąd się wzięły wbite w jej pień elementy: 'Biegli dokonają zwymiarowania dwóch fragmentów brzozy, zmierzą cięcia, ułamania i darcia, zabezpieczą znajdujące się w nich ewentualne elementy metalu i powłok lakierowych. W dalszej kolejności biegli dokonają odlewów silikonowych tychże darć, cięć i złamań oraz elementów metalowych w przypadku ich ujawnienia i zabezpieczenia. Biegli pobiorą również próbki z elementów tkwiących w brzozie do dalszych badań fizykochemicznych, metaloznawczych i mechanoskopijnych. Następnie, już w Smoleńsku, biegli pobiorą z wraku zasadniczego próbki referencyjne (porównawcze) elementów metalowych i powłok lakierowych. Czynności te potrwają do dnia 7 marca 2013 r. Efekty wykonanych przez biegłych na terenie Federacji Rosyjskiej czynności poznamy po opracowaniu opinii, w której biegli określą m.in. mechanizm powstania uszkodzeń drewna brzozy, a więc czy uszkodzenie drzewa mogło powstać od uderzenia skrzydła samolotu i czy samolotem tym był TU 154 M nr 101'. ... Autorzy: Martynka i Marek Dąbrowski...". Dnia 02 kwietnia 2013 roku strona http://wpolityce.pl/artykuly/50411-antoni-macierewicz-w-sieci-wiemy-wystarczajaco-duzo-by-wskazac-na-eksplozje-jako-przyczyne-tragedii-choc-wiele-pytan-czeka-nadal-na-odpowiedz przedstawia wywiad z najnowszego wydania tygodnika w 'Sieci' - rozmowa Jacka i Michała Karnowskich z Antonim Macierewiczem. Poseł PiS i szef parlamentarnego zespołu ds. zbadania katastrofy smoleńskiej mówi jasno: 'To był cios w serce państwa'. "...Jakie jest dzisiaj, trzy lata po smoleńskiej tragedii, najważniejsze pytanie jej dotyczące? Czego przede wszystkim musimy się dowiedzieć? - Katastrofa w Smoleńsku była prawdopodobnie skutkiem zamachu, a nie awarii i świadczą o tym wszystkie znane nam fakty. Prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej, analizujący szczątki wraku, mówi o dobrze przygotowanej punktowej eksplozji, która doprowadziła do urwania skrzydła. Inny ekspert, dr inż. Grzegorz Szuladziński, sformułował wcześniej podobne wnioski. Szczegółowe badania trwają i koncentrują się przede wszystkim na odtworzeniu wydarzeń z ostatnich sekund lotu. Hipotezę zamachu wzmacniają okoliczności poprzedzające tragedię - decyzje polityczne, personalne oraz przygotowania techniczne związane z lotem Tu-154M. Wskazuje na to i sam przebieg lotu oraz zachowanie Rosjan, którzy łamiąc prawo, dowodzą całą operacją bezpośrednio z Moskwy i nakazują lądowanie wbrew stanowisku kontrolerów z wieży w Smoleńsku. Rosjanie przy aprobacie rządu premiera Tuska stworzyli piramidę kłamstw, świadomie dewastowali i ukrywali wrak, fałszowali czarne skrzynki, niszczyli inne dowody.
- Zatem to, co działo się przed wylotem, a wiemy o ogromnej liczbie zaniedbań ze strony podległych rządowi służb, nie miało znaczenia? - Przeciwnie, miało zasadnicze znaczenie. Wystarczy przypomnieć operację gruzińską z jesieni 2008 r. 'Oswojono' wówczas opinię publiczną z groźbą zamachu na prezydenta. Wydarzenia z Gruzji zlekceważono, stały się one wręcz przedmiotem kpin, zarówno ze strony polityków, jak i mediów. - A cała operacja związana z remontem samolotu? - Przedstawimy wkrótce dokumentację, z której jasno wynika, kto i jakie decyzje podejmował w tej sprawie. Osobną kwestią są działania premiera Tuska i jego podwładnych, nakierowane na wyeliminowanie głowy państwa z polityki zagranicznej, oraz wspólna z Putinem gra prowadzona przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu, decyzje i zaniechania ministrów obrony, spraw wewnętrznych, spraw zagranicznych, szefa BOR. Czy byli świadomi, w czym biorą udział? Być może nie. Ale wszyscy teraz działają przeciwko śledztwu i utrudniają dojście do prawdy. - Dr Maciej Lasek, szef Komisji Badania Wypadków Lotniczych, jeszcze w grudniu mówił: 'To był błąd pilota i to niejeden błąd, tylko cała seria błędów'. - Trzeba nie mieć sumienia, by zachowywać się w ten sposób. Mjr Arkadiusz Protasiuk nie popełnił żadnego zasadniczego błędu. We właściwym momencie podał właściwą komendę. Jeśli chodzi o umiejętności pilotażu, mam większe zaufanie do płk. Bartosza Stroińskiego, dowódcy eskadry tupolewów w 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, niż do ludzi Millera i Laska. Powiedział on w wywiadzie, że gdy kapitan wydaje komendę 'odchodzimy', to cała załoga skupia się wyłącznie na realizacji tego zadania i że musiało zdarzyć się coś straszliwego, jeżeli mimo tego manewr nie został wykonany. Więcej, dziesięć minut wcześniej mjr Protasiuk zapowiedział, że jeśli nie będzie warunków do lądowania, to odejdzie. Tupolew spadł, bo o przebiegu późniejszych wydarzeń nie zadecydowali piloci, lecz zupełnie inne czynniki. - Dlaczego jednak do końca mówią, nie krzyczą, że coś wybucha? - Trzeba pamiętać, że eksplozja to ułamek sekundy. W nagraniu z czarnej skrzynki z ostatnich sekund lotu, tuż przed wybuchem i rozpadem maszyny, słychać krzyki przerażonych pasażerów i załogi. A zapisy czarnych skrzynek urywają się przed uderzeniem tupolewa w ziemię i nie znamy przebiegu ostatnich dwu sekund. - Jak to możliwe? - Wybuch zniszczył wcześniej samolot i przerwał nagrywanie. Oczywiście nie twierdzę, że już wszystko wiemy o tej końcowej fazie lotu. Ale wiemy wystarczająco dużo, by wskazać na eksplozję jako przyczynę tragedii, choć wiele pytań czeka nadal na odpowiedź. Właśnie dlatego nasze badania nie zostały ostatecznie zakończone i nie kierujemy jeszcze sprawy do prokuratury. Jedynym pewnym źródłem wiedzy na ten temat z metodologicznego punktu widzenia są dane z amerykańskich systemów nawigacyjnych TAWS i FMS, po tragedii sprawdzonych przez producentów, co daje nam dużo większą gwarancję, że nie zostały zmanipulowane.
- Dane z czarnych skrzynek są niepewne? - Tak, ich autentyczność budzi duże wątpliwości specjalistów. Po zapis kluczowych szesnastu sekund z polskiej kopii Jerzy Miller jeździł do Moskwy dwukrotnie, ponieważ Rosjanie przekazali materiał sfałszowany tak nieudolnie, że nawet jego urzędnicy nie mogli tego zaakceptować. Ekspertyza rosyjska FSB z czerwca 2010 r. jednoznaczne wskazuje, że analizowany zapis jest krótszy o dwie minuty od tego, którym posługiwał się MAK i komisja Millera. Ma 36, a nie 38 min. - Coś dodano? - Raczej rozciągnięto w czasie, by dostosować do przyjętej tezy.
Cały wywiad - w najnowszym wydaniu 'Sieci'. 'Sieci' - zawsze po stronie Polski. Polecamy 'Sieci' na Facebooku!"

W dniu 09 kwietnia 2013 artykul przegladowy po trzech latach od wypadku lotniczego w Smolensku, zamieszcza strona
http://niezalezna.pl/40200-specjalnie-dla-niezaleznapl-wieslaw-binienda-i-maria-szonert-o-katastrofie-smolenskiej w ktorym prof. Wiesław Binienda oraz mecenas Maria Szonert pisza:

"Osoby angażujące się w obywatelskie śledztwo smoleńskie są systematycznie oczerniane i dyskredytowane w oczach polskiej opinii publicznej przez rządowe media oraz komisję Millera... Dopiero w trzecią rocznicę katastrofy mamy pełną jasność, że śledztwo rosyjskie zostało przeprowadzone z pogwałceniem podstawowych norm badania wypadków lotniczych, że śledztwo polskie opierało się na rosyjskim nierzetelnym śledztwie, że rząd polski zaniechał wszelkich działań w tej sprawie i zdał się całkowicie na dobrą wolę Rosji, oraz że polska prokuratura dopuściła się skandalicznych zaniedbań i zaniechań podstawowych czynności procesowych w tej sprawie. Tak więc abstrahując od samej katastrofy, sposób przeprowadzenia śledztwa smoleńskiego zarówno przez stronę rosyjską jak i polską jest demonstracją braku szacunku dla poległych w Smoleńsku przywódców Państwa Polskiego ... Większość istotnych faktów dotyczących przygotowania wizyty prezydenckiej delegacji w Katyniu jest objęta ścisłą tajemnicą. Tak więc do dziś nie wiadomo, kto podjął decyzje, aby grupę najwyższych rangą generałów Wojska Polskiego skierować do Tupolewa, dlaczego jedyny zapasowy samolot uległ tego dnia awarii, czy rzeczywiście system bezpieczeństwa na lotnisku w czasie odlotu Tupolewa nie działał, i czy prawdą jest, że system komputerowy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i innych urzędach państwowych padł ofiarą cyberataku tego dnia. Natomiast wiemy z całą pewnością, że w godzinach wieczornych w przeddzień tragedii smoleńskiej Dyżurna Służba Operacji Sił Zbrojnych RP przekazała do Centrum Operacji Powietrznych w Warszawie informację o zagrożeniu atakiem terrorystycznym jednego z samolotów Unii Europejskiej. Komunikat ten podały w dniu katastrofy niektóre serwisy informacyjne w kraju. Niestety nic nie wiadomo o dalszych losach tego komunikatu. ... W dniu katastrofy z mocy prawa obowiązywało dwustronne porozumienie między Polską a Rosją w sprawie współpracy lotnictwa wojskowego. Trzeciego dnia Premier Putin stanął na stanowisku, że lot do Katynia był cywilną pielgrzymką, w związku z czym katastrofa smoleńska winna być badana według Międzynarodowej Konwencji Lotnictwa Cywilnego zwanej Konwencja Chicagowska. Rząd polski wyraził na to zgodę. Wkrótce potem organizacja nadzorująca implementację Konwencji Chicagowskiej oświadczyła, że Polski Tu-154M należący do 36 pułku polskiego lotnictwa wojskowego, który w locie o statusie 'Head' uległ katastrofie w Smoleńsku nie był statkiem powietrznym cywilnym. Był to statek powietrzny państwowy w klasycznym tego słowa znaczeniu. Dlatego też badanie katastrofy smoleńskiej nie mogło podlegać jurysdykcji Konwencji Chicagowskiej, która stosuje się wyłącznie do statków powietrznych cywilnych. W tej sytuacji Rosja oświadczyła, że wprawdzie Konwencja Chicagowska nie ma zastosowania, ale Rosja sama się zobowiązuje przeprowadzić śledztwo smoleńskie według załącznika 13 do tejże konwencji. Strona polska ponownie nie oponowała. W efekcie Rosja pogwałciła niemalże wszystkie normy badania wypadków lotniczych i większość przepisów załącznika 13. Ponieważ jednak strona polska zgodziła się na procedowanie poza ramami prawnymi zarówno konwencji chicagowskiej jak i umowy dwustronnej, śledztwo znalazło się w luce prawnej, która nie daje stronie polskiej mechanizmu egzekwowania od Rosji należytego przeprowadzenia śledztwa. ... Do momentu ogłoszenia w Rzeczypospolitej artykułu informującego, że polscy biegli wykryli środki wybuchowe na wraku Tupolewa, o wybuchu w Smoleńsku, tak jak kiedyś o mordzie w Katyniu, nie wolno było głośno mówić. Jednak histeryczna reakcja władz oraz żałosne wysiłki polskiej prokuratury, aby zataić wyniki badań przeprowadzonych przez polskich biegłych jesienią 2012 roku w Smoleńsku przełamały niepisane tabu i dziś można już prowadzić racjonalną debatę nad przesłankami wskazującymi na wybuch w Tupolewie.
Na eksplozje w powietrzu wskazuje wiele dowodów. Jak wynika m.in. z rosyjskiego protokołu oględzin miejsca zdarzenia z dnia katastrofy, rozpad samolotu w powietrzu rozpoczął się w odległości ok. 50 metrów przed pancerną brzozą, w miejscu gdzie czarne skrzynki wykazały drgania silników samolotu oraz awarie generatorów prądu. Według protokołu oględzin miejsca zdarzenia wiele mniejszych i większych fragmentów samolotu wisiało na drzewach, leżało na dachach pobliskich budynków, oraz pokrywało wąwóz i obszary, nad którymi przelatywał Tupolew. Kilkadziesiąt metrów za brzozą nastąpiło urwanie końcówki lewego skrzydła w taki sposób, że krawędź przednia tego skrzydła (sloty) nie została zniszczona, a rekonstrukcja skrzydła wykazała powstanie ogromnej dziury wewnątrz, za krawędzią przednią. Skrzydło to urwało się w miejscu ukrytego sygnału TAWS 38, gdzie też prawdopodobnie nastąpił wybuch kadłuba, który spowodował rozprucie się środkowej części kadłuba wzdłuż osi oraz otwarcie i wywiniecie ściany z sufitem na jedną stronę i drugiej ściany na przeciwną stronę. Taka konfiguracja środkowej części kadłuba została zarejestrowana na zdjęciach z wrakowiska. Symulacja wybuchu kadłuba przeprowadzona przez Sandia National Lab, która tłumaczy zachowanie się kadłuba po wybuchu, zgadza się z konfiguracja kadłuba w Smoleńsku zarejestrowaną na zdjęciach z wrakowiska. W tym samym czasie, kiedy środkowa część kadłuba ulegała rozpruciu, przód i tył samolotu zostały od niego oderwane. Tak wiec z wysokości ok. 30 metrów gdzie najprawdopodobniej nastąpił wybuch spadło na ziemię tysiące fragmentów samolotu, niektóre większe części kołami do góry, inne kołami do dołu. Dlatego też nie ma śladu krateru na wrakowisku. Krater taki musiałby powstać gdyby w miękkie podłoże runął cały samolot, jako jedna masa. Na wybuch wskazuje również stan zwłok. Rzadko spotykane rozczłonkowanie i rozrzut zwłok, fakt, że wiele ciał na wrakowisku zostało znalezione bez odzieży wierzchniej, oraz znalezienie szczątków ludzkich przed miejscem pierwszego kontaktu samolotu z ziemia, to tylko nieliczne przykłady z całej masy faktów wskazujących na wybuch. Obecność środków wybuchowych zidentyfikowana przez polskich biegłych została potwierdzona przez niezależne specjalistyczne badania laboratoryjne fragmentów ubrania jednej z ofiar wykonane na zlecenie rodziny. Dowody w sprawie katastrofy smoleńskiej były systematycznie niszczone, manipulowane, zatajane i fałszowane. Przykładowo protokół oględzin miejsca katastrofy, w tym rozkładu szczątków samolotu i zniszczeń drzew zrobiony przez rosyjskich prokuratorów w kilka godzin po katastrofie został udostępniony dopiero w 2013 roku. Dokument ten wskazuje, że słynna pancerna brzoza miała jedynie złamany czubek na wysokości 1 metra od góry. Ponadto szeroko znane są fakty przeniesienia fragmentu samolotu w nocy z 11 na 12 kwietnia 2010 roku, czy też rażąco błędna interpretacja nagrań z kabiny pilotów, ukrycie na mapie bardzo istotnego punktu TAWS 38, oraz brak połowy sekundy danych natychmiast po sygnale TAWS38, kiedy to samolot gwałtownie zmienił kierunek lotu i zaczął spadać. Ponadto trajektoria pionowa wyznaczona za pomocą sygnału TAWS udowadnia, że samolot nie znajdował się na wysokości 5-7 metrów nad ziemią w okolicy pancernej brzozy. Jednak nawet gdyby był na takiej wysokości i uderzył w brzozę, to w wyniku tego zderzenia nie mógł utracić 6 metrów lewego skrzydła, jak twierdzą obie komisje. Są to jedynie przykłady całej masy problemów wynikających z raportów MAK i Millera. Niestety, progres w dochodzeniu do prawdy o katastrofie smoleńskiej jest okupiony wysoką ceną. Osoby angażujące się w obywatelskie śledztwo smoleńskie są systematycznie oczerniane i dyskredytowane w oczach polskiej opinii publicznej przez rządowe media oraz komisję Millera. Kilka osób związanych z obywatelskim śledztwem smoleńskim zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach. W październiku 2012 roku Remigiusz Muś, pilot polskiego YAKa 40, który wylądował w Smoleńsku na krótko przed Tupolewem, został znaleziony martwy w piwnicy swojego bloku. Remigiusz Muś, który po wylądowaniu w Smoleńsku rozmawiał z załogą nadlatującego Tupolewa oraz przysłuchiwał się rozmowie kapitana Protasiuka z rosyjską wieżą kontroli lotów, był najważniejszym świadkiem w śledztwie smoleńskim. Nie tylko naukowcy, dziennikarze i świadkowie są prześladowani za Smoleńsk. Również rodziny ofiar katastrofy są traktowane przez rząd, media i prokuraturę w sposób okrutny. Przypomnijmy tylko niektóre ciosy, jakie spadły na rodziny ofiar. Szczątki ciał ich najbliższych nie zostały dokładnie zebrane z miejsca katastrofy. W efekcie szczątki ofiar, szczególnie z kabiny, w której znajdowali się generałowie, były dowożone do kraju przez kilka tygodni, kremowane za radą przedstawicieli rządu, a następnie oddawane rodzinom w celu tzw. dochowków. Dziś wiadomo, że nikt z Polaków nie był obecny w momencie zamykania i lakowania trumien w Moskwie. Wiadomo również, że w czasie identyfikacji zwłok w Moskwie rodziny poinformowano, że nie będzie im wolno otwierać trumien w Polsce. Z niewiadomego powodu polska prokuratura zaniechała przeprowadzenia autopsji zwłok po powrocie trumien do kraju, mimo, że prawo polskie nakłada na prokuraturę obowiązek przeprowadzenia autopsji z urzędu, jeśli zgon obywatela polskiego następuje zagranicą. Telefony komórkowe ofiar katastrofy nie zostały rodzinom zwrócone. Znane są przypadki niszczenia rzeczy osobistych ofiar katastrofy przez polskie władze bez zgody rodziny, oraz kradzieży kart kredytowych ofiar z miejsca katastrofy przez Rosjan. Raporty sądowo-medyczne otrzymane z Rosji okazały się w takim stopniu nieprawidłowe, że zaistniało podejrzenie pomylenia zwłok. W efekcie sześć ciał do tej pory ekshumowanych pochowano w niewłaściwych grobach. Ten stan rzeczy powoduje, że pozostałe rodziny nie mają żadnej pewności, że w ich rodzinnych grobach rzeczywiście zostali pochowani ich najbliżsi. W trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej warto przypomnieć, że legitymacja demokratycznej władzy opiera się na odpowiedzialności rządzących i uczciwości w relacjach międzyludzkich, a nie na użyciu siły, podstępu, przekupstwa i kłamstwa...".

Strona http://martynka78.salon24.pl/499658,10-kwietnia-2010-panstwo-polskie-upadlo-na-kolana w dniu 10 i 11 kwietnia 2013
komentuje Raport Parlamentarnego Zespolu ds. Katastrofy Smolenskiej, z dnia 10 kwietnia 2013 roku:

"...W najnowszym wydaniu periodyku naukowego Mathematical and Computational Forestry & Natural-Resource Sciences (MCFNS) profesor Chris Cieszewski, wespół z Roger'em Lowe, Pete'm Bettinger'em i Arun'em Kumar'em z University of Georgia, przedstawił wyniki analiz danych satelitarnych. Wnioski są następujące:
'...obraz ukazuje wyraźny wzorzec szczątków z mniejszymi w środku i większymi na obrzeżach terenu katastrofy, co nie jest zgodne z opisami wzorca zniszczeń struktur cieńkościennych (Abramowicz 2003 and 2004; Hanssen et al. 2000; and White et al. 1999) i co wskazuje na to, że musiały istnieć siły działające na boki, które rozrzuciły te części z dala od epicentrum. Sugeruje to, że zniszczenie spowodowane było siłami działającymi na boki, które zgodnie z prawem Stokesa rozrzucały najcięższe części najdalej'.
Muszę w tym miejscu podkreślić z całą mocą, że gdyby nie upór ze strony szefa Zespołu Parlamentarnego Antoniego Macierewicza, jego gigantyczna praca, pozyskanie dla sprawy smoleńskiej tak wielkich zasobów ludzkich, w postaci znakomitych naukowców z całego świata i z Polski, do dzisiaj tkwilibyśmy po uszy w kłamstwie smoleńskim w jego najbardziej odrażającym, rosyjskim wydaniu. Działania ekspertów skupionych wokół ZP skutecznie rozbiły kłamstwo smoleńskie, a postaci takie, jak Wiesław Binienda, Kazimierz Nowaczyk, Grzegorz Szuladziński, Wacław Berczyński, Marek Dąbrowski oraz wiele, wiele innych osób, o których często nie słychać w mediach, a które równie ciężko pracują, na trwałe wpisały się do historii Polski. To oni w przyszłości będą wymieniani, jako ci, którzy się nie dali uwieść kłamstwu, nie zgodzili się na hańbę, jaką Polsce i Polakom zgotowano 10 kwietnia, i po tej dacie. Trzeba też w tym miejscu podkreślić, że po 10 kwietnia 2010 r. doszło do fenomenalnego wybuchu obywatelskiej działalności, ukierunkowanej na dojście do prawdy o tej strasznej tragedii, co widać było doskonale w blogsferze. Dzisiaj, w trzecią rocznicę Katastrofy Smoleńskiej Zespół Parlamentarny zaprezentował najnowszy raport podsumowujący dotychczasowe badania. Wbrew twierdzeniem oponentów ZP w gronie jego współpracowników znaleźli się ludzie zawodowo związani z lotnictwem na najwyższym światowym poziomie. Mam tu na myśli doktora inżyniera Bogdana Gajewskiego, autora ponad stu obowiązkowych zarządzeń dotyczących sprawności sprzętu lotniczego i działań korekcyjnych, konsultanta badania wypadków lotniczych, eksperta w zakresie bezpieczeństwa lotów cywilnych, członka International Society of Air Safety Investigators (Międzynarodowego Towarzystwa Badaczy Wypadków Lotniczych), związanego z lotnictwem od ponad 30 lat.
Z ZP współpracuje także inżynier pilot MSME Glenn A. Jorgensen oraz kontroler lotów Konrad Matyszczak. Jak zapewniają autorzy raportu, w badaniach nieodzowna była pomoc ze strony pilotów dużych samolotów komunikacyjnych i wojskowych, kontrolerów lotów oraz specjalistów w dziedzinie badania wypadków lotniczych.
Co się stało 10 kwietnia 2010 roku nad Smoleńskiem? Wnioski płynące z badań ekspertów są jednoznaczne, choć, jak podkreślają autorzy raportu, badania nadal trwają. Według nich najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy była destrukcja samolotu TU-154M zapoczątkowana eksplozją. Na taki scenariusz wskazują analizy dr. Grzegorza Szuladzińskiego i prof. Jana Obrębskiego. Naukowcy współpracujący z ZP podkreślają jednak, że prace nie zostały jeszcze zakończone, badania ciągle trwają, choć niezmienny jest główny element spajający wszystkie dotychczasowe badania, co do którego naukowcy nie mają wątpliwości, mianowicie przyczyną katastrofy smoleńskiej były eksplozje. Eksperci ZP przypominają też kluczowe informacje, jak ta, że samolot był błędnie naprowadzany, zaś na wieży przebywały osoby nieuprawnione, które decyzje na temat losów polskiego samolotu konsultowały bezpośrednio z Moskwą, co stanowi rażące złamanie zasad, obowiązujących kontrolerów.
Destrukcja samolotu rozpoczęła się jeszcze przed pancerną brzozą, która miała być przyczyną całego nieszczęścia, czego dowodzi między innymi protokół rosyjskich śledczych sporządzony kilka godzin po tragedii, którego dotąd nikt oficjalnie nie podważył. To z tego dokumentu mogliśmy się dowiedzieć, że około sto mniejszych i większych fragmentów samolotu, znajdowało się na powierzchni ponad 3500 m2 (dla porównania - powierzchnia skrzydeł TU-154M wynosi 201,54 m2) przed szosą Kutuzowa, czyli przed dotychczas pokazywanym wrakowiskiem. Odłamki samolotu znalazły się nie tylko w pobliżu 'pancernej brzozy', ale nawet przed nią. Na poważne kłopoty TU 154 M jeszcze przed brzozą wskazuje też ekspertyza ATM, wykonana na zlecenia Prokuratury Wojskowej, udostępniona naukowcom na październikową konferencję. Przyznam, ze najmocniejsze wrażenie na mnie zrobiła informacja o 'wycięciu' 0,5 sekundy z kilku rejestratorów, o czym mówił dzisiaj doktor Nowaczyk:
'W ekspertyzie (ATM) podano, iż z odczytów usunięto ostatnie pół sekundy. Nastąpiła tu zadziwiająca zbieżność: w raporcie MAK w trakcie tej samej pół sekundy także nie ma żadnych odczytów, a zamiast nich pojawia się szara linia oznaczająca brak danych, usuniętych przy zastosowaniu rosyjskiego programu WinArm32, używanego do prezentacji zapisów. Z takim samym zabiegiem mamy do czynienia w nagraniach CVR. Podczas alarmu TAWS nadawane są automatycznie komunikaty głosowe (np. Terrain Ahead, Pull Up). Ostatni z tych komunikatów w dostępnych nagraniach z kokpitu jest przerwany w pół słowa: Pull... chociaż system TAWS nie uległ awarii, ponieważ trzy sekundy później nagrał ostatni 'fault.log'. Tak więc i ostrzeżenie 'Pull Up' powinno się nagrać w całości. Wycięte z rejestratorów i z nagrania z kokpitu pół sekundy znajduje się bezpośrednio po TAWS #38. Można zatem przypuszczać, że nastąpiło wówczas zdarzenie, które zostało zarejestrowane przez czarne skrzynki, rosyjską i polską, i było słyszalne w kabinie pilotów'.
Co się wtedy wydarzyło, możemy się jedynie domyślać, choć odnaleziony przez biegłych PW trotyl zdaje się przybliżać nas do rozwiązania tej zagadki. Na możliwość sfałszowania CVR wskazywał też inżynier Konrad Matyszczak, kontroler lotów, który w tej sprawie złożył zawiadomienie do prokuratury.
Po trzech latach od tamtych tragicznych, kwietniowych wydarzeń, dzięki wielu dzielnym ludziom, zbliżamy się do prawdy o tym, jak zginął Prezydent Polski, polscy generałowie, piloci, posłowie i urzędnicy. ...

Czy może wie Pani co jest w zawiadomieniu prokuratury inż. Matyszczaka? Czyżby chodziło o to:
'Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie ul. Nowowiejska 26 B 00-911 Warszawa Polska Po. Śl. 54/10 Katastrofa w ruchu powietrznym w dniu 10.04.2010 Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Realizując społeczny obowiązek zawiadomienia organów ścigania o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu zawarty w art. 304 § l k.p.k. oraz realizując obowiązek prawny zawarty w art. 240 § l k.k. który stanowi: 'Kto, mając wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu lub dokonaniu czynu zabronionego określonego w art. 118, 118a, 120-124, 127, 128, 130, 134, 140, 148, 163, 166, 189, 189a § 1, art. 252 lub przestępstwa o charakterze terrorystycznym, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw podlega karze pozbawienia wolności do lat 3' informuję, że: 1. W zakresie informacji o wyłączeniu autopilota przez załogę polskiego rządowego Tu-154m oraz o prędkości zniżania polskiego rządowego samolotu Tu-154m, który w dniu 10.04.2010 roku uległ rozbiciu istnieje duże podejrzenie ukrywania prawdziwych informacji mających na celu ukrycie faktu zaistnienia czynu zabronionego przez Kodeks Postępowania Karnego. Ukrywanie informacji dokonuje się głównie poprzez osobę polskiego akredytowanego przy komisji MAK, pana Edmunda Klicha. 2. Wnioskuje także o sprawdzenia przez prokuraturę wszystkich pozostałych osób, które mając wiedzę na temat umiejscowienia momentu wyłaczenia przez załogę Tu-154m autopilota lub rzeczywistych prędkości zniżania w/w samolotu działają na szkodę sledztwa, ukrywają, blokują lub fałszują informację w tym temacie. 3. Wnioskuje także o sprawdzenie przez prokuraturę oryginałów zapisu czarnych skrzynek: - CVR (Cockpit Voice Recorder) MARS-BM, - FDR (Flight Data Recorder) MSRP-64M-6, - QAR - Quick Access Recorder KBN-1-2 (rosyjski)) - ATM Quick Access Recorder ATM-QAR (polski) w zakresie umiejscowiena momentu odłączenia przez załogę Tu-154m autopilota w kanałach: podłużnym, poprzecznym oraz ciągu automatycznego, a także w zakresie umiejscowienia poszczególnych komunikatów o wysokości wypowiadanych przez załogę Tu-154m, nawigatora samolotu Tu-154m (porucznika Artura Ziętka). 4. Wnioskuje o przeprowadzenie także eksperymentu na Tu-154m sprawdzającego te ustalenia. Uzasadnienie do wniosku: 04.04.2011 Edmund Klich w wywiadzie stwierdza, że przy prędkości zniżania 8 m/s Tu-154m opadł 20 metrów zanim zaczął zwiększac wysokosc.
http://www.polskatimes.pl/fakty/katastrofasmolenska/388326,e-klich-o-macierewiczu-nie-ma-podstaw-by-mnie-oskarzac-to,id,t.html?cookie=1'. LUKASZ1988...".

Dnia 10 i 11 kwietnia 2013 roku strona
http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/ podaje omowienie Raportu Zespolu Macierewicza z dnia 10 kwietnia 2013 roku:

"W służbach specjalnych po katastrofie w Smoleńsku powinny powstać analizy, które ocenią dwie hipotezy. Pierwsza z nich to zmowa urzędników i firm w celu przechwycenia kontraktu na remont Tu-154. Druga: akcja rosyjskich służb specjalnych skutkująca zdobyciem dostępu do samolotu w czasie remontu. Zdaniem autorów opinii, Jerzego Kicińskiego, pełniącego obowiązki szefa ABW w 2007 r., oraz Andrzeja Kowalskiego, byłego p.o. szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, zawartej w raporcie zespołu Antoniego Macierewicza, Federalna Służba Wojskowo-Technicznej Współpracy (FSWTW), która odegrała główną rolę w kierowaniu procesem przetargu na remont tupolewa, stanowi firmę przykrycia dla rosyjskiego wywiadu. W związku z tym przedstawiciele FSWTW nawiązujący kontakt z polskimi instytucjami w kluczowych dla Polski sprawach powinni być objęci rozpoznaniem Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), a działalność FSWTW na świecie powinna być pod stałą uwagą SWW. Powinny być prowadzone działania operacyjne, które pozwolą na identyfikację osób zatrudnionych w FSWTW i podejrzewanych o pracę na rzecz wywiadu SWR/GRU.
Kiciński i Kowalski zauważają, że ze względu na obszar pracy i utrzymywane kontakty firmie Polit-Elektronik - jednemu ze zwycięzców przetargu na remont tupolewa - trzeba było nadać w SKW status firmy przykrycia dla działań wojskowego wywiadu Federacji Rosyjskiej (GRU). Kontrwywiad powinien dysponować szczegółowymi informacjami o kontaktach tej firmy wśród przedstawicieli polskiej administracji (głównie MON) oraz innych instytucji (w tym parlamentu) oraz dziennikarzy (szczególnie z pism branżowych opisujących siły powietrzne) - podkreślają autorzy opinii.
Także wprowadzenie w Federacji Rosyjskiej przepisów dekretu Prezydenta FR z 16 stycznia 2009 r. - które miało wpływ na rozstrzygnięcie przetargu - winno być poddane analizie pod kątem wpływu nowych rozporządzeń na kształt współpracy i dobór kooperantów dla strony rosyjskiej.
Dwie główne hipotezy. Byli szefowie służb punktują także inne zaniedbania polskich służb specjalnych. Piszą, że przetarg na remont Tu-154M należało objąć osłoną kontrwywiadowczą ze strony SKW i że powinna powstać dokumentacja dotycząca remontu od momentu podjęcia decyzji o rezygnacji z zakupu nowych samolotów dla VIP i po decyzji o remoncie w Rosji użytkowanych w tym czasie samolotów. Także wybór kontrahentów po stronie polskiej (Polit-Elektronik i MAW Telecom), ze względu na przedmiot zamówienia, powinien stać się przyczynkiem do gromadzeniem dokumentacji w SKW i podjęcia działań kontrolnych wobec tych firm w zakresie dotrzymania przez nie najwyższych standardów obsługi kontraktu remontowego.
W dokumentacji SKW winny być wyodrębnione dwa główne zasoby informacji: dotyczący zabezpieczenia remontu na terenie zakładów remontowych i kontroli jakości jego wykonania oraz zawierający wszelkie informacje dotyczące zagrożeń wywiadowczych i terrorystycznych, które mogły wiązać się z remontem samolotu. Wreszcie - podkreślają Kiciński i Kowalski - należało zlecić analizy, które occenią dwie hipotezy główne.
Pierwsza z nich mówi o tym, że nastąpiła zmowa urzędników i firm w celu przechwycenia kontraktu. Za wiarygodnością tej hipotezy przemawia jednoczesne działanie rosyjskich i polskich władz, np. przepisy dekretu Prezydenta Rosji z 16 stycznia 2009 r., które wykorzystano do sterowania przetargiem na remont polskich samolotów TU-154M, i wyeliminowanie przez stronę polską - prawdopodobnie pod wpływem Rosjan - ofert konkurencyjnych dla firmy promowanej przez stronę rosyjską. Autorzy opinii nie wykluczają także innych możliwości, np. takiej, że określona grupa biznesowa, chcąc popełnić przestępstwo polegające na ustawieniu przetargu, budowała osłonę pozorującą działania wywiadu. Albo że rosyjski wywiad wojskowy realizował operację specjalną, w czasie której, dzięki maksymalizacji kwoty kontraktu, wybrane osoby (po stronie rosyjskiej i polskiej) uzyskały dodatkowe, nielegalne dochody.
Czego nie zrobiono. Główny błąd - lub celowe zaniechanie polskich władz - to według Jerzego Kicińskiego i Andrzeja Kowalskiego niepodjęcie decyzji o zakupie nowych samolotów ze strefy ekonomiczno-technologicznej będącej poza wyłącznym zasięgiem operacyjnym wrogich Polsce państw (głównie Rosji i Chin). Konsekwencją tego była konieczność remontu samolotów rządowych w Rosji, co w przypadku dwóch tupolewów skończyło się oddaniem ich w ręce rosyjskich służb specjalnych. Jak czytamy w raporcie zespołu parlamentarnego - w realiach rosyjskich nie miało znaczenia, czy remontu dokonywały firmy przykrycia rosyjskich służb specjalnych, współpracujące z tymi służbami, obsadzone funkcjonariuszami lub współpracownikami tych służb, czy też doraźnie zadaniowane i kontrolowane przez służby. Polskie władze musiały zdawać sobie sprawę z tych realiów, nie zrobiono jednak nic, by zminimalizować zagrożenia ze strony Moskwy. Dopuszczono do wygrania przetargu przez firmy jednoznacznie powiązane z podmiotami rosyjskimi, nie kontrolowano operacyjnie przebiegu przetargu, nie zapewniono ciągłego nadzoru nad remontem.
Kiciński i Kowalski dochodzą do konkluzji, że polski przetarg na remont samolotów został ustawiony przez stronę rosyjską. Świadczy to o tragicznie wysokim stopniu zinfiltrowania polskich struktur wojskowych i bezpieczeństwa przez służby rosyjskie - piszą byli szefowie służb. I dodają, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że część polskich decydentów mogła pełnić w sprawie remontu tupolewów rolę marionetek rosyjskich.
Grzegorz Wierzchołowski, Leszek Misiak".

