Katastrofa 

samolotu w Smolensku 

10 kwietnia 2010 roku 

czesc dziesiata


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page
 
chapter 8 and 9 - April 2013 till today.

Raport Zespolu Parlamentarnego Macierewicza z dnia 10 wrzesnia 2012 roku. Wnioski ze sledztwa - slady cyrkonu i wapnia na badanych probkach. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc piata.

  © Katastrofa samolotu rzadowego pod Smolenskiem w Rosji w 2010 roku, czesc trzecia - author Bogdan Konstantynowicz

  © Przebieg sledztwa w sprawie katastrofy samolotu rzadowego w dniu 10 kwietnia 2010 roku w Rosji - author Bogdan Konstantynowicz


  © Kampania wrzesniowa 1939 przeciwko sowietom - author Bogdan Konstantynowicz

  Deka Company 1904 - 1918 in St. Petersburg. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

  Druga bitwa pod Tomaszowem Lubelskim wrzesien 1939. New website! © author Bogdan Konstantynowicz

General Władysław Eugeniusz Sikorski

Zamach stanu generala Wladyslawa Sikorskiego we wrzesniu 1939 roku

  17 wrzesnia 1939 agresja sowiecka. New website! © author Bogdan Konstantynowicz


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today


Dnia 17 pazdziernika 2013 roku trwa dyskusja wokol wczorajszych wypowiedzi ekspertow Zespolu Parlamentarnego. Martynka pisze na stronie:
http://martynka78.salon24.pl/541482,kadlub-jak-otwarty-cylinder-i-inne-osobliwosci

"...Doktor Lasek na wczorajszej konferencji, choć udowadniał, iż skrzydło uderzyło o brzozę, to jednak nie był w stanie określić dokładnego momentu odpadnięcia końcówki skrzydła, co przecież było kluczowym wydarzeniem ostatnich sekund, które zadecydowało o tym, że samolot zamiast odejść na drugi krąg lub osiąść awaryjnie, odwrócił się na plecy, a wszyscy pasażerowie ponieśli śmierć na miejscu. Na pytanie o miejsce i czas oderwania końcówki skrzydła odpowiedział dość zawile, cytuję w skrócie i z pamięci, że według niego skrzydło nie odpadło na samej brzozie, ale w sumie to przy samej brzozie, taka jest jego opinia. Wypowiedź szefa zespołu rządowego dobitnie pokazała, że komisja Millera przyjęła a priori fakt urwania skrzydła, nie analizując tego zdarzenia pod kątem prawdopodobieństwa jego zaistnienia w naturze, z uwzględnieniem wysokości gruntu, czasu potrzebnego na obrót, wytrzymałości materiałów takich jak skrzydło, czy drzewo. Nikt nawet nie policzył, czy taka figura w opisanych warunkach była możliwa, a przecież w matematyce, fizyce, czy mechanice nie ma słowa 'wydaje mi się', wszystko da się dowieść za pomocą wzorów i liczb: co i kiedy odpadło, jaką to wywołało reakcję, a jakiej na pewno wywołać nie mogło itd. Badanie katastrofy, w której zginął prezydent i generałowie wszystkich rodzajów SZ, nie może polegać na wierze, czy intuicji nawet najlepszych specjalistów, tu musi być konkret, szkiełko i oko.

Pan Lasek wraz z kolegami rzucił tezę: odpadnięcie 6 metrów skrzydła spowodowało obrót samolotu, po czym kazał w to bezwzględnie wierzyć.
A ja jednak jestem niedowiarkiem i pytam, kto policzył, że taka figura, a więc obrót samolotu na kilku metrach nad ziemią, był wykonalny, w sytuacji, gdy sam kikut skrzydła miał długość około 13 metrów? Dlaczego było to możliwe po urwaniu akurat 6 metrów skrzydła, a nie na przykład 3 lub 10? Gdzie w oficjalnych dokumentach można to sprawdzić? Otóż nie można, bo w oficjalne raporty można tylko wierzyć i je wyznawać.
Zupełnie inne stanowisko zajęli eksperci skupieni wokół Zespołu Parlamentarnego, którzy, jak przystało na rasowych naukowców, postanowili wszystko sprawdzić empirycznie, policzyć, by niejako dotknąć materii, z którą przyszło im się zmierzyć, wiarę zaś rezerwując dla innych obszarów. Jedną z czołowych postaci wspierających ZP jest
doktor inżynier Bogdan Gajewski, specjalista w dziedzinie badania katastrof lotniczych, członek ISASI (International Society of Air Safety Investigators), zrzeszającego ekspertów badających katastrofy lotnicze z całego świata, starszy inżynier w kanadyjskiej agencji rządowej National Aircraft Certification. Wyznacza on obszary badań, które powinny przybliżyć rzeczywisty przebieg katastrofy w Smoleńsku. W czasie swojego wystąpienia przedstawił niezwykle interesujący materiał w oparciu o podręcznik ICAO, jako że badanie katastrofy z 10 kwietnia odbywało się według procedur cywilnych (załącznik 13 do Konwencji z Chicago). Szczególnie ważny jest rozdział zatytułowany 'Badanie wypadków szczególnych. Eksplozja wewnątrz samolotu', z którego dowiadujemy się, że

obecność na pokładzie samolotu głowy państwa lub innych dostojników powinna być wskazaniem do zbadania możliwości zamachu bombowego. Taki scenariusz należy też brać pod uwagę w sytuacji, gdy uszkodzenia maszyny są charakterystyczne dla wybuchu (wywinięte poszycie, duża ilość odłamków), a także wówczas, gdy śmierć pasażerów była nagła i jednoczesna w wyniku przeciążeń co najmniej 100g, a w ciałach ofiar znajdowano drobne fragmenty samolotu.

Jak to się ma do Smoleńska? Wywinięte burty kadłuba na zewnątrz, wyrwane nity, nie dające się wyjaśnić przebiegiem katastrofy gigantyczne przeciążenia rzędu 100g, 'wsie pagibli', wbite w ciało śp. Anny Walentynowicz nity z poszycia - to wszystko miało miejsce w przypadku tragedii smoleńskiej. Bogdan Gajewski przywołał też fragment książki M. Cox’a i T. Foster’a 'Their Darkest Day', opisującej przebieg katastrofy pod Lockerbie, będącej skutkiem zamachu terrorystycznego. W publikacji znalazło się zdanie, które z powodzeniem można odnieść do katastrofy smoleńskiej: 'Kadłub wyglądał, jak otwarty cylinder'. Warto w tym miejscu nadmienić, co wielokrotnie było przedmiotem sporów i gorących debat, że szyby samolotu zazwyczaj nie ulegają uszkodzeniu w czasie eksplozji, gdyż stanowią jeden z mocniejszych elementów kadłuba, mającym za zadanie wytrzymać duże zmiany ciśnień podczas lotu. Ciekawie wyglądały też zaprezentowane przez doktora Gajewskiego przykłady zapisów zmiany przyspieszeń w sytuacji, gdy dojdzie do eksplozji na pokładzie, chodzi o charakterystyczne 'piki'. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że takie zapisy, piki 'w dół', już gdzieś widziałam. Absolutnym hitem ostatniego posiedzenia ZP była

prezentacja wykonana przez profesora Jacka Rońdę. Pokazał on mechanizm rozpadu kadłuba samolotu oraz wskazał na szereg anomalii w ułożeniu szczątków, których układ wyklucza scenariusz rozpadu konstrukcji w wyniku uderzenia w ziemię.

Kadłub otworzył się, jak puszka konserwy, lewe skrzydło rozpadło się na dwie części, z których każda - dolna oraz górna - znalazły się w różnych, oddalonych od siebie miejscach. Kokpit wylądował w pozycji normalnej, ale pozostała część samolotu już w pozycji odwróconej, co nie mogło się zdarzyć w sytuacji, gdyby katastrofa odbyła się na ziemi. W powietrzu odpadł też lewy statecznik poziomy, który później przenoszono bliżej miejsca katastrofy. I co ważne - zniszczenia samolotu na całej jego długości mają tę samą naturę.

Pojawiło się też wiele nowych wątków, jak choćby kwestia obecności hemoglobiny tlenkowęglowej (COHb) we krwi ofiar, co również może być ważną wskazówką pokazującą, co się stało na pokładzie.

Wobec powyższego, a jest to tylko niewielki fragment z wczorajszych prezentacji, trudno się dziwić, że zespół Laska nie chce i nigdy nie siądzie do debaty z ekspertami ZP. W świetle tego, co mówił doktor Gajewski, że dla wydania prawidłowej diagnozy o przyczynach katastrofy, ważne jest badanie miejsca i samego samolotu w stanie przed jakąkolwiek ingerencją, informacje zawarte w Załączniki 4 do raportu Millera bardzo wiele mówią na temat możliwości zbłądzenia ekspertów rządowych w swoich opiniach na temat przebiegu tragedii: 'W dniach 11-13 kwietnia 2010 r., dobę po katastrofie, umożliwiono polskim ekspertom dokonanie oględzin miejsca zdarzenia oraz wykonanie zdjęć. Zgromadzony materiał fotograficzny nie był udokumentowaniem stanu wraku samolotu bezpośrednio po zaistniałej katastrofie (co uczyniła zapewne komisja rosyjska), gdyż wiele elementów samolotu zostało przemieszczonych w trakcie prowadzonej akcji ratowniczej lub zmieniło swoje położenie w wyniku prowadzonych przez komisję rosyjską badań'. Dlatego też dla ekspertów Donalda Tuska jedyną formą obrony była i jest nachalna propaganda ...

Odpadniecie lewego statecznika w powietrzu stanowi kolejną zagadkę związaną z ta tragedią. Co spowodowało ten mechanizm, przecież sam z siebie statecznik nie odpadł, tylko coś musiało mu pomóc, jakaś inna siła?
Lasek pokazywał wczoraj na zdjęciach fragmenty drzew w skrzydle, tylko dlaczego mamy wierzyć, ze to są fragmenty akurat tej brzozy, a nie drzewek, pomiędzy które to skrzydło spadło ... bo właśnie, ułożenie skrzydła po upadku świadczy o tym, że spadało z góry...".

Dnia 18 pazdziernika 2013 roku dalsze komentarze do ostatnich dokumentow o Katastrofie Smolenskiej 2010. Strona
http://niezalezna.pl/47281-wszystkie-referaty-naukowcow-zespolu-parlamentarnego-do-pobrania?page=1 podaje:

"...Poniżej znajdują się poszczególne materiały - dr. inż. Bogdana Gajewskiego, prof. Kazimierza Nowaczyka, prof. Wiesława Biniendy, dr. inż. Gregorza Szuladzińskiego, inż. Marka Dąbrowskiego oraz Stanisława Zagrodzkiego, kuzyna Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Przedstawiamy też fragment wstępnej hipotezy zespoły parlamentarnego, która sformułowana została następująco:

Przyczyną katastrofy samolotu Tu-154M lecącego z Warszawy do Smoleńska w dniu 10 kwietnia 2010 r. był łańcuch wydarzeń zapoczątkowanych polsko-rosyjskimi rozmowami międzyrządowymi i niewłaściwą organizacją wizyty Prezydenta RP, przejęciem naprowadzania samolotu przez ośrodek decyzyjny w Moskwie z pominięciem kontroli lotów lotniska Smoleńsk-Siewierny, uniemożliwieniem zamknięcia lotniska i odesłania TU-154 na lotnisko zapasowe oraz doprowadzeniem do przekazywania polskiej załodze fałszywych informacji i komend. O katastrofie przesądziła eksplozja niszcząca samolot w momencie jego odejścia na drugi krąg...".

Stanisław Żaryn

na stronie http://wpolityce.pl/wydarzenia/64951-prof-ronda-odpowiada-krytykom-beda-teraz-pluc-szczekac-i-bardzo-dobrze-niech-im-piana-z-pyska-leci-nasz-wywiad

rozmawia z Prof. Jackiem Rońda:

"...Internet huczy po pana wypowiedzi dla TV Trwam. Mówił pan, że załoga tupolewa zeszła poniżej 100 metrów. To wywołało spore zdziwienie. Co miał pan na myśli? Załoga popełniła błąd? Prof. Jacek Rońda: W momencie wybuchu samolot był na wysokości 50 - 60 metrów. Załoga schodziła poniżej 100 metrów nie ze względu na swoją wolę, ale w wyniku m.in. złego naprowadzania. W momencie, gdy na pokładzie tupolewa wybuchły bomby, maszyna była na niższej wysokości niż 100 metrów. W rozmowie na żywo nie wszystko da się szczegółowo wyjaśnić. Ja podtrzymuję słowa, że załoga rządowego samolotu nie miała intencji schodzenia poniżej wysokości decyzyjnej. Samolot został jednak sprowadzony na wysokość 50-60 metrów. Na tej wysokości Tu-154M był w chwili wybuchu. To nie była jednak intencja załogi? Nie, to było wynikiem naprowadzania i uszkodzenia samolotu. Być może pierwszy wybuch był na skrzydle, a później dopiero samolot uległ dalszym zniszczeniom. Z tego, co prezentował prof. Kazimierz Nowaczyk, wynika, że tak właśnie było. Media piszą również o dokumencie, o którym mówił pan w rozmowie z Piotrem Kraśką w TVP. Obecnie w TV Trwam mówił pan, że dokument jest nic nie warty. Jaka jest w końcu wartość tego materiału? Dopiero po jakimś czasie od otrzymania tego dokumentu okazało się, że on jednak zawiera błędy. Ja się jednak cieszę, że o nim mówiłem w TVP. Ożywiłem w ten sposób pewne kręgi. One będą teraz pluć, szczekać itd. I bardzo dobrze, niech im piana z pyska leci. Jednak dał pan w ten sposób asumpt do kolejnych manipulacji pańskimi słowami i pracami zespołu. Ależ panie redaktorze to, co oni z nami robią, to skandal. Ja nie byłem w TVP na spowiedzi przed odejściem z tego świata. Pan Kraśko pogrywał nieczysto, więc ja z nim też. Ja jestem starym lisem, doświadczonym w tych sprawach. Nie mogę pozostawiać bez odpowiedzi takich zagrywek i prowokacji. Kraśko dopuszczał się karygodnych prowokacji. Więc wet za wet. W komentarzach zdążyły się pojawić sugestie, że pan przechodzi do zespołu Laska, skoro zaczął pan mówić o zejściu poniżej 100 metrów. Wybiera się pan gdzieś? Pana Laska nie dostrzegam. To jest propagandysta. To, co oni robią, to jest skandal i łobuzeria. Wiemy przecież, kto takie komentarze pisze. To tłumy frustratów. Widzieliśmy wszyscy, co się działo w czasie ostatniego posiedzenia zespołu smoleńskiego. Niech sobie gadają...".

Dnia 19 pazdziernika 2013
cytuje strone http://niezalezna.pl/46616-naukowcy-zmierza-sie-z-klamstwem-smolenskim-zobacz-kiedy-odbedzie-sie-konferencja ktora przedstawia szczegoly na temat:
II Konferencja Smoleńska - międzynarodowe spotkanie naukowców zainteresowanych wyjaśnieniem katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.
II Konferencja Smoleńska przewidziana jest jako dwudniowa i ma się odbyć w dniach 21 i 22 października 2013 roku w Warszawie.
Profesor Jacek Rońda rezygnuje dnia 19 pazdziernika 2013 roku z udziału w Konferencji Smoleńskiej 2013.

"...II Konferencja Smoleńska - międzynarodowe spotkanie naukowców zainteresowanych wyjaśnieniem katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. ... Szczególnie ciekawie zapowiada się wystąpienie

dr inż. Bogdana Gajewskiego, eksperta od wypadków lotniczych, specjalisty w kanadyjskiej agencji rządowej National Aircraft Certification.