Dnia 14 kwietnia 2013 powrocil temat osob uratowanych po Katastrofie Smolenskiej 2010 roku w dyskusji na stronie
http://martynka78.salon24.pl/
gdzie m.in. czytamy:
"...Oto w czasie posiedzenia ZP w dniu 22 grudnia 2011 roku Malgorzata Wassermann, odnoszac sie do wyników ekshumacji swojego ojca, powiedziala niezwykle wazne zdanie: 'Nigdy sie prawdopodobnie nie dowiecie czy oni przezyli te katastrofe i ile minut lub godzin zyli po tej katastrofie i czy w zwiazku z tym byla im udzielana jakakolwiek pomoc'. W opinii córki sp. Z. Wassermanna, znajacej przeciez materialy zgromadzone przez prokurature, nie mozna z cala pewnoscia stwierdzic faktu, ze wszyscy zgineli w chwili katastrofy. ... Malgorzata Wassermann stwierdzila, iz nigdy sie nie dowiemy, czy ktos przezyl i czy byla mu udzielana pomoc, a to dlatego, ze Rosjanie celowo nie dokonywali opisów zmian posmiertnych, by uniemozliwic w przyszlosci dokladne okreslenie czasu zgonu oraz jednoznaczne stwierdzenie, ile czasu po wypadku ofiara zyla. ... Podobna wage maja slowa funkcjonariusza BOR, pirotechnika majora rezerwy Roberta Treli: 'Wedlug oficjalnej wersji MAK samolot po zderzeniu z ziemia przekrecil sie na lewa strone. Zastanawiajace jest, dlaczego wiec wiekszosc cial ofiar znalazla sie po prawej stronie w stosunku do toru lotu? Wiele cial lezy twarza w blocie, a zdjecia, które ogladalem, byly wykonane zaraz po katastrofie. Wyraznie widac po nich, ze nikt tym osobom nie udzielil pierwszej pomocy, tym samym nie sprawdzil, czy ktos przezyl. A osoby ze zdjec wykonanych miedzy godzina 11.30 a 14.52 nie zmieniaja swojej pozycji. Zastanowilo mnie szczególnie jedno zdjecie, które znalazlo sie w Internecie. Jest na nim osoba z noga, w której utkwil przedmiot przypominajacy rurke. Jest cala pokryta wysuszonym blotem, natomiast czesc nad pretem jest zaczerniona. Wydaje mi sie, ze rurka przebila tetnice udowa. W tej kwestii powinien sie wypowiedziec ekspert, bo jesli wedlug zalozen MAK ta osoba zginela natychmiast, to w jaki sposób krew znalazla sie duzo wyzej niz miejsce urazu?'. Czy polska prokuratura zdolala juz odpowiedziec na to pytanie? ... O trzech osobach, które przezyly katastrofe mówil tez szef Wydzialu Politycznego ambasady RP w Moskwie, Tomasz Turowski, który zeznal: 'Jeden z funkcjonariuszy Federalnej Sluzby Bezpieczenstwa, wychodzac z terenu katastrofy, powiedzial mi, ze trzy osoby dawaly 'zyzniennyje riefleksy'.' ... Jak widac temat nie pojawil sie 9 kwietnia 2013 r. wraz z wypowiedzia Antoniego Macierewicza, ale zostal podjety i naglosniony wlasnie teraz z innych powodów. Wydaje sie, iz trwajaca akcja pod tytulem 'slowa Macierewicza sa nie do przyjecia i rania bliskich ofiar' jest przykladem, jak niektórzy goraczkowo szukaja alternatywy dla raportu Zespolu Parlamentarnego, którego tezy zaprezentowano 10 kwietnia 2013 roku. ...
... (dyskusja:) ...
Dnia 10 kwietnia 2010r. (ok. godziny 11:06) ówczesny rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Piotr Paszkowski (przed MSZ w Warszawie) w transmitowanej na zywo, m. in. w TVP INFO, stwierdzil: 'P. Paszkowski: ...Zaistniala w tej chwili niepotwierdzona informacja o tym, ze trzy osoby zostaly ciezko ranne, ale przezyly ten wypadek, ale na razie jest to wiadomosc agencyjna, nasze zródla dyplomatyczne tej informacji nie potwierdzaja, takze w chwili obecnej, mozemy zalozyc, ze wszystkie, niestety 88 osób, które znajdowaly sie na pokladzie, w momencie wypadku zginely. Dziennikarka: A czy informacje próbowaliscie Panstwo potwierdzic o tym, ze te trzy osoby jednak ciezko ranne, ale zyja? P. Paszkowski: Tak, w tej chwili, te informacje weryfikujemy, tak jak mówie, jest to na razie informacja medialna, która splynela z jednej z agencji informacyjnej obecnych na miejscu, tak ze nasze sluzby obecne na miejscu wypadku w tej chwili, te informacje weryfikuja, ale nie mamy potwierdzenia, nasze sluzby twierdza, ze niestety najprawdopodobniej mozemy zalozyc, ze wszystkie 88 osób, które znajdowaly sie na pokladzie w momencie tej niewyobrazalnej katastrofy zginely...'.
Skoro wiec informacja byla weryfikowana, to obowiazkiem przedstawiciela MSZ bylo podanie wyników tej weryfikacji do wiadomosci opinii publicznej. Ja nie spotkalem sie z dementi wymienionej przez p. Paszkowskiego informacji, ale moze taka sytuacja miala miejsce? BRESLAND...".

Dnia 15 kwietnia 2013 nadal o trzech uratowanych z Katastrofy Smolenskiej 2010 roku na stronach:
http://niezalezna.pl/40356-ujawniamy-protokol-o-trzech-rannych-ze-smolenska-takze-rosyjskie-media-mowily-o-rannych-100420 oraz http://fakty.interia.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje/aktualnosci/news-wprost-lekarz-pogotowia-stracil-prace-za-smolensk,nId,955481:
"...Dariusz Górczyński z MSZ RP zeznał, że od Tomasza Turowskiego usłyszał, że trzy osoby przeżyły. '...Zadzwoniłem o 10.43 do Dyrektora Bratkiewicza i powiedziałem mu że samolot się rozbił i że jest rozbity na kawałki. Następnie zadzwoniłem do Tadeusza Stachelskiego do Katynia i do dziennikarza Wiktora Batera, który był w Moskwie. Było ogromne zamieszanie, momentalnie w ciągu 5, może 10 minut pojawiła się milicja, straż i służby ratownicze. Po około godzinie ktoś ze służb ratunkowych powiedział, że niestety nikt nie przeżył. O ile dobrze pamiętam, ambasador [Tomasz] Turowski około godz. 12 przekazał mi, że otrzymał informację od funkcjonariusza FSO, że trzy osoby przeżyły i w ciężkim stanie zostały przewiezione do szpitala. Ja spytałem o to Pawła Kozłowa [oficera FSO], który stwierdził, że nic o tym nie wie, ale polecił sprawdzić wszystkie szpitale. Informacja ta się nie potwierdziła...',
zeznał Górczyński. Nikt z polskich urzędników oraz prokuratorow ani 10.04.2010 ani później nie sprawdził informacji o rannych, którzy przeżyli katatsrofę ...
To samo Tomasz Turowski zeznał w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w grudniu 2010 r.
Informację o tym, że trzy osoby preżyły podawała również telewizja TVP Info ...
O rannych informowały także rosyjskie media 10 kwietnia 2010 r. Pisały wówczas:
'Dane dotyczące liczby osób na pokładzie samolotu Tu-154, który się rozbił, są sprzeczne. Rosyjskie organy ścigania mówią, że nikt ze 132 osób nie przeżył. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polski poinformowało, że na pokładzie znajdowało się 88 osób i według wstępnych danych, trzy osoby przeżyły, chociaż są ranne, informuje korespondent Radia Swoboda', czytamy na portalu svoboda.org. W Internecie nadal jest dostępna również depesza rosyjskiej agencji informacyjnej ITAR-TASS. Jej korespondent
Aleksiej Karcew pisał: 'Na kilka minut pojawiło się i od razu znikło doniesienie, że udało się znaleźć trzy ciężko ranne osoby'.
Autor: oa, dk. Żródło: niezalezna.pl".

"Doktor Dymitr Książek, który był w Moskwie w czasie identyfikacji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, traci pracę, donosi tygodnik 'Wprost'. Jesienią ubiegłego roku, po ponad 2 latach milczenia, udzielił on 'wprost' wywiadu, w którym mówił, jak wyglądały identyfikacje ofiar, do jakich pomyłek mogło tam dojść i jak ciała były pakowane do trumien. 'Reakcja lekarskiego środowiska była natychmiastowa. Najpierw oskarżenie o złamanie tajemnicy lekarskiej. Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej zarzuty oddalił. Potem nakaz testów psychologicznych i sprawdzanie, czy dr Książek nie cierpi na zespół stresu pourazowego. I wreszcie informacja, że 18 kwietnia kończy się jego kontrakt z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym', czytamy na stronach 'Wprost'. ... z portalem niezależna.pl dr Książek zapewnia: 'Potwierdzam wszystko, co już wcześniej mówiłem na temat Smoleńska i na temat identyfikacji ciał w Moskwie. Panował totalny bałagan, który prędzej czy później musiał doprowadzić do ekshumacji'...".

Strona http://niezalezna.pl/40360-przypominamy-rzecznik-msz-i-polskie-media-10042010 dnia 15 kwietnia 2013 roku (autor: Olga Alehno. Żródło: niezalezna.pl) na temat trzech ofiar Katastrofy Smolenskiej:
"Trzy osoby przeżyły katastrofę - powiedział ok. godz. 11 w dniu 10 kwietnia 2010 r. dziennikarzom w Warszawie ówczesny rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. 'Według informacji tvn24.pl osoby te zostały przewiezione do szpitala. Nie przeżyły jednak katastrofy', pisał tegoż dnia portal TVN. Informowała o trzech rannych również Polska Agencja Prasowa. 'Trzy osoby przeżyły', 'Trzy osoby mogły przeżyć', takie tytuły pojawiły 10 kwietnia 2010 r. po godz. 11 m.in. na portalach gk24.pl, RMF 24, Neewswek. Redaktorzy powoływali się na oświadczenie przedstawiciela resortu spraw zagranicznych Paczkowskiego (winno byc: Piotr Paszkowski - szef Gabinetu Politycznego, do września 2010 roku pełnił także funkcję rzecznika prasowego), które ten zrobił przed kamerami pod budynkiem MSZ (w oryginale blednie MZS) w Warszawie. Stwierdził on wówczas, że według nieoficjalnej informacji trzy osoby przeżyły katastrofę ... Oświadczenie Paczkowskiego / Piotra Paszkowskiego, zarejestrowały m.in. mikrofony radia Eska Rock, Tok FM, Polskiego Radia, RMF FM, agencji PAP. Również kamery telewizji TVN, Polsat News, TVP Info. Ponadto pisząc o pierwszych godzinach po katastrofie telewizja TVN zaznaczyła w tekście na swoim portalu internetowym: 'Paszkowski zaznaczył, że według niepotwierdzonej informacji, 3 osoby przeżyły katastrofę, ale polskie źródła dyplomatyczne nie potwierdzają jej. Według informacji tvn24.pl osoby te zostały przewiezione do szpitala. Nie przeżyły jednak katastrofy'."

Portal http://www.padre.info.pl/
dnia 15 kwietnia 2013 roku na podstronie http://www.padre.info.pl/artykuly-rozne/1314-awarie-w-tupolewie-przed-katastrof%C4%85-pe%C5%82na-tre%C5%9B%C4%87-referatu-dr-in%C5%BC-marka-d%C4%85browskiego.html
prezentuje pełną treść referatu mgr inż. Marka Dąbrowskiego wygłoszonego w czasie ostatniego posiedzenia Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU 154M z 10 kwietnia 2010r.
"...Wykorzystane w tym materiale informacje pochodzą głównie ze źródeł oficjalnych - m.in. ekspertyzy biegłych prokuratury wojskowej z firmy ATM, raportów z odczytania systemów FMS i TAWS przez amerykańską firmę Universal Avionics, raportu MAK, protokołu z oględzin miejsca zdarzenia wykonanego 10 kwietnia przez trzyosobową komisję pod przewodnictwem zastępcy naczelnika międzyrejonowego oddziału Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej w guberni smoleńskiej, a także analiz przygotowanych dla Zespołu Parlamentarnego. Ciąg niewyjaśnionych jeszcze do końca zdarzeń rozpoczął się, gdy samolot był w fazie odchodzenia na drugie zajście, tuż po minięciu bliższej radiolatarni, w odległości około 970 metrów od progu pasa startowego lotniska Smoleńsk Siewiernyj. ... Od godz. 06:40:55,7 (czyli 1,3 sekundy przed hipotetycznym uderzeniem w brzozę) aż do końca nagrania głosowa czarna skrzynka zarejestrowała dźwięki o nieustalonym pochodzeniu, zinterpretowane przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych jako 'odgłosy przemieszczających się przedmiotów'. Według analizy przygotowanej przez jednego ze współpracowników Zespołu Parlamentarnego, pierwszy z tych odgłosów wystąpił w okolicy, w której nie rosną drzewa, a zatem nie jest związany z uderzeniem i musi mieć inną przyczynę. Zgodnie z Ekspertyzą techniczną firmy ATM, jedną sekundę przed domniemanym przez komisje uderzeniem w brzozę nastąpił skokowy wzrost wibracji wirnika sprężarki niskiego ciśnienia prawego silnika (przez następne 0,5 sek. wibracje utrzymały się w normie, następnie zaczęły spadać). Wibracje prawego silnika rosły gwałtowniej niż obu pozostałych silników. Zgodnie z ekspertyzą przygotowaną dla Zespołu Parlamentarnego przez inżyniera o specjalności silniki lotnicze (absolwenta MEiL), prawdopodobnie przed brzozą silnik Nr 3 doznał silnego wstrząsu, być może zewnętrznego. Dostanie się miękkich i cienkich gałęzi do silnika nie powinno doprowadzić do takich wibracji. Jak ujawnił prokurator-referent śledztwa smoleńskiego, w badanej brzozie znaleziono kawałki metalu lakierowane na biało i czerwono. To bardzo istotna informacja, ponieważ w strefie skrzydła, którą komisje przyjęły za zniszczoną przez brzozę nie ma elementów lakierowanych na czerwono. Najbliższe takie elementy znajdują się około 3 metrów od tego miejsca. Dlatego też, biorąc pod uwagę, że rosyjscy śledczy znaleźli kawałki samolotu już 12 metrów przed brzozą, można postawić hipotezę, że jeszcze przed drzewem miał miejsce wybuch w skrzydle, w prawie pustym zbiorniku paliwa numer 3. Pozbawił on samolot części siły nośnej i spowodował nadłamanie końcówki skrzydła, która odpadła później. Utrata części siły nośnej spowodowała obrót samolotu w lewo, tak, że po około sekundzie od inicjującego zdarzenia wartość przechylenia przekroczyła dopuszczalne 15 stopni. W pół sekundy po domniemanym przez komisje uderzeniu w brzozę pilot lecący obrócił wolant i został odłączony kanał przechylenia autopilota. Współpracujący z Zespołem Parlamentarnym pilot samolotu pasażerskiego zwrócił uwagę, że czas (0,5 sekundy) jaki upłynął od hipotetycznego uderzenia w brzozę do obrócenia przez pilota lecącego wolantu jest zbyt krótki, aby pilot w ten sposób zareagował na uderzenie. Jest bardziej prawdopodobne, że była to reakcja na wzrost przechylenia samolotu na lewe skrzydło. Według mojej interpretacji narastające przechylenie było spowodowane utratą części siły nośnej wskutek eksplozji wewnątrz skrzydła. Za taką hipotezą przemawia także fakt znalezienia przez rosyjskich śledczych oderwanych fragmentów samolotu kilkadziesiąt metrów na północ od miejsca uszkodzenia lewego skrzydła, przed ulicą Gubienki. Po obróceniu wolantu w celu wyrównania przechylenia, zgodnie z intencją pilota zadziałała prawa lotka i prawy interceptor lotki. W tym samym momencie nastąpiło niepożądane wychylenie lewego interceptora lotki, a także spadek przyspieszeń, świadczący o wstrząsie. Eksperci firmy ATM opisali w Ekspertyzie Technicznej wychylenie interceptora lotki jako możliwy skutek uszkodzenia lewego skrzydła. Lewy interceptor lotki cofnął się do położenia wyjściowego po 1 sekundzie od wychylenia. Następnie kolejne niepożądane wychylenie lewego interceptora lotki na 0,5 sekundy wzrosło do wartości 25. Eksperci firmy ATM zinterpretowali to jako prawdopodobny moment oderwania wcześniej uszkodzonej lewej końcówki skrzydła. Miało to miejsce ponad 100 metrów za brzozą, w pobliżu miejsca wskazanego przez profesorów: Brauna i Biniendę na podstawie obliczeń aerodynamicznych jako możliwe miejsce oderwania końcówki. Opisany w Ekspertyzie ATM mechanizm niszczenia lewego skrzydła czyni nieprawdopodobnym uderzenie w brzozę, na której zachował się przełom drzazgowy, a charakter niszczenia drzewa wskazuje na złamanie. Obecność drzazgi na złamanej brzozie świadczy o niemożliwości oderwania się końcówki lewego skrzydła dopiero 1,5 sekundy po kolizji. W momencie oderwania końcówki skrzydła nastąpiło załamanie przyspieszenia pionowego. O godzinie 06:40:59 włączył się automatycznie TAWS event#38: Landing. W tej samej sekundzie system TAWS zarejestrował komunikat o awarii sterowania klapami zaskrzydłowymi. W ciągu kolejnej 0,5 sekundy niepożądane wychylenie lewego interceptora lotki spadło do wartości 0. Po włączeniu się TAWS#38 rejestrator zapisał następujące awarie: - brak kontroli sztucznych horyzontów, - usterkę pionu żyroskopowego nr 1 (potwierdzeniem tej awarii jest niemożność otrzymania wartości kursu ze źródła analogowego przez komputery FMS w końcówce lotu), - awarie radiowysokościomierzy - brak sygnału gotowości, - przestawienie się zegara ATM na godz. 23:04:11.
Rejestratory zapisały rosnącą aż do końca pracy silników temperaturę gazów za turbiną lewego silnika oraz rosnące wibracje stopnia niskiego ciśnienia, pomimo wyraźnego zmniejszenia jego obrotów. Wibracje jego tylnej podpory wzrosły w ciągu 1 sekundy o prawie 30 %, i najprawdopodobniej w kolejnej sekundzie lotu przekroczyły wartości dopuszczalne, jednak nie zostało to już zapisane przez polską czarną skrzynkę, która wcześniej przestała pracować. Obroty lewego silnika zaczęły spadać w sekundzie, w której włączył się TAWS#38. Zgodnie z ekspertyzą specjalisty od silników, powodem takiego zachowania lewego silnika mogło być częściowe przysłonięcie wlotu powietrza ciałem obcym (np. oderwanym od samolotu fragmentem poszycia). Z wykresów zamieszczonych w ekspertyzie ATM przygotowanej dla prokuratury wynika, że w końcówce lotu nastąpiły awarie trzech generatorów prądu, z których każdy zlokalizowany był na innym silniku. W efekcie samolot został częściowo pozbawiony zasilania elektrycznego. Kłopoty z zasilaniem potwierdza także raport MAK, w którym na wykresach widać spadek napięcia 36 i 27 V. Zgodnie z zapisami skrzynki parametrów lotu, napięcie 36 V występowało dłużej tylko na szynie awaryjnej. Dokładny czas tych awarii nie jest na chwilę obecną możliwy do określenia, badania w tym zakresie trwają. Jednak informacja o awarii zasilania ma także potwierdzenie w zapisach innych parametrów, m.in. przedwczesnym zakończeniu zapisu kąta przechylenia, awarii pionu żyroskopowego czy wreszcie zniekształceniu znaczników czasowych rejestratora głosów i nagranych trzaskach. Rozpad samolotu następował w powietrzu. W dniu 10 kwietnia rosyjscy śledczy zidentyfikowali przed wrakowiskiem pola szczątków o łącznej powierzchni ponad 3500 m2. Zgodnie z wypowiedzią świadka, maszyna przelatywała z dużym przechyleniem na lewe skrzydło nad ulicą Kutuzowa tak nisko, że prawie zaczepiła o jadące samochody. Podobne położenie nad ulicą ('kołami do dołu, jak do lądowania') potwierdza inny świadek. Niektórzy świadkowie wspominali, że za lecącym samolotem ciągnął się warkocz ognia lub iskier. Pierwsze relacje mówiły o położeniu w końcówce lotu z przechyleniem na lewe skrzydło, informacje o locie kołami do góry pojawiły się później. Zgodnie z ekspertyzą techniczną firmy ATM zasilanie elektryczne maszyny przestało działać jeszcze w powietrzu, 1 sekundę przed pierwszym kontaktem samolotu z ziemią. Zanik zasilania skutkował jednoczesnym przerwaniem pracy rejestratorów: głosowego i parametrów lotu, a także komputerów FMS, o godzinie 06:41:01. Najbardziej prawdopodobną przyczyną przerwania pracy tych urządzeń był zanik napięcia w sieci awaryjnej spowodowany jej zniszczeniem wskutek oderwania ogona w locie po wybuchu w kadłubie. Taki scenariusz wydarzeń potwierdza fakt, że ciała ofiar znajdujące się na samym początku wrakowiska były najbardziej zniszczone. Na zakończenie chciałbym podziękować wszystkim osobom, w szczególności blogerom, których analizy i opracowania przyczyniły się do powstania niniejszego materiału".

Strony:
http://wszolek.salon24.pl/ oraz http://niepoprawni.pl/content/substancje-wybuchowe-bez-cienia-watpliwosci a takze http://www.fronda.pl/a/to-substancje-wybuchowe-bez-cienia-watpliwosci,27677.html informuja dnia 21 i 22 kwietnia 2013 roku, ze:
"W kolejnym numerze 'Do Rzeczy' Cezary Gmyz kontynuuje reporterski wątek materiałów wybuchowych na wraku Tu-154 M. Okazuje się, że biegli z prokuratury wykryli na specjalnych urządzeniach nie tylko TNT, ale też heksogen i oktogen. ... A mianowicie: jeśli rzeczywiście ktoś wniósł ładunek wybuchowy na pokład samolotu, to dlaczego Rosjanie - choć po prawie trzech latach - dopuścili polskich biegłych do badania wraku? Dlaczego wcześniej, kilka miesięcy temu, dokładnie umyli wrak i, wiedząc o materiałach wybuchowych, nic z tym fantem nie zrobili? Kolejne pytanie - w jaki sposób ładunek został na pokład wniesiony i kiedy, przez kogo, skoro przedstawiciele MON uparcie twierdzą, że Polacy nadzorowali remont samolotu w Samarze? ... Czy rosyjskie służby wiedzą, kto odpowiada za katastrofę smoleńską i celowo tę grupę 'kryją'?...".

"Ślady substancji wybuchowych - oktogenu i heksogenu - wykryto na szczątkach samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem - pisze w najnowszym numerze Do Rzeczy, Cezary Gmyz. Urządzenia użyte przez biegłych w Smoleńsku jesienią ubiegłego roku pokazały na wyświetlaczach nie tylko trotyl i związki nitrowe. Tygodnik 'Do Rzeczy' dotarł do
dokumentacji tych badań, tzw. zrzutów z urządzeń. Wynika z nich, że testy przesiewowe, jakie prowadzili biegli, wykazały też obecność bardzo silnych substancji wybuchowych - oktogenu (HMX) i heksogenu (RDX) oraz tzw. materiału inicjującego paramononitrotoulenu (p-MNT) (Mononitrotoluene). Próbki zostały pobrane na przełomie września i października 2012 r. Jednak polscy biegli nie przywieźli ich ze sobą od razu. Przez blisko dwa miesiące były one w wyłącznej dyspozycji Rosjan. Jak ustalił tygodnik 'Do Rzeczy', Rosjanie posiadali informacje o tym, co pokazały urządzenia, bo na miejscu badań pojawiła się rosyjska funkcjonariuszka, która przyglądała się pracy biegłych. W jutrzejszym 'Do Rzeczy' wywiad z Janem Bokszczaninem producentem urządzeń używanych do wykrywania śladów ewentualnych materiałów wybuchowych. Rozmawiają Cezary Gmyz i Mariusz Staniszewski".

"Mononitrotoluene, or methylnitrobenzene or nitrotoluene (MNT or NT), is a group of 3 organic compounds, a nitro derivative of toluene (or alternatively a methyl derivative of nitrobenzene). Its chemical formula is C6H4(CH3)(NO2)...". From Wikipedia.

Dnia 22 kwietnia 2013 przypomnijmy
stary tekst na temat heksogenu autorstwa Konrada Matyszczaka, z dnia 13 listopada 2012 roku, w portalu http://wpolityce.pl/artykuly/40552-c4-heksogen-rdx-w-tu-154-m-pieczec-putina-i-fsb-obecnosc-takiego-materialu-na-miejscu-zbrodni-jest-swoistym-podpisem-danej-sluzby-i-osoby,
gdzie napisano:
"W poprzednim swoim tekscie zwrócilem uwage, ze jedne ze zródel Cezarego Gmyza informowaly, ze
w Smolensku wykryto C4. ... Co prawda redaktor naczelny RzP, Tomasz Wróblewski od razu podwazyl mozliwosc wystapienia takiego materialu jednak jest to jeden z materialów wybuchowych, który najlepiej nadawal sie do zastosowania w Smolensku ze wzgledu na jego plastycznosc (mozliwosc wcisniecia w kazda szczeline) oraz doskonale dzialanie w niskich temperaturach. Ladunek wybuchowy C4 jest nazywany uplastyczniona forma Heksogenu (RDX) gdyz, ladunek C4 sklada sie w 91% +/- 1 % z RDX czyli heksogenu. Heksogen (RDX) jest takze czesto mieszany z trotylem (TNT) tworzac inne ladunki, które róznia sie proporcjami jednak skladniki sa podobne ... Dawid Setler wieloletni korospondent w Moskwie i znawca ZSRR i Rosji napisal w swojej ksiazce 'The Rise of the Russian Criminal State', ze w 1999 z zakladów i tajnej bazy FSB w Perm 'zaginely' nieokreslone dotad ilosci Heksogenu (RDX). ... To wlasnie Heksogen zostal uzyty w tym samym roku do serii zamachów w Rosji, które byly pretekstem do wojny z Czeczenia i wyniosly nikomu nieznanego W. Putina, ówczesnego szefa FSB do wladzy. Poprzez smierc ponad 300 osób i potedze strachu W. Putin porzucil stanowisko szefa FSB i w 1999 roku objal stanowisko premiera rozpoczynajac swoje rzady, które trwaja do dzis. Co ciekawe w Ryzaniu udaremniono zamach dzieki urzadzeniu podobnym do tych, które uzywali polscy biegli w Smolensku, gdyz urzadzenie obslugiwane przez szefa lokalnej policji natychmiast wykrylo Heksogen (RDX) ... W zwiazku z tym widac wiec, ze Heksogen (RDX) z którego jest zbudowany ladunek C4 nie na darmo jest nazywany 'pieczec FSB i Putina', gdyz uzycie tego materialu z powodu 'tajemniczej kradziezy' z bazy FSB w 1999 roku ogromnej ilosci Heksogenu (RDX) daje 'alibi'...".

Dnia
22 kwietnia 2013 roku na stronie
http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.Raport.S.24/post/502247,katastrofa-smolenska-w-recenzowanym-czasopismie-2
o 'brzozie smolenskiej':

"W poprzednim wpisie streściłem publikację prof. Chris Cieszewskiego, Rogera Lowe, Petera Bettingera i Aruna Kumara z University of Georgia, którzy w czasopiśmie Mathematical and Computational Forestry & Natural-Resource Sciences (MCFNS) przedstawili wyniki analiz danych satelitarnych z okresu poprzedzającego katastrofę i po niej. Ta notka poświęcona jest innej publikacji z tego samego czasopisma, gdzie Chao Zhang, Wiesław Binienda (Department of Civil Engineering, University of Akron), Frank Horvat (Department of Mechanical Engineering, University of Akron) i Wenzhi Wang ze School of Aeronautics, Northwestern Polytechnical University w Chinach prezentują wyniki komputerowego modelowania metodą elementów skończonych problemu uderzenia skrzydła samolotu w brzozę. ... Na potrzeby symulacji stworzono wirtualny, uproszczony model samolotu Tu-154M bazując na publicznie dostępnych danych. W modelu zignorowano wysunięte podwozie, wewnętrzną mechanizację, śruby czy nity. W modelu skrzydła odtworzono 3 dźwigary, 41 żeber i poszycie z pominięciem wzmacniających konstrukcję stringerów, mechaniki skrzydła czy przewodów hydraulicznych i elektrycznych. Dźwigary modelowano w bardziej realistycznej formie dwuteownika. Wiadomo, że grubość elementów skrzydła jest znacznie większa przy kadłubie i maleje w kierunku końcówek skrzydeł. Przykładowo, dla tupolewa grubość blachy poszycia przy kadłubie to 6 mm, natomiast przy końcówce skrzydła 2 mm. W symulacji Zhanga et al. grubość dźwigarów, żeber i poszycia założono stałą dla całej rozpiętości skrzydła. Symulowano warianty z następującymi parametrami elementów skrzydła: grubość poszycia: od 1 do 5 mm, grubość ścianek dźwigarów: od 20 do 5 mm (20, 17, 13, 10, 8 i 5 mm), grubość poprzecznych żeber: 3 mm. Zastosowany materiał to stop aluminium V95, przy czym testowano zarówno standardowy model dostępny w LS-DYNA, jak i niedawno rozwinięty model Johnson-Cook. Modelowano również - zakładając równomierne rozmieszczenie ciężaru - 8000 kg paliwa. Masa całkowita samolotu wyliczona z modelu to 87000 kg. Kalibrację stopu aluminium wykonano korzystając z rezultatów eksperymentów przeprowadzonych na Northwestern Polytechnical University odtwarzających zderzenie płata skrzydła z ptakami. Na podstawie tego opracowano model w LS-DYNA, symulujący zderzenie i zachowanie się materiału. Następnie rezultaty symulacji porównano z eksperymentalnymi. Wyniki były bardzo podobne. Dla drzewa przyjęto model ortotropowy, elstyczny. Mechaniczne właściwości i gęstość drzewa brzozy zaczerpnięto z literatury przedmiotu oraz wyznaczano je eksperymentalnie, wykonując na fragmencie drzewa brzozy tzw. three-point bending test. Następnie przeprowadzono symulację tego samego testu w środowisku LS-DYNA. Wyniki eksperymentu i zachowanie się materiału MAT143 były prawie identyczne; ortotropowy materiał w bazie materiałów LS-DYNA wykazywał bardziej liniowe zachowanie. Energia wymagana do złamania drzewa w modelu liniowym (ortotropowym) była prawie 4 razy większa niż energia zmierzona eksperymentalnie i w symulacji z użyciu materiału MAT143 (rozwiniętego w środowisku LS-DYNA do symulowania deflekcji i złamań drewnianych słupów uderzanych przez pojazdy). W symulacjach zderzenia tupolewa z brzozą stosowano obydwa rodzaje materiałów. ... Ponieważ żywe drzewo jest bardziej wilgotne i bardziej miękkie od konstrukcyjnego wynika z tego, że model drzewa użytego w symulacji jest znacznie mocniejszy niż faktyczny. Co więcej, analiza fragmentów smoleńskiej brzozy wykonana przez Chrisa Cieszewskiego, Mike Struba, Antony Finto, Petera Bettingera, Josepha Dahlena i Rogera Lowe wskazuje, że parametry tego drzewa były znacznie słabsze zarówno od modelu materiałowego MAT143, danych podręcznikowych dla drzewa brzozy, jak i od parametrów drzewa, z których wykonano słupy telefoniczne służące we wspomnianym wcześniej teście zderzeniowym z użyciem samolotu Lockheed Constellation ...
Symulacje zderzenia skrzydła samolotu w brzozę przeprowadzano dla kombinacji następujących warunków początkowych: prędkość pozioma (vz): od 77,7 do 80 m/s, prędkość pionowa (vy): od 0 do 19,2 m/s, kąt przechylenia (roll angle): od 0 do -5 stopni (przechył na lewe skrzydło), kąt pochylenia (pitch angle): od 0 do 14 stopni (dziób samolotu w górę, ogon w dół w stosunku do płaszczyzny horyzontu), yaw angle był założony 0 stopni. Zakładam że nie chodzi tu o kurs samolotu, który nie ma żadnego znaczenia w kontekście tej symulacji. Być może znaczy to więc, że podłużna oś samolotu (X) pokrywała się z kierunkiem wektora prędkości samolotu, a ściślej z jego rzutem na płaszczyznę horyzontu; średnica brzozy: 44 cm.
Jako, że samolot uderza w brzoze lewym skrzydłem, kadłub i prawe skrzydło symulowane były jako bryły sztywne aby zwiększyć wydajność i szybkość przeliczeń. Połączenie prawego skrzydła z kadłubem modelowano za pomocą funkcji Constrained Rigid Bodies, natomiast połączenie ulegającego deformacji lewego skrzydła z kadłubem funkcją Constrained Extra Nodes Set. ... Wyniki szeregu symulacji MES wykonanych dla różnych kombinacji opisanych wyżej warunków początkowych potwierdziły poprawność wstępnych oszacowań. Dla każdej kombinacji skrzydło przecina brzozę na dwie części w czasie od 0,01 do 0,022 sekundy po uderzeniu, to jest wtedy, gdy w brzozę uderzy przedni dźwigar. Górna część pnia skutkiem przyjęcia impulsu siły powinna upaść równolegle do kierunku lotu samolotu, jak to potwierdzają testy zderzeniowe z użyciem samolotu Lockheed Constellation. Wykres przebiegu wartości energii kinetycznej pokazuje jej spadek przez pierwsze 0,022 sekundy, co wskazuje na elastyczną deformację struktury skrzydła. Minimalny spadek energii całkowitej samolotu w momencie przecinania brzozy spowodowany był jej rozproszeniem skutkiem zderzenia z drzewem. Jak pokazuje ... grafika, energia kinetyczna i całkowita są proporcjonalne. Ich wzrost zaraz po ścięciu brzozy spowodowany był 'efektem sprężyny', gdy zdeformowana uderzeniem struktura skrzydła wracała do pierwotnego położenia. ... Naukowcy monitorowali także rotację samolotu w wyniku uderzenia lewym skrzydłem w brzozę. W wyniku tego nastąpiło minimalne przesunięcie się ogonu samolotu w prawo (patrząc na samolot z tyłu) i dziobu maszyny w lewo. ... Jak wspomniłem wcześniej uwzględnienie obciążeń wynikłych z sił nośnych zwiększa w niewielkim stopniu zniszczenie przedniego dźwigaru. Grafika ... przedstawia kontur obciążenia i uszkodzenia pierwszego dźwigaru w wyniku zderzenia z brzozą bez uwzględnienia obciążeń skrzydła wynikłych z siły nośnej. Wynik dla grubości dźwigaru 5 mm przy vz = 77,7 i vy = 19,2 m/s ... W wyniku symulacji z zastosowaniem rozmaitych parametrów grubości dźwigaru (od 20 do 5 mm) stwierdzono, że minimalna krytyczna grubość dźwigaru to 8 mm, choć nawet dźwigar o grubości 5 mm przecinał brzozę. Przez minimalną krytyczną grubość badacze rozumieją grubość, gdzie żaden, nawet pojedyńczy element dźwigaru nie jest niszczony. Autorzy, powołując się na rosyjskie publikacje z dziedziny inżynierii lotniczej, twierdzą że grubość przedniego dźwigara w Tu-154M to 12 mm. Czyli nawet ponad dwukrotnie cieńszy dźwigar - pomimo uszkodzeń - przecina brzozę. Dodając do tego, że skrzydło tego samolotu posiada 3 takie dźwigary, nie ma szans, by oderwało się ono w wyniku zderzenia z brzozą. Podsumowanie potwierdza to, co już wiemy z wcześniejszych prezentacji: każdy symulowany scenariusz ukazuje, że to skrzydło przecina brzozę, a nie odwrotnie. Na potwierdzenie tezy przeciwnej po 3 latach od katastrofy nie mamy niczego...".