Według informacji 'GP' będzie ono dotyczyć tzw. trzeciej salonki w Tu-154, w której znaleźli się generałowie ... materiały konferencyjne sprzed roku rozesłano do wszystkich najważniejszych bibliotek w Polsce. Zaprezentowane na konferencji referaty trafiły m.in. do Biblioteki Narodowej, 22 bibliotek uczelni technicznych, kilkunastu bibliotek uniwersyteckich i 26 bibliotek instytutów naukowych PAN. Są też dostępne w internecie, podobnie jak zapis filmowy całości spotkania. Nie ulega zatem wątpliwości, że dzięki organizatorom I Konferencji Smoleńskiej jej dorobek zaistniał w środowisku naukowym w dużo większym wymiarze niż raport Millera. Widać to zresztą po zainteresowaniu uczonych tegorocznym spotkaniem: według informacji 'GP' na II Konferencję Smoleńską wpłynęło znacznie więcej referatów niż w 2012 r. ... Oprócz sesji technicznej, poświęconej bezpośrednim przyczynom katastrofy Tu-154 (problematyka ta zdominowała ubiegłoroczną konferencję), zaplanowano bowiem również sesję medyczną i prawną. Są to - trzeba podkreślić - tematy, którymi niemal wcale nie zajmowała się komisja Millera. W jej raporcie sprawy związane z sekcjami zwłok, stanem ciał i ich identyfikacją zlekceważono bowiem całkowicie, natomiast analiza stanu prawnego śledztwa i badania katastrofy ograniczyła się do obrony decyzji Donalda Tuska o oddaniu dochodzenia Rosjanom. Organizatorzy II Konferencji Smoleńskiej spróbują naprawić błędy komisji Millera. Referaty poświęcone zagadnieniom medycznym oceniali i dopuszczali na konferencję specjaliści tej klasy co

prof. Bronisław Młodziejowski - specjalista w zakresie biologii kryminalistycznej i osteologii sądowo-lekarskiej (a także uczestnik wykopalisk w Charkowie i prac sondażowych w Miednoje,

prowadzonych w związku z ekshumacją ofiar zbrodni katyńskiej). Członkami podgrupy 'Nauki prawne' Komitetu Naukowego II Konferencji Smoleńskiej są zaś m.in.

prof. Tadeusz Jasudowicz (specjalista problematyki praw człowieka i prawa międzynarodowego), prof. Lech Morawski (kierownik Katedry Teorii Prawa i Państwa na Wydziale Prawa i Administracji uniwersytetu w Toruniu) oraz prof. Mariusz Muszyński, członek Trybunału Stanu i specjalista od prawa dyplomatycznego.

Rządowej propagandzie niezwykle trudno będzie podważać ich kompetencje. Ale sesje medyczna i prawna to niejedyna nowość na konferencji. Ich ciekawym uzupełnieniem będzie posiedzenie poświęcone socjologicznym aspektom katastrofy smoleńskiej. Członkowie Komitetu Naukowego odpowiedzialni za weryfikację zgłoszonych referatów z tej dziedziny to m.in.

prof. Piotr Gliński, prof. Józefina Hrynkiewicz, prof. Bogdan W. Mach, prof. Włodzimierz Pańków, prof. Andrzej Szpociński i prof. Andrzej Zybertowicz.

... Zgłoszone na konferencję referaty oceniał i dopuszczał do prezentacji Komitet Naukowy, liczący ok. 50 osób. W gronie tym znaleźli się naukowcy cenieni w całej Polsce, a w niektórych przypadkach - w Europie i na świecie. W podgrupie 'Elektrotechnika i elektronika' zwraca uwagę choćby nazwisko

prof. Tadeusza Kaczorka z Politechniki Warszawskiej, profesora nauk technicznych, członka rzeczywistego Polskiej Akademii Nauk.
Jako profesor wizytujący prowadził on wykłady na ponad 20 uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Kanadzie oraz w wielu krajach europejskich. Prof. Kaczorek współpracuje też z uznanymi międzynarodowymi czasopismami jak np. 'International Journal of Multidimensional Systems and Signal Processing', 'Foundations of Computing and Decision Sciences' czy 'Archives of Control Sciences'.

Z członków podgrupy 'Fizyka i geotechnika' wyróżnić należy
prof. Andrzeja Wiśniewskiego (profesora nadzwyczajnego w Instytucie Fizyki PAN, członka Rady Naukowej tego Instytutu), a wśród specjalistów od chemii i badań strukturalnych - prof. Lucjana Pielę z UW (od 2001 r. członka zagranicznej Belgijskiej Akademii Królewskiej, a od 2004 r. Europejskiej Akademii Nauk) i prof. Chrisa Cieszewskiego
(wykładowca w Warnell School of Forestry and Natural Resources University of Georgia w USA).

Za odpowiedni poziom referatów w dziale 'Mechanika i konstrukcja' odpowiadają m.in.

prof. Kazimierz Flaga z Politechniki Krakowskiej (profesor nauk technicznych, członek PAN)

oraz dwóch innych znanych uczonych:

prof. Grzegorz Jemielita i prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej.

Podgrupa 'Matematyka i informatyka' to m.in. prof. Jacek Rońda i

prof. Piotr Witakowski (wykładowcy Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie) oraz prof. Jan Węglarz (członek rzeczywisty PAN i profesor zwyczajny Politechniki Poznańskiej)".

Dnia 21 pazdziernika 2013 roku strona niezalezna.pl

podaje PROGRAM II KONFERENCJI SMOLEŃSKIEJ - PONIEDZIAŁEK, 21 października 2013 roku.

09:00 - 09:05 OTWARCIE KONFERENCJI. Jacek Rońda, Akademia Górniczo-Hutnicza 09:05 – 09:20 Piotr Witakowski, Akademia Górniczo-Hutnicza - Referat wprowadzający do Konferencji.
09:20 I. ZAGADNIENIA OGÓLNE I ANALIZA WRAKOWISKA. Kazimierz Flaga, Politechnika Krakowska. 09:20 – 09:40 Jerzy Stefan Wiśniowski, Wojskowe Centrum Geograficzne - Geoprzestrzenna inwentaryzacja i teledetekcyjna analiza terenu katastrofy smoleńskiej. 09:40 – 10:00 Piotr Witakowski, Akademia Górniczo-Hutnicza - Geotechniczne aspekty katastrof lotniczych. 10:00 – 10:20 Andrzej Ziółkowski, Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN. Badania eksperckie metalowych elementów wraku samolotu Tu-154. 10:20 – 10:40

Chris Cieszewski, Arun Kumar, Deepak Mishra, Roger Lowe, Pete Bettinger, University of Georgia

- Spatio-temporal analysis of high resolution satellite imagery. 10:40 – 11:00 Chris Cieszewski, Arun Kumar, Deepak Mishra, Roger Lowe, Pete Bettinger, Daniel Markewitz, University of Georgia - Supplementary analysis of the Smoleńsk birch.

11:00 – 11:30 Przerwa. 11:30 II. BADANIA FIZYKOCHEMICZNE, ASPEKTY WYTRZYMAŁOŚCIOWE.

Andrzej Wiśniewski, Instytut Fizyki PAN.

11:30 – 11:50 Bogdan Gajewski, International Society of Air Safety Investigators - Fotele lotnicze i pasy bezpieczeństwa w katastrofie smoleńskiej. 11:50 – 12:10 Grzegorz Gładyszewski, Politechnika Lubelska - Wybrane metody fizyczne w badaniach zmian struktury materiałów. 12:10 – 12:30 Wojciech Fabianowski, Jan Jaworski, Krystyna Kamieńska-Trela, Sławomir Szymański, Jacek Wójcik, Politechnika Warszawska, Uniwersytet Warszawski, Instytut Chemii Organicznej PAN, Instytut Biochemii i Biofizyki PAN - Badania fizykochemiczne fragmentów ubrań ofiar katastrofy smoleńskiej: badania TLC, NMR i MS. 12:30 – 12:50 Andrzej Wawro, Tomasz Ludwikowski, Jan Bokszczanin, Korporacja Wschód Sp. z o.o. - Detektor MO-2M jako przedstawiciel urządzeń do wykrywania materiałów wybuchowych w oparciu o zjawisko ruchliwości jonów. 12:50 – 13:10 Jan Obrębski, Politechnika Warszawska - Wybuch na Tu-154 nr 101 następne pytania i wnioski. ... Politechnika Krakowska - Zastosowanie nieinwazyjnych badań geofizycznych do poszukiwania w gruncie obiektów antropogenicznych po katastrofach komunikacyjnych. 13:10 – 14:10 Przerwa obiadowa. 14:10 III. ZAGADNIENIA ZWIĄZANE Z TRAJEKTORIĄ LOTU.

Lucjan Piela, Uniwersytet Warszawski.

14:10 – 14:30 Kazimierz Nowaczyk, University of Maryland - Analiza materiałów źródłowych dostępnych w raportach MAK, KBWL LP i ekspertyzach ATM, UA SC.

14:30 – 14:50 Stefan Bramski, Instytut Lotnictwa - Refleksja nad kilkoma pytaniami dotyczącymi przebiegu katastrofy smoleńskiej. 14:50 ‐ 15:10 Marek Dąbrowski, Podsumowanie i kierunki dalszych badań nad zachowaniem samolotu. Dane, możliwości i problemy badawcze. 15:10 – 15:30 Glenn Arthur Jorgensen, Owner of Consultant Company within Mechanical Development, Member of Danish Engineer Association - Selected aspects of the 2010 Polish Air Force One crash.

15:30 – 16:00 Przerwa. 16:00. IV. ANALIZA ZDERZEŃ I MODELOWANIE NUMERYCZNE.

Grzegorz Jemielita, Politechnika Warszawska.

16:00 – 16:20. Jacek Gieras, Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy -
Analysis of accidents of the Tu-154 aircraft between 1973 and 2011. 16:20 – 16:40. Wiesław Binienda, The University of Akron - Podsumowanie rezultatów symulacji komputerowych używanych do analizy poszczególnych aspektów katastrofy samolotu Tu-154M w Smoleńsku. 16:40 – 17:00. Jan Błaszczyk, Wojskowa Akademia Techniczna - Próba odtworzenia geometrii elementów siłowych skrzydła na bazie ogólnodostępnych danych technicznych i osiągów samolotu Tu-154. 17:00 – 17:20. Jan Błaszczyk, Wojskowa Akademia Techniczna - Dynamiczny model samolotu Tu-154 do badania drgań własnych z uwzględnieniem odkształcalności konstrukcji. 17:20 – 17:40. Anna Gruszczyńska-Ziółkowska, Uniwersytet Warszawski - Jak brzmi uderzenie samolotu w brzozę? 17:40 – 17:50 Przerwa. 17:50 – 19:00. DYSKUSJA GENERALNA.

Jacek Rońda, Akademia Górniczo-Hutnicza.

WTOREK, 22 października,

09:00 WERYFIKACJA DOKUMENTÓW I ASPEKTY MEDYCZNE. Zdzisław Gosiewski, Politechnika Białostocka. 09:00 – 09:20 Gregory Szuladziński, Analytical Service Pty Ltd. - Reverse engineering of Tu-154 wing. 09:20 – 09:40 Marcin Gugulski, Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. - Stan zachowania zapisów z rejestratorów danych zabudowanych na Tu-154M nr 101. 09:40 – 10:00 Jacek Jabczyński, Portal 'Pomnik Smoleńsk' - Analiza zniszczeń samolotu Tu-154M i weryfikacja ustaleń zawartych w raportach MAK i KBWL na podstawie dostępnych materiałów graficznych. 10:00 – 10:15 Przerwa. 10:15 WERYFIKACJA DOKUMENTÓW I ASPEKTY MEDYCZNE.

Zdzisław Gosiewski, Politechnika Białostocka.

10:15 – 10:35 Marcin Fudalej, Paweł Krajewski, Bronisław Młodziejowski, Sylwia Tarka, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski - Specyfikacja obrażeń ciał ofiar katastrof lotniczych w Warszawie. 10:35 – 10:55

Małgorzata Wassermann, Uniwersytet Jagielloński - Dokumentacja medyczna sekcji zwłok śp. Z. Wassermanna wykonanej przez stronę rosyjską, a polskie dokumenty sekcyjne.

10:55 – 11:15 Stanisław Zagrodzki, Rodziny Smoleńskie - Weryfikacja oficjalnych raportów ustalających przebieg katastrofy samolotu Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku w oparciu o mapę dyslokacji ciał ofiar oraz analizę dokumentacji sądowo-medycznej i badań toksykologicznych niektórych ciał ofiar. 11:15 – 11:30 Przerwa. 11:30 VIa. ASPEKTY SOCJOLOGICZNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ.

Piotr Gliński, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Uniwersytet w Białymstoku.

11:30 – 11:50 Tomasz Żukowski, Uniwersytet Warszawski - Polacy o katastrofie smoleńskiej. Zachowania i poglądy - ewolucja - uwarunkowania. 11:50 – 12:10 Radosław Sojak, Uniwersytet Mikołaja Kopernika - Spetryfikowane emocje? Próba oszacowania wpływu katastrofy smoleńskiej na preferencje wyborcze Polaków. 12:10 – 12:30 Barbara Fedyszak-Radziejowska, Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN - Ingerencje 'władzy' w autonomię nauki: instrumenty wpływu i reakcje środowiska naukowego. 12:30 – 13:30 Przerwa obiadowa. 13:30 VIb. ASPEKTY SOCJOLOGICZNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ. Piotr Gliński, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Uniwersytet w Białymstoku. 13:30 – 13:50 Jacek Kurzępa, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej, Wrocław - Młodzież, ambiwalencja, postawy, katastrofa smoleńska. 13:50 – 14:10 Krystyna Lis, Uniwersytet Mikołaja Kopernika - Reakcje tygodników na wybrane wydarzenia związane z katastrofą smoleńską. 14:10 ‐ 14:30 Daniel Wicenty, Uniwersytet Gdański - Katastrofa smoleńska a przemiany na rynku prasowym. Przypadek trzech tygodników 'obozu konserwatywnego'. 14:30 – 14:45 Przerwa. 14:45 VIIa. ZAGADNIENIA PRAWNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ.

Karol Karski, Uniwersytet Warszawski.

14:45 – 15:05 Bogdan Gajewski, International Society of Air Safety Investigators - Wybrane aspekty badania wypadków lotniczych w Ameryce Północnej. 15:05 – 15:25 Piotr Daranowski, Uniwersytet Łódzki - Kilka uwag o formie porozumienia określającego podstawę prawną i tryb badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. 15:25 – 15:45 Małgorzata Wassermann, Uniwersytet Jagielloński - Badanie katastrof komunikacyjnych w postępowaniu karnym, a działania prokuratury w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem 10.04.2010 roku. 15:45 – 16:00 Przerwa. 16:00 VIIb. ZAGADNIENIA PRAWNE KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ. Karol Karski, Uniwersytet Warszawski. 16:00 – 16:20 Piotr Pszczółkowski, Okręgowa Rada Adwokacka w Łodzi - Prawne aspekty badania katastrofy smoleńskiej. 16:20 – 16:40 Maria Szonert-Binienda, Instytut Libra - Katastrofa smoleńska w świetle prawa międzynarodowego. 16:40 – 17:00 Tadeusz Jasudowicz, Uniwersytet Mikołaja Kopernika - Śledztwo smoleńskie z perspektywy prawa do życia w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. 17:00 – 17:10 Przerwa. 17:10 – 19:00 DYSKUSJA GENERALNA. Piotr Gliński, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Uniwersytet w Białymstoku.

Autor: wm. Źródło: niezalazna.pl. Żródło: Gazeta Polska Codziennie:

"...Mechanika i Konstrukcje:

Prof. zw. dr hab. inż. Kazimierz Flaga; Politechniki Krakowskiej, Prof. dr hab. inż. Grzegorz Jemielita; Politechnika Warszawska, Prof. zw. dr hab. inż. Jan Obrębski; Politechnika Warszawska, Dr hab. inż. Zdzisław Józef Śloderbach; Politechnika Opolska. Matematyka i Informatyka: Prof. dr hab. Witold Kosiński; Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych, Prof. dr hab. inż. Jacek Rońda; Akademia Górniczo Hutnicza, Prof. dr hab. inż. Andrzej Stepnowski; Politechnika Gdańska, Prof. zw. dr hab. inż. czł. rzecz. PAN Jan Węglarz; Dr hab. inż. Piotr Witakowski, prof. AGH; Elektrotechnika i Elektronika. Prof. dr hab. inż. Jacek Gieras, IEEE Fellow, Hamilton Sundstrand Fellow; Prof. zw. dr hab. inż. czł. rzecz. PAN Tadeusz Kaczorek; Prof. zw. dr hab. inż. Janusz Turowski, dr h.c. Universita di Pavia; Fizyka i Geotechnika: Prof. zw. dr hab. Kazimierz Bodek; Uniwersytet Jagielloński, Prof. dr hab. Marek Czachor, prof. Politechnika Gdańska, Prof. zw. dr hab. Robert Gałązka, czł. rzecz. PAN; Instytut Fizyki PAN, Prof. dr hab. Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz, dr h.c. Uniwersytetu w Kaliningradzie; Chemia i Badania Strukturalne: Prof. dr hab. Lucjan Piela, Uniwersytet Warszawski, Prof. dr hab. Sławomir Szymański; Instytut Chemii Organicznej PAN, Prof. dr hab. Krzysztof Woźniak; Uniwersytet Warszawski. Lotnictwo i Aerodynamika: Prof. dr inż. Wiesław Kazimierz Binienda; University of Akron, Prof. dr hab. inż. Zdzisław Gosiewski; Instytut Lotnictwa".

Strona http://www.rp.pl/artykul/2,1058406-Konferencja-smolenska- relacja-na-zywo.html under copyright by rp.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone. Podaje pierwsze informacje na temat Konferencji Smolenskiej:

"...13.20. Referat prof. Jana Obrębskiego, który w zeszłym roku przedstawił wyniki krótkiej analizy metalowego fragmentu, mającego pochodzić z wraku... Obrębski jest jednym z ekspertów zespołu parlamentarnego, którego zeznania ujawniła wojskowa prokuratura. Obrębski na wstępie przyznał, że przeanalizował materiały z zeszłorocznej konferencji i filmy dokumentalne 'Gazety Polskiej'. Jego zdaniem należy analizować wybuch w maszynie, gdyż wskazuje na to wiele faktów, wynikających ze zdjęć i z badań naukowców. Wskazywał, że maszyna mogła być wcześniej przygotowana do zniszczenia. Jego zdaniem nie zmienia tego fakt, że potencjalny sprawca nie mógł wiedzieć, która maszyna będzie użyta. - Mam duże wątpliwości, czy na drugim tupolewie nie było czynionych podobnych zabiegów - mówił Obrębski. Jego zdaniem przygotowania nie dotyczyły tylko samolotów, ale i lotniska. Wskazywał, że wszystkie alarmy TAWS miały miejsce w linii równoległej do prawidłowej ścieżki podejścia do pasa. Obrębski dowodził, że może to oznaczać, iż na przylot delegacji przygotowano alternatywny system naprowadzania. 13.15. - Uzyskałam w prokuraturze przez mojego pełnomocnika informację, że biegli odmawiają wykonania badań fizykochemicznych próbek pobranych podczas sekcji zwłok mojego męża - powiedziała senator PiS Beata Gosiewska, komentując referat. Pytała, czy tak długie oczekiwanie na badanie próbek (od lipca 2011 r. - red.) nie powoduje ich zniszczenia. 12.50. Referat dotyczący zasad działania spektrometrów ruchliwości jonów, które służą do identyfikowania materiałów wybuchowych. - Trudno na tej podstawie pomylić tworzywa sztuczne i materiały wybuchowe - uważa Andrzej Wawro. Tomasz Ludwikowski pokazał filmy z badań przedmiotów, należących do ofiar. Jego zdaniem na płaszczu prezydenckiego tłumacza Aleksandra Fedorowicza detektor znalazł ślady nitrogliceryny. Były one tylko na zewnętrznej stronie płaszcza. Podobny wynik dało badanie torby posła PiS Zbigniewa Wassermana. Jan Bokszczanin, producent detektorów użytych przez biegłych prokuratury, wskazał, że próbki zabezpieczone w Smoleńsku powinny być badane wcześniej, niż po kilku miesiącach od zabezpieczenia. 12.25. Zespół z Uniwersytetu Warszawskiego przeanalizował fragmenty ubrań ofiar katastrofy. Znaleziono w nich tytanowo-aluminiowe fragmenty samolotu. Poddano je badaniom fizykochemicznym podczas, których wykryto ponad dwadzieścia różnych substancji. Nie było wśród nich materiałów wybuchowych, w ilości przekraczającej setnych części mikrograma. Zdaniem prof. Jacka Wójcika, który przedstawiał wyniki badań konieczne są badania w bardziej precyzyjnych laboratoriach, bo mogły one występować w mniejszej ilości. Wskazywał, że jeśli byłyby jakieś ślady takich substancji, to rozrzucone one są na bardzo dużym terenie. ... 11.02. Chris Cieszewski z University of Georgia: - Brzoza, która miała złamać skrzydło była już złamana przed katastrofą. Twierdzenie opiera to na kilku dowodach, w tym zdjęciach satelitarnych. Dodaje, że złamane drzewo jest suche, a w kwietniu powinny być w nim soki, jeśliby miało być złamane kilka dni przed zrobieniem zdjęcia. Cieszewski porównał zdjęcia satelitarne zrobione po katastrofie i zdjęcia sprzed katastrofy. Jego zdaniem odłamana końcówka brzozy jest już widoczna na zdjęciach z 5 kwietnia. Dodatkowo wykazuje, że po katastrofie została odsunięta od kikuta między 11 i 12 kwietnia. ... Tłumaczy jak doszło do badań. - W zeszłym roku badaliśmy wytrzymałość tego drzewa - przypomina swój referat z I konferencji smoleńskiej. Wskazuje, że analiza zdjęć drzewa świadczy o tym, że nie złamał go samolot. - Sęki są wyrwane. Przy uderzenie skrzydłem byłyby przecięta. Uderzenie trwałoby milisekundy, nie byłoby czasu na wyrwanie - przekonuje. 10.35. Prof. Cieszewski z USA analizuje zdjęcia satelitarne miejsca katastrofy wykonane na przestrzeni lat. Tłumaczy, że w czasie przygotowywania referatu zmienił się nieco jego temat i ostateczny kształt. Prezentację przygotował ze swoimi współpracownikami z University of Georgia. Jego zespół przeanalizował zdjęcia okolic lotniska od roku 2003 do 2010 r. Wskazał na miejsce w którym upadł samolot. Na zdjęciu z 2010 r. poprzedzającym wypadek jego uwagę zwróciło, że obszar wygląda jak pokryty zaległym śniegiem. Jednak analiza historycznych danych wskazuje, że w tym miejscu nigdy nie zalegał śnieg. Na kolejnych zdjęciach nie ma też śladów jego topnienia. Cieszewski wskazuje, że w tym miejscu mogło być coś ukryte pod plandekami. - W Rosji nic nie dzieje się bez zgody władz - ocenił...".

Dnia 21 pazdziernika 2013 trwa Konferencja Smolenska w Warszawie.

Strona

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Brzoza-w-Smolensku-zlamana-przed-katastrofa-Sensacyjne-ustalenia-ws-katastrofy,wid,16092832,wiadomosc.html?ticaid=111860 podaje:

Chris Cieszewski mówił, że dzięki żmudnej pracy udało się ustalić dokładną lokalizację drzewa, które miało spowodować tragedię smoleńską. Pokazał

zdjęcia z 11 i 12 kwietnia, które pokazują złamaną brzozę. 26 stycznia drzewo stoi jeszcze cale. Kolejne zdjęcia wywołały zamieszanie. Okazuje się bowiem, że brzoza już 5 kwietnia była złamana!

-

Drzewo zostało złamane dzień, może dwa wcześniej, ponieważ złamana część jest tuż pod miejscem złamania. Mamy drzewo złamane zaledwie trochę wcześniej. Na zdjęciu widać soki drzewa. Dalej na kolejnych fotografiach widać, że część złamana osuwa się, jest coraz niżej w kolejnych dniach - wykazywał. I dodał: 'to jest fakt i nie podlega dyskusji. To wynika z analizy
zdjęć wykonanych dokładnie w miejscu rośnięcia brzozy. Stworzenie sytuacji, w której ten sygnał satelity mógł zostać zakłócony, jest niemożliwe'.

Natomiast w ostatnią środę zespół Laska pokazał niepublikowane wcześniej zdjęcia z miejsca katastrofy Tu-154M. Widać na nich elementy samolotu wbite w brzozę i drewno wbite w urwane skrzydło. - To kolejna fantastyczna teoria niczym nieudokumentowana, tylko kiepskiej jakości zdjęciami satelitarnymi, a przecież można to zweryfikować w banalny sposób. Wystarczyło spytać właściciela działki, na której stoi brzoza, kiedy została ona złamana - powiedział Edward Łojek z zespołu Laska, pytany o wystąpienie Cieszewskiego.

Strona http://fakty.interia.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje/aktualnosci/news-dwudniowa-konferencja-smolenska,nId,1045934 podaje zas:

... Natomiast prof. Obrębski stwierdził, że 'w momencie, gdy samolot uciekał z pułapki, nastąpiły wybuchy' oraz że 'katastrofę spowodowały tzw. osoby trzecie'.

Strona http://wpolityce.pl/wydarzenia/65187-ii-konferencja-smolenska-wyklady-analizy-prezentacje-bedziemy-nasze-badania-prowadzic-az-do-wyjasnienia-wszystkich-okolicznosci-tej-katastrofy-nasza-relacja informuje:

"...Duński ekspert Glenn Jorgensen mówił z kolei o swoich badaniach. Zaznaczył, że nie ma żadnych związków z Polską, więc jest obiektywnym ekspertem w tej sprawie. Jorgensen zaczął od złożenia kondolencji rodzinom. Następnie zaznaczył, że jest niezależny, ma własną działalność i od lat zajmuje się mechaniką. ... Pokazał odczyty wysokości samolotu.

W momencie przelatywania nad brzozą widać utratę nośności skrzydła. 40 metrów później widać znów dużą utratę nośności samolotu. Analizowałem dwie wersje wydarzeń. W pierwszej zakładałem utratę skrzydła w miejscu rośnięcia brzozy. W drugim utratę jeszcze kawałka skrzydła w kolejnym miejscu utraty siły nośnej

- tłumaczył ekspert. Przedstawił przekrój przez skrzydło, wskazując gdzie jest strona natarcia i, w jaki sposób powstaje siła nośna. Założyłem, że pilot nie zmieniał nastawień powierzchni nośnych samolotu. Założyłem prostą zależność pomiędzy siłą oporu, a kątem pochylenia skrzydła. Uwzględniłem zależność między zmianą kąta natarcia, a zmianą nachylenia lotu - tłumaczył duński ekspert. Wskazał, że największym czynnikiem wpływającym na siłę nośną jest powierzchnia samolotu. Można uznać, że

następuje zmniejszenie siły nośnej wraz ze zmianą kąta klap

- dodał. Postawił również pytanie: jak wiele siły nośnej utraci samolot, jeśli końcówka skrzydła zostanie urwana? Standardowo samolot jest tak zbudowany, że między kątem natarcia końcówki skrzydła a resztą występuje różnica 4 stopni. To powoduje, że udział końcówki skrzydła w silne nośnej jest mniejszy niż innych części. Dodatkowo końcówka skrzydła nie posiada klap - dodał Jorgensten. Zaznaczył, że to oznacza, iż
utrata końcówki skrzydła to utrata jedynie kilku procent siły nośnej. Następnie zaprezentował krzywe teoretyczne pokazujące sposób lotu samolotu po utracie skrzydła, które nie są tożsame z tym, w jaki sposób tupolew leciał w Smoleńsku. Pokazuje, że modele teoretyczne nie są tożsame z lotem Tu-154M.

Później pokazał inny model, pokazujący, co zdarzyłoby się w Smoleńsku, gdyby tupolew stracił fragment skrzydła dwa razy. Teraz model zaczyna się pokrywać z danymi, które zarejestrowano - tłumaczy ekspert. Na kolejnym slajdzie pokazał wykres przechylenia samolotu i prędkość.

W samej końcówce lotu prędkość przechylenia zmniejsza się. Przyczyną tego jest to, że samolot miał prędkość, co przeciwdziałało obrotowi wzdłuż osi

- mówił prelegent. Dalej prezentował zestawienie parametrów lotu z miejscem wypadku i rozmieszczeniem szczątków oraz wizualizację samolotu obróconego o 150 stopni, tak jak mówią raporty. Zaprezentował wymiary i odległości poszczególnych części samolotu lecącego do góry nogami. Później również wyliczył, jaka byłaby odległość tych części, gdyby skrzydło zostało urwane dwukrotnie. Wyliczenia dotyczące samolotu i jego wymiarów Jorgensen naniósł na zdjęcia satelitarne ze Smoleńska. Zaznaczył, że jeśli przyjąć, że doszło do utraty dwóch części skrzydła, wtedy obliczenia zaczynają pokrywać się z rzeczywistością i śladami jakie widać na miejscu tragedii. Ekspert przytoczył również wyniki badania wypadku Boeinga, który utracił 25 procent jednego ze skrzydeł. Jorgensten wskazał na wykresie, że model opracowany na podstawie tego materiału nie jest zbieżny z tym, co miało miejsce w Smoleńsku. Zaznaczył, że wyniki są zbliżone, gdy założy się, że tupolew utracił dwukrotnie część skrzydła. Podsumowując ekspert wskazał, że jego

analizy pokazują, że urwanie końcówki skrzydła nie mogło spowodować katastrofy samolotu. Nawet założenie, że skrzydło odpadło w nowym miejscu nie tłumaczy, w jaki sposób doszło do tragedii. Moje wyniki oznaczają, że brzoza nie mogła urwać skrzydła.

W świetle tego to, co podano w raporcie MAK jest - mówiąc najdelikatniej - niedokładne i pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi - skwitował Glenn Jorgensten.

Prezentacja inż. Marka Dąbrowskiego

została wyświetlona ze względu na niemożliwość pojawienia się eksperta osobiście. Sporą cześć wystąpienia poświęcił on rejestratorom parametrów lotu. Zwrócił uwagę na następujące fakty: -

Na rejestratorze MŁP-14 stwierdzono ślady działania wysokiej temperatury, choć został on znaleziony poza strefami ognia.

- Na pokładzie powinien znajdować się rejestrator K363 zapisujący m.in. przyspieszenia. Nie został jednak odnaleziony, a nawet nie ma pewności, czy był w ogóle zamontowany w tupolewie. - W żadnym z raportów nie pokazano kompletu parametrów zarejestrowanych przez MSRP-64 i ATM QAR. -
Ostatnie 1,5 sekundy lotu w analizie firmy ATM (produceny polskiej 'czarnej skrzynki') dopisano z rosyjskich danych.

- Nie wykonano zapisów rejestratora MŁP-14. Jak tłumaczono w raporcie komisji Millera, zaniechano tego ze względu na posiadanie zapisów trzech innych rejestratorów.

- W miejscu TAWS#38 rejestrator ATM QAR zapisał niepełne kadry danych. W punkcie TAWS#38 (o godzinie 6:40:59) rejestrator zapisał informację o lądowaniu, co powinno zostać odnotowane dopiero przy dotknięciu pasa. Wysokości barometryczna w tym punkcie miała wynosić 36 m, radiowa - 12,5 m.

- Przechylenie samolotu w tym miejscu (wg komisji państwowych) było większe niż dopuszczalne do pokazywania prawidłowych wartości radiowych, a jednak te waśnie wysokości (radiowe) wykorzystano. - Żaden z rejestratorów parametrów nie zapisał danych, z których by mogła wynikać jedyna możliwa trajektoria pionowa samolotu. Marek Dąbrowski wskazał też na niespójne dane dotyczące śladów na ziemi oraz ingerencje w materiał dowodowy, m.in. ścięcie drzew przez stronę rosyjską w okolicach punktu TAWS#38 oraz

wymienienie wierzchniej warstwy gruntu.