Dnia 23 kwietnia 2013 roku portal http://wpolityce.pl/wydarzenia/52089-redakcja-rzeczpospolitej-wywiad-z-macierewiczem-uzupelnia-wyjasnieniem-redakcji (znp, rp.pl) komentuje wywiad Macierewicza:

"Rzeczpospolita, ... zamieściła wywiad z Antonim Macierewiczem, szefem parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską ... Na pytanie Elizy Olczyk 'Jak to jest mieć wszystkich przeciwko sobie', odpowiedział: 'Nie wszystkich, tylko niektóre środowiska, część mediów i ich właścicieli. Dochodzi do zastraszania i presji na dziennikarzy, którzy piszą prawdę. Pana Cezarego Gmyza i innych zwolniono dyscyplinarnie z pracy po publikacji artykułu 'Trotyl na wraku tupolewa' o wykryciu śladów materiału wybuchowego na wraku Tu-154M. Nawet wtedy, gdy prokurator wojskowy po miesiącu potwierdził tę informację, ani redaktor Gmyz, ani pozostali
zwolnieni w ramach represji dziennikarze nie zostali przeproszeni i przywróceni do pracy. Tak brutalnych działań wymierzonych w wolność słowa nie było od czasów komunistycznych. Ale jest cała grupa uczciwych dziennikarzy i mediów tworzących strefę wolnego słowa i oni stoją po stronie prawdy. Żal mi ludzi, którzy brną w kłamstwo smoleńskie - spotka ich taki sam los jak tych, którzy kiedyś zabrnęli w kłamstwo katyńskie. ... Rodzinom ofiar najwięcej traumatycznych przeżyć dostarczają ci, którzy wciąż fałszują przebieg wydarzeń, kłamliwie oskarżając pilotów, gen. Andrzeja Błasika, prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prokuratura, której przedstawiciele nie uczestniczyli w sekcjach zwłok, nie dokonali oględzin miejsca zdarzenia, nie zbadali wraku, nie zanalizowali toru podejścia samolotu, nie zbadali zniszczenia drzew. Prokuratura, która fałszywie oskarżyła rodzinę o błędne rozpoznanie w Moskwie ciała Anny Walentynowicz (dzisiaj, osiem miesięcy po ekshumacji, pojawiły się kolejne wątpliwości co do tożsamości pochowanej osoby). To prokuratura nie dopełniła swoich obowiązków. Tak jak nie sprawdziła wiarygodnych relacji mówiących o osobach, które przeżyły katastrofę samolotu. Konsul w Petersburgu, Jarosław Drozd na wrakowisku kilkanaście minut po tragedii rozmawiał z sanitariuszami, którzy mu to opowiedzieli. On nigdy się nie wycofał ze swoich zeznań. Nie wiem, czy rzeczywiście ktoś przeżył, ale wiem, że relacje pana Drozda czy funkcjonariuszy BOR są na tyle wiarygodne, że był obowiązek ich weryfikacji. A prokuratura nie przesłuchała żadnego z lekarzy czy sanitariuszy. Epatuje zaś informacją o przesłuchaniach, w których w ogóle nie pytano o tę sprawę. Tak jak nie przesłuchano funkcjonariuszy straży pożarnej, OMON, MCZS i Specnaz, którzy pierwsi byli na miejscu. To był obowiązek prokuratury, która nie wykonała podstawowych czynności wskazanych przez kodeks postępowania karnego. ... 
W połowie grudnia ubiegłego roku zaapelowaliśmy o zorganizowanie na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego konferencji 
i dyskusji naukowców na temat przyczyn i przebiegu katastrofy smoleńskiej. I ta konferencja odbyła się, tylko druga strona nie zdecydowała się w niej uczestniczyć. Eksperci rządowi boją się faktów, boją się dyskusji i konfrontacji z kompetentnymi naukowcami współpracującymi z zespołem. ... Jesteśmy gotowi dyskutować z ekspertami premiera Donalda Tuska, ale wszystko musi się dziać na oczach opinii publicznej. Warunkiem uczciwego badania jest jawność. ... Gdyby eksperci rządowi mieli odwagę usiąść naprzeciwko prof. Wiesława Biniendy, dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego, prof. Kazimierza Nowaczyka, prof. inż. Jacka Rońdy i innych naszych ekspertów, toby się okazało, kto ma rację. Bo nasi adwersarze zakłamują rzeczywistość, mataczą, chcą, by ich tezy przyjmowane były na wiarę, bez dowodów. A my prowadzimy badania krok po kroku, stawiamy hipotezy naukowe i możemy zaprezentować metodologię i wyniki badań. ... to Rosjanie oskarżą w Moskwie polskich pilotów i obarczą ich pełną odpowiedzialnością za katastrofę...'."

Dnia 30 kwietnia 2013 roku Katarzyna Pawlak w: 'Gazeta Polska Codziennie' cytowanej na stronie http://niezalezna.pl/40879-nowe-badania-ekspertow-ws-smolenska, przedstawia:

"Z symulacji opartej na parametrach lotu zawartych w raportach zarówno MAK, jak i komisji Millera wynika, że tupolew nie mógł ulec rozpadowi przy zderzeniu z ziemią. Kolejna
analiza, w której podwojono prędkość lecącego Tu-154M, wykazała, że i w tym wypadku tupolew byłby cały - odpadł jedynie statecznik. Autorami wspomnianych analiz są prof. Wiesław Binienda i dr Grzegorz Szuladziński, eksperci zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej kierowanego przez Antoniego Macierewicza... Wyniki ich badań stoją w całkowitej sprzeczności z oficjalnymi tezami raportów rosyjskiego MAK kierowanego przez Tatianę Anodinę i rządowego zespołu pod przewodnictwem Jerzego Millera. Co najistotniejsze, obaj naukowcy w swoich symulacjach wykorzystali parametry zawarte w rządowych raportach. Na symulacji prof. Wiesława Biniendy wyraźnie widać, jak olbrzymi statecznik amortyzuje uderzenie w podłoże. W efekcie nie rozpada się nawet kokpit, który w rzeczywistości został całkowicie zmiażdżony.
'Wszyscy mają szanse przeżycia, łącznie z pilotami, którzy ewentualnie mogą być poturbowani, ale nie śmiertelnie, bowiem nic nie zostaje zgniecione poza głównym statecznikiem. Tylny statecznik zostaje zgnieciony w części, ponieważ także amortyzuje uderzenie ... Jeżeli samolot rozpada się na tysiące drobnych części, to nie może być wynik uderzenia w ziemię, chyba że tupolew spadłby prostopadle na betonową płytę...'.
Dr Szuladziński opracował przebieg takiego zdarzenia w czterech wariantach, zakładając dwie prędkości - oficjalną 10 m/s i zwiększoną dwukrotnie na potrzeby badań do 20 m/s - i dwa położenia samolotu w chwili zetknięcia się z ziemią: normalne i odwrócone. W żadnym z założonych wariantów symulacja nie wykazała rozerwania kadłuba na drobne części.
'Jeśli Tu-154M uderzyłby w odwróconej pozycji o ziemię, tak jak przedstawia to MAK i rządowy zespół Millera, zniszczenia samolotu, a także obrażenia pasażerów wyglądałyby zupełnie inaczej ... Zgodnie z tymi danymi we wczesnej fazie uderzenia doszłoby do owalizacji i spłaszczenia kadłuba, a następnie do stałego odkształcenia się jego powierzchni w kilku miejscach. Nie byłoby jednak mowy o rozerwaniu poszycia i kadłuba...'.
Następnie naukowiec znacząco zwiększył prędkość pionową, dwukrotnie wobec tego, co przedstawiono w rządowych raportach - do 20 m/s. Następstwa zderzenia z taką siłą okazałyby się poważniejsze. Doszłoby do zaawansowanego odkształcenia kadłuba i pęknięcia jego żeber.
'Fotele i schowki sufitowe uderzyłyby o głowy pasażerów, powodując obrażenia. W dalszym ciągu jednak wynik podobnej katastrofy nie przypominałby tego, co wydarzyło się w Smoleńsku. Poszycie nie zostałoby rozerwane, a samolot nie rozpadłby się na tysiące drobnych części. Ciała ofiar, owszem, uległyby poważnym uszkodzeniom, nie byłyby jednak zniszczone tak jak w wypadku niektórych pasażerów, których organy wewnętrzne zostały wręcz wyrwane ze środka i wyrzucone na pewną odległość...'.
'Wyniki tych najnowszych analiz prezentowaliśmy pod koniec kwietnia na specjalnym posiedzeniu w Parlamencie Europejskim. Obecni na sali europosłowie z wielu frakcji i państw, m.in. z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Czech czy Holandii, z olbrzymim zainteresowaniem śledzili prezentację, a następnie dociekliwie zadawali wiele pytań', mówi Antoni Macierewicz. Jak podkreśla, chociaż w swoim wystąpieniu skupił się wyłącznie na najnowszych symulacjach i nie wspominał o głośnej sprawie znalezienia na wraku śladów m.in. trotylu, pierwsze pytanie, które padło od europosłów, brzmiało:
czy znaleziono materiały wybuchowe?
'Wśród europejskich elit widać wyraźne zainteresowanie tematem Smoleńska. Wciąż obowiązuje jednak wyraźny zakaz rządu pana Donalda Tuska, który nie życzy sobie, aby Unia Europejska wspierała Polskę w tej sprawie'... Antoni Macierewicz twierdzi, że poza najnowszymi wynikami badań naukowców dysponuje jeszcze innym dowodem, który zadaje kłam rządowej wersji wydarzeń. Ujawnia również jako szef parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską, że jest w posiadaniu materiału, którego jeszcze nie może upublicznić, a który ma
przesądzać w sprawie wybuchów na pokładzie maszyny. Jak na razie zdradza jedynie, że ok. 300 m przed miejscem kontaktu samolotu z ziemią Rosjanie mieli odnaleźć kilkadziesiąt sporych fragmentów kadłuba, które są wielkości dłoni, a nie tylko fragmenty skrzydeł tupolewa".

Dnia 10 maja 2013 strona http://niezalezna.pl/41185-zespol-smolenski-mocny-dowod-na-caly-szereg-wybuchow informuje:
"... 120-140 metrów od miejsca zderzenia tupolewa z ziemią znaleziono liczne części maszyny, w tym fragmenty kadłuba. Ich rozmieszczenie dokładnie opisali Rosjanie w dokumentach z 10 i 11 kwietnia 2010 r. MAK i komisja Millera nie wspomina o tym ani słowem. Eksperci zespołu parlamentarnego przekonują, że wytłumaczeniem może być wyłącznie eksplozja. Apelują do Macieja Laska o wyjaśnienia. ... Zespół parlamentarny pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza dotarł do trzech oficjalnych dokumentów rosyjskich z 10 i 11 kwietnia 2010 r. 'Są to protokoły z podpisami urzędników państwowych. Pierwsze dwa dokumenty pochodzą z dnia katastrofy, dokładnie z godzin popołudniowych, trzeci datowany jest na 11 kwietnia 2010 r. ... Otrzymaliśmy spoza Polski, rosyjski materiał dokumentacyjny prokuratorów rosyjskich opatrzony wszystkimi możliwymi potwierdzeniami i pieczęciami, który opisuje miejsce zdarzenia w dniu 10 i 11 kwietnia (2010 r.)', powiedział Macierewicz na dzisiejszym posiedzeniu zespołu. Jak podkreślił materiał przedstawia opis tzw. sektora 13. leżącego między miejscem, w którym samolot uderzył w ziemię, a szosą. 'To jest ten obszar, gdzie samolot był jeszcze w powietrzu ... Ten opis to przełomowy dowód w badaniu katastrofy, gdyż stanowi on udokumentowany fakt rozpadu kadłuba w powietrzu. Jeżeli zwolennicy wersji MAK i Millera będą chcieli podważyć te ustalenia, najpierw zmuszeni będą przesłuchać autorów tych dokumentów i udowodnić im kłamstwo', twierdzi przewodniczący zespołu parlamentarnego. Prof. Marek Dąbrowski zaznaczył, że materiał pokazuje 'przemilczane w oficjalnych raportach' szczątki samolotu znajdujące się w strefie, w której samolot był jeszcze nad ziemią. Z kolei według dr. Grzegorza Szuladzińskiego materiał wskazuje, że z samolotu na ziemię 'w ostatnich sekundach lotu spadał grad szczątków ... Samoloty nie mają w zwyczaju się rozpadać w powietrzu, chyba że na pokładzie samolotu zachodzą wybuchy', przekonywał. Zdaniem eksperta wygląda na to, że nie doszło tylko do jednego wybuchu na skrzydle, jak twierdził wcześniej. 'Wygląda coraz bardziej, że był to szereg wybuchów, w rezultacie których te szczątki zaczęły spadać na ziemię ... Pierwszy wybuch musiał być całym szeregiem drobnych wybuchów', dodał. Również zdaniem dr Wacława Berczyńskiego nie da się wytłumaczyć rozpadu samolotu inaczej niż tym, że ogromne ciśnienie 'oderwało skrzydło od poszycia i zniszczyło całą strukturę'. Jak zaznaczył, identyfikację znalezionych części samolotu ułatwiłyby rysunki techniczne Tu-154, bez których nie da się przeprowadzić dokładnej analizy technicznej. Jego zdaniem plany techniczne nie powinny być objęte tajemnicą, bo Tu-154 'jest wycofany z eksploatacji'. Macierewicz zapowiedział, że zwróci się do premiera Donalda Tuska o udostępnienie zespołowi smoleńskiemu rysunków technicznych Tu-154. Więcej jutro w Gazecie Polskiej Codziennie oraz w aktualnym numerze tygodnika 'Gazeta Polska'...".

W dniu 11 maja 2013 trwa dyskusja na temat posiedzenia Zespolu Parlamentarnego, na stronach: http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/506575,nowe-dowody-na-eksplozje-w-powietrzu oraz
http://lubczasopismo.salon24.pl/ksiegahanby/post/506503,sa-dowody-na-szereg-wybuchow-w-tu-154m a takze
http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/506550,pelna-relacja-z-posiedzenia-zespolu-parlamentarnego gdzie czytamy:
"Zespół Parlamentarny pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza dotarł do trzech oficjalnych dokumentów rosyjskich z 10 i 11 kwietnia 2010 r. Są to protokoły z podpisami urzędników państwowych. Pierwsze dwa dokumenty pochodzą z dnia katastrofy, dokładnie z godzin popołudniowych, trzeci datowany jest na 11 kwietnia 2010 r. - pisze Niezależna.pl. Z dokumentów tych wynika, że 120 - 140 metrów od miejsca zderzenia TU-154M z ziemią znaleziono liczne części maszyny, w tym fragmenty kadłuba, których rozmieszczenie dokładnie opisali Rosjanie. W raportach MAK i Komisji Jerzego Millera nie ma o tym ani słowa. Na dzisiejszym posiedzeniu Zespołu Parlamentarnego Antoni Macierewicz powiedział: 'Otrzymaliśmy spoza Polski, rosyjski materiał dokumentacyjny prokuratorów rosyjskich opatrzony wszystkimi możliwymi potwierdzeniami i pieczęciami, który opisuje miejsce zdarzenia w dniu 10 i 11 kwietnia 2010 r.' Materiał ten przedstawia opis sektora 13. leżącego między miejscem, w którym samolot uderzył w ziemię, a szosą czyli obszar gdzie samolot był jeszcze w powietrzu. Szef Zespołu Parlamentarnego twierdzi, że opis ten to przełomowy dowód w badaniu katastrofy, gdyż stanowi on udokumentowany fakt rozpadu kadłuba w powietrzu. Jeżeli zwolennicy wersji MAK i Millera będą chcieli podważyć te ustalenia, najpierw zmuszeni będą przesłuchać autorów tych dokumentów i udowodnić im kłamstwo...". A takze:
"Eksperci Zespołu o koronnym dowodzie na rozpad samolotu w powietrzu. 2013-05-10 - Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r. http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/transmisje.xsp?unid=30715C95AFD6CD65C1257B650041FE5C...".
Oraz: "Kadłub Tu-154 zaczął się rozpadać około 120-140 metrów przed pierwszym zetknięciem się maszyny z ziemią. Świadczą o tym liczne jego części odnalezione w tej odległości od wrakowiska, dokładnie opisane w oficjalnych dokumentach z 10 i 11 kwietnia 2010 r. Zdaniem Antoniego Macierewicza, to przesądzający dowód, że w tupolewie doszło do eksplozji. Aż kilkadziesiąt elementów samolotu - pochodzących zarówno ze skrzydeł, jak i z kadłuba - odnaleziono tuż po katastrofie na obszarze, nad którym leciał tupolew, w odległości ok. 300 m przed miejscem pierwszego kontaktu maszyny z ziemią. Jak podkreśla w rozmowie z 'GP' Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, część tych fragmentów znajdowała się na szosie i w rowie za jezdnią, a więc w znacznej odległości od wrakowiska (ok. 120-140 m). ... Zespół parlamentarny pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza dotarł do trzech oficjalnych dokumentów rosyjskich z 10 i 11 kwietnia 2010 r. 'Są to protokoły z podpisami urzędników państwowych. Pierwsze dwa dokumenty pochodzą z dnia katastrofy, dokładnie z godzin popołudniowych, trzeci datowany jest na 11 kwietnia 2010 r.' ujawnia Antoni Macierewicz. Pisma zawierają precyzyjny opis, łącznie z rozmiarami, kilkudziesięciu elementów samolotu, a wyliczono ich ponad 100. W dokumentach zaznaczono m.in., że opisywane części zostały sfotografowane. O dokładności badania elementów świadczy fakt, że skatalogowano nawet najdrobniejsze szczątki (np. fragment o długości 68 mm i szerokości 14 mm leżący, jak stwierdzono, w odległości 291 cm od linii rozdzielającej pasy ruchu na szosie Kutuzowa). W dokumentach wyraźnie wyszczególniono, które części pochodzą ze skrzydeł, a które z kadłuba. Największy znaleziony element ma ok. 70 cm długości i kilkanaście centymetrów szerokości. ... Przypomnijmy, że dotychczas przed punktem zetknięcia się samolotu z ziemią znajdowano jedynie fragmenty skrzydeł. Tłumaczono to rzekomym faktem uderzenia tupolewa w brzozę, a wcześniej - jego kontaktem z innymi drzewami. Odnalezienie w odległości 140 m od miejsca katastrofy dużych, kilkudziesięciocentymetrowych elementów kadłuba całkowicie podważa tę wersję. ... O tym, że kadłub Tu-154 zaczął rozpadać się już w powietrzu, wielokrotnie mówili eksperci zespołu parlamentarnego. Prof. Kazimierz Nowaczyk wskazywał, że ok. 35 m nad ziemią system TAWS zapisał ostatni komunikat (nr 38), a towarzyszyły temu dwa odnotowane przez rejestrator wstrząsy: jeden słabszy, drugi silniejszy. ... Za hipotezą rozpadu samolotu nad ziemią przemawia też ujawniona przez 'Gazetę Polską' - a potwierdzona przez polską prokuraturę wojskową - informacja dotycząca przerwania działania komputera pokładowego (FMS). Według danych zawartych w końcowym raporcie MAK, przestał on funkcjonować kilkanaście metrów nad poziomem lotniska, o godz. 10:41:05. Podane przez MAK współrzędne miejsca pierwszego zderzenia się samolotu z gruntem i współrzędne zatrzymania się komputera pokładowego FMS dzieli ok. 60 m, choć powinno to być to samo miejsce. Ważna jest też odległość od miejsca pierwszego uderzenia w ziemię. Gdy nastąpił zanik zasilania FMS, polski Tu-154 znajdował się około 60 m przed miejscem pierwszego zderzenia z gruntem i około 600 m od progu pasa. Grzegorz Wierzchołowski, Leszek Misiak...".

Strona http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/510585,tv-republika-ujawni-sensacyjny-dokument-fsb MARCINA GUGULSKIEGO dnia 29.05.2013 podala i do dnia 02 czerwca 2013 roku kontynuowala dyskusje:

"26 kwietnia 2010 r. specjalistom fonografom z Instytutu Kryminalistyki FSB przekazano do badania kopię innej wersji nagrania z kokpitu Tu-154M nr 101 (który rozbił się 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku) od tych wersji nagrań, których kopie dostali do badania polscy biegli. Rosyjscy specjaliści wykryli na otrzymanej kopii 'oznaki zmian'. Orzekli też, że 'Ustalenie, czy na fragmentach zapisów, rozgraniczonych odcinkami z ujawnionymi oznakami zmian, występują, czy też nie, oznaki innych zmian, nie jest możliwe, w związku z tym, że przedstawione zapisy nie są oryginałami'. Więcej szczegółów ... w audycji red. Anity Gargas 'Zadanie Specjalne' w TV Republika ... Biegli mieli za zadanie odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących otrzymanych nośników i zapisów audio, w tym: - Czy istnieją oznaki montażu na każdym z przedstawionych zapisów audio? - Jaka jest dosłowna treść w języku rosyjskim zapisów przedstawionych do badania (ze sporządzeniem stenogramu rozmów). No i odpowiedzieli: Jednocześnie na zapisach, rozmieszczonych w danych plikach, nie udało się wykryć wiarygodnych oznak ciągłości procesu ich zapisu na odcinkach, rozgraniczonych przez ujawnione odcinki z oznakami zmian. Wiarygodne wykrycie oznak ciągłości procesu zapisu na przedstawionych zapisach dźwiękowych (z uwzględnieniem ich cech szczególnych) jest możliwe na podstawie badania oryginałów zapisów dźwiękowych, na podstawie śladu magnetycznego na taśmie magnetycznej. Ponieważ oryginały fonogramów lub inne kopie oryginalnych zapisów nie zostały przedstawione, to ustalenie, czy zapisy w przedstawionych plikach zostały wykonane nieprzerwanie, okazało się niemożliwe.
W związku z tym, że przedstawione zapisy nie są oryginałami, znajdują się w postaci cyfrowej i nie ujawniono na nich oznak ciągłości procesu ich zapisu, to nie można wykluczyć wprowadzenia zmian do zapisu, wykonanych w sposób cyfrowy (komputerowy) (w tym i do sygnału technicznego w pliku 4 channel.wav). To znaczy, wiarygodne ustalenie, za pomocą środków narzędziowych i analizy audytywnej, czy na odcinkach zapisów, rozgraniczonych przez odcinki z oznakami zmian, występują, czy też nie, oznaki innych zmian, nie jest możliwe.
Ale na tym nie koniec. Materiał przekazany do badania specjalistom z FSB ma 36 min. 58,620277 sek. długości. A te materiały, które badali Polacy i rosyjski MAK? Były o ponad 75 sekund, czyli o ponad 3% DŁUŻSZE. To już niemało, ale pointa dopiero będzie. Otóż krótki, niespełna dwuminutowy końcowy fragment nagrania (od początku słów '8 na kursie ścieżce' do końca zapisu) w materiale przekazanym do badania specjalistom z FSB liczy ponad 1 min. 55,6 sek. długości. A na tych materiałach, które badali Polacy i MAK? Ten fragment jest o ponad 20 sekund, czyli o ponad 17% KRÓTSZY. A przy tym wszystkich biegłych nieodmiennie zapewniano, że otrzymują do badania wierne kopie autentycznego nagrania wyjętego z rejestratora głosów MARS-BM. Co, kiedy i jak na której wersji zmieniano? W audycji Anity Gargas fakty ujawnione w audycji 'Zadanie Specjalne' komentują przewodniczący Zespołu Parlamentarnego minister Antoni Macierewicz oraz red. Artur Dmochowski i niżej podpisany.
... Dowodu cień o manipulacjach z nagraniami VCR. Czas przelotu od granicy Białoruś- Rosja do miejsca "katastrofy" wg VCR 20 minut. Wg planu lotu ten odcinek powinien być pokonany w 7 minut (70km). W nagraniu VCR nie ma żadnego uzasadnienia dla takiej różnicy czasowej. ... 02.06.2013 ... w upublicznionych fragmentach zeznań załogi Jaka nie ma znaczników czasowych - żadnych. OKAWU10104 02.06.2013".

Dnia 25 czerwca 2013 roku powracamy do informacji sprzed 3 dni, bowiem 22.06.2013 portal http://niezalezna.pl/42688-odkrycie-fotoamatora-jest-przelomowe-kropka-nad-i-mowi-nam-posel-macierewicz opublikowal wywiad z Macierewiczem:

"To wielkie odkrycie. Nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na charakter uszkodzeń czarnych skrzynek - tłumaczy w rozmowie z portalem niezalezna.pl poseł Antoni Macierewicz, który nie ma wątpliwości, że prokuratura powinna zapoznać się z ustaleniami 'fotoamatora'. Dzisiaj informowaliśmy, że internauta 'fotoamator' porównał zdjęcia czarnych skrzynek odnalezionych na miejscu katastrofy i udostępnionych do badań polskim specjalistom oraz wojskowym prokuratorom. Nie ma wątpliwości, że to różne czarne skrzynki.
'Odkrycie 'fotoamatora' to postawienie 'kropki nad i' w kwestii fałszowania zapisu czarnych skrzynek', mówi nam poseł Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego badającego katastrofę smoleńską.

'Materiał dzisiaj ujawniony musi być poddany gruntownej analizie, ale już teraz można powiedzieć, że czarne skrzynki pokazane między innymi pułkownikowi Rzepie i stojące na stoliku podczas odsłuchiwania taśm, to nie są czarne skrzynki z tupolewa. To wielkie odkrycie... 'Fotoamator' od dłuższego czasu dokonuje niezwykle ważnych analiz, w szczególności dotyczących czarnych skrzynek. Pamiętać należy, że to właśnie on wskazał na uszkodzenia skrzynki MŁP-14-5, które są jednym z kluczowych dowodów na eksplozję w powietrzu. Znaleziono na niej bowiem ślady działania wysokiej temperatury, a na ziemi leżała na terenie, w którym nie było pożaru ... Skoro nie są to właściwe czarne skrzynki, wątpliwości wzbudza również autentyczność badanych taśm. Instytut Ekspertyz Sądowych im. Sehna nie wykrył fałszerstwa, bo eksperci rzeczywiście mogli pracować nad autentycznym zapisem. Ale z innej czarnej skrzynki. To wszystko są hipotezy, które muszą być zweryfikowane. Dlatego złożymy całościowe zawiadomienie do prokuratury dotyczące manipulacji związanych z czarnymi skrzynkami', zapowiada poseł Macierewicz. '...Gdyby traktować poważnie zapisy parametrów lotów przedstawione przez Macieja Laska i mające odtwarzać trajektorię lotu TU-154M, to ten samolot musiałby lewym skrzydłem wbić się w ziemię na głębokość ośmiu metrów, i to 400 metrów przed upadkiem. Te parametry są absurdalne. Nikt wcześniej nie zwrócił na to uwagi, zrobił to dopiero profesor Zbigniew Nowaczyk', tłumaczy przewodniczący parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską. 'Podobnie jak dotychczas nikt nie przeanalizował wyglądu czarnych skrzynek. Nie porównał ich koloru i charakteru uszkodzeń. Zrobił to dopiero badacz o pseudonimie 'fotoamator'...', podkreśla poseł Macierewicz".

Dnia 10 lipca 2013 pojawia sie szokujaca informacja w wypowiedzi pani Ewy Błasik, wdowy po generale Andrzeju Błasiku, b. dowódcy Sił Powietrznych RP, podczas posiedzenia sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, cytowana przez
http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,title,Wyznanie-Ewy-Blasik-moj-maz-mial-informacje-o-planowanym-zamachu,wid,15804045,wiadomosc.html?ticaid=110ec1
"Przed wylotem do Katynia mój mąż mówił, że otrzymał informacje o planowanym zamachu na statek powietrzny. Powiedział, że służby specjalne chyba wiedzą, co robią. Nie miał pojęcia o jaki statek powietrzny chodzi".

"...Nie mówił o jaki statek powietrzny chodzi, ja zresztą nie komentowałam. Są inni świadkowie, którzy w razie potrzeby potwierdzą to, o czym został poinformowany ... Rozumiem, ze to było przed samym wyjściem z domu? - dopytywał szef zespołu Antoni Macierewicz. - Nie, nie. Kilka dni wcześniej. Kilka dni prze wylotem ... Nie usłyszałam, czy chodzi o polski statek powietrzny. Nie mogę dopytać, bo nie żyje. ... On tak jakby czuł ogromne zagrożenie ... Być może dlatego nie chciał lecieć. Chciał zabrać wszystkich dowódców do Jaka. Jeździł po Polsce i tak jakby się żegnał. Powiedział dwa dni przed śmiercią, kogo widzi na swoje stanowisko...".

Dnia 21 lipca 2013 dwie wypowiedzi o Katastrofie Smolenskiej 2010.
Strona wPolityce.pl podpisana TK, a takze 'Ludzie Do Rzeczy', RZ; KK, dnia 20 i 21 lipca 2013 podaja (http://www.stefczyk.info/wiadomosci/polska/czeka-nas-kolejne-smolenskie-klamstwo,8050876218):

"...Wdowa po tragicznie zmarłym w katastrofie smoleńskiej byłym Rzeczniku Praw Obywatelskich udzieliła wywiadu do specjalnego wydania tygodnika 'Do Rzeczy'. W rozmowie z Joanną Lichocką podkreśliła 'Propagandziści zapominają o jednym - że są osoby, które są wewnątrz i mają dostęp do dokumentów, prowadzą własne badania. Od prawie dwóch lat wiemy, iż w samolocie był materiał wybuchowy. Eksperci z wielkim doświadczeniem stwierdzają, że na pokładzie doszło do wybuchu', przekonuje w rozmowie z tygodnikiem 'Do Rzeczy' Ewa Kochanowska. 'Hieny, które okradały zwłoki w Smoleńsku zostały osądzone i skazane... chyba już można mówić, że samolot uległ katastrofie na skutek eksplozji ... Hieny, które okradały zwłoki w Smoleńsku zostały osądzone i skazane. Hieny w Polsce, które okradają ofiary z dobrego imienia i prawa do należnej im pamięci, nie tylko są bezkarne, ale są wprost do tego zachęcane. Nie mogę się z tym pogodzić ... Wciąż pamiętam Krakowskie Przedmieście po katastrofie. To była ta sama Warszawa i warszawiacy. Chciałabym, żeby przyszedł czas, kiedy powiem 'dość'. Kiedy wszystko będzie jasne i nie trzeba będzie się dobijać o elementarne sprawy w śledztwie...'."

"...mówi portalowi wPolityce.pl Antoni Macierewicz... Przewodniczący parlamentarnego zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej komentował kolejny wyjazd biegłych i prokuratorów do Smoleńska. Po ponad trzech latach jadą oni pobrać próbki z wraku tupolewa, który uległ katastrofie w Smoleńsku. 'Wydaje się, że rzeczywistą przyczyną jest próba ukrycia faktu, że na próbkach pobranych z foteli na przełomie września i października faktycznie odkryto niesłychanie intensywne ślady materiałów wybuchowych. Ponieważ było ich wiele, ponieważ nie dało się tego wyeliminować, to mamy do czynienia z sytuacją, w której próbuje się pobrać raz jeszcze te próbki po ośmiu miesiącach, gdy cały materiał był w dyspozycji Rosjan ... istnieje poważna obawa, że będziemy mieli do czynienia z matactwem. ... Wszystkie wypowiedzi publiczne, a także materiał dowodowy, który jest w naszej dyspozycji, wskazuje, że próbki wtedy pobrano i do Polski je przywieziono. Więc istnieje obawa, że mamy do czynienia z próbą oszustwa, czyli podstawienia materiału sfałszowanego... Analizę próbek rozpoczęto 5 kwietnia, a 21 maja podjęto decyzję o powtórnym wyjeździe do Moskwy. Gdyby faktycznie nie pobrano próbek, to decyzja o ponownym wyjeździe zapadłaby natychmiast. Trzeba było aż półtora miesiąca, aby stwierdzić, że nie pobrano materiałów do badania?'...".