Omawiając trajektorie lotu rządowego samolotu, zwrócił uwagę, że ta wykonana przez MAK - jest niedokładna i nieprawdopodobna - trafia w brzozę, ale brakuje obliczeń za brzozą, przechodzi przez punkt TAWS#36, ale poniżej TAWS#37. Trajektorii wyrysowanej zaś przez komisję Millera zarzucił m.in. to, że wynika z niej, iż samolot leciał niestabilnie, wznosząc się i opadając, co poza turbulencjami, jest niemożliwe. Wskazywał też na sprzeczne informacje w trajektoriach pionowych. Dąbrowski dodał, że

biegli z firmy ATM wykonujący trajektorię przyznali, iż dopasowali trajektorię do opisów uszkodzonych drzew, wykonanych m.in. przez Siergieja Amielina - smoleńskiego fotoamatora, który na miejscu katastrofy pojawił sie dopiero 13 kwietnia, choć cały czas przebywał w Smoleńsku.

Jak wskazywał doktor, porównanie zapisów parametrów lotu w raporcie Millera, raporcie MAK i ekspertyzie firmy ATM, daj wniosek, że niektóre parametry zostały przez polską rządową komisję pominięte, a zatem sfałszowane. Zwrócił również uwagę, że według oficjalnych raportów, lot TU-154M trwał wyłącznie do momentu zderzenia z drzewem. Prowadzi to wewnętrznej sprzeczności - mówił - bo np. komisja stwierdziła, że nie było awarii wysokościomierza nr 1, w innym miejscu raportu czytamy, że taka usterka jednak miała miejsce

Rządowemu dokumentowi zarzucił też pominięcie lub ukrywanie zapisów awarii w locie. Chodzi m.in. o wibracje silnika, odłączenie od sieci trzech generatorów, niesprawność silnika, brak kontroli sztucznych horyzontów i wiele innych. Podsumowując wskazał na nierozwiązane problemy badawcze, a wśród nich m.in. zachowanie 70-centymetrowego fragmentu slotu lewego skrzydła, które rzekomo przednia krawędzią miało zderzyć się z brzozą; fakt, że tor lotu nie zgadza się z przyciętymi drzewami, nawet tymi ze zdjęć Amielina, a także brak potwierdzenia przechylenia się samolotu 'na plecy' w którychkolwiek danych z rejestratorów.

Dr Stefan Bramski,

emerytowany inżynier z Instytutu Lotnictwa wskazał, że skoncentrował się na trzech aspektach, które jego zdaniem są zbyt słabo nagłośnione w debacie dot. Smoleńska. Są to: miejsce katastrofy, ułożenie i sposób upadku na ziemię tylnej części samolotu oraz zjawisko separacji aerodynamicznej. Dodał, że specjalnie nie porusza sprawy brzozy. Pierwszym aspektem omawianym przez dr. Bramskiego była kwestia rozmieszczenia szczątków, bowiem leżą one pod sporym kątem wobec pasa startowego. Sama lokalizacja jest również zaskakująca. Jest to bowiem miejsce błotniste, tuż koło dróg wyjazdowych. To jakby szczęśliwy zbieg okoliczności dla służb. Dzięki temu wszelkie materiały - notesy, telefony, laptopy itd. - były dobrze zabezpieczone i nie zniszczone - mówił dr Bramski i dodawał, że należy zbadać, czy możliwe było, żeby miejsce katastrofy nie było przypadkowe. Między ulicą Kutuzowa i Gubienki był obszar, w którym niezależnie od sytuacji czy mgła, samolot przy normalnej widzialności przelatywałby. Musiała jednak nastąpić zmiana konfiguracji samolotu, w którym nastąpił ślizg na lewe skrzydło. Najpierw myślałem, że to mogła być blokada lotki - ciągnął ekspert. Dodał, że w jego ocenie sprawa smoleńska to był 'wypadek przy pracy terrorystów', bowiem mogło być tak, że ładunki wybuchowe miały eksplodować już po wylądowaniu.

Prelegent wskazał również na linię wysokiego napięcia, która została zerwana na kilka minut przed tragedią. W jego ocenie miało to związek z koniecznością wywołania awarii na lotnisku. Zdaniem dr. Bramskiego eksplozja pierwszego ładunku nastąpiła, gdy maszyna miała szanse odejścia na drugi krąg. Jednak potem nastąpił drugi wybuch. Gdyby nie drugi wybuch zapewne połowa pasażerów mogła by wyjść cało z tej katastrofy - mówił Bramski.

Prelegent wskazuje również na tylną część samolotu. Tył samolotu leciał przodem do tyłu. Wskazuje na to dysza środowego silnika, która została wgnieciona w czasie upadania na drzewo wystające z ziemi.

Wskazał potem na kable, które sterczą z części tylnej samolotu. W jego ocenie one również dowodzą wybuchu.

Inna siła nie dałaby takiego efektu. Jedynie wybuch mógł wyrwać kable przytwierdzone do silników - mówił inżynier. Zaznaczył, że widoczne na przekroju silnika sworznie, które zostały rozerwane, pozwalają obliczyć siłę, jaka działała na część tylną. Stefan Bramski dodał, że wrak nie był dobrze traktowany, a na dowód pokazywał m.in. zdjęcia wyklepanej dyszy, którą poprawiono w czasie transportu szczątków samolotu na lotnisko smoleńskie. Prelegent wskazał również w ostatniej części na zjawisko selekcji aerodynamicznej. Dodał, że

jeśli samolot rozpadł się nad ziemią ciężkie części powinny lecieć dalej, a lżejsze bliżej. Przytoczył informacje jednej z rodzin, która miała dokładną lokalizację ciała ofiary oraz jego ubrania. Ciało leżało 30 metrów dalej niż ubrania. To oznacza, że ciało i ubrania leciały z góry

- mówił Bramski, dodając, że opracował krzywe balistyczne, które pokazują, w jaki sposób lecą różne przedmioty w zależności od wagi. Wskazał, że dzięki takiej tabeli i krzywym można oszacować, że

ciało i ubranie jednej z ofiar tragedii spadały z ok. 12 metrów.

Przechodząc do wniosków Bramski wskazał, że samolot

Tu-154 został zniszczony najprawdopodobniej w wyniku zamachu terrorystycznego.

Jeśli nie zostanie wyjaśniona uczciwie przyczyna tragedii smoleńskiej, to będzie oznaczało utratę wiarygodności rosyjskiego społeczeństwa. To będzie oznaczało, że Moskwa cofnęła się o 70 lat. Rzetelne wyjaśnienie tego leży w interesie inteligentnych polityków również Rosji - zakończył Stefan Bramski. W drugiej części jako pierwszy wykład wygłosił

prof. Kazimierz Nowaczyk. Zaprezentował analizę zapisów rejestratora ATM. Wskazał, że będzie się skupiał na zapisie przyspieszenia poziomego.

Zaznaczył, że jeszcze 50 metrów przed brzozą nastąpił pierwszy skok w zapisie rejestratora, co oznacza, że pierwsze znaczące dla tragedii smoleńskiej wydarzenie miało miejsce przed drzewem. Wskazuje również na korelację szczątków samolotu z zapisami rejestratora. Dodaje, że jeszcze przed brzozą mamy skupisko szczątków wraku tupolewa. W tym miejscu - jak wskazuje również Glenn Jorgensen oraz firma ATM - prawdopodobnie doszło do zniszczenia skrzydła. Następny obszar, o którym mówi Nowaczyk, pełen szczątków jest

już za ulicą Kutuzowa. To tam zdaniem dr. Grzegorza Szuladzińskiego nastąpił wybuch w kadłubie, który spowodował ostateczne zniszczenie samolotu.

Dane z zapisu FMS II i system TAWS są jedynymi zapisami, które ciągną się do końca. System ATM urywa się wcześniej - mówił Nowaczyk i wskazał, że

skrzydło rozpadało się w locie pomiędzy punktem oddalonym 50 metrów od brzozy, a punktem TAWS 38. Wskazuje, że dopiero później doszło do kolejnej eksplozji, w kadłubie. Właśnie za ulicą Kutuzowa.

Na koniec wskazuje na jeden ze slajdów. On nabiera szczególnego znaczenia, po referacie prof. Cieszewskiego. Zdjęcia pokazują fragmenty części samolotu na złamanej brzozie. Wniosek jest taki, że te części spadły na złamaną wcześniej brzozę - zakończył Kazimierz Nowaczyk. Ostatni wykład w pierwszej części wygłosił

profesor Jan Obrębski, który na początku wystąpienia zreferował poprzednie badania dotyczące fragmentu pochodzącego z tupolewa.

Na ich podstawi naukowiec wskazywał, że część ta nie mogła ulec zniszczeniu w wyniku uderzenia o ziemię. Pokazał zdjęcia, na których widać ślady dowodzące, że część z samolotu została odstrzelona. Zaprezentował również różne sposoby niszczenia próbek, przez ściskanie, rozciąganie. Niczego nie odwołuje z tego, co mówiłem ostatnio. Zwracałem uwagę na osmalenia, czy dziwne przedkładki - mówił Obrębski odnosząc się do poprzednich badań fragmentu z samolotu. Dodał, że

nie można wskazać, że eksplozja mogła mieć miejsce wewnątrz elementu, który został przez niego przebadany. Nie wycofuje się ze stwierdzenia, że przyczyną tragedii smoleńskiej była wielopunktowa eksplozja

- mówił profesor. Wskazał, że mówienie, że brzoza złamała skrzydło, jest absurdem, o czym świadczy choćby fakt, że

brzoza w Smoleńsku, o którą miał się rozbić samolot, jest niższa niż otaczające ją drzewa, które stoją w całości. Obrębski dodaje, że również przebieg zamachów na WTC z 11 września pokazuje, że nie jest możliwe oderwanie skrzydeł przez brzozę. Wskazał, że samoloty wlatywały w budynki i przecinały stalowe słupy.

Czy możliwy był wybuch oparów? Pytał prof. Obrębski. Przyznał, że

możliwe, że ładunek eksplodował, co spowodowało potem wybuch oparów. To wyjaśniałoby dlaczego nie znaleziono trotyl na wraku.

Opary wymyłyby wręcz inne elementy samolotu - mówił profesor. Przytoczył następnie artykuły i prace dotyczące przebiegu tragedii smoleńskiej i wskazał, jak wiele osób mówi i tłumaczy, że w Smoleńsku doszło do eksplozji. Przytoczył pracę Stefana Bramskiego, który wskazuje, że zdjęcia satelitarne pokazują, że tył samolotu był odwrócony i leżała przodem do tyłu, a następnie została wyklepana i jako nieuszkodzona przewieziona na płytę lotniska. Również Bramski mówi, że przyczyną tragedii smoleńskiej była eksplozja. To temat zastępczy i kosmiczna mistyfikacja rządowych komisji - mówił z kolei Obrębski o teorii dotyczącej uderzenia w brzozę. Wskazał, że prof. Bramski w ogóle nie zajmuje się tą hipotezą. Jan Obrębski przytacza również

opinię Grzegorza Szuladzińskiego, który pokazuje, że rozmieszczenie szczątków wskazuje, że musiał nastąpić przynajmniej jeszcze jeden wybuch oprócz tego, który zniszczył skrzydło. Obrębski przytaczał również opinię prof. Gierasa, który mówił, że jedna z eksplozji miała miejsce w trzecim zbiorniku paliwa. Profesor wskazał na przełom w śledztwie, jakim była publikacja dot. trotylu w Smoleńsku. Przypomniał, że niezależne badania pokazują, że na pasach bezpieczeństwa były obecne materialy wybuchowe.

Odniósł się również do błędów w śledztwie smoleńskim. Wskazał, że próbki pobrane przez polską stronę po trzech latach, myciu i przechowywaniu w dziwnych warunkach są mało wiarygodne. Odniósł się także do relacji jednego ze świadków, który mówił, że w czasie przelatywania nad jedną ze smoleńskich ulic tupolew leciał kołami w dół, lekko przechylony, ale potem wyrównał lot. Naukowiec wskazał, że

w miejscu rośnięcia brzozy samolot leciał na wysokości 20 metrów, a potem był wyżej.

Gdy uciekał z pułapki, nastąpił wybuch - mówił prof. Obrębski. We wnioskach wskazywał, że katastrofę spowodowały osoby trzecie, a lotnisko zostało specjalnie przebudowane na czas lądowania tu-154M. Na Konferencji dowiedzieliśmy się też sporo o słynnych detektorach MO-2M, jakich biegli prokuratury używali do poszukiwania na smoleńskim wrakowisku śladów substancji wybuchowych. Prof. Andrzej Wawro tłumaczył zasadę działania spektrometru, czyli de facto rury, przez którą przepływa gaz zjonizowany. Dowiódł, że nie można mówić o pomyłce urządzenia - a śledczy, przypomnijmy, wskazywali, że detektory podobnie reagowały (wskazując np. trotyl) na paście do butów czy kosmetykach. Jak wskazał, ruchliwość jonów tworzyw sztucznych ma zupełne inne wartości niż substancji wybuchowych, a zwłaszcza trotylu czy nitrogliceryny. Tomasz Ludwikowski na wstępie powiedział, ze urządzenie MO-2M przeznaczone jest do badań przesiewowych śladów nanoszonych metodą bezpośrednią - przez kontakt. Kontroluje się nim bagaże ręczne, listy, przesyłki, odzież, meble, pojazdy etc. Detekcja par materiału wybuchowego polega na pobieraniu powietrza znad próbki. Aparat zasysa pary nad próbką i analizuje je. W przypadku wykrycia materiału wybuchowego, pojawia się alarm w postaci sygnału wizualnego i dźwiękowego. Zobaczyliśmy filmy z badania pasty do butów i rzeczy ofiar katastrofy. Urządzenie nad żadną z kilku rodzajów past nie reagowało. Kosmetykiem, w którym został wykryty materiał wybuchowy był krem, który zawierał śladowe ilości nitrogliceryny. Jednak dopiero dalsza analiza laboratoryjna wykazałaby, czy faktycznie chodzi o materiał wybuchowy.

Badanie płaszcza śp. Aleksandra Fedorowicza wykazało z jednej strony materiału nitroglicerynę. Sprawdzenie tej odzieży od wewnątrz nic nie wskazało. Przebadano również torbę śp. Zbigniewa Wassermanna - również wykryto na nim nitroglicerynę.

Wniosek - jeśli nie posmarowano tych przedmiotów kremami zawierającymi nitroglicerynę, na przebadanych próbkach musiała znajdować się ta substancja wybuchowa. Jak zaznaczyła w rozmowie z naszym reporterem jedna z wdów, przebadane rzeczy pochodziły z jednostki Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim, gdzie przedmioty te zostały poddane zabiegom najprawdopodobniej niszczącym interesujące ślady. Jan Bokszczanin z formy produkującej MO-2M, zaznaczył, że urządzenia te doskonale sprawdzają się przy tak niewielkiej ilości materiałów wybuchowych, jaka mogła być na miejscu katastrofy. Jak stwierdził, w przypadku tak niedużego stężenia po tak długim czasie, przeprowadzone

badania przedmiotów ofiar katastrofy wykryły jednoznacznie obecności nitrogliceryny oraz tentrytu.

- Obecność śladów wybuchowych może - ale nie musi - wskazywać na wystąpienie wybuchu - powiedział Bokszczanin. Niepodważalnym świadectwem wybuchu, jak dodał, byłoby stwierdzenie materiałów powybuchowych niemożliwych do stwierdzenia metodą screeningową. Ale, jak wiemy, dokladnych badań tuż po katastrofie, zaniechano. - Prowadzone jest śledztwo w taki sposób, że tych pytań jest coraz więcej. Im bardziej się zagłębiamy w to, co robią oficjalne zespoły badawcze, wydaje się, że celowość takiej konferencji, jaka ma tu miejsce, jest jak najbardziej celowa. Gdyby przeprowadzono badania tak, jak wskazywał prof. Wójcik (omówienie jego wystąpienia poniżej - przyp. red.), na większość pytań znalibyśmy odpowiedzi.

Bokszczanin dodał, że nie dziwi się, iż nie zostały wykryte ślady TNT, bo nie nastąpiło pobranie próbek na miejscu katastrofy bezpośrednio po niej, ale dopiero po kilku miesiącach.