W dniach 26 lipca 2013 do 30 lipca 2013 trwa dyskusja na temat wypowiedzi (Glenn Arthur Jorgensen) Glen'a Jorgensen'a. Współpracujący z zespołem ekspert jest wykładowcą na duńskim Uniwersytecie Technicznym. Na stronie http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.10.04.2010/post/523089,g-jergensen-mak-pokazal-falszywy-przebieg-katastrofy mozemy przeczytac wpis autora notki MARTYNKI:

"...gościem specjalnym był Glen Jorgensen. Współpracujący z zespołem ekspert jest wykładowcą na duńskim Uniwersytecie Technicznym, a także, co warte podkreślenia, ma wieloletnie doświadczenie jako pilot cywilny. Jorgensen, z którym po raz pierwszy można było się zetknąć w trakcie lektury wydanego w kwietniu tego roku raportu ZP, przedstawił w sposób niezwykle szczegółowy, a zarazem przystępny wnioski płynące z analizy ostatnich sekund lotu TU 154 M.
W chwili rozpoczęcia badań Jorgensen uznał, że wersja przedstawiona przez MAK i KBWLLP jest zgodna z rzeczywistością, jednak wielomiesięczne badania i skomplikowane obliczenia dobitnie pokazały, że jest inaczej, a historia katastrofy opowiedziana przez obie komisje przedstawia absolutnie fałszywy obraz katastrofy. Ekspert z Danii zaznaczył, iż w dojściu do takich, a nie innych wniosków posłużyły mu obliczenia – całkowanie przyspieszenia pionowego od miejsca, w którym rosła brzoza, położenie samolotu ze współrzędnych geograficznych miejsca uderzenia w ziemię, moment bezwładności wyliczony na podstawie bardzo podobnego samolotu (Boeing 727-200), waga samolotu podana w raporcie MAK (78 ton) oraz analiza aerodynamiczna zachowania się maszyny po utracie końcówki skrzydła podanej przez MAK (1/3 długości). Konkluzje duńskiego inżyniera są jednoznaczne. Otóż samolot po oderwaniu się końcówki lewego skrzydła w jednej trzeciej długości (ok. 6 m), tak jak to przyjęły komisje rosyjska i polska, utraciłby zaledwie 5% siły nośnej, co skutkowałoby jedynie przechyleniem w lewą stronę o około 30 stopni, a nie jak stoi w raporcie KBWLLP - 150, czy jak chce MAK - 210. Maszyna z powodzeniem kontynuowałaby lot, przelatując nad miejscem katastrofy na wysokości około 40 metrów, a zarazem 30 metrów na północ od niego. Wyniki badań Jorgensena są z zgodne z analizą doktora Berczyńskiego, będącego także ekspertem ZP. Mamy wiec taką oto sytuację, że oficjalne raporty przedstawiły zupełnie z księżyca wziętą historię z pancerną brzozą w tle, której nawet Mathcad nie przewidział. Dlaczego tak się stało i jak naprawdę wyglądał przebieg katastrofy smoleńskiej? Jorgensen poszedł tym tropem i zadał sobie pytanie: jakie musiałyby być obrażenia samolotu, a konkretnie skrzydła, aby sytuacja opisana przez MAK i komisję Millera była możliwa? Odpowiedź, którą po wielu tygodniach obliczeń i analiz otrzymał była zaskakująca. Okazuje się, że opis katastrofy zawarty w wyżej przywołanych dokumentach, a konkretnie pozycja, w jakiej miał upaść samolot byłaby możliwa, ale tylko w jednym wypadku: w sytuacji, gdyby samolot stracił nie 1/3, ale 2/3 skrzydła, czyli nie 6 metrów, a około 12 metrów. Wówczas pozycja samolotu byłaby zbliżona do tej, którą znamy z oficjalnych raportów, z tą jednak różnicą, że kąt przechylenia w chwili upadku wyniósłby 130 stopni, a nie 150. Rzeczywiście, kiedy przyjrzeć się zdjęciom wraku doskonale widać, że sytuacja, o której mówił Jorgensen była możliwa: samolot mógł utracić nie 1/3, ale 2/3 długości skrzydła (zdjęcie wyżej: widać na lewym skrzydle miejsce oderwania się końcówki, następnie charakterystyczne „wybrzuszenie” i oderwanie się właśnie w około 2/3 długości). W tym momencie dla ekspertów Millera i Laska pojawiają się przysłowiowe schody, o których panowie chyba wiedzieli, stąd uciekli w oderwanie „końcóweczki” na brzozie. Jak bowiem i czym uzasadnić utratę tak dużego fragmentu skrzydła, szczególnie, że w tym miejscu jest ono zdecydowanie mocniejsze, niż kilka metrów dalej? Czy brzoza mogła mieć w tym swój udział? W tym miejscu warto dodać, że według obliczeń Glena Jorgensena samolot w chwili przelotu nad pancerną brzozą mógł być najniżej na 11 metrach, co absolutnie wyklucza szanse na spotkanie z drzewem na 5, czy nawet 7 metrach. Co się stało ze skrzydłem? Jaka siła spowodowała, że w miejscu, w którym z punktu widzenia konstrukcji jest ono najmocniejsze, doszło do jego całkowitej destrukcji i w efekcie oderwania? Wydaje się, że jedynym logicznym wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy jest eksplozja wewnątrz skrzydła, której następstwem był silny obrót samolotu i upadek w pozycji około 130 stopni, co potwierdzają też ślady na ziemi. ...".

W dyskusji dodano:

"...ślady kół. Można też wyczytać z tych śladów przebieg pewnego zdarzenia... Kontakt musiał być na wszystkie koła, z tym że pierwsza z ziemią zetknęła się lewa goleń, potem przednia, a na końcu prawa. Należy więc założyć występowanie pewnego, ale bardzo niewielkiego przechyłu na lewe skrzydło... Ale najgorsze wydarzyło się już po kontakcie z ziemią. Bruzda po chwili zmienia swój kierunek w prawo. Można to zaobserwować na zdjęciach satelitarnych. Może to świadczyć o wystąpieniu silnego i gwałtownego impulsu z lewej strony samolotu, który był w stanie zepchnąć samolot i spowodować zmianę kierunku jego przesuwania się po ziemi. Ślad ten urywa się po chwili. Miejsce zakończenia się tych śladów może świadczyć o ponownym poderwaniu się samolotu w górę lub o jego destrukcji. ... JEREMIASZ PALIWODA 26.07...".

Oraz "...Jeżeli na samolot był z organizowany zamach bombowy, to w jakim celu ukrywa się wszystkie fakty związane z wylotem delegacji z Okęcia??? Przy założeniu, że po stronie polskiej ktoś maczał w tym paluchy, takie działania wydają się być irracjonalne, niemądre i nielogiczne, jeżeli cała delegacja wyleciała jednym samolotem to co stałoby na przeszkodzie stworzyć dokumentacje audio-wideo przedstawiającą delegację przebywającą razem w jednym miejscu i wchodzącą niemądrze i naiwnie do jednego samolotu??? Brak takiej dokumentacji w sposób oczywisty musi budzić wątpliwości i podejrzenia u polskich obywateli, wychodziło by z tego, że ten zamach dokonało stado baranów a nie zorganizowana i profesjonalna grupa 'fachowców'. KA.T.M."

A takze: "...Ta zmiana kierunku w prawo mogła być też spowodowana utratą prawego skrzydła. Czyli wybuch w centropłacie mógł nastąpić już na ziemi. Mogły być nawet dwa takie wybuchy. Przemawia za tym fakt, że ślad lewej goleni nadal jest widoczny, ale prawej gdzieś zanika. To, że koła na lewym skrzydle są ubłocone, a na prawym nie, też może o tym świadczyć. Po oderwaniu prawego skrzydła lewa goleń zostałaby obciążona podwójnie. Tam jest jeszcze jeden ciekawy ślad, który również przemawia za taką możliwością ... W pewnym momencie zaczyna się strefa bardzo grząskiego błotka, które mogło być "wytworzone" po wylaniu się paliwa. Wybuch taki mógł zapewne doprowadzić do uszkodzeń zbiorników paliwa. Błoto to, zaraz po katastrofie, służby ratunkowe wybierały wiadrami. Dziwne? Dziwne. Drugi wybuch. który spowodował destrukcję lewego skrzydła mógł nastąpić po chwili i kilkadziesiąt metrów bardzie w głąb strefy 0. JEREMIASZ PALIWODA 26.07

... Jak rozumiem punktem wyjściowym dla pana Jorgensena / Jergensena był oficjalny scenariusz. Skoro doszedł on do wniosku, że jest on do bani, to naturalne pytanie jest jaki scenariusz nie jest do bani. I wyliczył on, że - przy założeniu, że obrót samolotu faktycznie nastąpił - utrata fragmentu skrzydła musiałaby być znacznie większa niż to się przyjmuje. To jak rozumiem jest sugerowana opcja czy jedna z możliwości. PEEMKA...".

Dnia 22 sierpnia 2013 roku wieczorem Martynka napisala dobry tekst, ktory we fragmentach przytaczam ponizej wraz z dyskusja od dnia 22 sierpnia 2013 roku do dzisiaj dnia 28 sierpnia 2013 w poludnie, konczac na wypowiedzi Jeremiasza Paliwody.
Strona:
http://martynka78.salon24.pl/528686,smolenskie-scenariusze-czyli-kto-kogo-i-jak-moze-rozegrac

"Nie milkną dyskusje, pytania w związku ze znalezieniem na wraku tupolewa śladów materiałów wybuchowych, które na raty polscy śledczy znajdowali w Smoleńsku. Wielu zastanawia się jak to się w ogóle stało, że po dwóch latach utrudniania śledztwa ze strony rosyjskiej, polegającego na opornym przesyłaniu materiału dowodowego bardzo kiepskiej jakości, o który w kolejnych wnioskach prawnych prosiła strona polska, Rosjanie dopuścili polskich biegłych ze specjalistycznymi urządzeniami do wraku. ... Podstawowe pytanie, jakie należy sobie zadać, przy założeniu, ze mieliśmy do czynienia z zamachem, brzmi: kto stoi za 10 kwietnia? Kto był inicjatorem, kto pomysł podchwycił, a kto go wykonał? Jasne jest bowiem, że to Putin, a nie Tusk, trzyma karty, a przede wszystkim asa w rękawie, którego wyjmie przy nadarzającej się okazji. Hipotetycznie przyjmijmy, że pomysł 'katastrofy smoleńskiej' wyszedł od, mówiąc ogólnie strony rosyjskiej, która dyskretnie zasuflowała odpowiednim osobom w Polsce (dla jasności - nie mam na myśli osób ze świecznika, czy na najwyższych stanowiskach w państwie), bez zbędnych formalności rzecz jasna, znając doskonale bolączki pewnych środowisk już od czasów 'kaczyzmu-macierewizmu', że można jak za dawnych lat dogadać się i podjąć współpracę. ... Operacja się udaje, szampany strzelają, Moskwa pięknie rozgrywa cały świat, raport wysmażony na wolnym ogniu, jak się patrzy, wszystko dogadane, część rządzących polityków, czując pismo nosem, rżnie głupa, trzęsąc się w zaciszu domowym ze strachu, beton na drogę wylany, a polscy prokuratorzy i rodziny mogą przez szybę oglądać środkowy palec Władimira. Warto w tym miejscu pamiętać jeszcze o jednej ważnej rzeczy. Otóż komitet śledczy FR pomimo posiadania wszystkich niezbędnych dowodów w sprawie do dzisiaj nie zakończył śledztwa. Co więc tak długo badają panowie od prokuratora Czajki? Materiały wybuchowe? A może sposób rozrywania kadłuba? Na co czekają? Może czekają na zakończenie polskiego śledztwa? Wyobraźmy sobie chwilę, kiedy polska prokuratura kończąc śledztwo smoleńskie ogłasza, że zamachu nie było, zwykły wypadek. Co może zrobić Rosja? Otóż w zależności od nastroju Putina, celów, jakie będzie miał w danej chwili, może przyznać rację Polakom, stwierdzić, że towarzysze spisali się dobrze, więc nie będziemy ich przyprawiać o palpitację, zaś komitet śledczy FR potwierdzi polską wersję. Oczywiście nie zmieni to faktu, że zamieszani w sprawę oraz ci, którzy poniewczasie zrozumieją, w czym uczestniczyli, nadal będą czuć mocny uścisk na pewnych częściach ciała, więc aby z bólu nie zwariować będą skakać tak, by uścisk choć na chwilę zelżał. ... Co jednak, kiedy się okaże, że jednak inicjatorem była jakaś bliżej nieokreślona grupka z Polski, a Rosja tylko temat podchwyciła? I taki scenariusz dla hipotetycznych polskich kooperantów będzie beznadziejny z prostego powodu. To Putin znowu będzie rozgrywającym i może chcieć nas, jako państwo skompromitować, a zwłaszcza rząd Tuska, który dał się wpuścić w maliny. Załóżmy, że polska prokuratura ogłosi, pod naciskiem dowodów oraz opinii publicznej, że przyczyną katastrofy był wybuch, do ustalenia pozostaje, kto tego dokonał. Jak może zareagować Rosja? Oczywiście może zaprzeczyć, oburzyć się, ale nie sądzę, by tak się stało. Gdyby bowiem Rosjanie obawiali się takiego werdyktu nie dopuściliby do badań wraku. Albo więc Putin wie, że nic niepożądanego nie wyjdzie od polskich prokuratorów, albo musi mieć takie kwity w garści, że nie obawia się wątku zamachowego w polskim śledztwie. Dlaczego tak sądzę? Otóż według mnie, a jest to wyłącznie przypuszczenie, może mieć mocne dowody na to, że jednak 10/4 był, choć w części, dziełem ludzi z polskimi paszportami. Wtedy jasne się staje dlaczego stosunkowo łatwo dopuszczono polskich biegłych do badań, pozwolono im zabrać próbki. Dla służb Putina i nie tylko, będzie jasne, że ukrycie prawdy leży w najlepiej pojętym interesie polskich służb, które obawiając się kompromitacji, będą zmuszone kryć rzeczywistych sprawców. ... Dyskusja: ... Niestety, ja również obawiam się, że nie tylko ludzie Putina maczali w tym palce. MARTYNKA 22.08 19:24 ... Pytanie: czy przed lotem samolot był należycie sprawdzony? Bo z tego, co swego czasu opisywał NDziennik, to sprawa nie jest tak oczywista. Podobno sprawdzono tylko pobieżnie, bo...hałas silników przeszkadzał, więc odstąpiono od szczegółowych sprawdzeń. Dorzucić należy jeszcze nieprawdopodobny zbieg okoliczności, jakim było zepsucie się systemu przepustek na Okęciu akurat 10 kwietnia, akurat w godzinach wylotu polskiej delegacji. Za dużo tych przypadków, aby można je było uznać za przypadki. To zwyczajnie nie trzyma się kupy. ... Oczywiście, zgadzam się, tych scenariuszy może byc kilka, albo mogą ulec modyfikacjom w zalezności od sytuacji międzynarodowej. Ale patrząc na to, co się dzieje wokół próbek - panika polskich prokuratorów, jakieś zadziwiajace ruchy, a z drugiej spokój Moskwy, pozwala przypuszczać, że Putin nie obawia się tak bardzo wątku zamachowego, jak co poniektórzy w Polsce. Wydaje mi się, że politycy rządzącej partii, którzy zamiast podjąć od początku rzetelne śledztwo, bardziej drżą na myśl o zamachu. ... Sprawa znikniętych zdjęć satelitarnych oraz fakt, że zniknęły w Polsce, jest rzeczywiście intrygująca. Dlaczego ktoś utajnia zdjęcia z chwili zdarzenia, skoro była brzoza? ... Ujawnione ostatnio przez ZP dziwne operacje na ostatnich sekundach tzw polskiej czarnej skrzynki - usunięte pół sekundy, dodane 2 s z rosyjskich, niewiarygodnych rejestratorów ... co to w ogóle miało być? Kto? Jak? Kiedy? Dlaczego? Jakieś takie to wszystko toporne, aż cuchnie na kilometr walonkami i tuszonką, a z drugiej strony przebiegłe, dzikie i niecywilizowane. Ale to cena sowietyzowania Polski przez dziesięciolecia. ... Scenariusze logiczne. Zamach wygodny dla wszystkich stron układu Jałtańskiego niemniej jednak niesamowita nienawiść do Kaczyńskich, trwająca do dzisiaj przemawia za tym, że inicjatorami były służby polskie co zapewne lepiej brzmi tak jak ich pani nazwała : ludzie z paszportami 'polskimi'. Są oni podporządkowani nadal całkowicie Moskwie i gwarantują rządy okrągłego stołu i posłuszeństwo ich mocodawcom, zapewniając jednocześnie uwłaszczonej nomenklaturze łatwy dostęp do pieniędzy i władzy. jozef ... Metoda sprawdzania Tupolewa przed wylotem, przy pomocy psa, nie nadaje się do poszukiwania ładunków wybuchowych wbudowanych w samolot zawczasu lub wniesionych na pokład w szczelnych pojemnikach (np. gaśnica). Że już pominiemy litościwie, że samolot miał w ładowni 'apteczkę techniczną', ponad tonę części zamiennych i cieczy (oleje, płyn hydrauliczny) których BOR-owski pies w ogóle nie wąchał,bo jego pan, pirotechnik, do ładowni nie zaglądał. STARY WIARUS ... Sprawa udziału 'polskiego czynnika' w tragedii nie ulegała dla mnie wątpliwości od samego początku. Nie samego Tuska, bo to za 'cienki Bolek', ale ludzi z otoczenia pana hrabiego - dawne WSI. Kłaniam się nisko i bardzo serdecznie pozdrawiam

BECHIS23.08 ... Struktury neoPRLowskich urzędów mają bogatą tradycję i rozległe doświadczenie pozbywania się opornych i niewygodnych. I niekoniecznie mówię o seryjnym samobójcy - chociaż to też jest opcją. Merytoryczni, uczciwi prokuratorzy/eksperci nie mają w prokuraturze do powiedzenia NICZEGO strategicznego. Vide działania prokurwatora amber gold, od kibiców w gdyni, ws. Starucha, ws. przekrętów prezydentów Sopotu i Olsztyna, ws. Papały, Falzmanna, Pańki, Olewników etc. etc. etc. GDZIE to, do nierządnicy biedy, widzi Pan działanie rzetelnych, merytorycznych ekspertów? MUSTRUM ...

Otóż to. Traktowanie Kaczyńskiego jako celu ewentualnego zamachu to jeden z podstawowych błędów, chyba celowo popełnianych przez mainstreamowe media - wtedy przecież najłatwiej wykazać absurdalność tezy o zamachu, ponieważ (podobno) Kaczyński był już na wylocie i jego śmierć nie przyniosłaby żadnych korzyści politycznych. Zupełnie nie uwzględnia się w tych spekulacjach pozostałej części delegacji, w tym osób stojących na czele ważnych instytucji przyjaznych "opcji niepodległościowej", jak również kluczowych postaci tej partii, że o generalicji nie znającej moskiewskich szkół wojskowych nie wspomnę. Zamach zneutralizował nie tylko prezydenta Kaczyńskiego (którego przegrana nie była taka pewna, zwłaszcza na tle Komorowskiego, który wtedy jeszcze nie dał się poznać), ale również szereg instytucji stanowiących zaplecze dla PiS, jak i doprowadził do poważnego osłabienia partii. Zresztą, motywy zamachu podała sama GW piórem A. Kublika, który dzień czy dwa po katastrofie zauważył, że 'w zamachu zginęli wszyscy kluczowi zwolennicy dywersyfikacji dostaw gazu do Polski oraz wydobywania gazu łupkowego'. Nic dodać, nic ująć. INFOBROKER 24.08 ... Generalnie odsyłam do tekstu Kublika: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,7769088,W_katastrofie_w_Smolensku_zgineli_rzecznicy_dywersyfikacji.html. Ważniejsze nazwiska bez tytułów i funkcji: Kaczyński, Gągor, Natalli-Świat, Gęsicka, Szczygło, Kurtyka, Kochanowski, Skrzypek i mały szereg polityków, będących orędownikami tego rozwiązania. ... dezinformowanie załogi przez kontrolerów lotu ... Ponieważ to zdanie po raz kolejny spowodowało rytualne oburzenie osobników zrzeszonych w partii 'Adna Rossija', trzeba przypomnieć, że w dniu 10.04.2010 r. kontrola lotu na Siewiernym zachowywała się tak, jak gdyby w ogóle nie znała skali skali odpowiedzialności kontrolera, który sprowadza do lądowania samolot obcego państwa o statusie HEAD z prezydentem na pokładzie.

Niestety Frycek i jego kumple mają słabą pamięć i nijak nie są w stanie spamiętać, co nalezy do podstawowych obowiązków kontroli lotu. Powtórzę więc po raz n-ty jakie są obowiązki kontrolerów lotu na lotnisku: - Przekazanie pilotowi informacji o aktualnych warunkach meteorologicznych z wyszczególnieniem: - widzialności poziomej i pionowej, - podstawy chmur, - rodzaju zachmurzenia i wszelkich zjawiskach meteorologicznych, - kierunku i siły wiatru, - ciśnienia na lotnisku, - temperatury powietrza i temperatury punktu rosy, I z tego obowiązku kontrolerzy lotu na Siewiernym w dniu 10.04.2010 r. się nie wywiązali. Tak samo jak nie wykonali obowiązku poinformowania pilotów polskiego Tu154M: - o identyfikacji i kontakcie radarowym po przelocie punktu ASKIL, - o kierunku do lądowania i sposobie podejścia, Ponadto kontroler lotu miał obowiązek przeczytania pilotowi tupolewa procedury podejścia do lądowania. Nie odczytując załodze procedury podejścia do lądowania pozbawili załogę informacji o konieczności meldowania przez kapitana wysokości na każde zapytanie kontrolera. Kontroler Plusnin zapytał wprawdzie pilotów tupolewa 'czy lądowaliście na wojskowym lotnisku', jednak to nie rozwiązuje problemu, ani nie daje wiarygodnej informacji o znajomości obowiązujących procedur. Nie może być również zadnym usprawiedliwieniem, że kontrolerzy mogli się sugerować super urządzeniami nawigacyjnymi, które być może załoga ma na pokładzie i samolot sam wyląduje. Kontrolerzy zaniedbali również wiele innych obowiązków, ale przede wszystkim zignorowali zupełnie fakt, że kontroler musi wiedzieć, pytać, informować, żądać potwierdzenia przyjęcia. WIESŁAWA 25.08 ...

Oczywiscie, każdy scenariusz jest tutaj możliwy, a Rosjanie, co dziwne jak dotąd nie zakończyli śledztwa, choć przecież mają wszystkie dowody na miejscu. Seremet nie raz mówił, że polskie śledztwo dlatego tak długo trwa, że nie mamy jeszcze odpowiedzi na wnioski z Rosji, więc badania się przedłużają, a Rosjanie mają wszystko, więc na co czekają? Wietrzę w tym jakiś podstęp ... MARTYNKA 25.08 ...

Pragnąłbym zwrócić uwagę Szanownej Autorki, że Rosja 'obecnych' lat, to nie Związek Radziecki, przed którym onegdaj Zachodowi tyłek dygotał. Teraz, przy zupełnie krytycznej pozycji Rosji w aktualnym układzie stosunków międzynarodowych - widoczna i uznawana powszechnie przewaga militarna wojującej gdzie się da USA i równocześnie coraz bardziej prężący muskuły chiński gigant - kraj ten (Rosja) nie jest zainteresowany jakimkolwiek podrażnianiem swoich relacji z obu tymi kontrahentami. W szczególności z USA, bo z Chinami, w dłuższej perspektywie, nic Rosjanom nie pomoże. W tej sytuacji, zważywszy, że USA przewodzi NATO a Polska jest członkiem tego sojuszu - dokonanie przez Rosjan zamachu na polskiego zwierzchnika sił zbrojnych oraz dowódców Wojska Polskiego a także znaczącą część czołowych polskich polityków - byłoby policzkiem wymierzonym na oczach całego świata USA i całemu NATO. Coś takiego nie mieści się w skrupulatnie przestrzeganej, niepisanej konwencji świństw wzajemnych. Rosji autorstwa zamach taki, jaki był, przy prawidłowej reakcji NATO, spowodował by co najmniej ostry nawrót zimnej wojny o przebiegu i konsekwencjach, na myśl o których ciarki mnie przechodzą. W porządku politycznym poszczególnych krajów i w międzynarodowej grze sił, służby specjalne odgrywają dużą rolę. Jednak chyba nie w Polsce (chodzi mi o służby polskie). Kiedyś bowiem dyrygowali nimi towarzysze z Moskwy, obecnie wielcy bracia z Waszyngtonu. Myślę, że ci ludzie to mniej lub bardziej sprawni statyści-wyrobnicy i nic więcej. Podejrzewanie ich o 'suwerenne' decyzje tej miary jak zamach smoleński jest dla mnie równym absurdem jak podejrzewanie Rosjan. Owszem, ci ostatni zgodzili się pozamiatać, ale robią to w taki sposób byśmy utwierdzili się w przekonaniu, że był to na pewno zamach ... Jeżeli dojdzie do regionalnego starcia o Syrię/Iran, by może dowiemy się 'od Putina' kto zmajstrował Smoleńsk. HARUP 25.08

... Z perspektywy ponad 3 lat zaczyna być pomału widoczne, że bez udziału ludzi z polskimi paszportami, kimkolwiek byli, cała operacja nie miałaby szans powodzenia z prostego powodu: przy tylu nieprawidłowościach ten samolot zostałby zwyczajnie nie wypuszczony z Polski, a jednak wyleciał.... MARTYNKA 25.08 ... Tak, jak napisałam wyżej - z perspektywy 3 lat coraz bardziej wygląda to na operację ludzi z dwóch stron granicy, bez tego, przy normalnie, profesjonalnie działających polskich służbach coś takiego jak 10/4 nie miało prawa się wydarzyć. Jednak te służby działaly fatalnie, podejrzanie fatalnie, były ślepe i głuche, a 10 kwietnia urządziły sobie libację alkoholową (SKW). Czy może być coś gorszego? ... Prawda jest taka, że ktoregokolwiek aspektu Smoleńska się nie tknąć, to przemawia ona za zamachem. Choćby taka sprawa, jak kasowanie zdjęć z aparatów i telefonów ofiar po tragedii przez służby rosyjskie. Co kasowali, bo chyba nie zdjęcia z urodzin, czy wyjazdu w góry? Czy można to logicznie uzasadnić, bez stwierdzenia, że ktoś, coś chciał ukryć, wymazać? Ale co? Wypadek z winy pilotów, czy jednak coś innego? W każdym innym wypadku takie nagrania to byłby istotny dowód dla prokuratury, dla ekspertów, mogący wiele powiedzieć o anatomii wypadku. Tymczasem ktoś dostał rozkaz, zeby kazdy aparat przejrzeć i odpowiednie materiały wykasowac. ... ... Mnie nie od dzisiaj fascynuje wyłączenie tej radiostacji ratunkowej. Bo podobno coś zakłócała? Ale w jaki sposób, skoro ten nadajnik włącza się tylko w wyniku katastrofy, uruchomiony przez czujniki inercyjne? W normalnym stanie stand by, czyli z włączonym zasilaniem ale wyłączonym nadawaniem, radiostacja ratunkowa nie jest w stanie niczego zakłócać... STARY WIARUS ...

Jak również fakt, czy rzeczywiście była wyłączona. Swojego czasu pojawiła się informacja o alarmie w systemie ratownictwa lotniczego o poranku 10 kwietnia 2010 roku, który po kilku minutach odwołano. Mogło to być spowodowane przechwyceniem sygnału z takiego nadajnika... JEREMIASZ PALIWODA ...

Też zachodzę w głowę, jak radiostacja ratunkowa, uruchamiana wyłącznie w sytuacjach ekstremalnych mogła zakłócać cokolwiek? Szczególnie intrygujące jest to, że zarówno radiostacja uruchamiana automatycznie, jak i radiostacja uruchamiana ręcznie nie zadziałała 10 kwietnia. Jednocześnie w raporcie Millera można przeczytać, w jednym z załączników, ze radiostacja nie zadziałała, bo....uległa zniszczeniu. Więc jak to było? Nie zadziałała, bo wcześniej ją wyłączono, czy nie zadziałała, bo uległa zniszczeniu? Może warto by zapytać zespół pana Laska? MARTYNKA...".

Dnia 10 wrzesnia 2013 roku czytamy w portalu http://niezalezna.pl/45807-tylko-u-nas-oficjalny-raport-rosjanie-doprowadzili-do-katastrofy-w-smolensku?page=2

"Portal niezalezna.pl i 'Gazeta Polska' dotarły do raportu sporządzonego przez płk. Edmunda Klicha, polskiego akredytowanego przy komisji MAK. Według dokumentu to Rosjanie doprowadzili do śmierci 96 osób na pokładzie Tu-154. Dokument o numerze 1271/AK/92/2010/11 zatytułowany 'Uwagi Akredytowanego Przedstawiciela Polski przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym do projektu raportu końcowego z badania katastrofy lotniczej samolotu TU154 - M, która wydarzyła się w dniu 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem' został sporządzony 30 listopada 2010 r. Czytamy w nim m.in.: '... Osoby odpowiedzialne w Moskwie nakazały służbom kierowania lotami lotniska Smoleńsk 'Północny' sprowadzenie samolotu Tu-154 M do lądowania pomimo wielokrotnych monitów w tym zakresie kierownika lotów i wiedzy, że warunki na lotniku są wielokrotnie niższe niż minimalnie dopuszczalne do lądowania tego typu samolotu i bezpieczne lądowanie jest praktycznie niemożliwe. ...' Z raportu Edmunda Klicha jednoznacznie wynika, że Rosjanie wprowadzili załogę Tu-154 M w błąd odnośnie położenia samolotu. '... zbyt późne podanie komendy 'Horyzont' uniemożliwiło załodze bezpieczne wyprowadzenie samolotu do lotu poziomego i było jedną z przyczyn katastrofy ...'.
Dokument został przekazany do komisji Jerzego Millera, która nie uwzględniła kluczowych tez raportu Edmunda Klicha o winie Rosjan za spowodowanie katastrofy. Komisja Millera całą odpowiedzialnością obarczyła polskich pilotów, nie mając na to żadnych dowodów. Co istotne, Edmund Klich w swoim raporcie potwierdził to, co mówił o odpowiedzialności Rosjan za smoleńską katastrofę 22 kwietnia 2010 r. w gabinecie ówczesnego ministra obrony narodowej Bogdana Klicha oraz ówczesnego szefa Sztabu Generalnego gen. Mieczysława Cieniucha - stenogram tej rozmowy ujawniła 'Gazeta Polska'. Nie wiadomo, dlaczego w publicznych wypowiedziach Edmund Klich zmieniał zdanie na temat przyczyn katastrofy - usiłowaliśmy się do niego dodzwonić, ale nie odbierał telefonu".

Strona http://niezalezna.pl/45808-antoni-macierewicz-zespol-parlamentarny-zajmie-sie-natychmiast-sprawa-raportu-plk-klicha cytuje reakcje Macierewicza:
"...'Jeżeli dokument, którego fragmenty ujawnił portal niezalezna.pl, został sporządzony i podpisany przez polskiego akredytowanego przy MAK płk. Edmunda Klicha i nie został on podany do wiadomości publicznej, to mamy do czynienia z przestępstwem. Obowiązkiem premiera Donalda Tuska było ujawnienie tego raportu i poruszenie wniosków w nim zawartych na forum międzynarodowym', mówi nam Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Do raportu dotarł portal niezalezna.pl oraz 'Gazeta Polska'. Płk Edmund Klich w listopadzie 2010 r. jako Przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych sporządził oficjalny raport zatytułowany 'Uwagi Akredytowanego Przedstawiciela Polski przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym do projektu raportu końcowego z badania katastrofy lotniczej samolotu Tu154-M, która wydarzyła się w dniu 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem'. 'Taki raport powinien być sporządzony, ponieważ należało to do obowiązków akredytowanego. Zastanawialiśmy się, dlaczego nie ma takiego dokumentu, ale nie spodziewałem się, że może on po prostu zostać ukryty przed opinią publiczną. Jest to tym bardziej oburzające, że przez trzy lata obarczano winą pilotów, że ich rodziny żyły w niewyobrażalnej traumie. I za to moralnie odpowiada premier Donald Tusk jako zwierzchnik komisji Jerzego Millera. Zaprosimy na posiedzenie zespołu płk. Edmunda Klicha, by powiedział rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej i opinii publicznej, dlaczego sporządzony przez niego dokument przez trzy lata pozostawał w ukryciu. Sprawą raportu zespół zajmie się na wtorkowym posiedzeniu, które rozpocznie się o godz. 13.00 w Sejmie', mówi nam Antoni Macierewicz".

Dnia 11 wrzesnia 2013 mamy reakcje na publikacje raportu Klicha sprzed paru lat. Strona http://naszeblogi.pl/40842-co-ty-wiesz-o-zabijaniu-w-smolensku?utm_source=niezalezna&utm_medium=glowna&utm_campaign=blogi komentuje:

"...Raport Klicha to mistrzostwo oszustwa i dezinformacji. Sami sobie strzelamy w stopę powtarzając jego zawartość z pominięciem kontekstu. Rzekomo krytyczny wobec Rosjan i obciążający Tuska, co w oczach opinii polskiej przyda mu niezasłużonej wiarygodności, raport Klicha zawiera treści nie tylko expressis verbis, ale nade wszystko jedną nieskomplikowaną treść podprogową, niewypowiedziane założenie, które nieświadomie za prawdziwe uzna oszukany czytelnik. Na miejscu redaktorów Gazety Polskiej Codziennie zastanowiłbym się przede wszystkim, czy tajny dokument może 'przecieknąć' przypadkiem? Co naprawdę zawiera taki dokument? Kto na takim 'przypadku' korzysta, a kto traci?...".

Dnia 16 pazdziernika 2013 roku opublikowano dwa przeciwstawne dokumenty na temat Katastrofy Smolenskiej 10 kwietnia 2010 roku.

Strona http://niezalezna.pl/47243-oswiadczenie-zespolu-macierewicza-przyczyna-katastrofy-byla-eksplozja-w-powietrzu "Publikujemy pełną treść komunikatu ekspertów współpracujących z Zespołem Parlamentarnym Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M pod kierunkiem Antoniego Macierewicza, w którym eksperci zespołu formułują tezę, z której wynika, że ostateczną przyczyną katastrofy, jak wynika z badanego materiału, było zniszczenie samolotu przez eksplozję w powietrzu.