Następnie głos zabrała Małgorzata Wassermann, która zrelacjonowała, iż odbierając rzeczy swoich bliskich, rodziny zostały poinformowane, iż przedmioty te zostały 'przemrożone', a tym samym - jak stwierdzili biegli - nie nadają sie już do żadnych badań na obecność materiałów wybuchowych. Beata Gosiewska dodała, że po ekshumacji śp. Przemysława Gosiewskiego pobrano do badań próbki z ciała. Prokuratorzy stwierdzili, że analizy na obecność materiałów wybuchowych będą wykonane łącznie z próbkami wraku. Sugerowano też - mówiła - że nie ma sensu wykonywania badań, bo śladowe ilości materiałów nie osadziły się np. na umytych ciałach. Zapytała, czy okres i przechowywania próbek mogą mieć wpływ na wynik badania. Jan Bokszczanin odpowiedział: - Czas nie jest dobrym towarzyszem, aby próbki zawsze były miarodajne. Materiał wybuchowy ulega rozkładowi w czasie, również bakterie na to wpływają. Natomiast w momencie, gdyby zostały pobrane tuż po katastrofie, na pewno ewentualna obecność materiałów w ciałach czy ubraniach byłaby wykryta. Powinny być wówczas pobrane i natychmiast przekazane do kraju! Gdyby wyniki takich analiz były negatywne, nie byłoby dziś tych wątpliwości. Podejrzewam, ze polskie społeczeństwo jest manipulowane i to bardzo umiejętnie. Izabela Januszko, matka śp. Natalii Januszko zadała pytanie, kto obsługiwał detektor w czasie kolejnych badań prokuratury. Bokszczanin udzielił zaskakującej odpowiedzi: - Znam zespół ekspercki, który wykonywał te badania, niestety nie jestem upoważniony do ujawniania ich nazwisk, bo współpracujemy naukowo. Chciałbym natomiast powiedzieć, że to, co przekazała nam prokuratura, a co jej przekazali eksperci, nie jest jednoznaczne. Interpretacja prokuratorów była taka, a nie inna i niekoniecznie musiało to wynikać z ich złej woli - może nie byli douczeni w tej kwestii. Natomiast ta interpretacja była troszeczkę inna w stosunku do tego, co przekazali jej ci specjaliści - mówił Jan Bokszczanin.

Prof. Jacek Wójcik zaprezentował wyniki prac zespołu ekspertów, w którym poza nim zasiadali również Wojciech Fabianowski, Jan Jaworski, Krystyna Kamieńska-Trela oraz Sławomir Szymański.

- Prof. Wójcik wskazał, że celem badań było przeprowadzenie badań fizykochemicznych dwóch próbek pobranych w Smoleńsku. Na początek prelegent wskazał, co spodziewano się znaleźć w czasie badań. Mówił, że na próbce spodziewano się: śmieci, substancje pochodzące od ofiar, pastę do butów, środki gaszące. Dodał, że następnie należało ustalić historię próbek, a potem przeprowadzić badania. Wójcik wyjaśnił z jakimi problemami spotyka się chemik wykonujący obecnie badania dot. tragedii smoleńskiej. Przyznał, że eksplozja 1 kg trotylu daje gazy i sadzę. Gdyby jednak na całym obszarze katastrofy rozsypać 10 kg, na próbkach można znaleźć jedynie minimalne ślady materiałów wybuchowych - zaznaczył profesor. Dodał, że w wyniku przemian materiałów wybuchowych po eksplozji może powstawać wiele różnych materiałów pochodnych. Prezentował również sposób i czas rozkładu części składowych trotylu. Po 11 miesiącach większość azotu zawartego w TNT zanika. Trotyl rozkłada się pod wpływem wilgoci. Czas działa na naszą niekorzyść - mówił Wójcik, wskazując, że związki wybuchowe podlegają procesom niszczenia. Dodał, że po trzech latach jest to problemem. Prof. Wójcik wskazał na szereg metod analizy i badania próbek, które można było wykorzystać przy badaniu tragedii smoleńskiej. Przypomniał, że po wybuchu pozostają ślady wielu innych materiałów i substancji. Wójcik opisał metodę działania zespołu, który przygotował referat. Zaznaczył, że po zbadaniu próbek wskazano, że próbka może zawierać jedynie niewielkie ilości materiałów wybuchowych.

W jednej z próbek znaleziono ester butylowy pochodzenia zewnętrznego.

Jeśli ustalimy, że w próbce znajduje się

ftalan butylu,

trzeba się zastanowić, skąd on się mógł wziąć. Ta substancja jest wykorzystywana w materiałach wybuchowych, ale również w wielu innych produktach - wskazuje Wójcik. Zaznaczał, że zespół próbował zbadać, skąd się ta substancja wzięła. W Polsce jest sprzęt nowej generacji, który pozwoliłby prowadzić znacznie skrupulatniejsze badania niż to, co myśmy zrobili - mówił prof. Wójcik. Odnosząc się do tego, jak wygląda

jedna z próbek wskazał, że została ona stopiona w czasie tragedii, co oznacza, że temperatura wytworzona w tym miejscu musiała być wyższa niż 380 stopni.

Na koniec prof. Wójcik wskazał, co należało zrobić po tragedii smoleńskiej. Wymienił m.in. badania chemiczne na miejscu tragedii, analizę danych związanych z drugim tupolewem, badania na obecność materiałów wybuchowych itd. Podsumowując prelegent zaznaczył, że w czasie analizy wykryto ponad dwadzieścia różnych substancji. Nie znaleziono wśród nich materiałów wybuchowych, w ilości przekraczającej setnych części mikrograma. Prof. Wójcik zaznaczył jednak, że to nie zamyka sprawy materiałów wybuchowych, ponieważ mogły one występować w mniejszej ilości. Do weryfikacji należałoby więc wykorzystać bardziej dokładne badania oraz przeprowadzić analizę znacznie większej liczby próbek - wskazał ekspert.

Prof. Grzegorz Gładyszewski z Politechniki Lubelskiej mówił o 'wybranych metodach fizycznych w badaniach zmian struktury materiałów'.

Wskazał, że metody analizy struktury materiału i zmian zachodzących w tej strukturze stanowią istotny element badań, który powinien być uwzględniony w planowanych pracach doświadczalnych, służących wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Według niego, zastosowanie m.in. metod mikroskopii optycznej, skaningowej, metod dyfrakcji promieniowania rentgenowskiego umożliwi opis zmian struktury badanego materiału. Zastrzegł, że choć zastosowanie omawianych metod będzie prowadziło do uzyskania danych wspierających całokształt badań, nie należy jednak oczekiwać uzyskania wyników definitywnie rozstrzygających o przyczynach katastrofy.

Dr inż. Bogdan Gajewski z Międzynarodowego Towarzystwa Badania Wypadków Lotniczych mówił o fotelach lotniczych i pasach bezpieczeństwa w katastrofie smoleńskiej.

Zaczął od dowiedzenia, również na zdjęciach samolotów bez górnej części kadłuba, którym pasy bezpieczeństwa uratowały życie. Postawił pytanie: ile osób 10 kwietnia 2010 r. miało zapięte pasy? W przypadku większości podróży lotniczych niemal sto procent pasy zapina, gdy wyświetla się informacja o takiej konieczności. Sięgnął do raportu MAK, w którym możemy przeczytać, że osoby podróżujące w saloniku 3 nie miały zapiętych pasów, pozostałe - miały. Można z tego wyciągnąć - zdaniem dr. Gajewskiego - następujące wnioski: - MAK posiada dokumentację wszystkich foteli samolotu, aby stwierdzić, na którym fotelu były zapięte pasy. - MAK posiada udokumentowany spis wszystkich pasów bezpieczeństwa - MAK posiada udokumentowany i zweryfikowany spis wszystkich osób znajdujących się na pokładzie, wraz z opisem, w którym fotelu każda z tych osób siedziała i czy miała zapięte pasy przed katastrofą. Gajewski zwrócił uwagę, że jedyne zdanie w raporcie MAK dotyczące foteli znajduje się na stronie 90, gdzie w wykazie fragmentów statku powietrznego znajdujemy informację: Osłona przedziału silnika - 23 fragmenty foteli w promieniu 6 m. W rzeczywistości fotele znajdowały się nie tylko w tym miejscu. W raporcie Millera również ledwie jedno zdanie dotyczy foteli: Fotele pasażerskie, wyrwane z mocowań, porozrywane na części. Nie ma słowa o pasach bezpieczeństwa – wskazał ekspert. Na stronie 216 tego dokumentu czytamy: Przygotowanie do lotu -

samolot został przebudowany w 36 SPLT niezgodnie z dokumentami wystawionymi przez zakład remontowy po zakończonym remoncie. W trzecim salonie przeznaczonym dla 8 osób zamontowano 18 foteli.

Dalej Gajewski wskazał, że według raportu MAK opinia ekspercka twierdzi, że osoby znajdujące się w przedniej części kabiny pasażerskiej, w saloniku nr 3, nieprzypięte pasami uległy wielokrotnemu rozczłonkowaniu, a chodziło o praktycznie wszystkich wyższych dowódców, dwóch przedstawicieli delegacji i stewardessę. Z niewyjaśnionych przyczyn, wszyscy pasażerowie tej przebudowanej części samolotu nie mieli zapiętych pasów bezpieczeństwa - powiedział inżynier. I dodał, że raport MAK podaje w wątpliwość swoją wiarygodność twierdząc, że istniała możliwość identyfikacji wszystkich pasażerów wraz z przynależącymi do nich pasami. Raport Millera zaś zupełnie pominął kwestię przebudowy saloniku trzeciego w kontekście zapięcia pasów tam siedzących pasażerów. Wreszcie ekspert stwierdził:

Największa zagadka raportu MAK: W jaki sposób stwierdzono stan zapięcia pasów przed katastrofą u wszystkich pasażerów i dlaczego akurat wszyscy w saloniku trzecim nie mieli zapiętych pasów?

I skierował pytanie do badaczy katastrofy: Czy rozległe obrażenia tych pasażerów mogły być spowodowane inną przyczyną niż niezapięte pasy? Po wykładzie Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, dodał, że MAK nie mógł zbadać wszystkich pasów, bo jednego nie było. Chodzi o pas zabrany przez niego w czasie identyfikacji bliskich w Moskwie i przekazany do badań w USA na obecność materiałów wybuchowych. Dodał, że pas ten był zapięty.

Ciekawe obserwacje oparte na zdjęciach satelitarnych zaprezentował kolejny referent, prof. Chris Cieszewski z University Of Georgia. Wskazał na zmiany dotyczące zdjęć satelitarnych wykonanych między 2003 a 2010 rokiem.

Zaczął jednak od tego, że swoje badania prowadzi jako niezależny ekspert i wynikają one jedynie z ciekawości naukowej, a celem jego prac jest dojście do prawdy na temat tego, co stało się w Smoleńsku. Jego wykład dotyczył analizy czasoprzestrzennej, wysokorozdzielczego obrazowania satelitarnego. Wskazał, że obecnie prezentuje rozwinięcie badań, jakimi podzielił się w czasie I Konferencji Smoleńskiej. Wskazał, że w czasie badań wykorzystywane były zdjęcia satelitarne z 5 kwietnia, 11 kwietnia, 14 kwietnia i 25 kwietnia. Dodał, że dzięki zdjęciom można np. wskazać, kiedy przeniesiony został statecznik tupolewa. Prof. Cieszewski mówił, że początkowo na jednym ze zdjęć, z 5 kwietnia dziwiono się, że w pewnym miejscu gromadzi się śnieg, choć nie ma go w innych miejscach. Dziwiło badaczy również to, że 10 kwietnia - już po tragedii - nie było w tym samym miejscu mokrej plamy, choć śnieg powinien taką stworzyć. Właśnie w tym miejscu spadł tupolew, który rozbił się 10 kwietnia. Potem wskazał, że na zdjęciach z 11 kwietnia nie ma już śniegu, a w grudniu 2010 również nie było śniegu w miejscach, które były wcześniej. Wskazał, że na innych zdjęciach - zarówno historycznych jak i wykonanych już po tragedii - na ogół nie ma śladów śniegu w miejscu, które były 5 kwietnia 2010 roku. W innych terminach go nie było w tym miejscu. I to nawet, gdy okolice były usłane śniegiem.

To zdaniem prof. Cieszewskiego oznacza, że miejsce, w którym był śnieg 5 kwietnia, nie jest typowym miejscem dla jego występowania w Smoleńsku. To z kolei sugeruje, że na zdjęciach nie widać śniegu, ale jakąś instalację wykonaną przez człowieka, np. przykrytą plandekami, które na zdjęciach dają takie same odczyty, jak śnieg.

Zaznaczył, że w Rosji zamontowanie takich instalacji jest możliwe jedynie za zgodą i wiedzą miejscowej policji, co wskazuje, że tematem należy się zająć i przebadać. Na koniec wskazał, że nie jest twórcą teorii spiskowej, ale prezentuje prostą analizę zdjęć, którą niemal każdy przeprowadzić może na własny koszt. Wystarczy mieć dostęp do zdjęć. W kolejnym wystąpieniu

dr hab. Andrzej Ziółkowski z Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN, przedstawił analizę metalowych elementów wraku tu-154, który rozbił się w Smoleńsku.

Wskazał, że tematem smoleńskim zajął się, widząc niemoc czynników oficjalnych, które po ponad dwóch latach nie ustaliły, co miało miejsce 10 kwietnia. Chciałbym opowiedzieć o moich badaniach szczątków metalowych Tu-154. W ciągu tych ostatnich lat, od kiedy ta katastrofa się wydarzyła, nie wiadomo co, kto kiedy, jak. Co miało miejsce. Postanowiłem więc samodzielnie zainteresować się tym tematem i zacząć badać, co tam się stało - mówił. Ziółkowski wskazał, że metodologia badania katastrof lotniczych jest znana od lat, jednak instytucje odpowiedzialne za wyjaśnienie tej sprawy nie wykonały swojej pracy. Naukowiec wskazał na jedno z głównych zaniedbań. Przy każdym wypadku, jaki się bada, należy wykonać inspekcję miejsca wypadku. Tego nie wykonano. Musi być szczegółowa inwentaryzacja lotniska. Gdy dotyczy to dużej maszyny, trzeba wykonać rekonstrukcję wraku - przypomniał wykładowca. Dodał, że obecnie powstaje pytanie, czy "pomimo zaniechań i błędów można coś rzetelnie wyjaśnić". Liczę na to, że tak. Jednak trzeba wszystko zacząć od początku. Tym razem rzetelnie - dodał. Wskazał, że na początku badań katastrof należy zebrać materiały i nakreślić hipotezy związane z przyczyną wypadku. Następnie na bazie materiałów odrzuca się kolejne hipotezy, by ostatecznie zrekonstruować wypadek. Ziółkowski wskazał, że swoje prace oparł jedynie na publicznie dostępnych materiałach. Uznałem, że pierwotną przyczyną tragedii była eksplozja, czy szereg eksplozji. Tę hipotezę uzasadnia szereg elementów: rozrzucenie i rozczłonkowanie elementów, rozczłonkowanie samolotu w sposób prostopadły do lotu, duże elementy kadłuba rozerwane wzdłuż osi - wymieniał. Dodał, że zapisy polskiego rejestratora ATM wskazują, że w jednej chwili wiele podzespołów samolotu przestało działać, a szczątki ofiar również wskazują, że doszło do wybuchu. Zaznaczył jednak, że często mimo wybuchu w samolocie maszyna spada jako całość.