Poniżej pełna treść komunikatu: W ciągu ubiegłych 38 miesięcy wokół ZP uformowała się grupa ekspertów badających tragedię Smoleńską, w skład której wchodzi kilkudziesięciu specjalistów z różnych dziedzin. Są wśród nich naukowcy specjalizujący się w naukach ścisłych i prawnych, inżynierowie badający wielkie katastrofy lotnicze, piloci, kontrolerzy lotu, lekarze sądowi oraz specjaliści od służb specjalnych. Zespół zebrał olbrzymi materiał dowodowy bazujący m.in. na:

1.zapisach systemów FMS i TAWS, 2.odczycie czarnej skrzynki dokonanym przez IES, 3.odczycie skrzynek parametrów lotu, 4.odczycie rozmów kontrolerów wieży w Smoleńsku, 5.badaniach pirotechnicznych części samolotu i ubrań ofiar, 6.analizie zdjęć satelitarnych, 7.analizie protokołów oględzin miejsca katastrofy i sekcji zwłok ofiar, 8.rekonstrukcji zniszczeń samolotu dokonanej w oparciu o dokumentację fotograficzną, 9.analizie relacji ponad stu świadków katastrofy.
Zespół ekspertów opracował wstępną hipotezę, która sformułowana została następująco:

Przyczyną katastrofy samolotu Tu-154M lecącego z Warszawy do Smoleńska w dniu 10 kwietnia 2010 r. był łańcuch wydarzeń zapoczątkowanych polsko-rosyjskimi rozmowami międzyrządowymi i niewłaściwą organizacją wizyty Prezydenta RP, przejęciem naprowadzania samolotu przez ośrodek decyzyjny w Moskwie z pominięciem kontroli lotów lotniska Smoleńsk-Siewierny, uniemożliwieniem zamknięcia lotniska i odesłania TU-154 na lotnisko zapasowe oraz doprowadzeniem do przekazywania polskiej załodze fałszywych informacji i komend. O katastrofie przesądziła eksplozja niszcząca samolot w momencie jego odejścia na drugi krąg. Załoga samolotu pod dowództwem kpt. Arkadiusza Protasiuka starała się wykonywać lot z zachowaniem poziomu bezpieczeństwa niezbędnego w warunkach, w jakich się znalazła. Lot został przerwany nagłą awarią samolotu, w tym zniszczeniem części lewego skrzydła, utratą zasilania elektrycznego w powietrzu i eksplozją w kadłubie z przyczyn do tej pory nieustalonych. Tu 154M był pilotowany przez doświadczonego pilota, czego dowodem jest jego ogólny nalot na samolocie Tu-154M, wykształcenie, staż pracy, funkcje służbowe, znajomość języka rosyjskiego, uczestnictwo w delegacjach do zakładów remontujących polskie tupolewy oraz ogólne doświadczenie lotnicze. W toku dotychczasowych badań Zespół stwierdził, iż w 36. splt kpt A. Protasiuk był najlepszym specjalistą od wykorzystania automatycznych funkcji samolotu Tu-154M. Załoga, która zginęła w Smoleńsku, wcześniej w tym samym składzie wykonywała bardzo trudny lot z Haiti bez działającego autopilota i po samodzielnej naprawie niektórych podzespołów. Za ten wyczyn została odznaczona. 10 kwietnia 2010 r. załoga kpt. A. Protasiuka wykonywała zniżanie samolotu do wysokości decyzyjnej, by przystąpić do lądowania lub do odejścia na drugi krąg. Komenda odejścia została przez kapitana Protasiuka podana a załoga przygotowana na 9 minut przed podejściem do wysokości decyzji. Kapitan zdecydował się na odejście na drugi krąg i wydał stosowną komendę, co świadczy o dobrej ocenie sytuacji w odniesieniu do możliwości lądowania. W raporcie KBWL LP brak jest wiarygodnego wyjaśnienia, dlaczego mimo komendy odejścia na drugi krąg samolot zniżał się tak, że manewr ten został wykonany dopiero w ostatniej chwili. Do tragedii doszło w momencie nabierania wysokości i odchodzenia na drugi krąg. Ostateczną przyczyną katastrofy, jak wynika z badanego materiału, było zniszczenie samolotu przez eksplozję w powietrzu. ZP stwierdza, że badanie przyczyn i przebiegu katastrofy w żadnym wypadku nie może ograniczyć się jedynie do analizy samego momentu katastrofy. Konieczne jest przeprowadzenie sekcji zwłok i uwzględnienie badań położenia ciał na terenie katastrofy. Niezbędne jest przeprowadzenie w Polsce badania wraku, czarnych skrzynek i wyposażenia samolotu przetrzymywanego w Rosji oraz udostępnienie pełnej dokumentacji i materiałów z których korzystała komisja Millera. Niezbędne jest dokładne przeanalizowanie przyczyn organizacyjnych i technicznych, w tym przygotowania floty przeznaczonej dla najważniejszych osób w państwie, remontu TU-154 w Samarze, działania służb specjalnych. Rzetelne wyjaśnienie przebiegu i przyczyn katastrofy jest niezbędne dla uniknięcia podobnych tragedii w przyszłości. W tym celu konieczne jest ponowne powołanie Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego oraz zwrócenie się do sojuszników Rzeczypospolitej Polskiej o pomoc informacyjną i techniczną. Dopiero takie kompleksowe analizy pozwolą na pełną i wiarygodną ocenę przyczyn katastrofy i odpowiedzialnych osób i instytucji. Antoni Macierewicz, Przewodniczący Zespołu Parlamentarnego Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154 M z 10 kwietnia 2010 r".

Strona
http://wpolityce.pl/wydarzenia/64854-to-nie-brzoza-byla-za-wysoko-to-samolot-lecial-zbyt-nisko-lasek-po-raz-kolejny-mowi-o-przyczynach-katastrofy-i-krytykuje-prof-biniende podaje zas taki komunikat:

"...Przypominam, że raport komisji Millera jest bardziej obszerny i wskazuje na błędy popełnione przez stronę rosyjską. Badanie tej katastrofy zostało zakończone, a jest prowadzone postępowanie prokuratorskie. ... Naszym zadaniem jest wyjaśnianie przyczyn katastrofy na bazie raportów. Nie jest naszym zadaniem ponowne wyjaśnianie przyczyn - mówił Maciej Lasek na konferencji prasowej zorganizowanej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Trzech członków zespołu kierowanego przez Laska po raz kolejny wyjaśniało przyczyny katastrofy smoleńskiej oraz broniło tez zawartych w raportach MAK i komisji Millera. Co ciekawe, Lasek przedstawił kilka niepublikowanych dotąd zdjęć.

Jak państwu wielokrotnie przedstawialiśmy, samolot uległ katastrofie z powodu spóźnionego odejścia na drugi krąg, zderzył się z przeszkodami, w tym z brzozą, po czym nastąpiło oderwanie fragmentu lewego skrzydła. To oryginalne zdjęcia z miejsca wypadku zrobionych przez członków komisji
- mówił Lasek. Członkowie zespołu mówili, że hipoteza niektórych naukowców dotycząca potencjalnego wybuchu jest nieuprawniona: W zbiorniku paliwa znajdowało się ponad 420 kg paliwa w momencie zderzenia z brzozą. Jakakolwiek eksplozja materiałów wybuchowych nastąpiłaby natychmiastowy zapłon, nic takiego nie miało miejsca - ocenił Lasek. W trakcie konferencji wielokrotnie zwracano uwagę na konkretne fragmenty zdjęć, które zostały zaprezentowane:

Proszę zwrócić uwagę na moment przerwania skrzydła. Jest to wynik rozerwania w wyniku zderzenia z masywnym elementem po przekroczeniu naprężeń krytycznych to pokrycie zostało rozerwane. Proszę też wrócić uwagę na przewody, które są w przedniej części skrzydła - izolacja na tych przewodach nie nosi znamion nadpaleń i nadtopień
- tłumaczyli. Lasek przekonywał też, że niemożliwe jest, by fragmenty samolotu, które znalazły się w brzozie, mogły tam trafić z powodu odłamków wybuchu:

Samolot zderzył się z brzozą, w wyniku czego doszło do oderwania końcówki i skrzydła. Niekiedy w przestrzeni publicznej spotykamy się z informacją, tezami, które sugerują, że ten samolot uległ wybuchowi, na dowód czego niektórzy lansujący teorie alternatywne posługują się informacją, że cały rejon brzozy był usłany szczątkami samolotu
- stwierdził przewodniczący PKBWLL. Lasek krytykował również postawę naukowców zgromadzonych przy zespole parlamentarnym: Członkowie zespołu parlamentarnego nie byli w Smoleńsku, nie badali rejestratorów, wraku, a posługują się komputerowo zmienionymi zdjęciami na poparcie swoich tez - przekonywał Lasek, tłumacząc, że niektóre fragmenty zdjęć pojawił się w sposób 'magiczny'. Inny z ekspertów rządowego zespołu tłumaczył wątpliwości związane z rozrzuceniem szczątków:

Chcielibyśmy zwrócić uwagę na 2 przypadki związane z historycznymi przypadkami:
pierwszy to katastrofa z 1970 roku, to był samolot DC9, a katastrofa wydarzyła się w USA. Raport stwierdza, że przyczyną było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania. ... Drugim przypadkiem katastrofa w Libii w kilka miesięcy po Smoleńsku - mówił Edward Łojek. Lasek krytykował też postawę prof. Biniendy: Żaden eksperyment laboratoryjny tego nie zmieni. To nie jest badanie wypadków, a próba odwzorowania rzeczywistości. Natomiast to próba zawsze bardziej lub mniej udana. Podsumowując,

w odległości 919 metrów przed progiem pasa rosła grupa drzew, która została złamana na wysokości 4 metrów. Odległość między tą grupą drzew a brzozą, wynosi 64 metry. Te drzewa są jeszcze przed brzozą, zostały złamane przez przelatujący samolot.
To nie brzoza była za wysoko, to samolot leciał zbyt nisko

- ocenił. Jednym z problemów, które poruszyli dziennikarze, była kwestia otrzymania zdjęć, które na swoim profilu na Twitterze udostępniał o. Mądel. Lasek przekonywał, że zdjęcia otrzymał z prokuratury 'w ramach współpracy'. Jak więc otrzymał je o. Mądel? Dwóch zdjęć się nie wypieramy, które były na tym portalu co do innych - nie wiem, nie będę się wypowiadał - mówił Lasek, przyznając, że sam zdjęcia otrzymał na przełomie sierpnia i września. Duchowny opublikował je w tym samym czasie. Członkowie zespołu zapewnili po raz kolejny, że niebawem ruszy ich strona internetowa. Obecni na konferencji dziennikarze pytali także o możliwość debaty naukowej z ekspertami zespołu parlamentarnego. Lasek odpowiadał: Wielokrotnie odpowiadaliśmy, że miejsce ekspertów nie jest wśród polityków, ale wśród fachowców z danej dziedziny. Takim miejscem jest zaproponowana idea konferencji przez prof. Kleibera, w takiej konferencji na pewno weźmiemy udział, w dzisiejszej - z uwagi na polityczny charakter - nie będziemy brali udziału - mówił. lw".

http://jerzy.korytko.salon24.pl/541329,posiedzenie-zespolu-sejmowego-pierwsze-wrazenia
pisze:

"... Na mnie największe wrażenie, może dlatego że po raz pierwszy miałem okazję się z tym materiałem zapoznać, (a prezentacje prof. Biniendy czy Nowaczyka - już znałem) - wywarło

wystąpienie dr inż. Bogdana Gajewskiego. Przedstawił on oficjalny dokument międzynarodowej organizacji ICAO zawierający wytyczne pomagające ustalić czy samolot uległ katastrofie w wyniku eksplozji.

Okazuje się, że wystarczy lektura tego dokumentu by zrozumieć co tak naprawdę wydarzyło się w okolicach lotniska Siewiernyj w dniu 10 kwietnia 2010 r. Bowiem te wytyczne mówią, że jeżeli: - wszyscy pasażerowie zginęli, a wartość przeciążeń można oszacować na ok. 100g, - samolot rozpadł się na tysiące części, przyrządy pokładowe uszkodzone w momencie wybuchu, - z licznych ciał ofiar zerwana została odzież, - w ciałach ofiar odnaleziono odłamki metalowe, - elementy kadłuba samolotu zostały wypchnięte (wywinięte) na zewnątrz a okna ocalały, - to są to wskazówki, które mówią, że mamy do czynienia z katastrofą lotniczą spowodowaną wewnętrzną eksplozją...".

Dnia 17 pazdziernika 2013 roku trwa dyskusja wokol wczorajszych wypowiedzi ekspertow Zespolu Parlamentarnego.

Martynka pisze na stronie:
http://martynka78.salon24.pl/541482,kadlub-jak-otwarty-cylinder-i-inne-osobliwosci

"...Doktor Lasek na wczorajszej konferencji, choć udowadniał, iż skrzydło uderzyło o brzozę, to jednak nie był w stanie określić dokładnego momentu odpadnięcia końcówki skrzydła, co przecież było kluczowym wydarzeniem ostatnich sekund, które zadecydowało o tym, że samolot zamiast odejść na drugi krąg lub osiąść awaryjnie, odwrócił się na plecy, a wszyscy pasażerowie ponieśli śmierć na miejscu. Na pytanie o miejsce i czas oderwania końcówki skrzydła odpowiedział dość zawile, cytuję w skrócie i z pamięci, że według niego skrzydło nie odpadło na samej brzozie, ale w sumie to przy samej brzozie, taka jest jego opinia. Wypowiedź szefa zespołu rządowego dobitnie pokazała, że komisja Millera przyjęła a priori fakt urwania skrzydła, nie analizując tego zdarzenia pod kątem prawdopodobieństwa jego zaistnienia w naturze, z uwzględnieniem wysokości gruntu, czasu potrzebnego na obrót, wytrzymałości materiałów takich jak skrzydło, czy drzewo. Nikt nawet nie policzył, czy taka figura w opisanych warunkach była możliwa, a przecież w matematyce, fizyce, czy mechanice nie ma słowa 'wydaje mi się', wszystko da się dowieść za pomocą wzorów i liczb: co i kiedy odpadło, jaką to wywołało reakcję, a jakiej na pewno wywołać nie mogło itd. Badanie katastrofy, w której zginął prezydent i generałowie wszystkich rodzajów SZ, nie może polegać na wierze, czy intuicji nawet najlepszych specjalistów, tu musi być konkret, szkiełko i oko.

Pan Lasek wraz z kolegami rzucił tezę: odpadnięcie 6 metrów skrzydła spowodowało obrót samolotu, po czym kazał w to bezwzględnie wierzyć.
A ja jednak jestem niedowiarkiem i pytam, kto policzył, że taka figura, a więc obrót samolotu na kilku metrach nad ziemią, był wykonalny, w sytuacji, gdy sam kikut skrzydła miał długość około 13 metrów? Dlaczego było to możliwe po urwaniu akurat 6 metrów skrzydła, a nie na przykład 3 lub 10? Gdzie w oficjalnych dokumentach można to sprawdzić? Otóż nie można, bo w oficjalne raporty można tylko wierzyć i je wyznawać.
Zupełnie inne stanowisko zajęli eksperci skupieni wokół Zespołu Parlamentarnego, którzy, jak przystało na rasowych naukowców, postanowili wszystko sprawdzić empirycznie, policzyć, by niejako dotknąć materii, z którą przyszło im się zmierzyć, wiarę zaś rezerwując dla innych obszarów. Jedną z czołowych postaci wspierających ZP jest
doktor inżynier Bogdan Gajewski, specjalista w dziedzinie badania katastrof lotniczych, członek ISASI (International Society of Air Safety Investigators), zrzeszającego ekspertów badających katastrofy lotnicze z całego świata, starszy inżynier w kanadyjskiej agencji rządowej National Aircraft Certification. Wyznacza on obszary badań, które powinny przybliżyć rzeczywisty przebieg katastrofy w Smoleńsku. W czasie swojego wystąpienia przedstawił niezwykle interesujący materiał w oparciu o podręcznik ICAO, jako że badanie katastrofy z 10 kwietnia odbywało się według procedur cywilnych (załącznik 13 do Konwencji z Chicago). Szczególnie ważny jest rozdział zatytułowany 'Badanie wypadków szczególnych. Eksplozja wewnątrz samolotu', z którego dowiadujemy się, że

obecność na pokładzie samolotu głowy państwa lub innych dostojników powinna być wskazaniem do zbadania możliwości zamachu bombowego. Taki scenariusz należy też brać pod uwagę w sytuacji, gdy uszkodzenia maszyny są charakterystyczne dla wybuchu (wywinięte poszycie, duża ilość odłamków), a także wówczas, gdy śmierć pasażerów była nagła i jednoczesna w wyniku przeciążeń co najmniej 100g, a w ciałach ofiar znajdowano drobne fragmenty samolotu.

Jak to się ma do Smoleńska? Wywinięte burty kadłuba na zewnątrz, wyrwane nity, nie dające się wyjaśnić przebiegiem katastrofy gigantyczne przeciążenia rzędu 100g, 'wsie pagibli', wbite w ciało śp. Anny Walentynowicz nity z poszycia - to wszystko miało miejsce w przypadku tragedii smoleńskiej. Bogdan Gajewski przywołał też fragment książki M. Cox’a i T. Foster’a 'Their Darkest Day', opisującej przebieg katastrofy pod Lockerbie, będącej skutkiem zamachu terrorystycznego. W publikacji znalazło się zdanie, które z powodzeniem można odnieść do katastrofy smoleńskiej: 'Kadłub wyglądał, jak otwarty cylinder'. Warto w tym miejscu nadmienić, co wielokrotnie było przedmiotem sporów i gorących debat, że szyby samolotu zazwyczaj nie ulegają uszkodzeniu w czasie eksplozji, gdyż stanowią jeden z mocniejszych elementów kadłuba, mającym za zadanie wytrzymać duże zmiany ciśnień podczas lotu. Ciekawie wyglądały też zaprezentowane przez doktora Gajewskiego przykłady zapisów zmiany przyspieszeń w sytuacji, gdy dojdzie do eksplozji na pokładzie, chodzi o charakterystyczne 'piki'. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że takie zapisy, piki 'w dół', już gdzieś widziałam. Absolutnym hitem ostatniego posiedzenia ZP była

prezentacja wykonana przez profesora Jacka Rońdę. Pokazał on mechanizm rozpadu kadłuba samolotu oraz wskazał na szereg anomalii w ułożeniu szczątków, których układ wyklucza scenariusz rozpadu konstrukcji w wyniku uderzenia w ziemię.

Kadłub otworzył się, jak puszka konserwy, lewe skrzydło rozpadło się na dwie części, z których każda - dolna oraz górna - znalazły się w różnych, oddalonych od siebie miejscach. Kokpit wylądował w pozycji normalnej, ale pozostała część samolotu już w pozycji odwróconej, co nie mogło się zdarzyć w sytuacji, gdyby katastrofa odbyła się na ziemi. W powietrzu odpadł też lewy statecznik poziomy, który później przenoszono bliżej miejsca katastrofy. I co ważne - zniszczenia samolotu na całej jego długości mają tę samą naturę.

Pojawiło się też wiele nowych wątków, jak choćby kwestia obecności hemoglobiny tlenkowęglowej (COHb) we krwi ofiar, co również może być ważną wskazówką pokazującą, co się stało na pokładzie.

Wobec powyższego, a jest to tylko niewielki fragment z wczorajszych prezentacji, trudno się dziwić, że zespół Laska nie chce i nigdy nie siądzie do debaty z ekspertami ZP. W świetle tego, co mówił doktor Gajewski, że dla wydania prawidłowej diagnozy o przyczynach katastrofy, ważne jest badanie miejsca i samego samolotu w stanie przed jakąkolwiek ingerencją, informacje zawarte w Załączniki 4 do raportu Millera bardzo wiele mówią na temat możliwości zbłądzenia ekspertów rządowych w swoich opiniach na temat przebiegu tragedii: 'W dniach 11-13 kwietnia 2010 r., dobę po katastrofie, umożliwiono polskim ekspertom dokonanie oględzin miejsca zdarzenia oraz wykonanie zdjęć. Zgromadzony materiał fotograficzny nie był udokumentowaniem stanu wraku samolotu bezpośrednio po zaistniałej katastrofie (co uczyniła zapewne komisja rosyjska), gdyż wiele elementów samolotu zostało przemieszczonych w trakcie prowadzonej akcji ratowniczej lub zmieniło swoje położenie w wyniku prowadzonych przez komisję rosyjską badań'. Dlatego też dla ekspertów Donalda Tuska jedyną formą obrony była i jest nachalna propaganda ...

Odpadniecie lewego statecznika w powietrzu stanowi kolejną zagadkę związaną z ta tragedią. Co spowodowało ten mechanizm, przecież sam z siebie statecznik nie odpadł, tylko coś musiało mu pomóc, jakaś inna siła?
Lasek pokazywał wczoraj na zdjęciach fragmenty drzew w skrzydle, tylko dlaczego mamy wierzyć, ze to są fragmenty akurat tej brzozy, a nie drzewek, pomiędzy które to skrzydło spadło ... bo właśnie, ułożenie skrzydła po upadku świadczy o tym, że spadało z góry...".

Dnia 18 pazdziernika 2013 roku dalsze komentarze do ostatnich dokumentow o Katastrofie Smolenskiej 2010. Strona
http://niezalezna.pl/47281-wszystkie-referaty-naukowcow-zespolu-parlamentarnego-do-pobrania?page=1 podaje:

"...Poniżej znajdują się poszczególne materiały - dr. inż. Bogdana Gajewskiego, prof. Kazimierza Nowaczyka, prof. Wiesława Biniendy, dr. inż. Gregorza Szuladzińskiego, inż. Marka Dąbrowskiego oraz Stanisława Zagrodzkiego, kuzyna Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Przedstawiamy też fragment wstępnej hipotezy zespoły parlamentarnego, która sformułowana została następująco:

Przyczyną katastrofy samolotu Tu-154M lecącego z Warszawy do Smoleńska w dniu 10 kwietnia 2010 r. był łańcuch wydarzeń zapoczątkowanych polsko-rosyjskimi rozmowami międzyrządowymi i niewłaściwą organizacją wizyty Prezydenta RP, przejęciem naprowadzania samolotu przez ośrodek decyzyjny w Moskwie z pominięciem kontroli lotów lotniska Smoleńsk-Siewierny, uniemożliwieniem zamknięcia lotniska i odesłania TU-154 na lotnisko zapasowe oraz doprowadzeniem do przekazywania polskiej załodze fałszywych informacji i komend. O katastrofie przesądziła eksplozja niszcząca samolot w momencie jego odejścia na drugi krąg...".

Stanisław Żaryn

na stronie http://wpolityce.pl/wydarzenia/64951-prof-ronda-odpowiada-krytykom-beda-teraz-pluc-szczekac-i-bardzo-dobrze-niech-im-piana-z-pyska-leci-nasz-wywiad

rozmawia z Prof. Jackiem Rońda:

"...Internet huczy po pana wypowiedzi dla TV Trwam. Mówił pan, że załoga tupolewa zeszła poniżej 100 metrów. To wywołało spore zdziwienie. Co miał pan na myśli? Załoga popełniła błąd? Prof. Jacek Rońda: W momencie wybuchu samolot był na wysokości 50 - 60 metrów. Załoga schodziła poniżej 100 metrów nie ze względu na swoją wolę, ale w wyniku m.in. złego naprowadzania. W momencie, gdy na pokładzie tupolewa wybuchły bomby, maszyna była na niższej wysokości niż 100 metrów. W rozmowie na żywo nie wszystko da się szczegółowo wyjaśnić. Ja podtrzymuję słowa, że załoga rządowego samolotu nie miała intencji schodzenia poniżej wysokości decyzyjnej. Samolot został jednak sprowadzony na wysokość 50-60 metrów. Na tej wysokości Tu-154M był w chwili wybuchu. To nie była jednak intencja załogi? Nie, to było wynikiem naprowadzania i uszkodzenia samolotu. Być może pierwszy wybuch był na skrzydle, a później dopiero samolot uległ dalszym zniszczeniom. Z tego, co prezentował prof. Kazimierz Nowaczyk, wynika, że tak właśnie było. Media piszą również o dokumencie, o którym mówił pan w rozmowie z Piotrem Kraśką w TVP. Obecnie w TV Trwam mówił pan, że dokument jest nic nie warty. Jaka jest w końcu wartość tego materiału? Dopiero po jakimś czasie od otrzymania tego dokumentu okazało się, że on jednak zawiera błędy. Ja się jednak cieszę, że o nim mówiłem w TVP. Ożywiłem w ten sposób pewne kręgi. One będą teraz pluć, szczekać itd. I bardzo dobrze, niech im piana z pyska leci. Jednak dał pan w ten sposób asumpt do kolejnych manipulacji pańskimi słowami i pracami zespołu. Ależ panie redaktorze to, co oni z nami robią, to skandal. Ja nie byłem w TVP na spowiedzi przed odejściem z tego świata. Pan Kraśko pogrywał nieczysto, więc ja z nim też. Ja jestem starym lisem, doświadczonym w tych sprawach. Nie mogę pozostawiać bez odpowiedzi takich zagrywek i prowokacji. Kraśko dopuszczał się karygodnych prowokacji. Więc wet za wet. W komentarzach zdążyły się pojawić sugestie, że pan przechodzi do zespołu Laska, skoro zaczął pan mówić o zejściu poniżej 100 metrów. Wybiera się pan gdzieś? Pana Laska nie dostrzegam. To jest propagandysta. To, co oni robią, to jest skandal i łobuzeria. Wiemy przecież, kto takie komentarze pisze. To tłumy frustratów. Widzieliśmy wszyscy, co się działo w czasie ostatniego posiedzenia zespołu smoleńskiego. Niech sobie gadają...".

Dnia 19 pazdziernika 2013
cytuje strone http://niezalezna.pl/46616-naukowcy-zmierza-sie-z-klamstwem-smolenskim-zobacz-kiedy-odbedzie-sie-konferencja ktora przedstawia szczegoly na temat:
II Konferencja Smoleńska - międzynarodowe spotkanie naukowców zainteresowanych wyjaśnieniem katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.
II Konferencja Smoleńska przewidziana jest jako dwudniowa i ma się odbyć w dniach 21 i 22 października 2013 roku w Warszawie.
Profesor Jacek Rońda rezygnuje dnia 19 pazdziernika 2013 roku z udziału w Konferencji Smoleńskiej 2013.

"...II Konferencja Smoleńska - międzynarodowe spotkanie naukowców zainteresowanych wyjaśnieniem katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. ... Szczególnie ciekawie zapowiada się wystąpienie

dr inż. Bogdana Gajewskiego, eksperta od wypadków lotniczych, specjalisty w kanadyjskiej agencji rządowej National Aircraft Certification.

Według informacji 'GP' będzie ono dotyczyć tzw. trzeciej salonki w Tu-154, w której znaleźli się generałowie ... materiały konferencyjne sprzed roku rozesłano do wszystkich najważniejszych bibliotek w Polsce. Zaprezentowane na konferencji referaty trafiły m.in. do Biblioteki Narodowej, 22 bibliotek uczelni technicznych, kilkunastu bibliotek uniwersyteckich i 26 bibliotek instytutów naukowych PAN. Są też dostępne w internecie, podobnie jak zapis filmowy całości spotkania. Nie ulega zatem wątpliwości, że dzięki organizatorom I Konferencji Smoleńskiej jej dorobek zaistniał w środowisku naukowym w dużo większym wymiarze niż raport Millera. Widać to zresztą po zainteresowaniu uczonych tegorocznym spotkaniem: według informacji 'GP' na II Konferencję Smoleńską wpłynęło znacznie więcej referatów niż w 2012 r. ... Oprócz sesji technicznej, poświęconej bezpośrednim przyczynom katastrofy Tu-154 (problematyka ta zdominowała ubiegłoroczną konferencję), zaplanowano bowiem również sesję medyczną i prawną. Są to - trzeba podkreślić - tematy, którymi niemal wcale nie zajmowała się komisja Millera. W jej raporcie sprawy związane z sekcjami zwłok, stanem ciał i ich identyfikacją zlekceważono bowiem całkowicie, natomiast analiza stanu prawnego śledztwa i badania katastrofy ograniczyła się do obrony decyzji Donalda Tuska o oddaniu dochodzenia Rosjanom. Organizatorzy II Konferencji Smoleńskiej spróbują naprawić błędy komisji Millera. Referaty poświęcone zagadnieniom medycznym oceniali i dopuszczali na konferencję specjaliści tej klasy co

prof. Bronisław Młodziejowski - specjalista w zakresie biologii kryminalistycznej i osteologii sądowo-lekarskiej (a także uczestnik wykopalisk w Charkowie i prac sondażowych w Miednoje,

prowadzonych w związku z ekshumacją ofiar zbrodni katyńskiej). Członkami podgrupy 'Nauki prawne' Komitetu Naukowego II Konferencji Smoleńskiej są zaś m.in.

prof. Tadeusz Jasudowicz (specjalista problematyki praw człowieka i prawa międzynarodowego), prof. Lech Morawski (kierownik Katedry Teorii Prawa i Państwa na Wydziale Prawa i Administracji uniwersytetu w Toruniu) oraz prof. Mariusz Muszyński, członek Trybunału Stanu i specjalista od prawa dyplomatycznego.

Rządowej propagandzie niezwykle trudno będzie podważać ich kompetencje. Ale sesje medyczna i prawna to niejedyna nowość na konferencji. Ich ciekawym uzupełnieniem będzie posiedzenie poświęcone socjologicznym aspektom katastrofy smoleńskiej. Członkowie Komitetu Naukowego odpowiedzialni za weryfikację zgłoszonych referatów z tej dziedziny to m.in.

prof. Piotr Gliński, prof. Józefina Hrynkiewicz, prof. Bogdan W. Mach, prof. Włodzimierz Pańków, prof. Andrzej Szpociński i prof. Andrzej Zybertowicz.

... Zgłoszone na konferencję referaty oceniał i dopuszczał do prezentacji Komitet Naukowy, liczący ok. 50 osób. W gronie tym znaleźli się naukowcy cenieni w całej Polsce, a w niektórych przypadkach - w Europie i na świecie. W podgrupie 'Elektrotechnika i elektronika' zwraca uwagę choćby nazwisko

prof. Tadeusza Kaczorka z Politechniki Warszawskiej, profesora nauk technicznych, członka rzeczywistego Polskiej Akademii Nauk.
Jako profesor wizytujący prowadził on wykłady na ponad 20 uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Kanadzie oraz w wielu krajach europejskich. Prof. Kaczorek współpracuje też z uznanymi międzynarodowymi czasopismami jak np. 'International Journal of Multidimensional Systems and Signal Processing', 'Foundations of Computing and Decision Sciences' czy 'Archives of Control Sciences'.

Z członków podgrupy 'Fizyka i geotechnika' wyróżnić należy
prof. Andrzeja Wiśniewskiego (profesora nadzwyczajnego w Instytucie Fizyki PAN, członka Rady Naukowej tego Instytutu), a wśród specjalistów od chemii i badań strukturalnych - prof. Lucjana Pielę z UW (od 2001 r. członka zagranicznej Belgijskiej Akademii Królewskiej, a od 2004 r. Europejskiej Akademii Nauk) i prof. Chrisa Cieszewskiego
(wykładowca w Warnell School of Forestry and Natural Resources University of Georgia w USA).

Za odpowiedni poziom referatów w dziale 'Mechanika i konstrukcja' odpowiadają m.in.

prof. Kazimierz Flaga z Politechniki Krakowskiej (profesor nauk technicznych, członek PAN)

oraz dwóch innych znanych uczonych:

prof. Grzegorz Jemielita i prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej.

Podgrupa 'Matematyka i informatyka' to m.in. prof. Jacek Rońda i

prof. Piotr Witakowski (wykładowcy Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie) oraz prof. Jan Węglarz (członek rzeczywisty PAN i profesor zwyczajny Politechniki Poznańskiej)".

Dnia 21 pazdziernika 2013 roku strona niezalezna.pl

podaje PROGRAM II KONFERENCJI SMOLEŃSKIEJ - PONIEDZIAŁEK, 21 października 2013 roku.

09:00 - 09:05 OTWARCIE KONFERENCJI. Jacek Rońda, Akademia Górniczo-Hutnicza 09:05 – 09:20 Piotr Witakowski, Akademia Górniczo-Hutnicza - Referat wprowadzający do Konferencji.
09:20 I. ZAGADNIENIA OGÓLNE I ANALIZA WRAKOWISKA. Kazimierz Flaga, Politechnika Krakowska. 09:20 – 09:40 Jerzy Stefan Wiśniowski, Wojskowe Centrum Geograficzne - Geoprzestrzenna inwentaryzacja i teledetekcyjna analiza terenu katastrofy smoleńskiej. 09:40 – 10:00 Piotr Witakowski, Akademia Górniczo-Hutnicza - Geotechniczne aspekty katastrof lotniczych. 10:00 – 10:20 Andrzej Ziółkowski, Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN. Badania eksperckie metalowych elementów wraku samolotu Tu-154. 10:20 – 10:40

Chris Cieszewski, Arun Kumar, Deepak Mishra, Roger Lowe, Pete Bettinger, University of Georgia

- Spatio-temporal analysis of high resolution satellite imagery. 10:40 – 11:00 Chris Cieszewski, Arun Kumar, Deepak Mishra, Roger Lowe, Pete Bettinger, Daniel Markewitz, University of Georgia - Supplementary analysis of the Smoleńsk birch.

11:00 – 11:30 Przerwa. 11:30 II. BADANIA FIZYKOCHEMICZNE, ASPEKTY WYTRZYMAŁOŚCIOWE.

Andrzej Wiśniewski, Instytut Fizyki PAN.

11:30 – 11:50 Bogdan Gajewski, International Society of Air Safety Investigators - Fotele lotnicze i pasy bezpieczeństwa w katastrofie smoleńskiej. 11:50 – 12:10 Grzegorz Gładyszewski, Politechnika Lubelska - Wybrane metody fizyczne w badaniach zmian struktury materiałów. 12:10 – 12:30 Wojciech Fabianowski, Jan Jaworski, Krystyna Kamieńska-Trela, Sławomir Szymański, Jacek Wójcik, Politechnika Warszawska, Uniwersytet Warszawski, Instytut Chemii Organicznej PAN, Instytut Biochemii i Biofizyki PAN - Badania fizykochemiczne fragmentów ubrań ofiar katastrofy smoleńskiej: badania TLC, NMR i MS. 12:30 – 12:50 Andrzej Wawro, Tomasz Ludwikowski, Jan Bokszczanin, Korporacja Wschód Sp. z o.o. - Detektor MO-2M jako przedstawiciel urządzeń do wykrywania materiałów wybuchowych w oparciu o zjawisko ruchliwości jonów. 12:50 – 13:10 Jan Obrębski, Politechnika Warszawska - Wybuch na Tu-154 nr 101 następne pytania i wnioski. ... Politechnika Krakowska - Zastosowanie nieinwazyjnych badań geofizycznych do poszukiwania w gruncie obiektów antropogenicznych po katastrofach komunikacyjnych. 13:10 – 14:10 Przerwa obiadowa. 14:10 III. ZAGADNIENIA ZWIĄZANE Z TRAJEKTORIĄ LOTU.

Lucjan Piela, Uniwersytet Warszawski.

14:10 – 14:30 Kazimierz Nowaczyk, University of Maryland - Analiza materiałów źródłowych dostępnych w raportach MAK, KBWL LP i ekspertyzach ATM, UA SC.

14:30 – 14:50 Stefan Bramski, Instytut Lotnictwa - Refleksja nad kilkoma pytaniami dotyczącymi przebiegu katastrofy smoleńskiej. 14:50 ‐ 15:10 Marek Dąbrowski, Podsumowanie i kierunki dalszych badań nad zachowaniem samolotu. Dane, możliwości i problemy badawcze. 15:10 – 15:30 Glenn Arthur Jorgensen, Owner of Consultant Company within Mechanical Development, Member of Danish Engineer Association - Selected aspects of the 2010 Polish Air Force One crash.

15:30 – 16:00 Przerwa. 16:00. IV. ANALIZA ZDERZEŃ I MODELOWANIE NUMERYCZNE.

Grzegorz Jemielita, Politechnika Warszawska.

16:00 – 16:20. Jacek Gieras, Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy -
Analysis of accidents of the Tu-154 aircraft between 1973 and 2011. 16:20 – 16:40. Wiesław Binienda, The University of Akron - Podsumowanie rezultatów symulacji komputerowych używanych do analizy poszczególnych aspektów katastrofy samolotu Tu-154M w Smoleńsku. 16:40 – 17:00. Jan Błaszczyk, Wojskowa Akademia Techniczna - Próba odtworzenia geometrii elementów siłowych skrzydła na bazie ogólnodostępnych danych technicznych i osiągów samolotu Tu-154. 17:00 – 17:20. Jan Błaszczyk, Wojskowa Akademia Techniczna - Dynamiczny model samolotu Tu-154 do badania drgań własnych z uwzględnieniem odkształcalności konstrukcji. 17:20 – 17:40. Anna Gruszczyńska-Ziółkowska, Uniwersytet Warszawski - Jak brzmi uderzenie samolotu w brzozę? 17:40 – 17:50 Przerwa. 17:50 – 19:00. DYSKUSJA GENERALNA.