Należy wnioskować, że wybuch w Tupolewie musiał być silny. Na to wskazuje fakt, że samolot spadł nie jako jedna część, ale zbiór szczątek

- tłumaczył Ziółkowski. Wskazał więc, że za swoją hipotezę obrał wersję, że w samolocie 10 kwietnia doszło do wybuchu. Zaznaczył, że każda katastrofa, która wynika z eksplozji daje charakterystyczne objawy i zniszczenia. Wśród nich wymienił: powstawanie płatków, czy pozwijane krawędzie elementów. Wskazuje, że by zweryfikować tę hipotezę należy przede wszystkim wykonać badania chemiczne. Jednak - jak dodał - zrobiono ją dopiero po ponad dwóch latach od tragedii. Wybuch rozrywa materiał i wywija go w charakterystyczny sposób, powstają zadziory. Słabszy ładunek wybrzusza jedynie jednak materiał. Im mocniejszy materiał wybuchowy tym silniejsza fragmentacja części metalicznych - dodał ekspert. W czasie wykładu Ziółkowski zaprezentował zdjęcia elementów, których wygląd wskazuje, że mogło dojść do wybuchu. Wśród charakterystycznych cech wymienił m.in. powstanie kolców na brzegu powłok. Wskazał, że najważniejsze jest jednak bliźniakowanie. W czasie wybuchu nawet plastyczne materiały nie są w stanie się odkształcić, więc następuje bliźniakowanie - dodał. Zaprezentował rysunki pokazujące zniszczenia samolotu nad Lockerbie. Wtedy wybuch spowodował następną falę, która zniszczyła inne części samolotu. Niestety jednak nie odtworzono wraku, wiec nie wiadomo co się stało z Tu-154M - mówił.

Zaprezentował zdjęcie skrzydła, na którym widać płatki. Wskazuje, że ten element zniszczenia wskazuje, że mogło dojść do wybuchu. Dodał, że gdybyśmy mieli dostęp do tej części, można byłoby zweryfikować tę tezę. Ziółkowski wskazał również na zdjęcie, części samolotu, na której widać kadłub samolotu. Część ta jest zniszczona przez siłę działającą w poprzek.

To jest wskazanie na kolejny wybuch. Już drugi. Pierwszy był na skrzydle. Jednak samolot powinien wylądować, jeśli jedynie skrzydło by się zniszczyło

- mówił Ziółkowski, dodając, że maszynę zniszczyło więcej niż jeden wybuch. Kończąc wskazał, że obecnie nie ma żadnych danych pozwalających na wykluczenie tezy o wybuchu. Są jednak wskazania, które pokazują, że ta hipoteza jest zasadna.

Prof. Piotr Witakowski mówił o 'Geotechnicznych aspektach katastrof lotniczych'.

Naukowiec przedstawił bazę danych tysięcy katastrof lotniczych ICAO i szwajcarskiej instytucję ACRO. O Smoleńsku w bazie ACRO czytamy: Podczas podejścia samolot uderzył w drzewa (…) z nieznanych powodów, pilot zdecydował się wykonać czwarte podejście ... Prof. Witakowski komentował: Widać, że jak kłamstwo zagnieździ się w bazie, to siedzi bardzo długi czas, jątrzy i truje. To coś takiego jak kłamstwo oświęcimskie. Nie ma żadnej ingerencji, by coś w tych bazach zmienić. Prof. Witakowski podzielił wszystkie katastrofy na dwa zasadnicze typy: Gdy samolot rozpada się jako całość w wyniku uderzenia w ziemię. Gdy rozpada się w powietrzu, a części spadają na ziemię oddzielnie. Dodatkowo wprowadził w obu grupach rozróżnienie na przypadki z eksplozją na pokładzie bądź nie. Mówiąc o dowodach przydatnych do klasyfikacji katastrof, badacz wymienił: Ślady na powierzchni gruntu, drzewach i innych przeszkodach terenowych, Dyslokacja szczątków – na drzewach i powierzchni, Deformacja szczątków – czy nastąpiło rozerwanie czy zgniecenie materiałów. Prof. Witakowski pokazał wiele zdjęć innych katastrof przeczących oficjalnej wersji tragedii smoleńskiej. Mówił m.in. o dwóch wypadkach, gdy maszyna uderzyła w ziemię, a nie rozpadła się na mnóstwo części – m.in. w Izmie w Rosji. Prezentując fotografie z miejsca katastrofy samolotu 'Tadeusz Kościuszko' w Lesie Kabackim zaznaczył, że wówczas samolot skosił wiele drzew, co musi dawać do myślenia w kontekście tzw. pancernej brzozy. Wskazał również na zamachy z 11.11 w USA, gdy samolot pasażerski przebił wieżę WTC, w tym stalowe elementu konstrukcji. Pojawił się również przykład najsłynniejszej eksplozji w powietrzu - nad Lockerbie w 1988, gdy samolot rozpadł się na miliony części, niemal wszystkie zebrano, zinwentaryzowano, zrekonstruowano maszynę i na maleńkiej (2 cm2 powierzchni) fragmencie znaleziono ślady wskazujące na zestrzelenie samolotu. Podobnie w przypadku słynnej katastrofy nieopodal Long Island w 1996 r., gdy maszyna spadła do oceanu. Wydobyto i złożono ją w zasadzie w całości, po brakującym niewielkim fragmencie wykluczono zestrzelenie, bo - jak mówił profesor - nie ma tak małych pocisków, które mogłyby zmieścić się w tym nieodnalezionym elemencie. Szczególne przypadki katastrof, według klasyfikacji prof. Witakowskiego, a szczególnie nas interesującą, są przypadki, w których samolot uderza w ziemię dachując. W przypadku małych samolotów stanowią one 10% wypadków, a dużych liniowców - 2%. Z reguły są one bezpieczniejsze - dodał naukowiec. Za przykład podał katastrofę z New Delhi z 1993 r., gdy nikt nie zginął. Następnie prof. Witakowski przypomniał podstawy hipotez MAK i komisji Millera. Podzielił ostatnie chwile lotu na 5 etapów (od lotu przed brzozą, przez uderzenie, lot za brzozą, uderzenie w ziemię po rozpad szczątków) – według obu komisji – i wskazał, że każdy z nich można zweryfikować naukowo – m.in. za pomocą analizy rejestratorów lotu czy symulacji komputerowych. Skonstatował, że uderzenie w brzozę, w ziemię oraz dezintegracja oraz lot poszczególnych fragmentów samolotu w ogóle nie były analizowane. Uznano, że nie było potrzeby - podsumował badacz dodając, że te etapy zbadało niezależne śledztwo akademickie. Według praw fizyki taki przebieg wydarzeń, jaki przedstawiono w raportach MAK i komisji Millera, nie mógł mieć miejsca. Powierzchnia ziemi jest swego rodzaju księgą, na której jest zapisany przebieg katastrofy. Trzeba ją czytać, niestety te komisje nie chciały się nad tym pochylić. Następnie profesor zwrócił uwagę na krater, charakterystyczny w przypadku uderzenia wielkiego samolotu w ziemię. W Lockerbie – krater miał głębokość 15 metrów. W Jannatabad, gdzie spadł TU-154 w 2009 - podobną. W Shanksville w Pennsylwanii w 2001 - 35 metrów! Cały samolot zapadł się w grunt. Stutonowy TU-154M w Smoleńsku nie zostawił żadnego krateru. Niewielka wyrwa w ziemi, która - przekonywano - ma stanowić krater, według prof. Witakowskiego musiała mieć już co najmniej kilka miesięcy, bo była porośniętą wyschłą trawą. Naukowiec zwrócił też uwagę, że kierunek owej wyrwy jest zupełnie inny niż toru lotu rządowej maszyny. Kolejnym elementem, na którym zatrzymał się prof. Witakowski były ślady na drzewach i innych przeszkodach terenowych. Kluczowe zdają się być zdjęcia smoleńskiej brzozy. Profesor porównał zdjęcia z raportu MAK (nie wiadomo, kiedy zostało zrobione) oraz wykonane 13 kwietnia 2013 r. przez dr. Jana Gruszyńskiego. Na pierwszym są szczątki samolotu wbite w drzewo. Jednak na zdjęciu, które ma autora i znaną datę wykonania ich nie ma. Na potwierdzenie zobaczyliśmy też kadry z filmu moskiewskiej telewizji, która pokazała ten sam fragment brzozy, na którym również nie ma wbitych w drzewo żadnych elementów samolotu. Szczątki zostały umieszczone w późniejszym terminie. Nie chcę tego więcej komentować - stwierdził prof. Witakowski, który zwrócił również uwagę na ślady w koronach drzew - ścięte gałęzie, obok których są inne – w nienaruszonym stanie - całe gałęzie, co świadczy o tym, że zniszczenia w drzewach spowodował deszcz drobnych szczątków, 'które już wcześniej musiały od samolotu odpaść'. Na koniec profesor zaprezentował

fotografie szczątków samolotu ugrzęzłych w drzewach.

Te blaszane ptaki dają jednoznacznie do zrozumienia, że w Smoleńsku mieliśmy do czynienia z katastrofa typu 2B. Czyli wg klasyfikacji profesora - rozpad samolotu w powietrzu pod wpływem eksplozji. Jako pierwszy referat wygłosił prof. Jerzy Wiśniowski. Mówił o geoprzestrzennej inwentaryzacji i teledetekcyjnej analizie terenu katastrofy smoleńskiej. Wykładowca pokrótce przedstawił swoje doświadczenie w tym zakresie oraz wskazał na prace wykonywane również poza granicami kraju. Zaznaczył, że w latach 90. brał udział w pracach geodezyjnych w Rosji, w czasie przygotowania do budowy cmentarzy katyńskich.

Prof. Wiśniowski mówił, że jego prezentacja ma pokazać możliwości wykonania inwentaryzacji geoprzestrzennej miejsca katastrofy. Wskazał, że ważne są w niej zdjęcia lotnicze i satelitarne. Zaznaczył, że w przestrzeni publicznej nie są znane zdjęć lotnicze pokazujące lotnisko w Smoleńsku. Prelegent zaznaczył, że do tej pory jedynie dwa projekty poruszały kwestie analizy satelitarnej miejsca tragedii.

Jerzy Wiśniowski wskazał, że do przeprowadzenia badań potrzebne są dwa zobrazowania satelitarne dot. Smoleńska. Jeden musi pokazywać miejsce tragedii sprzed katastrofy, drugi po. Przedstawił również dostępne zobrazowania: z 5 kwietnia, 9 kwietnia, 11 kwietnia, 12 kwietnia, 12 kwietnia, 14 kwietnia. One mogłyby posłużyć do prac dot. smoleńskiej tragedii. Materiały muszą następnie zostać przeanalizowane przez specjalistyczny program komputerowy, który należy kupić. W ramach projektu należy zakreślić grupę obiektów, które następnie zostaną przebadane. Sugeruję, by były to: szczątki samolotu, infrastruktura lotniska, roślinności, ziemia, czyli ślady po katastrofie - mówił Wiśniowski. Ekspert wskazał na dwa etapy prac: pierwszy - obligatoryjny - miałby dotyczyć analizy dwóch zobrazowań, wykonanych przed i po tragedii. Drugim etapem, jest analiza działań już po tragedii smoleńskiej. Dzięki temu drugiemu etapowi uda się zobaczyć, co działo się w okolicach miejsca tragedii. Prof. Wiśniowski wskazał również na wizualizację wyników oraz potrzebę przeprowadzenia badań wieloaspektowych, dotyczących różnic pokrycia terenu, wizualizacje analiz wielospektralnych i statystycznych. Do wizualizacji należy wykorzystać zobrazowania, a także materiały z zewnątrz - wskazywał Wiśniowski. Dodał, że przy prowadzeniu prac, niezwykle ważna jest jakość materiałów źródłowych. Wskazał, że dostępne komercyjnie zobrazowania mają dokładność rzędu 50 cm. Dodał, że satelity szpiegowskie mają jeszcze większą dokładność. Jednak takie materiału są dostępne dopiero po oficjalnych wnioskach. Wiadomo, że po katastrofie smoleńskiej nie było żadnych badań geodezyjnych, one były wykonywane później, wiele miesięcy po tragedii. Jednak prace zostały utajnione - wskazał Jerzy Wiśniowski. Profesor dodał, że 'gdy przystąpi się do prac trzeba zagwarantować dobrej jakości materiały źródłowe'. Wskazał, skąd można wziąć takie materiały. Na koniec wskazał, że 'zespół badawczy musi mieć dobre zobrazowania, których trzeba poszukać na rynku', a duże znaczenie ma również dobór oprogramowania GIS. Zaznaczył, że takie badania mogłyby zostać zlecone w ramach programu grantowego. Po wykładzie prof. Wiśniowski został zapytany, jaka jest szansa na realizacje tych prac. To nie jest pytanie do mnie. Żadna z instytucji nie wystąpi o to. Konferencja Smoleńska może wystąpić z postulatem, by takie projekty rozpocząć - zakończył Wiśniowski". Cytat za wpolityce.pl.

Dnia 22 pazdziernika 2013 roku portal wpolityce.pl na stronie

http://wpolityce.pl/wydarzenia/65255-ii-dzien-konferencji-smolenskiej-co-przyniosa-dzisiejsze-wyklady-trwa-nasza-relacja przedstawia informacje na temat
drugiego dnia II Konferencji Smoleńskiej.
"...Prof. Piotr Daranowski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego
mówił o porozumieniu dotyczącym współdziałania z Rosją w śledztwie smoleńskim. Przypomniał, że kilka dni po 10 kwietnia pojawiały się w mediach informacje, że nastąpiło podpisanie czy 'uzgodnienie' porozumienia dotyczącego badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Wspomniał, że prof. Żylicz mówił, iż po kilku dniach nastąpiło podpisanie porozumienia. Profesor wskazał: - Uzgodnienie to umowa międzynarodowa - bardzo szybko sami tego doświadczyliśmy, a CIR 'jedynie' z rocznym opóźnieniem poinformował, że ustalenia w sprawie Załącznika 13 do Konwencji Chicagowskiej nie były dokonane w formie pisemnej. Ekspert przeanalizował dwie praktyczne ścieżki zawierania umów niepisanych: werbalne (ustne) i milczące (tacit agreement). - Werbalne to zobowiązania – pochodne rozmowy zainteresowanych stron, które nie są zebrane klasycznym dokumentem umowy – czyli wszystkie ze 158 tys. umów międzynarodowych zawartych między 1945 a 2013 r. zarejestrowanych w sekretariacie generalnym ONZ – dodał profesor. Tłumaczył, że istota ustnych umów obejmuje wspólne oświadczenia prezydentów, szefów rządów, jeśli w relacji dwustronnej mają intencję zaciągnięcia prawnych zobowiązań. - Jest praktyką – informował naukowiec – że premierzy w świetle prawa kraju, który reprezentują nie mogą samodzielni decydować o zaciąganiu zobowiązań. Premier RP może zainicjować i prowadzić rozmowy, działania w kierunku ukształtowania zobowiązań, ale ostateczne związanie się nimi wymaga decyzji Rady Ministrów. Porozumienie między premierami mogłoby mieć formułę albo opublikowanej przez służby informacyjne premierów wspólnie lub samodzielnie 'deklaracji premierów' zestawiającej powody i racje zgodnego przywołania Załącznika 13 jako podstawy prawnej badania katastrofy. Byłoby to uznawane jako umowa w formie pisemnej. Wiemy, że nic takiego nie miało miejsca. Przekaz Centrum Informacyjnego Rządu stwierdza, że z rozmów z Władimirem Putinem z 10 kwietnia nie sporządzano notatek, bo miały one charakter kurtuazyjny. Prof. Daranowski wnioskował: - Premierzy nie odnotowali zatem potrzeby zadania sobie oczywistego i prostego pytania: jak badana będzie katastrofa? Można więc stwierdzić, że ustnej umowy nie zawarli. Druga formuła umowy niepisanej – milczące porozumienie (tacit agreement) dotyczy umów zawartych 'bez pisma i słowa'. W ich przypadku nie może być cienia wątpliwości co do zgody na przyjęte ustalenia przez każdą ze stron. - Praktyka ich zawierania jest niezwykle rzadka, by nie rzec śladowa. Na 158 tys. umów w ONZ, jest może 5-10 takich umów na przestrzeni więcej niż ostatniego wieku – mówił profesor. Komunikat CIR z kwietnia 2011: Zgoda na zastosowany przez Federację Rosyjską reżim prawny została udzielona w formie konkludentnej. Nie było odrębnej decyzji Prezesa Rady Ministrów i Rady Ministrów w tej sprawie. Konsultacje w tym zakresie były dokonywano na bieżąco i roboczo w czasie umożliwiającym natychmiastowe podjęcie badania przyczyn katastrofy, dlatego nie miały formy dokumentu. - Termin konkludentności – mówił prof. Daranowski – akcentowany brakiem (nieistnieniem?) jakichkolwiek dokumentów rekonstruującej treść, bieg ustalenia 'konsultacji strony polskiej z rosyjską, brakiem własnego, polskiego stanowiska w sprawie'. To potwierdzenie zawarcia milczącego porozumienia pomiędzy RO a FR. I zgoda na niekonsultowane ze stroną polską rozwiązania proceduralne. Kto powiedział 'tak'? Podmiotem mającym do tego uprawnienia jest premier Donald Tusk. Nie było w tej sprawie odrębnej decyzji Prezesa Rady Ministrów, czyli była milcząca decyzja premiera w tej sprawie. Głównymi architektami biegu zdarzeń są panowie Putin i Tusk, nawet jeśli pan Tusk jest tego nieświadomy ... Ekspert wyciągnął następujące wnioski: Brak cienia sygnału ze strony władz RP podjęcia jakichkolwiek prób negocjacji z Federacją Rosyjską, powołania niezależnej komisji (niezależnie od skutków, jakie by przyniosła taka rozmowa), a należało podjąć taką próbę. Niepodejmowanie działań dyplomatycznych na rzecz urzeczywistnienia przewidzianych w Załącznika 13 gwarancji pełnego uczestnictwa strony polskiej w procesie badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Profesor stwierdził, że to akt kapitulacji wobec rosyjskiego partner. I dodał: - Rada Ministrów nie podjęła żadnej czynności weryfikującej ustalenia premierów, nie zajęła stanowiska, zamilkła, dezawuując swoją pozycję, ignorując suwerena, wszystkich jak tu siedzimy. Decyzja strony polskiej, mając na uwadze przedmiot regulacji i okoliczności podjęcia rozmów z Federacją Rosyjską, wzbogaca śladową praktykę zawierania umów milczących. ...

Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, przedstawił analizę dokumentacji sądowo-medycznej niektórych ofiar katastrofy smoleńskiej.

Jego wykład, zatytułowany: 'Dyslokacja ciał ofiar kat. smoleńskiej, zrobiona na podstawie zdjęć ogólnodostępnych oraz protokołów z przeszukania miejsca katastrofy', wywołał ogromne emocje.

Zagrodzki pokazywał wielokrotnie mapę, na której widać było sektory wyznaczone na miejscu tragedii smoleńskiej. To miało pokazać, jak wyglądało wrakowisko oraz rozkład poszczególnych elementów. Można zauważyć taśmy rozdzielające, a skoro je widać to zdjęcie ma rozdzielność ok 10 cm na piksel. To zdjęcia z oblotu lotniczego - tłumaczył. Wskazał, że na początek przeanalizował opisy protokołów pod kątem zgodności z tym, co widać na zdjęciu dot. podziału wrakowiska na strefy. Pokazał, że w opisie strefy pierwszej jest błąd. Okazuje się, że nie ma prawidłowego punktu obmiarowego. Potem doszedłem do wniosku, że ten opis jest 'czeskim błędem' - tłumaczył prelegent. Dopiero po poprawce błędu opisy zaczęły się zgadzać. Potem Zagrodzki uznał, że opis strefy 1 i 2, po poprawce, nadają się do wykorzystania w badaniach dyslokacji ciał ofiar. Zagrodzki powiedział, że w trzecim sektorze nie używano już funkcji GPS. Ten sektor jest jednak bardzo dobrze opracowany, bowiem zastosowano metodę przyjęcia stałego punktu bazowego, od którego dokonywano wymiarów. To było przechylone drzewo - wskazywał. Zagrodzki wskazał, że na tej podstawie naniesiono na mapę sposób rozmieszczenia szczątków samolotu i ciał.

Na mapie widać szczątki samolotu, ciał, fragmenty ciał, zaznaczono ciała osmalone, spalone itd. Pokazuje jedno ze zdjęć. Wskazuje, że widoczne na zdjęciu ciało może mieć na sobie fragment kamizelki kuloodpornej. Jednak widać na fotografii jedynie pancerną płytę wyrwaną z tkaniny oraz kawałek pasa mocującego.

Dalej przeszedł do opisu sektora 4,5 i 6, w których doszło do największych zniszczeń i fragmentacji szczątków. Jedynym obmiarem, jaki tu zrobiono, jest obliczenie szerokości i długości. W sektorze piątym nie ma żadnych odległości ciał od siebie. Napisano jedynie, że ciało leżało obok ciała. Nie wiadomo nawet, jak te ciała leżały. To nam utrudnia zrozumienie, jakie siły działały na ciała - tłumaczył Zagrodzki. Następnie prezentuje zdjęcie, na które naniesiono obraz pożaru. Na nich zaznaczono mały fragment wypalonej ziemi. To jedyny ślad, że na miejscu katastrofy doszło do pożaru - wskazuje Zagrodzki. Prezentuje opisy sektorowe poszczególnych ciał, które znaleziono na miejscu tragedii smoleńskiej. Wygląda na to, że ludzie, którzy opisywali sektor 5, chcieli stamtąd uciec. To był najgorzej opisany sektor. W nim

znaleziono wiele ciał ze śladami ognia i spalenia

- zaznacza Zagrodzki. Wskazuje, że mimo tego

w raporcie Millera napisano, że nie ma żadnych śladów nadpalenia ciał ofiar. Tymczasem od dwóch miesięcy istniały już opisy ciał ofiar tragedii, które wskazywały na to, że widać ślady spalenia. Na dowód, jak wyglądały niektóre ciała Zagrodzki pokazał fragment (na zdjeciu - wg mnie) szczątków znalezionych na wrakowisku. Widać na nim kawałek spalonej kości podudzia.

Stanisław Zagrodzki pokazał również inne zdjęcie, na którym widać prace służb na miejscu tragedii smoleńskiej. Zaznacza, że na miejscu znalezienia zwłok powinny być wbijane tabliczki, by wiadomo było, gdzie ciała zostały znalezione. Prelegent zaznacza, że jedynie dokumentacja dotycząca stref 7 i 8 jest przeprowadzona rzetelnie i skrupulatnie. W tym sektorze znaleziono ciało we wnętrzu kadłuba i je wyjęto. To było ciało tak charakterystyczne, że do dziś mogę cytować, jak było ubrane i jak wyglądało. Co więcej, to było jedyne ciało, które w dokumentacji jest opisane, jako ciepłe - mówił Zagrodzki. Następnie

zaprezentował rozkład ciał i fragmentów samolotu. Zaznacza na nim miejsca, w których znaleziono ciała, które miały oznaki działania wysokiej temperatury. Tu były ciała w ponad 90 procentach wyglądające jak spalone

- mówił wskazując na jeden z obszarów.

W sektorze 11 i 12 są jedynie fragmenty ciał. To są jedynie organa ofiar. Te sektory są zaraz za ulicą Kutuzowa, co oznacza, że już wtedy rozszczelnienie kadłuba miało miejsce

- dodał Zagrodzki. Potem przeszedł do kolejnej części swojego wystąpienia, w którym zanalizował wyniki badań toksykologicznych w kierunku karboksyhemoglobiny. Przytoczył

wyniki badań ciał cztery ofiar, w których wskazał, że znaleziono karboksyhemoglobinę, choć prokuratura mówiła, że nic takiego nie znaleziono. Co ciekawe wśród czterech ciał jedno należało do osoby palącej, ale to nie ono miało najwyższe odczynniki karboksyhemoglobiny. Tlenek węgla może się dostać do organizmu jedynie przez płuca

- mówił Zagrodzki. Zaznaczył, że liczba tlenku węgla jest ważnym wyznacznikiem tego, co może się dziać z ciałem. Na koniec zaprezentował zdjęcie wykonane w czasie sekcji zwłok jednej z ofiar. Na fotografii widać było część kości żuchwy oraz zębów. Zagrodzki zaznaczył, że tak wygląda ciało, które - zgodnie z oficjalnymi danymi - miało znajdować się poza strefą ognia. Niech mi ktoś w takim razie wyjaśni, skąd wzięły się te czarne ślady? - mówił Zagrodzki. Wystąpienie Stanisław Zagrodzkiego, szczególnie dokumentacja zdjęciowa, wywołała ogromne emocje osób zgromadzonych na sali. Wywiązała się po nim dyskusja, w której jako pierwsza zabrała głos Zuzanna Kurtyka. ... Na głosy krytyki odpowiedział sam Stanisław Zagrodzki. Komisja badania wypadków łże jak suka.

Jedną z ofiar, które były spalone, była osoba mi bliska. Nie może być tak, że trwa orgia, a ja mam milczeć. Ktoś musi w końcu przełamać zmowę milczenia.

Krytyka spowodowała, że usłyszeliście, co sądzę w tej sprawie. Każdy z medyków sądowych, do jakich się zgłaszałem, mówił, że nie będzie się zajmować tą sprawą, nie będzie się upolityczniać. Kto z was tu szacownych może przeczytać te protokoły, kto może zainteresować się tą sprawą - powiedział prelegent. Po przerwie wrócono do tematyki omawianej przez Stanisława Zagrodzkiego.

Dr Grażyna Przybylska-Wendt wskazuje, że fotografie ciał i obrażeń muszą być brane pod uwagę w śledztwie smoleńskim.

One wiele wnoszą do badania katastrof. Zaznaczyła, że żeby wyjaśnić przyczyny tragedii smoleńskiej należy, przeanalizować wszelkie badania i dokumenty sekcyjne - wskazuje medyk sądowa. Głos zabrał również

Dariusz Fedorowicz, brat śp. Aleksandra Fedorowicza, tłumacza śp. Lecha Kaczyńskiego, który zginął w Smoleńsku.

Jako członek rodziny ofiar oraz lekarz chcę powiedzieć, że niezmiernie trudno oddzielić ból od fachowości. Zdajemy sobie sprawę, że nie da się wrakowiska oddzielić od ciał i fragmentów ciał. Chodziło o to, by

wykazać fałszerstwa i dezinformacje, których dopuszczają się organa mające wyjaśnić przyczyny tragedii.

Obraz, jedno zdjęcie więcej niż tysiąc słów powie. Powiem obrazowo, jeśli ciało leży do ziemi, w błocie. To nie może to świadczyć o pożarze na ziemi. Jedyna część, która nie ulegnie zwęgleniu to będzie właśnie to, co leży skierowanie do tego błota. Jak to więc udowodnić jeśli nie pokazując zdjęcia? - mówił Fedorowicz. W ciekawym wykładzie

mec. Małgorzata Wassermann przedstawiła wnioski płynące z porównania rosyjskiej dokumentacji medycznej z wynikami ekshumacji ciała jej ojca, śp. Zbigniewa Wassermanna.

Po szesnastu miesiącach od śmierci mojego ojca doszło do ekshumacji. Odbyła się ona 29 i 30 sierpnia 2011 r. Pierwotnie badania miały być przeprowadzone w części w Krakowie a później we Wrocławiu. W Krakowie usłyszeliśmy, że mamy zabrać zwłoki i się wynieść ze szpitala. Lekarze pojechali więc ze włokami prosto do Wrocławia. Oto, jaka była wola i chęć - mówiła Wassermann. Dodała, że dokument polski liczy blisko 100 stron. Protokół sądowo-lekarski sekcji zwłok przeprowadzonej w Moskwie spełnia wymogi formalne: posiada nagłówek, oznaczenie czasu i miejsca badania, dane osób uczestniczących - mówiła, jednak zaznaczyła, że poza tym, że dokument spełnia wymogi formalne, zawiera rozbieżności. I to szokujące. 'W trakcie sądowo-lekarskiej sekcji zwłok wykonanej w Moskwie pobrano do badań dwa fragmenty wątroby. W 1989 r.

Zbigniew Wassermann miał usunięty pęcherzyk żółciowy, Mimo to w protokole w Moskwie opisano prawidłowy pęcherzyk żółciowy wraz z zawartością żółci"

- wynika z opinii polskich biegłych, które omówiła mec. Wassermann. W kolejnym wystąpieniu

Jacek Jabłczyński z portalu 'Pomnik Smoleńsk' zaprezentował niektóre nieścisłości widoczne w raportach MAK i komisji Millera.

Zaznaczył, że tym zajmuje się portal 'Pomnik Smoleńsk'. Staramy się znajdować nieprawidłowości w zapisach raportów komisji Millera i MAK. I publikujemy je na portalu. Z tekstów wynika, że nieprawidłowości jest ogromna liczba. One nie zmieściłyby się w 20-minutowym wykładzie - mówił. Zaznaczył, że jego wystąpienie będzie dotyczyło jedynie systemu sterowania klapami w samolocie. Dodał, że klapami steruje dwukanałowy układ elektryczny, a dźwignia ma pięć położeń, co wynika z instrukcji obsługi. Zaznaczył, że zgodnie w danymi technicznymi czas chowania/wychyleń klap to 18-23 sek. Czas wychylenia jest ważny - wskazał Jabłczyński. Dodał, że przy rozsynchronizowaniu klap następuje zatrzymanie ich, bowiem tak działa system ratunkowy. Prelegent prezentuje następnie czasy wychylania się klap w zależności od kąta. Czas wychylenia pomiędzy kątami to ok. 4 sek. Jabłczyński wskazuje na opisy wychylenia klap. MAK i KBWL pisze, że były one wysunięte jak 'do lądowania', a wychylenie miało 36 stopni. Prelegent opisuje również wskazaną lokalizację klap i centropłata. Okazuje się, że lokalizacja centropłata jest opisana inaczej w jednym i w drugim raporcie. Przesunięcia są dość istotne. Istnieje około 30 metrów różnicy między oboma raportami - wskazuje wykładowca. Czy KBWL dokonało analizy położenia tych elementów już po przeniesieniu części wraku? Tego nie wiem, ale są istotne różnice - mówił dalej. Zaprezentował również zdjęcia z raportu Millera, które pokazują klapy wychylone w 36 stopniach. Jednak gdy uwzględni się długość śrub, które wychylają klapy, okazuje się, że są istotne różnice. Biorąc pod uwagę długość śrub okazuje się, że klapy są wychylone w sposób niesymetryczny. W jednej widać 92 zwoje śruby, a 71 zwojów w drugiej. To oznacza, że klapy nie są wychylone tak samo - tłumaczy Jabłczyński. Prezentuje również dwa zdjęcia pokazujące wał napędowy. Na jednym zdjęciu wał jest dobry, a na drugim uszkodzony. Analizuje następnie wizualizację KBWL, która pokazuje, że pomimo przesuwania wolantu przez pilota samolot nie podnosi się. Dodaje, że na prezentacji zajmuje to około 3 sekund. Jabłczyński zaznacza, że widać również nielogiczność w zapisach dotyczących dźwięków słyszanych w kokpicie tupolewa. Okazuje się, że odgłos tłumaczony jako dźwięk uderzenia w brzozę jest w innych minutach zapisu w raporcie MAK i komisji Millera. Dodaje, że to może oznaczać, że odgłos w MAK był wcześniej niż przelot nad brzozą. Biorąc pod uwagę prędkość samolotu to można oznaczać, że odgłos odnotowany przez MAK był słyszany 100 metrów przed brzozą - tłumaczy Jabłczyński. Wskazał na końcu dwa zdjęcia, które pokazują część skrzydła. Na jednym widać fragment blachy, której nie ma na drugim. Zdjęcie zostało opatrzone pytaniem: co jest prawdą? Na koniec Jacek Jabłczyński pytany był m.in. o liczbę nieścisłości między raportami MAK i komisji Millera. Prelegent tłumaczy, że jest ich wiele, a część z nich wychodzi dopiero na jaw. Liczba tych nieścisłości jest bardzo duża. Zapraszam na nasz portal, opisujemy tam te nieścisłości na bieżąco - zakończył Jabłczyński.

Marcin Gugulski mówił na temat 'Rejestrator MARS-BM a postępowania wyjaśniające przyczyny katastrofy TU-154M'.