Jacek Rońda, Akademia Górniczo-Hutnicza.

WTOREK, 22 października,

09:00 WERYFIKACJA DOKUMENTÓW I ASPEKTY MEDYCZNE. Zdzisław Gosiewski, Politechnika Białostocka. 09:00 – 09:20 Gregory Szuladziński, Analytical Service Pty Ltd. - Reverse engineering of Tu-154 wing. 09:20 – 09:40 Marcin Gugulski, Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. - Stan zachowania zapisów z rejestratorów danych zabudowanych na Tu-154M nr 101. 09:40 – 10:00 Jacek Jabczyński, Portal 'Pomnik Smoleńsk' - Analiza zniszczeń samolotu Tu-154M i weryfikacja ustaleń zawartych w raportach MAK i KBWL na podstawie dostępnych materiałów graficznych. 10:00 – 10:15 Przerwa. 10:15 WERYFIKACJA DOKUMENTÓW I ASPEKTY MEDYCZNE.

Zdzisław Gosiewski, Politechnika Białostocka.

10:15 – 10:35 Marcin Fudalej, Paweł Krajewski, Bronisław Młodziejowski, Sylwia Tarka, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski - Specyfikacja obrażeń ciał ofiar katastrof lotniczych w Warszawie. 10:35 – 10:55

Małgorzata Wassermann, Uniwersytet Jagielloński - Dokumentacja medyczna sekcji zwłok śp. Z. Wassermanna wykonanej przez stronę rosyjską, a polskie dokumenty sekcyjne.

10:55 – 11:15 Stanisław Zagrodzki, Rodziny Smoleńskie - Weryfikacja oficjalnych raportów ustalających przebieg katastrofy samolotu Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku w oparciu o mapę dyslokacji ciał ofiar oraz analizę dokumentacji sądowo-medycznej i badań toksykologicznych niektórych ciał ofiar. 11:15 – 11:30 Przerwa. 11:30 VIa. ASPEKTY SOCJOLOGICZNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ.

Piotr Gliński, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Uniwersytet w Białymstoku.

11:30 – 11:50 Tomasz Żukowski, Uniwersytet Warszawski - Polacy o katastrofie smoleńskiej. Zachowania i poglądy - ewolucja - uwarunkowania. 11:50 – 12:10 Radosław Sojak, Uniwersytet Mikołaja Kopernika - Spetryfikowane emocje? Próba oszacowania wpływu katastrofy smoleńskiej na preferencje wyborcze Polaków. 12:10 – 12:30 Barbara Fedyszak-Radziejowska, Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN - Ingerencje 'władzy' w autonomię nauki: instrumenty wpływu i reakcje środowiska naukowego. 12:30 – 13:30 Przerwa obiadowa. 13:30 VIb. ASPEKTY SOCJOLOGICZNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ. Piotr Gliński, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Uniwersytet w Białymstoku. 13:30 – 13:50 Jacek Kurzępa, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej, Wrocław - Młodzież, ambiwalencja, postawy, katastrofa smoleńska. 13:50 – 14:10 Krystyna Lis, Uniwersytet Mikołaja Kopernika - Reakcje tygodników na wybrane wydarzenia związane z katastrofą smoleńską. 14:10 ‐ 14:30 Daniel Wicenty, Uniwersytet Gdański - Katastrofa smoleńska a przemiany na rynku prasowym. Przypadek trzech tygodników 'obozu konserwatywnego'. 14:30 – 14:45 Przerwa. 14:45 VIIa. ZAGADNIENIA PRAWNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ.

Karol Karski, Uniwersytet Warszawski.

14:45 – 15:05 Bogdan Gajewski, International Society of Air Safety Investigators - Wybrane aspekty badania wypadków lotniczych w Ameryce Północnej. 15:05 – 15:25 Piotr Daranowski, Uniwersytet Łódzki - Kilka uwag o formie porozumienia określającego podstawę prawną i tryb badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. 15:25 – 15:45 Małgorzata Wassermann, Uniwersytet Jagielloński - Badanie katastrof komunikacyjnych w postępowaniu karnym, a działania prokuratury w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem 10.04.2010 roku. 15:45 – 16:00 Przerwa. 16:00 VIIb. ZAGADNIENIA PRAWNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ. Karol Karski, Uniwersytet Warszawski. 16:00 – 16:20 Piotr Pszczółkowski, Okręgowa Rada Adwokacka w Łodzi - Prawne aspekty badania katastrofy smoleńskiej. 16:20 – 16:40 Maria Szonert-Binienda, Instytut Libra - Katastrofa smoleńska w świetle prawa międzynarodowego. 16:40 – 17:00 Tadeusz Jasudowicz, Uniwersytet Mikołaja Kopernika - Śledztwo smoleńskie z perspektywy prawa do życia w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. 17:00 – 17:10 Przerwa. 17:10 – 19:00 DYSKUSJA GENERALNA. Piotr Gliński, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Uniwersytet w Białymstoku.

Autor: wm. Źródło: niezalazna.pl. Żródło: Gazeta Polska Codziennie:

"...Mechanika i Konstrukcje:

Prof. zw. dr hab. inż. Kazimierz Flaga; Politechniki Krakowskiej, Prof. dr hab. inż. Grzegorz Jemielita; Politechnika Warszawska, Prof. zw. dr hab. inż. Jan Obrębski; Politechnika Warszawska, Dr hab. inż. Zdzisław Józef Śloderbach; Politechnika Opolska. Matematyka i Informatyka: Prof. dr hab. Witold Kosiński; Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych, Prof. dr hab. inż. Jacek Rońda; Akademia Górniczo Hutnicza, Prof. dr hab. inż. Andrzej Stepnowski; Politechnika Gdańska, Prof. zw. dr hab. inż. czł. rzecz. PAN Jan Węglarz; Dr hab. inż. Piotr Witakowski, prof. AGH; Elektrotechnika i Elektronika. Prof. dr hab. inż. Jacek Gieras, IEEE Fellow, Hamilton Sundstrand Fellow; Prof. zw. dr hab. inż. czł. rzecz. PAN Tadeusz Kaczorek; Prof. zw. dr hab. inż. Janusz Turowski, dr h.c. Universita di Pavia; Fizyka i Geotechnika: Prof. zw. dr hab. Kazimierz Bodek; Uniwersytet Jagielloński, Prof. dr hab. Marek Czachor, prof. Politechnika Gdańska, Prof. zw. dr hab. Robert Gałązka, czł. rzecz. PAN; Instytut Fizyki PAN, Prof. dr hab. Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz, dr h.c. Uniwersytetu w Kaliningradzie; Chemia i Badania Strukturalne: Prof. dr hab. Lucjan Piela, Uniwersytet Warszawski, Prof. dr hab. Sławomir Szymański; Instytut Chemii Organicznej PAN, Prof. dr hab. Krzysztof Woźniak; Uniwersytet Warszawski. Lotnictwo i Aerodynamika: Prof. dr inż. Wiesław Kazimierz Binienda; University of Akron, Prof. dr hab. inż. Zdzisław Gosiewski; Instytut Lotnictwa".

Strona http://www.rp.pl/artykul/2,1058406-Konferencja-smolenska- relacja-na-zywo.html under copyright by rp.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone. Podaje pierwsze informacje na temat Konferencji Smolenskiej:

"...13.20. Referat prof. Jana Obrębskiego, który w zeszłym roku przedstawił wyniki krótkiej analizy metalowego fragmentu, mającego pochodzić z wraku... Obrębski jest jednym z ekspertów zespołu parlamentarnego, którego zeznania ujawniła wojskowa prokuratura. Obrębski na wstępie przyznał, że przeanalizował materiały z zeszłorocznej konferencji i filmy dokumentalne 'Gazety Polskiej'. Jego zdaniem należy analizować wybuch w maszynie, gdyż wskazuje na to wiele faktów, wynikających ze zdjęć i z badań naukowców. Wskazywał, że maszyna mogła być wcześniej przygotowana do zniszczenia. Jego zdaniem nie zmienia tego fakt, że potencjalny sprawca nie mógł wiedzieć, która maszyna będzie użyta. - Mam duże wątpliwości, czy na drugim tupolewie nie było czynionych podobnych zabiegów - mówił Obrębski. Jego zdaniem przygotowania nie dotyczyły tylko samolotów, ale i lotniska. Wskazywał, że wszystkie alarmy TAWS miały miejsce w linii równoległej do prawidłowej ścieżki podejścia do pasa. Obrębski dowodził, że może to oznaczać, iż na przylot delegacji przygotowano alternatywny system naprowadzania. 13.15. - Uzyskałam w prokuraturze przez mojego pełnomocnika informację, że biegli odmawiają wykonania badań fizykochemicznych próbek pobranych podczas sekcji zwłok mojego męża - powiedziała senator PiS Beata Gosiewska, komentując referat. Pytała, czy tak długie oczekiwanie na badanie próbek (od lipca 2011 r. - red.) nie powoduje ich zniszczenia. 12.50. Referat dotyczący zasad działania spektrometrów ruchliwości jonów, które służą do identyfikowania materiałów wybuchowych. - Trudno na tej podstawie pomylić tworzywa sztuczne i materiały wybuchowe - uważa Andrzej Wawro. Tomasz Ludwikowski pokazał filmy z badań przedmiotów, należących do ofiar. Jego zdaniem na płaszczu prezydenckiego tłumacza Aleksandra Fedorowicza detektor znalazł ślady nitrogliceryny. Były one tylko na zewnętrznej stronie płaszcza. Podobny wynik dało badanie torby posła PiS Zbigniewa Wassermana. Jan Bokszczanin, producent detektorów użytych przez biegłych prokuratury, wskazał, że próbki zabezpieczone w Smoleńsku powinny być badane wcześniej, niż po kilku miesiącach od zabezpieczenia. 12.25. Zespół z Uniwersytetu Warszawskiego przeanalizował fragmenty ubrań ofiar katastrofy. Znaleziono w nich tytanowo-aluminiowe fragmenty samolotu. Poddano je badaniom fizykochemicznym podczas, których wykryto ponad dwadzieścia różnych substancji. Nie było wśród nich materiałów wybuchowych, w ilości przekraczającej setnych części mikrograma. Zdaniem prof. Jacka Wójcika, który przedstawiał wyniki badań konieczne są badania w bardziej precyzyjnych laboratoriach, bo mogły one występować w mniejszej ilości. Wskazywał, że jeśli byłyby jakieś ślady takich substancji, to rozrzucone one są na bardzo dużym terenie. ... 11.02. Chris Cieszewski z University of Georgia: - Brzoza, która miała złamać skrzydło była już złamana przed katastrofą. Twierdzenie opiera to na kilku dowodach, w tym zdjęciach satelitarnych. Dodaje, że złamane drzewo jest suche, a w kwietniu powinny być w nim soki, jeśliby miało być złamane kilka dni przed zrobieniem zdjęcia. Cieszewski porównał zdjęcia satelitarne zrobione po katastrofie i zdjęcia sprzed katastrofy. Jego zdaniem odłamana końcówka brzozy jest już widoczna na zdjęciach z 5 kwietnia. Dodatkowo wykazuje, że po katastrofie została odsunięta od kikuta między 11 i 12 kwietnia. ... Tłumaczy jak doszło do badań. - W zeszłym roku badaliśmy wytrzymałość tego drzewa - przypomina swój referat z I konferencji smoleńskiej. Wskazuje, że analiza zdjęć drzewa świadczy o tym, że nie złamał go samolot. - Sęki są wyrwane. Przy uderzenie skrzydłem byłyby przecięta. Uderzenie trwałoby milisekundy, nie byłoby czasu na wyrwanie - przekonuje. 10.35. Prof. Cieszewski z USA analizuje zdjęcia satelitarne miejsca katastrofy wykonane na przestrzeni lat. Tłumaczy, że w czasie przygotowywania referatu zmienił się nieco jego temat i ostateczny kształt. Prezentację przygotował ze swoimi współpracownikami z University of Georgia. Jego zespół przeanalizował zdjęcia okolic lotniska od roku 2003 do 2010 r. Wskazał na miejsce w którym upadł samolot. Na zdjęciu z 2010 r. poprzedzającym wypadek jego uwagę zwróciło, że obszar wygląda jak pokryty zaległym śniegiem. Jednak analiza historycznych danych wskazuje, że w tym miejscu nigdy nie zalegał śnieg. Na kolejnych zdjęciach nie ma też śladów jego topnienia. Cieszewski wskazuje, że w tym miejscu mogło być coś ukryte pod plandekami. - W Rosji nic nie dzieje się bez zgody władz - ocenił...".

Dnia 21 pazdziernika 2013 trwa Konferencja Smolenska w Warszawie.

Strona

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Brzoza-w-Smolensku-zlamana-przed-katastrofa-Sensacyjne-ustalenia-ws-katastrofy,wid,16092832,wiadomosc.html?ticaid=111860 podaje:

Chris Cieszewski mówił, że dzięki żmudnej pracy udało się ustalić dokładną lokalizację drzewa, które miało spowodować tragedię smoleńską. Pokazał

zdjęcia z 11 i 12 kwietnia, które pokazują złamaną brzozę. 26 stycznia drzewo stoi jeszcze cale. Kolejne zdjęcia wywołały zamieszanie. Okazuje się bowiem, że brzoza już 5 kwietnia była złamana!

-

Drzewo zostało złamane dzień, może dwa wcześniej, ponieważ złamana część jest tuż pod miejscem złamania. Mamy drzewo złamane zaledwie trochę wcześniej. Na zdjęciu widać soki drzewa. Dalej na kolejnych fotografiach widać, że część złamana osuwa się, jest coraz niżej w kolejnych dniach - wykazywał. I dodał: 'to jest fakt i nie podlega dyskusji. To wynika z analizy
zdjęć wykonanych dokładnie w miejscu rośnięcia brzozy. Stworzenie sytuacji, w której ten sygnał satelity mógł zostać zakłócony, jest niemożliwe'.

Natomiast w ostatnią środę zespół Laska pokazał niepublikowane wcześniej zdjęcia z miejsca katastrofy Tu-154M. Widać na nich elementy samolotu wbite w brzozę i drewno wbite w urwane skrzydło. - To kolejna fantastyczna teoria niczym nieudokumentowana, tylko kiepskiej jakości zdjęciami satelitarnymi, a przecież można to zweryfikować w banalny sposób. Wystarczyło spytać właściciela działki, na której stoi brzoza, kiedy została ona złamana - powiedział Edward Łojek z zespołu Laska, pytany o wystąpienie Cieszewskiego.

Strona http://fakty.interia.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje/aktualnosci/news-dwudniowa-konferencja-smolenska,nId,1045934 podaje zas:

... Natomiast prof. Obrębski stwierdził, że 'w momencie, gdy samolot uciekał z pułapki, nastąpiły wybuchy' oraz że 'katastrofę spowodowały tzw. osoby trzecie'.

Strona http://wpolityce.pl/wydarzenia/65187-ii-konferencja-smolenska-wyklady-analizy-prezentacje-bedziemy-nasze-badania-prowadzic-az-do-wyjasnienia-wszystkich-okolicznosci-tej-katastrofy-nasza-relacja informuje:

"...Duński ekspert Glenn Jorgensen mówił z kolei o swoich badaniach. Zaznaczył, że nie ma żadnych związków z Polską, więc jest obiektywnym ekspertem w tej sprawie. Jorgensen zaczął od złożenia kondolencji rodzinom. Następnie zaznaczył, że jest niezależny, ma własną działalność i od lat zajmuje się mechaniką. ... Pokazał odczyty wysokości samolotu.

W momencie przelatywania nad brzozą widać utratę nośności skrzydła. 40 metrów później widać znów dużą utratę nośności samolotu. Analizowałem dwie wersje wydarzeń. W pierwszej zakładałem utratę skrzydła w miejscu rośnięcia brzozy. W drugim utratę jeszcze kawałka skrzydła w kolejnym miejscu utraty siły nośnej

- tłumaczył ekspert. Przedstawił przekrój przez skrzydło, wskazując gdzie jest strona natarcia i, w jaki sposób powstaje siła nośna. Założyłem, że pilot nie zmieniał nastawień powierzchni nośnych samolotu. Założyłem prostą zależność pomiędzy siłą oporu, a kątem pochylenia skrzydła. Uwzględniłem zależność między zmianą kąta natarcia, a zmianą nachylenia lotu - tłumaczył duński ekspert. Wskazał, że największym czynnikiem wpływającym na siłę nośną jest powierzchnia samolotu. Można uznać, że

następuje zmniejszenie siły nośnej wraz ze zmianą kąta klap

- dodał. Postawił również pytanie: jak wiele siły nośnej utraci samolot, jeśli końcówka skrzydła zostanie urwana? Standardowo samolot jest tak zbudowany, że między kątem natarcia końcówki skrzydła a resztą występuje różnica 4 stopni. To powoduje, że udział końcówki skrzydła w silne nośnej jest mniejszy niż innych części. Dodatkowo końcówka skrzydła nie posiada klap - dodał Jorgensten. Zaznaczył, że to oznacza, iż
utrata końcówki skrzydła to utrata jedynie kilku procent siły nośnej. Następnie zaprezentował krzywe teoretyczne pokazujące sposób lotu samolotu po utracie skrzydła, które nie są tożsame z tym, w jaki sposób tupolew leciał w Smoleńsku. Pokazuje, że modele teoretyczne nie są tożsame z lotem Tu-154M.

Później pokazał inny model, pokazujący, co zdarzyłoby się w Smoleńsku, gdyby tupolew stracił fragment skrzydła dwa razy. Teraz model zaczyna się pokrywać z danymi, które zarejestrowano - tłumaczy ekspert. Na kolejnym slajdzie pokazał wykres przechylenia samolotu i prędkość.

W samej końcówce lotu prędkość przechylenia zmniejsza się. Przyczyną tego jest to, że samolot miał prędkość, co przeciwdziałało obrotowi wzdłuż osi

- mówił prelegent. Dalej prezentował zestawienie parametrów lotu z miejscem wypadku i rozmieszczeniem szczątków oraz wizualizację samolotu obróconego o 150 stopni, tak jak mówią raporty. Zaprezentował wymiary i odległości poszczególnych części samolotu lecącego do góry nogami. Później również wyliczył, jaka byłaby odległość tych części, gdyby skrzydło zostało urwane dwukrotnie. Wyliczenia dotyczące samolotu i jego wymiarów Jorgensen naniósł na zdjęcia satelitarne ze Smoleńska. Zaznaczył, że jeśli przyjąć, że doszło do utraty dwóch części skrzydła, wtedy obliczenia zaczynają pokrywać się z rzeczywistością i śladami jakie widać na miejscu tragedii. Ekspert przytoczył również wyniki badania wypadku Boeinga, który utracił 25 procent jednego ze skrzydeł. Jorgensten wskazał na wykresie, że model opracowany na podstawie tego materiału nie jest zbieżny z tym, co miało miejsce w Smoleńsku. Zaznaczył, że wyniki są zbliżone, gdy założy się, że tupolew utracił dwukrotnie część skrzydła. Podsumowując ekspert wskazał, że jego

analizy pokazują, że urwanie końcówki skrzydła nie mogło spowodować katastrofy samolotu. Nawet założenie, że skrzydło odpadło w nowym miejscu nie tłumaczy, w jaki sposób doszło do tragedii. Moje wyniki oznaczają, że brzoza nie mogła urwać skrzydła.

W świetle tego to, co podano w raporcie MAK jest - mówiąc najdelikatniej - niedokładne i pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi - skwitował Glenn Jorgensten.

Prezentacja inż. Marka Dąbrowskiego

została wyświetlona ze względu na niemożliwość pojawienia się eksperta osobiście. Sporą cześć wystąpienia poświęcił on rejestratorom parametrów lotu. Zwrócił uwagę na następujące fakty: -

Na rejestratorze MŁP-14 stwierdzono ślady działania wysokiej temperatury, choć został on znaleziony poza strefami ognia.

- Na pokładzie powinien znajdować się rejestrator K363 zapisujący m.in. przyspieszenia. Nie został jednak odnaleziony, a nawet nie ma pewności, czy był w ogóle zamontowany w tupolewie. - W żadnym z raportów nie pokazano kompletu parametrów zarejestrowanych przez MSRP-64 i ATM QAR. -
Ostatnie 1,5 sekundy lotu w analizie firmy ATM (produceny polskiej 'czarnej skrzynki') dopisano z rosyjskich danych.

- Nie wykonano zapisów rejestratora MŁP-14. Jak tłumaczono w raporcie komisji Millera, zaniechano tego ze względu na posiadanie zapisów trzech innych rejestratorów.

- W miejscu TAWS#38 rejestrator ATM QAR zapisał niepełne kadry danych. W punkcie TAWS#38 (o godzinie 6:40:59) rejestrator zapisał informację o lądowaniu, co powinno zostać odnotowane dopiero przy dotknięciu pasa. Wysokości barometryczna w tym punkcie miała wynosić 36 m, radiowa - 12,5 m.

- Przechylenie samolotu w tym miejscu (wg komisji państwowych) było większe niż dopuszczalne do pokazywania prawidłowych wartości radiowych, a jednak te waśnie wysokości (radiowe) wykorzystano. - Żaden z rejestratorów parametrów nie zapisał danych, z których by mogła wynikać jedyna możliwa trajektoria pionowa samolotu. Marek Dąbrowski wskazał też na niespójne dane dotyczące śladów na ziemi oraz ingerencje w materiał dowodowy, m.in. ścięcie drzew przez stronę rosyjską w okolicach punktu TAWS#38 oraz

wymienienie wierzchniej warstwy gruntu.

Omawiając trajektorie lotu rządowego samolotu, zwrócił uwagę, że ta wykonana przez MAK - jest niedokładna i nieprawdopodobna - trafia w brzozę, ale brakuje obliczeń za brzozą, przechodzi przez punkt TAWS#36, ale poniżej TAWS#37. Trajektorii wyrysowanej zaś przez komisję Millera zarzucił m.in. to, że wynika z niej, iż samolot leciał niestabilnie, wznosząc się i opadając, co poza turbulencjami, jest niemożliwe. Wskazywał też na sprzeczne informacje w trajektoriach pionowych. Dąbrowski dodał, że

biegli z firmy ATM wykonujący trajektorię przyznali, iż dopasowali trajektorię do opisów uszkodzonych drzew, wykonanych m.in. przez Siergieja Amielina - smoleńskiego fotoamatora, który na miejscu katastrofy pojawił sie dopiero 13 kwietnia, choć cały czas przebywał w Smoleńsku.

Jak wskazywał doktor, porównanie zapisów parametrów lotu w raporcie Millera, raporcie MAK i ekspertyzie firmy ATM, daj wniosek, że niektóre parametry zostały przez polską rządową komisję pominięte, a zatem sfałszowane. Zwrócił również uwagę, że według oficjalnych raportów, lot TU-154M trwał wyłącznie do momentu zderzenia z drzewem. Prowadzi to wewnętrznej sprzeczności - mówił - bo np. komisja stwierdziła, że nie było awarii wysokościomierza nr 1, w innym miejscu raportu czytamy, że taka usterka jednak miała miejsce

Rządowemu dokumentowi zarzucił też pominięcie lub ukrywanie zapisów awarii w locie. Chodzi m.in. o wibracje silnika, odłączenie od sieci trzech generatorów, niesprawność silnika, brak kontroli sztucznych horyzontów i wiele innych. Podsumowując wskazał na nierozwiązane problemy badawcze, a wśród nich m.in. zachowanie 70-centymetrowego fragmentu slotu lewego skrzydła, które rzekomo przednia krawędzią miało zderzyć się z brzozą; fakt, że tor lotu nie zgadza się z przyciętymi drzewami, nawet tymi ze zdjęć Amielina, a także brak potwierdzenia przechylenia się samolotu 'na plecy' w którychkolwiek danych z rejestratorów.

Dr Stefan Bramski,

emerytowany inżynier z Instytutu Lotnictwa wskazał, że skoncentrował się na trzech aspektach, które jego zdaniem są zbyt słabo nagłośnione w debacie dot. Smoleńska. Są to: miejsce katastrofy, ułożenie i sposób upadku na ziemię tylnej części samolotu oraz zjawisko separacji aerodynamicznej. Dodał, że specjalnie nie porusza sprawy brzozy. Pierwszym aspektem omawianym przez dr. Bramskiego była kwestia rozmieszczenia szczątków, bowiem leżą one pod sporym kątem wobec pasa startowego. Sama lokalizacja jest również zaskakująca. Jest to bowiem miejsce błotniste, tuż koło dróg wyjazdowych. To jakby szczęśliwy zbieg okoliczności dla służb. Dzięki temu wszelkie materiały - notesy, telefony, laptopy itd. - były dobrze zabezpieczone i nie zniszczone - mówił dr Bramski i dodawał, że należy zbadać, czy możliwe było, żeby miejsce katastrofy nie było przypadkowe. Między ulicą Kutuzowa i Gubienki był obszar, w którym niezależnie od sytuacji czy mgła, samolot przy normalnej widzialności przelatywałby. Musiała jednak nastąpić zmiana konfiguracji samolotu, w którym nastąpił ślizg na lewe skrzydło. Najpierw myślałem, że to mogła być blokada lotki - ciągnął ekspert. Dodał, że w jego ocenie sprawa smoleńska to był 'wypadek przy pracy terrorystów', bowiem mogło być tak, że ładunki wybuchowe miały eksplodować już po wylądowaniu.

Prelegent wskazał również na linię wysokiego napięcia, która została zerwana na kilka minut przed tragedią. W jego ocenie miało to związek z koniecznością wywołania awarii na lotnisku. Zdaniem dr. Bramskiego eksplozja pierwszego ładunku nastąpiła, gdy maszyna miała szanse odejścia na drugi krąg. Jednak potem nastąpił drugi wybuch. Gdyby nie drugi wybuch zapewne połowa pasażerów mogła by wyjść cało z tej katastrofy - mówił Bramski.

Prelegent wskazuje również na tylną część samolotu. Tył samolotu leciał przodem do tyłu. Wskazuje na to dysza środowego silnika, która została wgnieciona w czasie upadania na drzewo wystające z ziemi.

Wskazał potem na kable, które sterczą z części tylnej samolotu. W jego ocenie one również dowodzą wybuchu.

Inna siła nie dałaby takiego efektu. Jedynie wybuch mógł wyrwać kable przytwierdzone do silników - mówił inżynier. Zaznaczył, że widoczne na przekroju silnika sworznie, które zostały rozerwane, pozwalają obliczyć siłę, jaka działała na część tylną. Stefan Bramski dodał, że wrak nie był dobrze traktowany, a na dowód pokazywał m.in. zdjęcia wyklepanej dyszy, którą poprawiono w czasie transportu szczątków samolotu na lotnisko smoleńskie. Prelegent wskazał również w ostatniej części na zjawisko selekcji aerodynamicznej. Dodał, że

jeśli samolot rozpadł się nad ziemią ciężkie części powinny lecieć dalej, a lżejsze bliżej. Przytoczył informacje jednej z rodzin, która miała dokładną lokalizację ciała ofiary oraz jego ubrania. Ciało leżało 30 metrów dalej niż ubrania. To oznacza, że ciało i ubrania leciały z góry

- mówił Bramski, dodając, że opracował krzywe balistyczne, które pokazują, w jaki sposób lecą różne przedmioty w zależności od wagi. Wskazał, że dzięki takiej tabeli i krzywym można oszacować, że

ciało i ubranie jednej z ofiar tragedii spadały z ok. 12 metrów.

Przechodząc do wniosków Bramski wskazał, że samolot

Tu-154 został zniszczony najprawdopodobniej w wyniku zamachu terrorystycznego.

Jeśli nie zostanie wyjaśniona uczciwie przyczyna tragedii smoleńskiej, to będzie oznaczało utratę wiarygodności rosyjskiego społeczeństwa. To będzie oznaczało, że Moskwa cofnęła się o 70 lat. Rzetelne wyjaśnienie tego leży w interesie inteligentnych polityków również Rosji - zakończył Stefan Bramski. W drugiej części jako pierwszy wykład wygłosił

prof. Kazimierz Nowaczyk. Zaprezentował analizę zapisów rejestratora ATM. Wskazał, że będzie się skupiał na zapisie przyspieszenia poziomego.

Zaznaczył, że jeszcze 50 metrów przed brzozą nastąpił pierwszy skok w zapisie rejestratora, co oznacza, że pierwsze znaczące dla tragedii smoleńskiej wydarzenie miało miejsce przed drzewem. Wskazuje również na korelację szczątków samolotu z zapisami rejestratora. Dodaje, że jeszcze przed brzozą mamy skupisko szczątków wraku tupolewa. W tym miejscu - jak wskazuje również Glenn Jorgensen oraz firma ATM - prawdopodobnie doszło do zniszczenia skrzydła. Następny obszar, o którym mówi Nowaczyk, pełen szczątków jest

już za ulicą Kutuzowa. To tam zdaniem dr. Grzegorza Szuladzińskiego nastąpił wybuch w kadłubie, który spowodował ostateczne zniszczenie samolotu.

Dane z zapisu FMS II i system TAWS są jedynymi zapisami, które ciągną się do końca. System ATM urywa się wcześniej - mówił Nowaczyk i wskazał, że

skrzydło rozpadało się w locie pomiędzy punktem oddalonym 50 metrów od brzozy, a punktem TAWS 38. Wskazuje, że dopiero później doszło do kolejnej eksplozji, w kadłubie. Właśnie za ulicą Kutuzowa.

Na koniec wskazuje na jeden ze slajdów. On nabiera szczególnego znaczenia, po referacie prof. Cieszewskiego. Zdjęcia pokazują fragmenty części samolotu na złamanej brzozie. Wniosek jest taki, że te części spadły na złamaną wcześniej brzozę - zakończył Kazimierz Nowaczyk. Ostatni wykład w pierwszej części wygłosił

profesor Jan Obrębski, który na początku wystąpienia zreferował poprzednie badania dotyczące fragmentu pochodzącego z tupolewa.

Na ich podstawi naukowiec wskazywał, że część ta nie mogła ulec zniszczeniu w wyniku uderzenia o ziemię. Pokazał zdjęcia, na których widać ślady dowodzące, że część z samolotu została odstrzelona. Zaprezentował również różne sposoby niszczenia próbek, przez ściskanie, rozciąganie. Niczego nie odwołuje z tego, co mówiłem ostatnio. Zwracałem uwagę na osmalenia, czy dziwne przedkładki - mówił Obrębski odnosząc się do poprzednich badań fragmentu z samolotu. Dodał, że

nie można wskazać, że eksplozja mogła mieć miejsce wewnątrz elementu, który został przez niego przebadany. Nie wycofuje się ze stwierdzenia, że przyczyną tragedii smoleńskiej była wielopunktowa eksplozja

- mówił profesor. Wskazał, że mówienie, że brzoza złamała skrzydło, jest absurdem, o czym świadczy choćby fakt, że

brzoza w Smoleńsku, o którą miał się rozbić samolot, jest niższa niż otaczające ją drzewa, które stoją w całości. Obrębski dodaje, że również przebieg zamachów na WTC z 11 września pokazuje, że nie jest możliwe oderwanie skrzydeł przez brzozę. Wskazał, że samoloty wlatywały w budynki i przecinały stalowe słupy.

Czy możliwy był wybuch oparów? Pytał prof. Obrębski. Przyznał, że

możliwe, że ładunek eksplodował, co spowodowało potem wybuch oparów. To wyjaśniałoby dlaczego nie znaleziono trotyl na wraku.

Opary wymyłyby wręcz inne elementy samolotu - mówił profesor. Przytoczył następnie artykuły i prace dotyczące przebiegu tragedii smoleńskiej i wskazał, jak wiele osób mówi i tłumaczy, że w Smoleńsku doszło do eksplozji. Przytoczył pracę Stefana Bramskiego, który wskazuje, że zdjęcia satelitarne pokazują, że tył samolotu był odwrócony i leżała przodem do tyłu, a następnie została wyklepana i jako nieuszkodzona przewieziona na płytę lotniska. Również Bramski mówi, że przyczyną tragedii smoleńskiej była eksplozja. To temat zastępczy i kosmiczna mistyfikacja rządowych komisji - mówił z kolei Obrębski o teorii dotyczącej uderzenia w brzozę. Wskazał, że prof. Bramski w ogóle nie zajmuje się tą hipotezą. Jan Obrębski przytacza również

opinię Grzegorza Szuladzińskiego, który pokazuje, że rozmieszczenie szczątków wskazuje, że musiał nastąpić przynajmniej jeszcze jeden wybuch oprócz tego, który zniszczył skrzydło. Obrębski przytaczał również opinię prof. Gierasa, który mówił, że jedna z eksplozji miała miejsce w trzecim zbiorniku paliwa. Profesor wskazał na przełom w śledztwie, jakim była publikacja dot. trotylu w Smoleńsku. Przypomniał, że niezależne badania pokazują, że na pasach bezpieczeństwa były obecne materialy wybuchowe.

Odniósł się również do błędów w śledztwie smoleńskim. Wskazał, że próbki pobrane przez polską stronę po trzech latach, myciu i przechowywaniu w dziwnych warunkach są mało wiarygodne. Odniósł się także do relacji jednego ze świadków, który mówił, że w czasie przelatywania nad jedną ze smoleńskich ulic tupolew leciał kołami w dół, lekko przechylony, ale potem wyrównał lot. Naukowiec wskazał, że

w miejscu rośnięcia brzozy samolot leciał na wysokości 20 metrów, a potem był wyżej.

Gdy uciekał z pułapki, nastąpił wybuch - mówił prof. Obrębski. We wnioskach wskazywał, że katastrofę spowodowały osoby trzecie, a lotnisko zostało specjalnie przebudowane na czas lądowania tu-154M. Na Konferencji dowiedzieliśmy się też sporo o słynnych detektorach MO-2M, jakich biegli prokuratury używali do poszukiwania na smoleńskim wrakowisku śladów substancji wybuchowych. Prof. Andrzej Wawro tłumaczył zasadę działania spektrometru, czyli de facto rury, przez którą przepływa gaz zjonizowany. Dowiódł, że nie można mówić o pomyłce urządzenia - a śledczy, przypomnijmy, wskazywali, że detektory podobnie reagowały (wskazując np. trotyl) na paście do butów czy kosmetykach. Jak wskazał, ruchliwość jonów tworzyw sztucznych ma zupełne inne wartości niż substancji wybuchowych, a zwłaszcza trotylu czy nitrogliceryny. Tomasz Ludwikowski na wstępie powiedział, ze urządzenie MO-2M przeznaczone jest do badań przesiewowych śladów nanoszonych metodą bezpośrednią - przez kontakt. Kontroluje się nim bagaże ręczne, listy, przesyłki, odzież, meble, pojazdy etc. Detekcja par materiału wybuchowego polega na pobieraniu powietrza znad próbki. Aparat zasysa pary nad próbką i analizuje je. W przypadku wykrycia materiału wybuchowego, pojawia się alarm w postaci sygnału wizualnego i dźwiękowego. Zobaczyliśmy filmy z badania pasty do butów i rzeczy ofiar katastrofy. Urządzenie nad żadną z kilku rodzajów past nie reagowało. Kosmetykiem, w którym został wykryty materiał wybuchowy był krem, który zawierał śladowe ilości nitrogliceryny. Jednak dopiero dalsza analiza laboratoryjna wykazałaby, czy faktycznie chodzi o materiał wybuchowy.

Badanie płaszcza śp. Aleksandra Fedorowicza wykazało z jednej strony materiału nitroglicerynę. Sprawdzenie tej odzieży od wewnątrz nic nie wskazało. Przebadano również torbę śp. Zbigniewa Wassermanna - również wykryto na nim nitroglicerynę.

Wniosek - jeśli nie posmarowano tych przedmiotów kremami zawierającymi nitroglicerynę, na przebadanych próbkach musiała znajdować się ta substancja wybuchowa. Jak zaznaczyła w rozmowie z naszym reporterem jedna z wdów, przebadane rzeczy pochodziły z jednostki Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim, gdzie przedmioty te zostały poddane zabiegom najprawdopodobniej niszczącym interesujące ślady. Jan Bokszczanin z formy produkującej MO-2M, zaznaczył, że urządzenia te doskonale sprawdzają się przy tak niewielkiej ilości materiałów wybuchowych, jaka mogła być na miejscu katastrofy. Jak stwierdził, w przypadku tak niedużego stężenia po tak długim czasie, przeprowadzone

badania przedmiotów ofiar katastrofy wykryły jednoznacznie obecności nitrogliceryny oraz tentrytu.

- Obecność śladów wybuchowych może - ale nie musi - wskazywać na wystąpienie wybuchu - powiedział Bokszczanin. Niepodważalnym świadectwem wybuchu, jak dodał, byłoby stwierdzenie materiałów powybuchowych niemożliwych do stwierdzenia metodą screeningową. Ale, jak wiemy, dokladnych badań tuż po katastrofie, zaniechano. - Prowadzone jest śledztwo w taki sposób, że tych pytań jest coraz więcej. Im bardziej się zagłębiamy w to, co robią oficjalne zespoły badawcze, wydaje się, że celowość takiej konferencji, jaka ma tu miejsce, jest jak najbardziej celowa. Gdyby przeprowadzono badania tak, jak wskazywał prof. Wójcik (omówienie jego wystąpienia poniżej - przyp. red.), na większość pytań znalibyśmy odpowiedzi.

Bokszczanin dodał, że nie dziwi się, iż nie zostały wykryte ślady TNT, bo nie nastąpiło pobranie próbek na miejscu katastrofy bezpośrednio po niej, ale dopiero po kilku miesiącach.

Następnie głos zabrała Małgorzata Wassermann, która zrelacjonowała, iż odbierając rzeczy swoich bliskich, rodziny zostały poinformowane, iż przedmioty te zostały 'przemrożone', a tym samym - jak stwierdzili biegli - nie nadają sie już do żadnych badań na obecność materiałów wybuchowych. Beata Gosiewska dodała, że po ekshumacji śp. Przemysława Gosiewskiego pobrano do badań próbki z ciała. Prokuratorzy stwierdzili, że analizy na obecność materiałów wybuchowych będą wykonane łącznie z próbkami wraku. Sugerowano też - mówiła - że nie ma sensu wykonywania badań, bo śladowe ilości materiałów nie osadziły się np. na umytych ciałach. Zapytała, czy okres i przechowywania próbek mogą mieć wpływ na wynik badania. Jan Bokszczanin odpowiedział: - Czas nie jest dobrym towarzyszem, aby próbki zawsze były miarodajne. Materiał wybuchowy ulega rozkładowi w czasie, również bakterie na to wpływają. Natomiast w momencie, gdyby zostały pobrane tuż po katastrofie, na pewno ewentualna obecność materiałów w ciałach czy ubraniach byłaby wykryta. Powinny być wówczas pobrane i natychmiast przekazane do kraju! Gdyby wyniki takich analiz były negatywne, nie byłoby dziś tych wątpliwości. Podejrzewam, ze polskie społeczeństwo jest manipulowane i to bardzo umiejętnie. Izabela Januszko, matka śp. Natalii Januszko zadała pytanie, kto obsługiwał detektor w czasie kolejnych badań prokuratury. Bokszczanin udzielił zaskakującej odpowiedzi: - Znam zespół ekspercki, który wykonywał te badania, niestety nie jestem upoważniony do ujawniania ich nazwisk, bo współpracujemy naukowo. Chciałbym natomiast powiedzieć, że to, co przekazała nam prokuratura, a co jej przekazali eksperci, nie jest jednoznaczne. Interpretacja prokuratorów była taka, a nie inna i niekoniecznie musiało to wynikać z ich złej woli - może nie byli douczeni w tej kwestii. Natomiast ta interpretacja była troszeczkę inna w stosunku do tego, co przekazali jej ci specjaliści - mówił Jan Bokszczanin.

Prof. Jacek Wójcik zaprezentował wyniki prac zespołu ekspertów, w którym poza nim zasiadali również Wojciech Fabianowski, Jan Jaworski, Krystyna Kamieńska-Trela oraz Sławomir Szymański.

- Prof. Wójcik wskazał, że celem badań było przeprowadzenie badań fizykochemicznych dwóch próbek pobranych w Smoleńsku. Na początek prelegent wskazał, co spodziewano się znaleźć w czasie badań. Mówił, że na próbce spodziewano się: śmieci, substancje pochodzące od ofiar, pastę do butów, środki gaszące. Dodał, że następnie należało ustalić historię próbek, a potem przeprowadzić badania. Wójcik wyjaśnił z jakimi problemami spotyka się chemik wykonujący obecnie badania dot. tragedii smoleńskiej. Przyznał, że eksplozja 1 kg trotylu daje gazy i sadzę. Gdyby jednak na całym obszarze katastrofy rozsypać 10 kg, na próbkach można znaleźć jedynie minimalne ślady materiałów wybuchowych - zaznaczył profesor. Dodał, że w wyniku przemian materiałów wybuchowych po eksplozji może powstawać wiele różnych materiałów pochodnych. Prezentował również sposób i czas rozkładu części składowych trotylu. Po 11 miesiącach większość azotu zawartego w TNT zanika. Trotyl rozkłada się pod wpływem wilgoci. Czas działa na naszą niekorzyść - mówił Wójcik, wskazując, że związki wybuchowe podlegają procesom niszczenia. Dodał, że po trzech latach jest to problemem. Prof. Wójcik wskazał na szereg metod analizy i badania próbek, które można było wykorzystać przy badaniu tragedii smoleńskiej. Przypomniał, że po wybuchu pozostają ślady wielu innych materiałów i substancji. Wójcik opisał metodę działania zespołu, który przygotował referat. Zaznaczył, że po zbadaniu próbek wskazano, że próbka może zawierać jedynie niewielkie ilości materiałów wybuchowych.

W jednej z próbek znaleziono ester butylowy pochodzenia zewnętrznego.

Jeśli ustalimy, że w próbce znajduje się

ftalan butylu,

trzeba się zastanowić, skąd on się mógł wziąć. Ta substancja jest wykorzystywana w materiałach wybuchowych, ale również w wielu innych produktach - wskazuje Wójcik. Zaznaczał, że zespół próbował zbadać, skąd się ta substancja wzięła. W Polsce jest sprzęt nowej generacji, który pozwoliłby prowadzić znacznie skrupulatniejsze badania niż to, co myśmy zrobili - mówił prof. Wójcik. Odnosząc się do tego, jak wygląda

jedna z próbek wskazał, że została ona stopiona w czasie tragedii, co oznacza, że temperatura wytworzona w tym miejscu musiała być wyższa niż 380 stopni.

Na koniec prof. Wójcik wskazał, co należało zrobić po tragedii smoleńskiej. Wymienił m.in. badania chemiczne na miejscu tragedii, analizę danych związanych z drugim tupolewem, badania na obecność materiałów wybuchowych itd. Podsumowując prelegent zaznaczył, że w czasie analizy wykryto ponad dwadzieścia różnych substancji. Nie znaleziono wśród nich materiałów wybuchowych, w ilości przekraczającej setnych części mikrograma. Prof. Wójcik zaznaczył jednak, że to nie zamyka sprawy materiałów wybuchowych, ponieważ mogły one występować w mniejszej ilości. Do weryfikacji należałoby więc wykorzystać bardziej dokładne badania oraz przeprowadzić analizę znacznie większej liczby próbek - wskazał ekspert.

Prof. Grzegorz Gładyszewski z Politechniki Lubelskiej mówił o 'wybranych metodach fizycznych w badaniach zmian struktury materiałów'.

Wskazał, że metody analizy struktury materiału i zmian zachodzących w tej strukturze stanowią istotny element badań, który powinien być uwzględniony w planowanych pracach doświadczalnych, służących wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Według niego, zastosowanie m.in. metod mikroskopii optycznej, skaningowej, metod dyfrakcji promieniowania rentgenowskiego umożliwi opis zmian struktury badanego materiału. Zastrzegł, że choć zastosowanie omawianych metod będzie prowadziło do uzyskania danych wspierających całokształt badań, nie należy jednak oczekiwać uzyskania wyników definitywnie rozstrzygających o przyczynach katastrofy.

Dr inż. Bogdan Gajewski z Międzynarodowego Towarzystwa Badania Wypadków Lotniczych mówił o fotelach lotniczych i pasach bezpieczeństwa w katastrofie smoleńskiej.

Zaczął od dowiedzenia, również na zdjęciach samolotów bez górnej części kadłuba, którym pasy bezpieczeństwa uratowały życie. Postawił pytanie: ile osób 10 kwietnia 2010 r. miało zapięte pasy? W przypadku większości podróży lotniczych niemal sto procent pasy zapina, gdy wyświetla się informacja o takiej konieczności. Sięgnął do raportu MAK, w którym możemy przeczytać, że osoby podróżujące w saloniku 3 nie miały zapiętych pasów, pozostałe - miały. Można z tego wyciągnąć - zdaniem dr. Gajewskiego - następujące wnioski: - MAK posiada dokumentację wszystkich foteli samolotu, aby stwierdzić, na którym fotelu były zapięte pasy. - MAK posiada udokumentowany spis wszystkich pasów bezpieczeństwa - MAK posiada udokumentowany i zweryfikowany spis wszystkich osób znajdujących się na pokładzie, wraz z opisem, w którym fotelu każda z tych osób siedziała i czy miała zapięte pasy przed katastrofą. Gajewski zwrócił uwagę, że jedyne zdanie w raporcie MAK dotyczące foteli znajduje się na stronie 90, gdzie w wykazie fragmentów statku powietrznego znajdujemy informację: Osłona przedziału silnika - 23 fragmenty foteli w promieniu 6 m. W rzeczywistości fotele znajdowały się nie tylko w tym miejscu. W raporcie Millera również ledwie jedno zdanie dotyczy foteli: Fotele pasażerskie, wyrwane z mocowań, porozrywane na części. Nie ma słowa o pasach bezpieczeństwa – wskazał ekspert. Na stronie 216 tego dokumentu czytamy: Przygotowanie do lotu -

samolot został przebudowany w 36 SPLT niezgodnie z dokumentami wystawionymi przez zakład remontowy po zakończonym remoncie. W trzecim salonie przeznaczonym dla 8 osób zamontowano 18 foteli.

Dalej Gajewski wskazał, że według raportu MAK opinia ekspercka twierdzi, że osoby znajdujące się w przedniej części kabiny pasażerskiej, w saloniku nr 3, nieprzypięte pasami uległy wielokrotnemu rozczłonkowaniu, a chodziło o praktycznie wszystkich wyższych dowódców, dwóch przedstawicieli delegacji i stewardessę. Z niewyjaśnionych przyczyn, wszyscy pasażerowie tej przebudowanej części samolotu nie mieli zapiętych pasów bezpieczeństwa - powiedział inżynier. I dodał, że raport MAK podaje w wątpliwość swoją wiarygodność twierdząc, że istniała możliwość identyfikacji wszystkich pasażerów wraz z przynależącymi do nich pasami. Raport Millera zaś zupełnie pominął kwestię przebudowy saloniku trzeciego w kontekście zapięcia pasów tam siedzących pasażerów. Wreszcie ekspert stwierdził:

Największa zagadka raportu MAK: W jaki sposób stwierdzono stan zapięcia pasów przed katastrofą u wszystkich pasażerów i dlaczego akurat wszyscy w saloniku trzecim nie mieli zapiętych pasów?

I skierował pytanie do badaczy katastrofy: Czy rozległe obrażenia tych pasażerów mogły być spowodowane inną przyczyną niż niezapięte pasy? Po wykładzie Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, dodał, że MAK nie mógł zbadać wszystkich pasów, bo jednego nie było. Chodzi o pas zabrany przez niego w czasie identyfikacji bliskich w Moskwie i przekazany do badań w USA na obecność materiałów wybuchowych. Dodał, że pas ten był zapięty.

Ciekawe obserwacje oparte na zdjęciach satelitarnych zaprezentował kolejny referent, prof. Chris Cieszewski z University Of Georgia. Wskazał na zmiany dotyczące zdjęć satelitarnych wykonanych między 2003 a 2010 rokiem.

Zaczął jednak od tego, że swoje badania prowadzi jako niezależny ekspert i wynikają one jedynie z ciekawości naukowej, a celem jego prac jest dojście do prawdy na temat tego, co stało się w Smoleńsku. Jego wykład dotyczył analizy czasoprzestrzennej, wysokorozdzielczego obrazowania satelitarnego. Wskazał, że obecnie prezentuje rozwinięcie badań, jakimi podzielił się w czasie I Konferencji Smoleńskiej. Wskazał, że w czasie badań wykorzystywane były zdjęcia satelitarne z 5 kwietnia, 11 kwietnia, 14 kwietnia i 25 kwietnia. Dodał, że dzięki zdjęciom można np. wskazać, kiedy przeniesiony został statecznik tupolewa. Prof. Cieszewski mówił, że początkowo na jednym ze zdjęć, z 5 kwietnia dziwiono się, że w pewnym miejscu gromadzi się śnieg, choć nie ma go w innych miejscach. Dziwiło badaczy również to, że 10 kwietnia - już po tragedii - nie było w tym samym miejscu mokrej plamy, choć śnieg powinien taką stworzyć. Właśnie w tym miejscu spadł tupolew, który rozbił się 10 kwietnia. Potem wskazał, że na zdjęciach z 11 kwietnia nie ma już śniegu, a w grudniu 2010 również nie było śniegu w miejscach, które były wcześniej. Wskazał, że na innych zdjęciach - zarówno historycznych jak i wykonanych już po tragedii - na ogół nie ma śladów śniegu w miejscu, które były 5 kwietnia 2010 roku. W innych terminach go nie było w tym miejscu. I to nawet, gdy okolice były usłane śniegiem.

To zdaniem prof. Cieszewskiego oznacza, że miejsce, w którym był śnieg 5 kwietnia, nie jest typowym miejscem dla jego występowania w Smoleńsku. To z kolei sugeruje, że na zdjęciach nie widać śniegu, ale jakąś instalację wykonaną przez człowieka, np. przykrytą plandekami, które na zdjęciach dają takie same odczyty, jak śnieg.

Zaznaczył, że w Rosji zamontowanie takich instalacji jest możliwe jedynie za zgodą i wiedzą miejscowej policji, co wskazuje, że tematem należy się zająć i przebadać. Na koniec wskazał, że nie jest twórcą teorii spiskowej, ale prezentuje prostą analizę zdjęć, którą niemal każdy przeprowadzić może na własny koszt. Wystarczy mieć dostęp do zdjęć. W kolejnym wystąpieniu

dr hab. Andrzej Ziółkowski z Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN, przedstawił analizę metalowych elementów wraku tu-154, który rozbił się w Smoleńsku.

Wskazał, że tematem smoleńskim zajął się, widząc niemoc czynników oficjalnych, które po ponad dwóch latach nie ustaliły, co miało miejsce 10 kwietnia. Chciałbym opowiedzieć o moich badaniach szczątków metalowych Tu-154. W ciągu tych ostatnich lat, od kiedy ta katastrofa się wydarzyła, nie wiadomo co, kto kiedy, jak. Co miało miejsce. Postanowiłem więc samodzielnie zainteresować się tym tematem i zacząć badać, co tam się stało - mówił. Ziółkowski wskazał, że metodologia badania katastrof lotniczych jest znana od lat, jednak instytucje odpowiedzialne za wyjaśnienie tej sprawy nie wykonały swojej pracy. Naukowiec wskazał na jedno z głównych zaniedbań. Przy każdym wypadku, jaki się bada, należy wykonać inspekcję miejsca wypadku. Tego nie wykonano. Musi być szczegółowa inwentaryzacja lotniska. Gdy dotyczy to dużej maszyny, trzeba wykonać rekonstrukcję wraku - przypomniał wykładowca. Dodał, że obecnie powstaje pytanie, czy "pomimo zaniechań i błędów można coś rzetelnie wyjaśnić". Liczę na to, że tak. Jednak trzeba wszystko zacząć od początku. Tym razem rzetelnie - dodał. Wskazał, że na początku badań katastrof należy zebrać materiały i nakreślić hipotezy związane z przyczyną wypadku. Następnie na bazie materiałów odrzuca się kolejne hipotezy, by ostatecznie zrekonstruować wypadek. Ziółkowski wskazał, że swoje prace oparł jedynie na publicznie dostępnych materiałach. Uznałem, że pierwotną przyczyną tragedii była eksplozja, czy szereg eksplozji. Tę hipotezę uzasadnia szereg elementów: rozrzucenie i rozczłonkowanie elementów, rozczłonkowanie samolotu w sposób prostopadły do lotu, duże elementy kadłuba rozerwane wzdłuż osi - wymieniał. Dodał, że zapisy polskiego rejestratora ATM wskazują, że w jednej chwili wiele podzespołów samolotu przestało działać, a szczątki ofiar również wskazują, że doszło do wybuchu. Zaznaczył jednak, że często mimo wybuchu w samolocie maszyna spada jako całość.

Należy wnioskować, że wybuch w Tupolewie musiał być silny. Na to wskazuje fakt, że samolot spadł nie jako jedna część, ale zbiór szczątek

- tłumaczył Ziółkowski. Wskazał więc, że za swoją hipotezę obrał wersję, że w samolocie 10 kwietnia doszło do wybuchu. Zaznaczył, że każda katastrofa, która wynika z eksplozji daje charakterystyczne objawy i zniszczenia. Wśród nich wymienił: powstawanie płatków, czy pozwijane krawędzie elementów. Wskazuje, że by zweryfikować tę hipotezę należy przede wszystkim wykonać badania chemiczne. Jednak - jak dodał - zrobiono ją dopiero po ponad dwóch latach od tragedii. Wybuch rozrywa materiał i wywija go w charakterystyczny sposób, powstają zadziory. Słabszy ładunek wybrzusza jedynie jednak materiał. Im mocniejszy materiał wybuchowy tym silniejsza fragmentacja części metalicznych - dodał ekspert. W czasie wykładu Ziółkowski zaprezentował zdjęcia elementów, których wygląd wskazuje, że mogło dojść do wybuchu. Wśród charakterystycznych cech wymienił m.in. powstanie kolców na brzegu powłok. Wskazał, że najważniejsze jest jednak bliźniakowanie. W czasie wybuchu nawet plastyczne materiały nie są w stanie się odkształcić, więc następuje bliźniakowanie - dodał. Zaprezentował rysunki pokazujące zniszczenia samolotu nad Lockerbie. Wtedy wybuch spowodował następną falę, która zniszczyła inne części samolotu. Niestety jednak nie odtworzono wraku, wiec nie wiadomo co się stało z Tu-154M - mówił.

Zaprezentował zdjęcie skrzydła, na którym widać płatki. Wskazuje, że ten element zniszczenia wskazuje, że mogło dojść do wybuchu. Dodał, że gdybyśmy mieli dostęp do tej części, można byłoby zweryfikować tę tezę. Ziółkowski wskazał również na zdjęcie, części samolotu, na której widać kadłub samolotu. Część ta jest zniszczona przez siłę działającą w poprzek.

To jest wskazanie na kolejny wybuch. Już drugi. Pierwszy był na skrzydle. Jednak samolot powinien wylądować, jeśli jedynie skrzydło by się zniszczyło

- mówił Ziółkowski, dodając, że maszynę zniszczyło więcej niż jeden wybuch. Kończąc wskazał, że obecnie nie ma żadnych danych pozwalających na wykluczenie tezy o wybuchu. Są jednak wskazania, które pokazują, że ta hipoteza jest zasadna.

Prof. Piotr Witakowski mówił o 'Geotechnicznych aspektach katastrof lotniczych'.

Naukowiec przedstawił bazę danych tysięcy katastrof lotniczych ICAO i szwajcarskiej instytucję ACRO. O Smoleńsku w bazie ACRO czytamy: Podczas podejścia samolot uderzył w drzewa (…) z nieznanych powodów, pilot zdecydował się wykonać czwarte podejście ... Prof. Witakowski komentował: Widać, że jak kłamstwo zagnieździ się w bazie, to siedzi bardzo długi czas, jątrzy i truje. To coś takiego jak kłamstwo oświęcimskie. Nie ma żadnej ingerencji, by coś w tych bazach zmienić. Prof. Witakowski podzielił wszystkie katastrofy na dwa zasadnicze typy: Gdy samolot rozpada się jako całość w wyniku uderzenia w ziemię. Gdy rozpada się w powietrzu, a części spadają na ziemię oddzielnie. Dodatkowo wprowadził w obu grupach rozróżnienie na przypadki z eksplozją na pokładzie bądź nie. Mówiąc o dowodach przydatnych do klasyfikacji katastrof, badacz wymienił: Ślady na powierzchni gruntu, drzewach i innych przeszkodach terenowych, Dyslokacja szczątków – na drzewach i powierzchni, Deformacja szczątków – czy nastąpiło rozerwanie czy zgniecenie materiałów. Prof. Witakowski pokazał wiele zdjęć innych katastrof przeczących oficjalnej wersji tragedii smoleńskiej. Mówił m.in. o dwóch wypadkach, gdy maszyna uderzyła w ziemię, a nie rozpadła się na mnóstwo części – m.in. w Izmie w Rosji. Prezentując fotografie z miejsca katastrofy samolotu 'Tadeusz Kościuszko' w Lesie Kabackim zaznaczył, że wówczas samolot skosił wiele drzew, co musi dawać do myślenia w kontekście tzw. pancernej brzozy. Wskazał również na zamachy z 11.11 w USA, gdy samolot pasażerski przebił wieżę WTC, w tym stalowe elementu konstrukcji. Pojawił się również przykład najsłynniejszej eksplozji w powietrzu - nad Lockerbie w 1988, gdy samolot rozpadł się na miliony części, niemal wszystkie zebrano, zinwentaryzowano, zrekonstruowano maszynę i na maleńkiej (2 cm2 powierzchni) fragmencie znaleziono ślady wskazujące na zestrzelenie samolotu. Podobnie w przypadku słynnej katastrofy nieopodal Long Island w 1996 r., gdy maszyna spadła do oceanu. Wydobyto i złożono ją w zasadzie w całości, po brakującym niewielkim fragmencie wykluczono zestrzelenie, bo - jak mówił profesor - nie ma tak małych pocisków, które mogłyby zmieścić się w tym nieodnalezionym elemencie. Szczególne przypadki katastrof, według klasyfikacji prof. Witakowskiego, a szczególnie nas interesującą, są przypadki, w których samolot uderza w ziemię dachując. W przypadku małych samolotów stanowią one 10% wypadków, a dużych liniowców - 2%. Z reguły są one bezpieczniejsze - dodał naukowiec. Za przykład podał katastrofę z New Delhi z 1993 r., gdy nikt nie zginął. Następnie prof. Witakowski przypomniał podstawy hipotez MAK i komisji Millera. Podzielił ostatnie chwile lotu na 5 etapów (od lotu przed brzozą, przez uderzenie, lot za brzozą, uderzenie w ziemię po rozpad szczątków) – według obu komisji – i wskazał, że każdy z nich można zweryfikować naukowo – m.in. za pomocą analizy rejestratorów lotu czy symulacji komputerowych. Skonstatował, że uderzenie w brzozę, w ziemię oraz dezintegracja oraz lot poszczególnych fragmentów samolotu w ogóle nie były analizowane. Uznano, że nie było potrzeby - podsumował badacz dodając, że te etapy zbadało niezależne śledztwo akademickie. Według praw fizyki taki przebieg wydarzeń, jaki przedstawiono w raportach MAK i komisji Millera, nie mógł mieć miejsca. Powierzchnia ziemi jest swego rodzaju księgą, na której jest zapisany przebieg katastrofy. Trzeba ją czytać, niestety te komisje nie chciały się nad tym pochylić. Następnie profesor zwrócił uwagę na krater, charakterystyczny w przypadku uderzenia wielkiego samolotu w ziemię. W Lockerbie – krater miał głębokość 15 metrów. W Jannatabad, gdzie spadł TU-154 w 2009 - podobną. W Shanksville w Pennsylwanii w 2001 - 35 metrów! Cały samolot zapadł się w grunt. Stutonowy TU-154M w Smoleńsku nie zostawił żadnego krateru. Niewielka wyrwa w ziemi, która - przekonywano - ma stanowić krater, według prof. Witakowskiego musiała mieć już co najmniej kilka miesięcy, bo była porośniętą wyschłą trawą. Naukowiec zwrócił też uwagę, że kierunek owej wyrwy jest zupełnie inny niż toru lotu rządowej maszyny. Kolejnym elementem, na którym zatrzymał się prof. Witakowski były ślady na drzewach i innych przeszkodach terenowych. Kluczowe zdają się być zdjęcia smoleńskiej brzozy. Profesor porównał zdjęcia z raportu MAK (nie wiadomo, kiedy zostało zrobione) oraz wykonane 13 kwietnia 2013 r. przez dr. Jana Gruszyńskiego. Na pierwszym są szczątki samolotu wbite w drzewo. Jednak na zdjęciu, które ma autora i znaną datę wykonania ich nie ma. Na potwierdzenie zobaczyliśmy też kadry z filmu moskiewskiej telewizji, która pokazała ten sam fragment brzozy, na którym również nie ma wbitych w drzewo żadnych elementów samolotu. Szczątki zostały umieszczone w późniejszym terminie. Nie chcę tego więcej komentować - stwierdził prof. Witakowski, który zwrócił również uwagę na ślady w koronach drzew - ścięte gałęzie, obok których są inne – w nienaruszonym stanie - całe gałęzie, co świadczy o tym, że zniszczenia w drzewach spowodował deszcz drobnych szczątków, 'które już wcześniej musiały od samolotu odpaść'. Na koniec profesor zaprezentował

fotografie szczątków samolotu ugrzęzłych w drzewach.

Te blaszane ptaki dają jednoznacznie do zrozumienia, że w Smoleńsku mieliśmy do czynienia z katastrofa typu 2B. Czyli wg klasyfikacji profesora - rozpad samolotu w powietrzu pod wpływem eksplozji. Jako pierwszy referat wygłosił prof. Jerzy Wiśniowski. Mówił o geoprzestrzennej inwentaryzacji i teledetekcyjnej analizie terenu katastrofy smoleńskiej. Wykładowca pokrótce przedstawił swoje doświadczenie w tym zakresie oraz wskazał na prace wykonywane również poza granicami kraju. Zaznaczył, że w latach 90. brał udział w pracach geodezyjnych w Rosji, w czasie przygotowania do budowy cmentarzy katyńskich.

Prof. Wiśniowski mówił, że jego prezentacja ma pokazać możliwości wykonania inwentaryzacji geoprzestrzennej miejsca katastrofy. Wskazał, że ważne są w niej zdjęcia lotnicze i satelitarne. Zaznaczył, że w przestrzeni publicznej nie są znane zdjęć lotnicze pokazujące lotnisko w Smoleńsku. Prelegent zaznaczył, że do tej pory jedynie dwa projekty poruszały kwestie analizy satelitarnej miejsca tragedii.

Jerzy Wiśniowski wskazał, że do przeprowadzenia badań potrzebne są dwa zobrazowania satelitarne dot. Smoleńska. Jeden musi pokazywać miejsce tragedii sprzed katastrofy, drugi po. Przedstawił również dostępne zobrazowania: z 5 kwietnia, 9 kwietnia, 11 kwietnia, 12 kwietnia, 12 kwietnia, 14 kwietnia. One mogłyby posłużyć do prac dot. smoleńskiej tragedii. Materiały muszą następnie zostać przeanalizowane przez specjalistyczny program komputerowy, który należy kupić. W ramach projektu należy zakreślić grupę obiektów, które następnie zostaną przebadane. Sugeruję, by były to: szczątki samolotu, infrastruktura lotniska, roślinności, ziemia, czyli ślady po katastrofie - mówił Wiśniowski. Ekspert wskazał na dwa etapy prac: pierwszy - obligatoryjny - miałby dotyczyć analizy dwóch zobrazowań, wykonanych przed i po tragedii. Drugim etapem, jest analiza działań już po tragedii smoleńskiej. Dzięki temu drugiemu etapowi uda się zobaczyć, co działo się w okolicach miejsca tragedii. Prof. Wiśniowski wskazał również na wizualizację wyników oraz potrzebę przeprowadzenia badań wieloaspektowych, dotyczących różnic pokrycia terenu, wizualizacje analiz wielospektralnych i statystycznych. Do wizualizacji należy wykorzystać zobrazowania, a także materiały z zewnątrz - wskazywał Wiśniowski. Dodał, że przy prowadzeniu prac, niezwykle ważna jest jakość materiałów źródłowych. Wskazał, że dostępne komercyjnie zobrazowania mają dokładność rzędu 50 cm. Dodał, że satelity szpiegowskie mają jeszcze większą dokładność. Jednak takie materiału są dostępne dopiero po oficjalnych wnioskach. Wiadomo, że po katastrofie smoleńskiej nie było żadnych badań geodezyjnych, one były wykonywane później, wiele miesięcy po tragedii. Jednak prace zostały utajnione - wskazał Jerzy Wiśniowski. Profesor dodał, że 'gdy przystąpi się do prac trzeba zagwarantować dobrej jakości materiały źródłowe'. Wskazał, skąd można wziąć takie materiały. Na koniec wskazał, że 'zespół badawczy musi mieć dobre zobrazowania, których trzeba poszukać na rynku', a duże znaczenie ma również dobór oprogramowania GIS. Zaznaczył, że takie badania mogłyby zostać zlecone w ramach programu grantowego. Po wykładzie prof. Wiśniowski został zapytany, jaka jest szansa na realizacje tych prac. To nie jest pytanie do mnie. Żadna z instytucji nie wystąpi o to. Konferencja Smoleńska może wystąpić z postulatem, by takie projekty rozpocząć - zakończył Wiśniowski". Cytat za wpolityce.pl.

Dnia 22 pazdziernika 2013 roku portal wpolityce.pl na stronie

http://wpolityce.pl/wydarzenia/65255-ii-dzien-konferencji-smolenskiej-co-przyniosa-dzisiejsze-wyklady-trwa-nasza-relacja przedstawia informacje na temat
drugiego dnia II Konferencji Smoleńskiej.
"...Prof. Piotr Daranowski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego
mówił o porozumieniu dotyczącym współdziałania z Rosją w śledztwie smoleńskim. Przypomniał, że kilka dni po 10 kwietnia pojawiały się w mediach informacje, że nastąpiło podpisanie czy 'uzgodnienie' porozumienia dotyczącego badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Wspomniał, że prof. Żylicz mówił, iż po kilku dniach nastąpiło podpisanie porozumienia. Profesor wskazał: - Uzgodnienie to umowa międzynarodowa - bardzo szybko sami tego doświadczyliśmy, a CIR 'jedynie' z rocznym opóźnieniem poinformował, że ustalenia w sprawie Załącznika 13 do Konwencji Chicagowskiej nie były dokonane w formie pisemnej. Ekspert przeanalizował dwie praktyczne ścieżki zawierania umów niepisanych: werbalne (ustne) i milczące (tacit agreement). - Werbalne to zobowiązania – pochodne rozmowy zainteresowanych stron, które nie są zebrane klasycznym dokumentem umowy – czyli wszystkie ze 158 tys. umów międzynarodowych zawartych między 1945 a 2013 r. zarejestrowanych w sekretariacie generalnym ONZ – dodał profesor. Tłumaczył, że istota ustnych umów obejmuje wspólne oświadczenia prezydentów, szefów rządów, jeśli w relacji dwustronnej mają intencję zaciągnięcia prawnych zobowiązań. - Jest praktyką – informował naukowiec – że premierzy w świetle prawa kraju, który reprezentują nie mogą samodzielni decydować o zaciąganiu zobowiązań. Premier RP może zainicjować i prowadzić rozmowy, działania w kierunku ukształtowania zobowiązań, ale ostateczne związanie się nimi wymaga decyzji Rady Ministrów. Porozumienie między premierami mogłoby mieć formułę albo opublikowanej przez służby informacyjne premierów wspólnie lub samodzielnie 'deklaracji premierów' zestawiającej powody i racje zgodnego przywołania Załącznika 13 jako podstawy prawnej badania katastrofy. Byłoby to uznawane jako umowa w formie pisemnej. Wiemy, że nic takiego nie miało miejsca. Przekaz Centrum Informacyjnego Rządu stwierdza, że z rozmów z Władimirem Putinem z 10 kwietnia nie sporządzano notatek, bo miały one charakter kurtuazyjny. Prof. Daranowski wnioskował: - Premierzy nie odnotowali zatem potrzeby zadania sobie oczywistego i prostego pytania: jak badana będzie katastrofa? Można więc stwierdzić, że ustnej umowy nie zawarli. Druga formuła umowy niepisanej – milczące porozumienie (tacit agreement) dotyczy umów zawartych 'bez pisma i słowa'. W ich przypadku nie może być cienia wątpliwości co do zgody na przyjęte ustalenia przez każdą ze stron. - Praktyka ich zawierania jest niezwykle rzadka, by nie rzec śladowa. Na 158 tys. umów w ONZ, jest może 5-10 takich umów na przestrzeni więcej niż ostatniego wieku – mówił profesor. Komunikat CIR z kwietnia 2011: Zgoda na zastosowany przez Federację Rosyjską reżim prawny została udzielona w formie konkludentnej. Nie było odrębnej decyzji Prezesa Rady Ministrów i Rady Ministrów w tej sprawie. Konsultacje w tym zakresie były dokonywano na bieżąco i roboczo w czasie umożliwiającym natychmiastowe podjęcie badania przyczyn katastrofy, dlatego nie miały formy dokumentu. - Termin konkludentności – mówił prof. Daranowski – akcentowany brakiem (nieistnieniem?) jakichkolwiek dokumentów rekonstruującej treść, bieg ustalenia 'konsultacji strony polskiej z rosyjską, brakiem własnego, polskiego stanowiska w sprawie'. To potwierdzenie zawarcia milczącego porozumienia pomiędzy RO a FR. I zgoda na niekonsultowane ze stroną polską rozwiązania proceduralne. Kto powiedział 'tak'? Podmiotem mającym do tego uprawnienia jest premier Donald Tusk. Nie było w tej sprawie odrębnej decyzji Prezesa Rady Ministrów, czyli była milcząca decyzja premiera w tej sprawie. Głównymi architektami biegu zdarzeń są panowie Putin i Tusk, nawet jeśli pan Tusk jest tego nieświadomy ... Ekspert wyciągnął następujące wnioski: Brak cienia sygnału ze strony władz RP podjęcia jakichkolwiek prób negocjacji z Federacją Rosyjską, powołania niezależnej komisji (niezależnie od skutków, jakie by przyniosła taka rozmowa), a należało podjąć taką próbę. Niepodejmowanie działań dyplomatycznych na rzecz urzeczywistnienia przewidzianych w Załącznika 13 gwarancji pełnego uczestnictwa strony polskiej w procesie badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Profesor stwierdził, że to akt kapitulacji wobec rosyjskiego partner. I dodał: - Rada Ministrów nie podjęła żadnej czynności weryfikującej ustalenia premierów, nie zajęła stanowiska, zamilkła, dezawuując swoją pozycję, ignorując suwerena, wszystkich jak tu siedzimy. Decyzja strony polskiej, mając na uwadze przedmiot regulacji i okoliczności podjęcia rozmów z Federacją Rosyjską, wzbogaca śladową praktykę zawierania umów milczących. ...

Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, przedstawił analizę dokumentacji sądowo-medycznej niektórych ofiar katastrofy smoleńskiej.

Jego wykład, zatytułowany: 'Dyslokacja ciał ofiar kat. smoleńskiej, zrobiona na podstawie zdjęć ogólnodostępnych oraz protokołów z przeszukania miejsca katastrofy', wywołał ogromne emocje.

Zagrodzki pokazywał wielokrotnie mapę, na której widać było sektory wyznaczone na miejscu tragedii smoleńskiej. To miało pokazać, jak wyglądało wrakowisko oraz rozkład poszczególnych elementów. Można zauważyć taśmy rozdzielające, a skoro je widać to zdjęcie ma rozdzielność ok 10 cm na piksel. To zdjęcia z oblotu lotniczego - tłumaczył. Wskazał, że na początek przeanalizował opisy protokołów pod kątem zgodności z tym, co widać na zdjęciu dot. podziału wrakowiska na strefy. Pokazał, że w opisie strefy pierwszej jest błąd. Okazuje się, że nie ma prawidłowego punktu obmiarowego. Potem doszedłem do wniosku, że ten opis jest 'czeskim błędem' - tłumaczył prelegent. Dopiero po poprawce błędu opisy zaczęły się zgadzać. Potem Zagrodzki uznał, że opis strefy 1 i 2, po poprawce, nadają się do wykorzystania w badaniach dyslokacji ciał ofiar. Zagrodzki powiedział, że w trzecim sektorze nie używano już funkcji GPS. Ten sektor jest jednak bardzo dobrze opracowany, bowiem zastosowano metodę przyjęcia stałego punktu bazowego, od którego dokonywano wymiarów. To było przechylone drzewo - wskazywał. Zagrodzki wskazał, że na tej podstawie naniesiono na mapę sposób rozmieszczenia szczątków samolotu i ciał.

Na mapie widać szczątki samolotu, ciał, fragmenty ciał, zaznaczono ciała osmalone, spalone itd. Pokazuje jedno ze zdjęć. Wskazuje, że widoczne na zdjęciu ciało może mieć na sobie fragment kamizelki kuloodpornej. Jednak widać na fotografii jedynie pancerną płytę wyrwaną z tkaniny oraz kawałek pasa mocującego.

Dalej przeszedł do opisu sektora 4,5 i 6, w których doszło do największych zniszczeń i fragmentacji szczątków. Jedynym obmiarem, jaki tu zrobiono, jest obliczenie szerokości i długości. W sektorze piątym nie ma żadnych odległości ciał od siebie. Napisano jedynie, że ciało leżało obok ciała. Nie wiadomo nawet, jak te ciała leżały. To nam utrudnia zrozumienie, jakie siły działały na ciała - tłumaczył Zagrodzki. Następnie prezentuje zdjęcie, na które naniesiono obraz pożaru. Na nich zaznaczono mały fragment wypalonej ziemi. To jedyny ślad, że na miejscu katastrofy doszło do pożaru - wskazuje Zagrodzki. Prezentuje opisy sektorowe poszczególnych ciał, które znaleziono na miejscu tragedii smoleńskiej. Wygląda na to, że ludzie, którzy opisywali sektor 5, chcieli stamtąd uciec. To był najgorzej opisany sektor. W nim

znaleziono wiele ciał ze śladami ognia i spalenia

- zaznacza Zagrodzki. Wskazuje, że mimo tego

w raporcie Millera napisano, że nie ma żadnych śladów nadpalenia ciał ofiar. Tymczasem od dwóch miesięcy istniały już opisy ciał ofiar tragedii, które wskazywały na to, że widać ślady spalenia. Na dowód, jak wyglądały niektóre ciała Zagrodzki pokazał fragment (na zdjeciu - wg mnie) szczątków znalezionych na wrakowisku. Widać na nim kawałek spalonej kości podudzia.

Stanisław Zagrodzki pokazał również inne zdjęcie, na którym widać prace służb na miejscu tragedii smoleńskiej. Zaznacza, że na miejscu znalezienia zwłok powinny być wbijane tabliczki, by wiadomo było, gdzie ciała zostały znalezione. Prelegent zaznacza, że jedynie dokumentacja dotycząca stref 7 i 8 jest przeprowadzona rzetelnie i skrupulatnie. W tym sektorze znaleziono ciało we wnętrzu kadłuba i je wyjęto. To było ciało tak charakterystyczne, że do dziś mogę cytować, jak było ubrane i jak wyglądało. Co więcej, to było jedyne ciało, które w dokumentacji jest opisane, jako ciepłe - mówił Zagrodzki. Następnie

zaprezentował rozkład ciał i fragmentów samolotu. Zaznacza na nim miejsca, w których znaleziono ciała, które miały oznaki działania wysokiej temperatury. Tu były ciała w ponad 90 procentach wyglądające jak spalone

- mówił wskazując na jeden z obszarów.

W sektorze 11 i 12 są jedynie fragmenty ciał. To są jedynie organa ofiar. Te sektory są zaraz za ulicą Kutuzowa, co oznacza, że już wtedy rozszczelnienie kadłuba miało miejsce

- dodał Zagrodzki. Potem przeszedł do kolejnej części swojego wystąpienia, w którym zanalizował wyniki badań toksykologicznych w kierunku karboksyhemoglobiny. Przytoczył

wyniki badań ciał cztery ofiar, w których wskazał, że znaleziono karboksyhemoglobinę, choć prokuratura mówiła, że nic takiego nie znaleziono. Co ciekawe wśród czterech ciał jedno należało do osoby palącej, ale to nie ono miało najwyższe odczynniki karboksyhemoglobiny. Tlenek węgla może się dostać do organizmu jedynie przez płuca

- mówił Zagrodzki. Zaznaczył, że liczba tlenku węgla jest ważnym wyznacznikiem tego, co może się dziać z ciałem. Na koniec zaprezentował zdjęcie wykonane w czasie sekcji zwłok jednej z ofiar. Na fotografii widać było część kości żuchwy oraz zębów. Zagrodzki zaznaczył, że tak wygląda ciało, które - zgodnie z oficjalnymi danymi - miało znajdować się poza strefą ognia. Niech mi ktoś w takim razie wyjaśni, skąd wzięły się te czarne ślady? - mówił Zagrodzki. Wystąpienie Stanisław Zagrodzkiego, szczególnie dokumentacja zdjęciowa, wywołała ogromne emocje osób zgromadzonych na sali. Wywiązała się po nim dyskusja, w której jako pierwsza zabrała głos Zuzanna Kurtyka. ... Na głosy krytyki odpowiedział sam Stanisław Zagrodzki. Komisja badania wypadków łże jak suka.

Jedną z ofiar, które były spalone, była osoba mi bliska. Nie może być tak, że trwa orgia, a ja mam milczeć. Ktoś musi w końcu przełamać zmowę milczenia.

Krytyka spowodowała, że usłyszeliście, co sądzę w tej sprawie. Każdy z medyków sądowych, do jakich się zgłaszałem, mówił, że nie będzie się zajmować tą sprawą, nie będzie się upolityczniać. Kto z was tu szacownych może przeczytać te protokoły, kto może zainteresować się tą sprawą - powiedział prelegent. Po przerwie wrócono do tematyki omawianej przez Stanisława Zagrodzkiego.

Dr Grażyna Przybylska-Wendt wskazuje, że fotografie ciał i obrażeń muszą być brane pod uwagę w śledztwie smoleńskim.

One wiele wnoszą do badania katastrof. Zaznaczyła, że żeby wyjaśnić przyczyny tragedii smoleńskiej należy, przeanalizować wszelkie badania i dokumenty sekcyjne - wskazuje medyk sądowa. Głos zabrał również

Dariusz Fedorowicz, brat śp. Aleksandra Fedorowicza, tłumacza śp. Lecha Kaczyńskiego, który zginął w Smoleńsku.

Jako członek rodziny ofiar oraz lekarz chcę powiedzieć, że niezmiernie trudno oddzielić ból od fachowości. Zdajemy sobie sprawę, że nie da się wrakowiska oddzielić od ciał i fragmentów ciał. Chodziło o to, by

wykazać fałszerstwa i dezinformacje, których dopuszczają się organa mające wyjaśnić przyczyny tragedii.

Obraz, jedno zdjęcie więcej niż tysiąc słów powie. Powiem obrazowo, jeśli ciało leży do ziemi, w błocie. To nie może to świadczyć o pożarze na ziemi. Jedyna część, która nie ulegnie zwęgleniu to będzie właśnie to, co leży skierowanie do tego błota. Jak to więc udowodnić jeśli nie pokazując zdjęcia? - mówił Fedorowicz. W ciekawym wykładzie

mec. Małgorzata Wassermann przedstawiła wnioski płynące z porównania rosyjskiej dokumentacji medycznej z wynikami ekshumacji ciała jej ojca, śp. Zbigniewa Wassermanna.

Po szesnastu miesiącach od śmierci mojego ojca doszło do ekshumacji. Odbyła się ona 29 i 30 sierpnia 2011 r. Pierwotnie badania miały być przeprowadzone w części w Krakowie a później we Wrocławiu. W Krakowie usłyszeliśmy, że mamy zabrać zwłoki i się wynieść ze szpitala. Lekarze pojechali więc ze włokami prosto do Wrocławia. Oto, jaka była wola i chęć - mówiła Wassermann. Dodała, że dokument polski liczy blisko 100 stron. Protokół sądowo-lekarski sekcji zwłok przeprowadzonej w Moskwie spełnia wymogi formalne: posiada nagłówek, oznaczenie czasu i miejsca badania, dane osób uczestniczących - mówiła, jednak zaznaczyła, że poza tym, że dokument spełnia wymogi formalne, zawiera rozbieżności. I to szokujące. 'W trakcie sądowo-lekarskiej sekcji zwłok wykonanej w Moskwie pobrano do badań dwa fragmenty wątroby. W 1989 r.

Zbigniew Wassermann miał usunięty pęcherzyk żółciowy, Mimo to w protokole w Moskwie opisano prawidłowy pęcherzyk żółciowy wraz z zawartością żółci"

- wynika z opinii polskich biegłych, które omówiła mec. Wassermann. W kolejnym wystąpieniu

Jacek Jabłczyński z portalu 'Pomnik Smoleńsk' zaprezentował niektóre nieścisłości widoczne w raportach MAK i komisji Millera.

Zaznaczył, że tym zajmuje się portal 'Pomnik Smoleńsk'. Staramy się znajdować nieprawidłowości w zapisach raportów komisji Millera i MAK. I publikujemy je na portalu. Z tekstów wynika, że nieprawidłowości jest ogromna liczba. One nie zmieściłyby się w 20-minutowym wykładzie - mówił. Zaznaczył, że jego wystąpienie będzie dotyczyło jedynie systemu sterowania klapami w samolocie. Dodał, że klapami steruje dwukanałowy układ elektryczny, a dźwignia ma pięć położeń, co wynika z instrukcji obsługi. Zaznaczył, że zgodnie w danymi technicznymi czas chowania/wychyleń klap to 18-23 sek. Czas wychylenia jest ważny - wskazał Jabłczyński. Dodał, że przy rozsynchronizowaniu klap następuje zatrzymanie ich, bowiem tak działa system ratunkowy. Prelegent prezentuje następnie czasy wychylania się klap w zależności od kąta. Czas wychylenia pomiędzy kątami to ok. 4 sek. Jabłczyński wskazuje na opisy wychylenia klap. MAK i KBWL pisze, że były one wysunięte jak 'do lądowania', a wychylenie miało 36 stopni. Prelegent opisuje również wskazaną lokalizację klap i centropłata. Okazuje się, że lokalizacja centropłata jest opisana inaczej w jednym i w drugim raporcie. Przesunięcia są dość istotne. Istnieje około 30 metrów różnicy między oboma raportami - wskazuje wykładowca. Czy KBWL dokonało analizy położenia tych elementów już po przeniesieniu części wraku? Tego nie wiem, ale są istotne różnice - mówił dalej. Zaprezentował również zdjęcia z raportu Millera, które pokazują klapy wychylone w 36 stopniach. Jednak gdy uwzględni się długość śrub, które wychylają klapy, okazuje się, że są istotne różnice. Biorąc pod uwagę długość śrub okazuje się, że klapy są wychylone w sposób niesymetryczny. W jednej widać 92 zwoje śruby, a 71 zwojów w drugiej. To oznacza, że klapy nie są wychylone tak samo - tłumaczy Jabłczyński. Prezentuje również dwa zdjęcia pokazujące wał napędowy. Na jednym zdjęciu wał jest dobry, a na drugim uszkodzony. Analizuje następnie wizualizację KBWL, która pokazuje, że pomimo przesuwania wolantu przez pilota samolot nie podnosi się. Dodaje, że na prezentacji zajmuje to około 3 sekund. Jabłczyński zaznacza, że widać również nielogiczność w zapisach dotyczących dźwięków słyszanych w kokpicie tupolewa. Okazuje się, że odgłos tłumaczony jako dźwięk uderzenia w brzozę jest w innych minutach zapisu w raporcie MAK i komisji Millera. Dodaje, że to może oznaczać, że odgłos w MAK był wcześniej niż przelot nad brzozą. Biorąc pod uwagę prędkość samolotu to można oznaczać, że odgłos odnotowany przez MAK był słyszany 100 metrów przed brzozą - tłumaczy Jabłczyński. Wskazał na końcu dwa zdjęcia, które pokazują część skrzydła. Na jednym widać fragment blachy, której nie ma na drugim. Zdjęcie zostało opatrzone pytaniem: co jest prawdą? Na koniec Jacek Jabłczyński pytany był m.in. o liczbę nieścisłości między raportami MAK i komisji Millera. Prelegent tłumaczy, że jest ich wiele, a część z nich wychodzi dopiero na jaw. Liczba tych nieścisłości jest bardzo duża. Zapraszam na nasz portal, opisujemy tam te nieścisłości na bieżąco - zakończył Jabłczyński.

Marcin Gugulski mówił na temat 'Rejestrator MARS-BM a postępowania wyjaśniające przyczyny katastrofy TU-154M'.

Jak przedstawił się prelegent - od trzech lat współpracuje z zespołem parlamentarnym, jest publicystą (m.in. portalu wPolityce.pl), wcześniej przez cztery lata
był analitykiem, pracownikiem cywilnym Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Gugulski skupił się na wiedzy, brakach w niej i wątpliwościach dotyczących nagrania z rejestratora głosowego MARS-BM.
Zaczął od wskazania, że prawo nakazuje badającym korzystanie z oryginalnych nagrań rejestratorów - o ile takowe się zachowały. Choć, jak pokazują wypowiedzi m.in. premiera Donalda Tuska, prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta czy członka KBWLLP Piotra Lipca - oryginalne zapisy czarnej skrzynki nie są konieczne ... Co ciekawe, Andrzej Seremet wypowiadała się w tej sprawie dwojako. Niedawno, bo 9 września 2013 mówił, że w tym roku nie będzie możliwe zakończenie śledztwa, m.in. ze względu na brak oryginałów rejestratorów. Gugulski przedstawił zagadkową chronologię odnajdywania rejestratora MARS-BM i dalszych jego losów. W dniu katastrofy o godz. 11:02 według MAK znaleziono dwa rejestratory – nie wiadomo przez kogo. Komisja Milera w swoim raporcie twierdzi, że to strona rosyjska je znalazła, lecz nie podaje, o której godzinie. Tymczasem o godz. 10:30 telewizja Rossija24 pokazała film wykonany na miejscu katastrofy przez pracownika TVP, an którym widać rejestrator w momencie, gdy zegar na nagraniu wskazuje godzinę 8:50,01. Gugulski przytoczył relację funkcjonariusza BOR obecnego 10 kwietnia w Smoleńsku: 'Zadzwonił do mnie konsul RP w Moskwie pan Michał Greczyło i przekazał mi prośbę ministra Klicha, aby przekazać stronie rosyjskiej prośbę o nierozpoczynanie badania skrzynek bez udziału strony polskiej'. Jak się okazało, prośba ta nie została spełniona. Zanim polscy specjaliści pojawili się na miejscy tragedii, ówczesny rosyjski minister ds. nadzwyczajnych Siergiej Szojgu stwierdził bowiem w rozmowie z mediami, że odnaleziono rejestratory i 'rozpoczęła się ekspertyza, która wyjaśni przyczyny katastrofy'. Oznacza najprawdopodobniej, że już wtedy Rosjanie skopiowali zapisy CVR (rejestratora głosowego) i zrzut danych z FDR (rejestratora danych) – wnioskował Gugulski. Choć, zaznaczył, to oczywiście niejednoznaczna przesłanka. Jak referował dalej, w nocy z 10 na 11 kwietnia rejestratory przetransportowano do Moskwy. Nie było przy tym – według relacji Edmunda Klicha m.in. na komisji obrony narodowej, 10 lutego 2011 r. przedstawiciela RP. 31 maja 2010 r. podpisano memorandum między stroną polską (Jerzy Miller) a rosyjską (sefowie Komitetu Śledczego i MAK), według którego MAK miał zabezpieczyć i przechowywać opieczętowane przez obie strony oryginały zapisów rejestratorów. Przekazanie ich Polsce miało zostać dokonane po zakończeniu rosyjskiego śledztwa lub dochodzenia sądowego. Przekazane wtedy nagrania (opisane jako wierne kopie oryginałów), jak wiemy zawierały jednak wady. Następnie Gugulski przeszedł do opinii fonoskopijnej Instytutu Ekspertyz Sądowych. Badano taśmę zdeponowaną w MAK. Stwierdzono, że – zgodnie z oświadczeniem Wiktora A. Trusowa [specjalisty MAK] – została ona wyjęta z rejestratora MARS-BM znalezionego na miejscu katastrofy. Gugulski zaznaczył, że ograniczono się do stwierdzenia, kto przekazał materiały do badania i co przekazujący stwierdził, co do miejsca i czasu ich odnalezienia Natomiast 'nie stwierdzono ubytków w warstwie magnetycznej taśmy. Stan taśmy należy ocenić jako bardzo dobry'. Badano też 7 wykonanych na CD przez stronę rosyjską dowodowego nagrania utrwalonego na taśmie MAK.: - kopia z kwietnia (nie wiadomo, kiedy dokładnie wykonana) dla Komitetu śledczego FR - z 31 maja (bez 17,5 sek.) - z 9 czerwca (zaszumiona) - z 11 lutego - z 1 czerwca - z 15 czerwca (dwie kopie wówczas wykonano – nie wiadomo, dlaczego). Prelegent dodał, że

kopie te różnią się znacząco – m.in. długością nagrania – nawet o 20 sekund!

Dalej wskazał na dobrze już znane rozbieżności między odczytami (dotyczące m.in. rzekomej obecności gen. Błasika w kokpicie, rzekomego uderzenia w brzozę czy wypowiedzi innych pasażerów niż członków załogi, jak również pilotów). Gugulski postawił otwarte pytania: - Czy taśma udostępniona biegłym jest tożsamą taśmą, która znajdowała się w rejestratorze MARS-BM? - Kiedy zostanie zlecona analiza dotycząca weryfikacji słów specjalisty MAK Wiktora Trusowa o oryginalności taśmy? Wskazał, że międzynarodowa praktyka zna przypadki wznawiania postępowań ws. katastrof, gdy rejestratory były po jakimś czasie odnalezione bądź nie były wcześniej możliwe do badania. Zdaniem Gugulskiego ujawniono nowe okoliczności lub dowody istotne dla sprawy, w związku z czym jest konieczne wznowienie postępowania przez KBWLLP.

Grzegorz Szuladziński, pierwszy prelegent II dnia Konferencji, zaczął od tego, że od lat zajmuje się wytrzymałością materiałów.

Wskazał później na braki danych, dotyczących tupolewa. Zaznaczył jednak, że jest na tyle wiele innych wiadomości, że można było na ich podstawie odtworzyć skrzydło. Wyliczył później co wiadomo o skrzydle. Mówił m.in. że znamy geometrię zewnętrzną, dane podobnych samolotów, co pozwoliło zrekonstruować skrzydło. Przedstawił model części skrzydła. Zaprezentował również model skrzydła, który pokazuje różne grubości blachy oraz strukturę budowy skrzydła. Wyjaśnił również, które elementy konstrukcji odpowiadają za niwelowanie jakich naprężeń. Zaprezentował wykresy naprężeń w modelu skrzydła i wskazał, w których miejscach naprężenia przekraczały dopuszczalne wymiary. Zaznaczył, że w ostatecznym modelu wszystkie dane się zgadzają...".

Dnia 23 pazdziernika 2013 roku strona http://puli.salon24.pl/542799,prof-witakowski-ster-kierunku-zostal-odstrzelony przedstawia ostateczna opinie prof. Piotra Witakowskiego.

"Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego II Konferencji Smoleńskiej prof. Piotr Witakowski na zakończenie konferencji, zapytany co miał na myśli mówiąc w dniu wczorajszym, że 'nie wierzy w dwa wybuchy' powiedział:

'Powiedziałem, że nie wierzę w dwa wybuchy, bowiem ktoś musi mi wyjaśnić,
jak odpadł ster kierunku.

On nie mógł o cokolwiek zawadzić, jest przecież ostatnim elementem samolotu.

Jednak on odpadł i to ponad 200 metrów wcześniej niż upadł cały samolot. W mojej ocenie ten ster został 'odpalony', odstrzelony jeszcze wcześniej. Lotki również musiały odpaść, one bowiem znalazły się znacznie wcześniej w lesie. Gdy idzie o skrzydło, nie mogło dojść do odcięcia w wyniku cięcia piłą, więc musiało tam dojść do eksplozji pasa detonacyjnego, która odcina skrzydło jak chce. Prawe skrzydło z kolei oddzielono na warstwy. To nie były więc dwie eksplozje. To była seria eksplozji, która po kawałku niszczyła samolot.

Najgorsze było dla mnie to, co czuł pilot, gdy widział, że może kręcić wolantem, może robić różne rzeczy, ale samolot nie reaguje. To zdaje się wystarczy za komentarz'.

Zamykając konferencję prof. Piotr Witakowski przedstawił projekt stanowiska II Konferencji Smoleńskiej, w której naukowcy zwracają się do senatów uczelni o wytworzenie atmosfery, która umożliwi prace nad przyczynami tragedii smoleńskiej".

Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page
 
chapter 8 and 9 - April 2013 till today.


Copyright by Bogdan Konstantynowicz on October the 23rd, 2013


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today

®  konstantynowicz.info welcome 

Bogdan 

Konstantynowicz set out in Feb. 2003 - 11th September 2013



Katyn 1940 - 1943 Smolensk 2010 Wrzesien 1939 roku. New!

Zbrojna agresja Zwiazku Sowieckiego na Polske we wrzesniu 1939 roku a stan wojny z Sowietami po 1939. Soviet aggression on Poland in 1939 and a state of war with the Soviet Union after 17 September 1939.

General Władysław Eugeniusz Sikorski

Zamach stanu generala Wladyslawa Sikorskiego we wrzesniu 1939 roku. The coup d'etat by General Wladyslaw Sikorski in September 1939

Tlo polityczne dzialan zbrojnych we wrzesniu i w pazdzierniku 1939 roku

Analiza wydarzen politycznych towarzyszacych dzialaniom zbrojnym po agresji sowieckiej na Polske 17 wrzesnia 1939 roku

® HISTORY OF THE POLISH SEPTEMBER 1939 

Glowne walki z Sowietami 1939

Jency polscy w niewoli sowieckiej 1939

Author Bogdan Konstantynowicz Appendix C on 22 March 2003; text - Polish language 

Agresja Zwiazku Sowieckiego na Polske w 1939 roku

from now on at the address: Kampania wrzesniowa 1939   Warszawa przeciwko sowietom 1939

from now on at the address: Kampania wrzesniowa podczas agresji Zwiazku Sowieckiego na Polske   

Author Bogdan Konstantynowicz Appendix on 12th January 2010 with text by Polish language  

Agresja Zwiazku Sowieckiego na Polske 17 wrzesnia 1939 roku

Wojna Obronna we wrzesniu i pazdzierniku 1939 roku w Polsce

Druga bitwa pod Tomaszowem Lubelskim - wrzesien 1939 roku

Bitwa generala Franciszka Kleeberga pod Kockiem i Lukowem - wrzesien i pazdziernik 1939 roku

Here you can to read about the Second Battle of Tomaszow Lubelski on 21st September - 28th September 1939. 

Ho gegrapha, gegrapha!

new maps!!

Armia Czerwona na Mazowszu i Lubelszczyznie oraz na linii Wisly i na zachod od tej rzeki we wrzesniu i pazdzierniku 1939 roku. The Soviet Army west from Vistula - September 1939

Polecam przeczytac:

Radiowywiad nie tylko polski

Nie tylko 'Enigma' ... Piotr Wodziński, maj 2011

Szaniawski, Polska między historią a geopolityką. Tajny epizod USA - Polska

COPYRIGHT BY BOGDAN KONSTANTYNOWICZ - These all papers are sold subjects to the condition that it shall not, by way of trade or otherwise, be lent, re-sold,  any public performances,  hired out, or otherwise circulated without the publisher's prior consent in any form of  binding or cover other than that in which it is published and without a similar condition including this condition being imposed on the subsequent purchaser. Works registered or first published in the U.S. after 2002 - copyright term: 70 years after the death of author. Copyright law in the United States is part of federal law, and is authorized by the U.S. Constitution; copyright law is granted in Article I, Section 8, Clause 8, also known as the Copyright Clause; The Digital Millennium Copyright Act (DMCA) is a United States copyright law that implements two 1996 treaties of the World Intellectual Property Organization (WIPO); The Digital Millennium Copyright Act of 1998, found at 17 U.S.C. § 512 ('DMCA'), provides recourse for owners of copyrighted materials who believe that their rights under United States copyright law have been infringed upon on the Internet.  Warning:  these papers / all websites are sold for  private home use only.
"Congress shall make no law respecting an establishment of religion, or prohibiting the free exercise thereof; or abridging the freedom of speech, or of the press; or the right of the people peaceably to assemble, and to petition the Government for a redress of grievances". To provide such guarantees, the First Amendment - along with the rest of the Bill of Rights - was submitted to the states for ratification on September 25, 1789, and adopted on December 15, 1791 (Wikipedia). 

We bear in mind that the website was made up in memory of my father Edward Gwidon Konstantynowicz  who died on 03rd November 1987 in very strange circumstances, so now  this is independent website thanks to a host of  Yahoo!

e-mail


Tlo polityczne dzialan zbrojnych we wrzesniu i w pazdzierniku 1939 roku

Analiza wydarzen politycznych towarzyszacych dzialaniom zbrojnym po agresji sowieckiej na Polske 17 wrzesnia 1939 roku

Dyrektywa Ogolna Naczelnego Wodza Marszalka Edwarda Rydza Smiglego - godz. 14.30 dnia 17 wrzesnia 1939 roku, jako konsekwencja Tajnego Zalacznika do Paktu Ribbentrop - Molotow z dnia 23 sierpnia 1939 roku.


Zbrojna agresja Zwiazku Sowieckiego na Polske we wrzesniu 1939 roku a stan wojny z Sowietami po 1939.

Konferencja naukowa 22 pazdziernika 2012 - Katastrofa Smolenska 2010. Wnioski ze sledztwa. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc szosta.

Sledztwa polskie w sprawie katastrofy samolotu rzadowego w Smolensku w 2010 roku. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc siodma.

Genealogy and history of the Konstantinovich, Troubetskoy, Bagration-Gruzinski, Kalinowski, Oginski, Paszkowski, Dyuflon, Staroch Siedoch, Armand, Pociej, Radziwill and Piottuch Kublicki family in the 18th and 19th centuries in Russia, Estonia and Belarus

New! "...sygnały o tym, że w 1939 r. zbliża się pakt niemiecko-sowiecki, zwany potem Ribbentrop-Mołotow, nasz II Oddział otrzymywał dużo wcześniej od Brytyjczyków (wiedzieli z nasłuchu i dekryptażu niemieckich kodów dyplomatycznych) za pośrednictwem Colina Gubbinsa, działającego w Polsce pod przykrywką przedstawiciela handlowego w Bielsku-Białej (blisko granicy Protektoratu Czech i Moraw, gdzie w fabryce tuż przy granicy Niemcy produkowali jedną z wersji Enigmy). Colin Gubbins, później szef SOE, działał w ramach organizacji wywiadu głębokiego, wspópracującego nieformalnie z naszym II Oddzialem, poza oficjalnymi strukturami MI-6, organizacji opartej o powiązania prywatne między różnymi wpływowymi osobistościami. Stephenson był multi-miliarderem kanadyjskim, mającym interesy w całym świecie, również w Niemczech, które służyły za przykrywkę. Był ściśle powiązany z adm. Reginaldem Hall'em, szefem wywiadu Royal Navy w I W. Św., który nie zaprzestał działalności po zakończeniu wojny, oraz Billem Donovanem, później szefem OSS...".

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part one.

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part two.

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part three.

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part four.

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part five.


Stalin nie otrzymawszy zgody - 18 sierpnia 1939 roku decyzją generala Waclawa Stachiewicza - na wkroczenie pokojowe swojej armii - jako  “sojusznika” - na terytorium Polski, wygłosił dnia 19 sierpnia 1939 roku na posiedzeniu politbiura historyczne i przemilczane przemówienie:
"
Kwestia (problem) pokoju albo (i) wojny wchodzi (wszedl w stadium krytyczne) w krytyczną dla nas fazę. Jeżeli zawrzemy układ o wzajemnej pomocy z Francją i Wielką Brytanią, Niemcy zrezygnują z Polski i zaczną szukać modus vivendi z państwami zachodnimi. Wojnie się zapobiegnie ... Jeżeli przyjmiemy propozycję Niemiec i zawrzemy z nimi pakt o nieagresji, Niemcy, oczywiście, napadną na Polskę, a wtedy przystąpienie do tej wojny Francji i Anglii będzie nieuniknione. Europę Zachodnią ogarną poważne niepokoje i zamieszki. W tych warunkach będziemy mieli duże szanse pozostania na uboczu konfliktu i przystąpienia do wojny w dogodnym dla nas momencie. Doświadczenie ostatnich dwudziestu lat wskazuje, że w okresie pokoju niemożliwy jest w Europie ruch komunistyczny na tyle silny, by partia bolszewicka mogła zagarnąć władzę. Dyktatura tej partii jest możliwa jedynie jako rezultat wielkiej wojny. Dokonamy własnego wyboru, jest to jasne. Powinniśmy przyjąć propozycję Niemiec i uprzejmie odesłać do domu misję francuską. Pierwszą korzyścią, jaką odniesiemy, będzie zniszczenie Polski ... az po przedpola Warszawy, włącznie z ukraińską Galicją ... W interesie Zwiazku Sowieckiego ... jest, by wojna wybuchła pomiędzy Rzeszą i kapitalistycznym blokiem angielsko-francuskim. Należy zrobić wszystko, żeby ta wojna ciągnęła się jak najdłużej, po to, by obie strony nawzajem się wyniszczyły. Właśnie dlatego powinniśmy się zgodzić na zawarcie zaproponowanego przez Niemcy paktu, i pracować nad tym, by ta wojna, gdy już zostanie wypowiedziana, trwała jak tylko można najdłużej."
 Uwaga: na stronach 'suworow.pl' mamy bledne tlumaczenie waznej kwestii sowieckiej przyszlej granicy na linii Wisly na przedpolu Warszawy, o czym Hitler informowal juz sowietow przed 19 sierpnia 1939 roku. Czytajmy wiec to tlumaczenie wg strony http://www.strategie.net.pl/viewtopic.php?t=993:
"
... Doswiadczenia 20 ostatnich lat wskazuja, ze w sytuacji panowania pokoju w Europie, ruch komunistyczny nie jest wystarczajaco silny by zdobyc wladze. Dyktatura naszej partii jest mozliwa tylko, jako rezultat duzej wojny. Musimy wiec podjac nasz wspolny wybor. Musimy zaakceptowac propozycje niemiecką i grzecznie odrzucic starania angielsko - francuskie. Pierwszą korzyscia, ktora zyskamy poprzez takie rozwiazanie, bedzie przejecie terytorium Polski az do bram Warszawy, wlączając ukrainską Galicje. Niemcy pozostawia nam wolnosc dzialania co do krajow baltyckich i nie sprzeciwiaja sie wlaczeniu Bessarabii do Zwiazku Sowieckiego. Niemcy sa takze gotowe do oddania pod nasza strefe interesow Rumunii, Bulgarii i Wegier. Kwestia Jugoslawii  pozostaje otwarta ... Kleska Niemiec oznaczac bedzie niewątpliwie ich sowietyzacje i powolanie komunistycznej administracji w tym kraju ... Dlatego nasze zadanie polega na tym, zeby Niemcy prowadzily wojne mozliwie najdluzej, azeby oslabic Anglie i Francje do tego stopnia, zeby nie mogly zagrozic sowieckim Niemcom. ... Azeby wprowadzic te plany w zycie konieczne jest jak najwieksze rozszerzenie wojny i koncentracja naszych sil tak, zeby umozliwic aktywne dzialanie w Europie zachodniej i na Balkanach. ... Jest jeszcze jedna rzecz, ktora wzmacnia nasze bezpieczenstwo. W pokonanej Francji bedzie dzialala silna partia komunistyczna ... W konsekwencji wszystkie narody znajdujace sie pod opieka zwycieskich Niemiec beda naszymi sprzymierzecami. ... Musimy zrobic wszystko zeby ta wojna byla jak najdluzsza i zeby wyczerpala walczace strony. Wobec takiego punktu wyjscia musimy przyjac niemiecką propozycje sojuszu ...
".
Lub fragmentaryczne tlumaczenie, jakie ja podalem po 2003 roku:
"
Problem pokoju i wojny wszedl w stadium krytyczne. Rozwiązanie jego zależy wyłącznie od stanowiska, jakie zajmie Związek Sowiecki. Jesteśmy w zupełności przekonani, że jeżeli zawrzemy traktat z Francją i Wielką Brytanią, Niemcy zmuszone będą ustąpić przed Polską i szukać modus vivendi z  mocarstwami zachodnimi. W ten sposób będzie można uniknąć wojny (...). Z drugiej zaś strony, jeżeli przyjmiemy propozycje niemieckie zawarcia z nimi paktu nieagresji, Niemcy z całą pewnością zaatakują Polskę, a interwencja Anglii i Francji w tej wojnie stanie się nieunikniona (...). Rzeczą oczywistą jest dla nas, że Polska zostanie zmiażdżona (...). W tym wypadku Niemcy odstępują nam wschodnią część Polski, aż po Warszawę i ukraińską Galicję włącznie” (przyp. 6). 
Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page
 
chapter 8 and 9 - April 2013 till today.