Jak przedstawił się prelegent - od trzech lat współpracuje z zespołem parlamentarnym, jest publicystą (m.in. portalu wPolityce.pl), wcześniej przez cztery lata
był analitykiem, pracownikiem cywilnym Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Gugulski skupił się na wiedzy, brakach w niej i wątpliwościach dotyczących nagrania z rejestratora głosowego MARS-BM.
Zaczął od wskazania, że prawo nakazuje badającym korzystanie z oryginalnych nagrań rejestratorów - o ile takowe się zachowały. Choć, jak pokazują wypowiedzi m.in. premiera Donalda Tuska, prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta czy członka KBWLLP Piotra Lipca - oryginalne zapisy czarnej skrzynki nie są konieczne ... Co ciekawe, Andrzej Seremet wypowiadała się w tej sprawie dwojako. Niedawno, bo 9 września 2013 mówił, że w tym roku nie będzie możliwe zakończenie śledztwa, m.in. ze względu na brak oryginałów rejestratorów. Gugulski przedstawił zagadkową chronologię odnajdywania rejestratora MARS-BM i dalszych jego losów. W dniu katastrofy o godz. 11:02 według MAK znaleziono dwa rejestratory – nie wiadomo przez kogo. Komisja Milera w swoim raporcie twierdzi, że to strona rosyjska je znalazła, lecz nie podaje, o której godzinie. Tymczasem o godz. 10:30 telewizja Rossija24 pokazała film wykonany na miejscu katastrofy przez pracownika TVP, an którym widać rejestrator w momencie, gdy zegar na nagraniu wskazuje godzinę 8:50,01. Gugulski przytoczył relację funkcjonariusza BOR obecnego 10 kwietnia w Smoleńsku: 'Zadzwonił do mnie konsul RP w Moskwie pan Michał Greczyło i przekazał mi prośbę ministra Klicha, aby przekazać stronie rosyjskiej prośbę o nierozpoczynanie badania skrzynek bez udziału strony polskiej'. Jak się okazało, prośba ta nie została spełniona. Zanim polscy specjaliści pojawili się na miejscy tragedii, ówczesny rosyjski minister ds. nadzwyczajnych Siergiej Szojgu stwierdził bowiem w rozmowie z mediami, że odnaleziono rejestratory i 'rozpoczęła się ekspertyza, która wyjaśni przyczyny katastrofy'. Oznacza najprawdopodobniej, że już wtedy Rosjanie skopiowali zapisy CVR (rejestratora głosowego) i zrzut danych z FDR (rejestratora danych) – wnioskował Gugulski. Choć, zaznaczył, to oczywiście niejednoznaczna przesłanka. Jak referował dalej, w nocy z 10 na 11 kwietnia rejestratory przetransportowano do Moskwy. Nie było przy tym – według relacji Edmunda Klicha m.in. na komisji obrony narodowej, 10 lutego 2011 r. przedstawiciela RP. 31 maja 2010 r. podpisano memorandum między stroną polską (Jerzy Miller) a rosyjską (sefowie Komitetu Śledczego i MAK), według którego MAK miał zabezpieczyć i przechowywać opieczętowane przez obie strony oryginały zapisów rejestratorów. Przekazanie ich Polsce miało zostać dokonane po zakończeniu rosyjskiego śledztwa lub dochodzenia sądowego. Przekazane wtedy nagrania (opisane jako wierne kopie oryginałów), jak wiemy zawierały jednak wady. Następnie Gugulski przeszedł do opinii fonoskopijnej Instytutu Ekspertyz Sądowych. Badano taśmę zdeponowaną w MAK. Stwierdzono, że – zgodnie z oświadczeniem Wiktora A. Trusowa [specjalisty MAK] – została ona wyjęta z rejestratora MARS-BM znalezionego na miejscu katastrofy. Gugulski zaznaczył, że ograniczono się do stwierdzenia, kto przekazał materiały do badania i co przekazujący stwierdził, co do miejsca i czasu ich odnalezienia Natomiast 'nie stwierdzono ubytków w warstwie magnetycznej taśmy. Stan taśmy należy ocenić jako bardzo dobry'. Badano też 7 wykonanych na CD przez stronę rosyjską dowodowego nagrania utrwalonego na taśmie MAK.: - kopia z kwietnia (nie wiadomo, kiedy dokładnie wykonana) dla Komitetu śledczego FR - z 31 maja (bez 17,5 sek.) - z 9 czerwca (zaszumiona) - z 11 lutego - z 1 czerwca - z 15 czerwca (dwie kopie wówczas wykonano – nie wiadomo, dlaczego). Prelegent dodał, że

kopie te różnią się znacząco – m.in. długością nagrania – nawet o 20 sekund!

Dalej wskazał na dobrze już znane rozbieżności między odczytami (dotyczące m.in. rzekomej obecności gen. Błasika w kokpicie, rzekomego uderzenia w brzozę czy wypowiedzi innych pasażerów niż członków załogi, jak również pilotów). Gugulski postawił otwarte pytania: - Czy taśma udostępniona biegłym jest tożsamą taśmą, która znajdowała się w rejestratorze MARS-BM? - Kiedy zostanie zlecona analiza dotycząca weryfikacji słów specjalisty MAK Wiktora Trusowa o oryginalności taśmy? Wskazał, że międzynarodowa praktyka zna przypadki wznawiania postępowań ws. katastrof, gdy rejestratory były po jakimś czasie odnalezione bądź nie były wcześniej możliwe do badania. Zdaniem Gugulskiego ujawniono nowe okoliczności lub dowody istotne dla sprawy, w związku z czym jest konieczne wznowienie postępowania przez KBWLLP.

Grzegorz Szuladziński, pierwszy prelegent II dnia Konferencji, zaczął od tego, że od lat zajmuje się wytrzymałością materiałów.

Wskazał później na braki danych, dotyczących tupolewa. Zaznaczył jednak, że jest na tyle wiele innych wiadomości, że można było na ich podstawie odtworzyć skrzydło. Wyliczył później co wiadomo o skrzydle. Mówił m.in. że znamy geometrię zewnętrzną, dane podobnych samolotów, co pozwoliło zrekonstruować skrzydło. Przedstawił model części skrzydła. Zaprezentował również model skrzydła, który pokazuje różne grubości blachy oraz strukturę budowy skrzydła. Wyjaśnił również, które elementy konstrukcji odpowiadają za niwelowanie jakich naprężeń. Zaprezentował wykresy naprężeń w modelu skrzydła i wskazał, w których miejscach naprężenia przekraczały dopuszczalne wymiary. Zaznaczył, że w ostatecznym modelu wszystkie dane się zgadzają...".

Dnia 23 pazdziernika 2013 roku strona http://puli.salon24.pl/542799,prof-witakowski-ster-kierunku-zostal-odstrzelony przedstawia ostateczna opinie prof. Piotra Witakowskiego.

"Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego II Konferencji Smoleńskiej prof. Piotr Witakowski na zakończenie konferencji, zapytany co miał na myśli mówiąc w dniu wczorajszym, że 'nie wierzy w dwa wybuchy' powiedział:

'Powiedziałem, że nie wierzę w dwa wybuchy, bowiem ktoś musi mi wyjaśnić,
jak odpadł ster kierunku.

On nie mógł o cokolwiek zawadzić, jest przecież ostatnim elementem samolotu.

Jednak on odpadł i to ponad 200 metrów wcześniej niż upadł cały samolot. W mojej ocenie ten ster został 'odpalony', odstrzelony jeszcze wcześniej. Lotki również musiały odpaść, one bowiem znalazły się znacznie wcześniej w lesie. Gdy idzie o skrzydło, nie mogło dojść do odcięcia w wyniku cięcia piłą, więc musiało tam dojść do eksplozji pasa detonacyjnego, która odcina skrzydło jak chce. Prawe skrzydło z kolei oddzielono na warstwy. To nie były więc dwie eksplozje. To była seria eksplozji, która po kawałku niszczyła samolot.

Najgorsze było dla mnie to, co czuł pilot, gdy widział, że może kręcić wolantem, może robić różne rzeczy, ale samolot nie reaguje. To zdaje się wystarczy za komentarz'.

Zamykając konferencję prof. Piotr Witakowski przedstawił projekt stanowiska II Konferencji Smoleńskiej, w której naukowcy zwracają się do senatów uczelni o wytworzenie atmosfery, która umożliwi prace nad przyczynami tragedii smoleńskiej".

Dnia 24 pazdziernika 2013 roku Martynka

na stronie http://martynka78.salon24.pl/543048,pancerna-brzoza-w-ekspertyzach-npw
pisze:
"Na stronie Naczelnej Prokuratury Wojskowej pojawił się komunikat, dotyczący pancernej brzozy, a konkretnie kwestii jej złamania przed 10 kwietnia 2010 roku. Tezę, jakoby brzoza była złamana na długo przed 10 kwietnia, zaprezentował
profesor Chris Cieszewski, który wraz z zespołem analityków, badał zdjęcia satelitarne okolic lotniska w Smoleńsku, ze szczególnym uwzględnieniem brzozy, o którą miał zahaczyć Tupolew. Według niego na zdjęciach z 5 kwietnia 2010 roku widać, że już wtedy drzewo było złamane. Na wcześniejsze, niż 10 kwietnia, uszkodzenie drzewa wskazuje także brak soków, wydzielanych przez świeżo ściętą brzozę.
Prokuratura zdecydowała się zabrać głos w tej sprawie i uczyniła to w charakterystyczny dla siebie sposób: 'W związku z pojawiającymi się pytaniami dotyczącymi stanu brzozy w okresie poprzedzającym katastrofę samolotu Tu-154M nr boczny 101 z dnia 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, informujemy co następuje. Stan brzozy można ocenić między innymi na podstawie zeznań świadków oraz wyników ekspertyz teledetekcyjnych. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie dysponuje zeznaniami świadków obserwujących moment podchodzenia do lądowania samolotu Tu-154M nr boczny 101, z których wynika, iż doszło do uderzenia lewym skrzydłem samolotu w brzozę, wskutek czego ta przełamała się. Ponadto Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie jest w posiadaniu dwóch ekspertyz teledetekcyjnych sporządzonych przez Służbę Wywiadu Wojskowego oraz firmę SmallGIS . Dotyczyły one zdjęć satelitarnych lotniska oraz terenów przyległych z okresu przed i po katastrofie (5 i 12 kwietnia 2010 r.). Jedna z nich odnosi się do stanu drzew, przy czym jedno z tych drzew jest identyfikowalne jako brzoza, o którą zawadzić miał lewym skrzydłem samolot Tu-154M. Z opinii tych nie wynika, aby brzoza była ułamana przed 10 kwietnia 2010 r'. W dalszej części komunikatu pojawiły się także informacje na temat badań wykonywanych aktualnie przez CLK, mających na celu zbadanie, czy uszkodzenia brzozy są charakterystyczne dla uderzenia skrzydłem samolotu, i czy wbite w pień elementy metalowe istotnie należą do TU 154 M. Z tego zaś wynika, że na dzień dzisiejszy
prokuratura nadal nie ma dowodów na to, że TU 154 M uderzył skrzydłem w brzozę, ani na to, że brzoza została złamana przez samolot,
a przypominam, ze minęło już ponad 3 lata od katastrofy, w której, wedle oficjalnej wersji, kluczową rolę miała odegrać właśnie brzoza. Warto w tym miejscu zauważyć, że choć zespół Laska tak ochoczo powołuje się zdjęcia pnia brzozy z metalowymi częściami, to żaden z jego członków nie wskazał, z którego konkretnie miejsca w skrzydle owe metalowe fragmenty pochodzą, co dla takiej klasy specjalistów od lotnictwa i budowy samolotów, jak się chwalą na lewo i prawo, nie powinno stanowić problemu. Chyba, że się mylę. Czego można się dowiedzieć z komunikatu prokuratury? Przede wszystkim tego, że NPW dysponuje ekspertyzami zdjęć satelitarnych z dnia 5 kwietnia i 12 kwietnia 2010 roku wykonanymi przez Służbę Wywiadu Wojskowego oraz firmę SmallGis, z których jedna 'odnosi się do stanu drzew, przy czym jedno jest z tych drzew jest identyfikowane, jako brzoza, o która miał zawadzić TU 154 M'. Jednak treść komunikatu nie wskazuje jednoznacznie, czy ekspertyza dotycząca stanu drzew odnosi się do zdjęć z 5 kwietnia, czy może z 12 kwietnia oraz czy biegli analizowali stan brzozy w dniu 5 kwietnia pod kątem uszkodzeń, które są przypisywane kontaktowi samolotu z drzewem w dniu 10 kwietnia. Prokurator dodał jedynie, że z opinii tych nie wynika, aby brzoza była ułamana przed 10 kwietnia, jednak nie jest to sformułowanie ani kategoryczne, ani jednoznaczne. Użyte słowa - 'nie wynika' - powodują pewien niedosyt informacyjny, podobnie jak wcześniej stosowane 'nie stwierdzono trotylu, co nie oznacza, że go nie było'. Czy zatem biegli analizowali stan pancernej brzozy 5 kwietnia, czy tylko stwierdzili, że tam była? W sytuacji, kiedy na konferencji naukowej, jeden z prelegentów postawił mocną tezę, że brzoza była złamana już 5 kwietnia 2010 roku, prokuratura, chcąc merytorycznie odnieść się do tego zagadnienia, powinna przynajmniej zacytować część ekspertyzy, z której, jak napisano w komunikacie NPW ma nie wynikać, iż brzoza była złamana przed 10 kwietnia ...

W dyskusji podano tresc listu:

Warszawa 23.10.2013 roku. Pan Prokurator Generalny Andrzej Seremet. Prokuratura Generalna ul. Rakowiecka 26/30, 02-528 Warszawa. W związku z wypowiedzią pana Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta w programie Moniki Olejnik 'Gość Radia ZET' z dnia 23 października 2013 roku, odnoszącą się do mojego referatu pt. 'Dyslokacja ciał Ofiar Katastrofy Smoleńskiej' wygłoszonego w dniu 22.10.2013 roku podczas II Konferencji Smoleńskiej oświadczam co następuje: Wygłoszony przeze mnie podczas II Konferencji Smoleńskiej przedmiotowy referat jest oparty na: a) analizie materiałów zgromadzonych podczas prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie postępowania oznaczonego sygnaturą PoŚl 54/10, z którymi zapoznawałem na zasadach uregulowanych przepisami KPK art. 156 § 5 (pismo WPO w Warszawie z dnia 29 kwietnia 2011 roku). We wspomnianym materiale dowodowym znajdują się m.in. dokumenty z opisami ciał znalezionych w dniu 10 kwietnia 2010 roku na miejscu katastrofy. Materiałach tych zawarte są stwierdzenia, z których jednoznacznie wynika, iż niektóre ciała noszą wyraźne, charakterystyczne, ślady działania ognia. b) analizie dokumentów zgromadzonych przez prokuraturę rosyjską, w posiadaniu których jest również Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Jest zatem rzeczą w najwyższym stopniu karygodną, żeby najwyższy rangą przedstawiciel prokuratury Pan Andrzej Seremet, publicznie poświadczał nieprawdę, a co gorsza mocą piastowanego przez siebie Urzędu Prokuratora Generalnego wzmacniał przekaz społeczny dyskredytujący moją osobę w opinii społecznej. Podkreślam - dokumenty będące w gestii Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawierają jednoznaczne stwierdzenia, że kilkanaście ciał i rzeczy było nadpalonych, a niektóre z nich w stopniu znacznym. W dodatku w kilku przypadkach w miejscach znalezienia ciał i rzeczy z charakterystycznymi zmianami świadczącymi o oddziaływaniu bardzo wysokiej temperatury i ognia nie odnotowano na ziemi śladów, charakterystycznych dla występowania pożaru. Pragnę poinformować pana Prokuratora, że zarówno ja, jako autor referatu oraz rodziny, które udostępniły materiały do analiz, czujemy się tego rodzaju manipulacją zastosowaną w publicznych środkach przekazu, pomówieni o świadome rozgłaszanie nieprawdziwych informacji. Jest to manipulacja mająca na celu wywołanie wśród odbiorców audycji wrażenia, że treść przedmiotowego referatu nie ma oparcia faktograficznego i publicznego zdyskredytowania mojego dobrego imienia. W tej sytuacji zwracam się do pana Prokuratora Andrzeja Seremeta z żądaniem publicznego wycofania się z nieprawdziwego stwierdzenia jakoby 'prokuratorzy, a właściwie biegli powołani przez prokuratorów nie stwierdzili' nadpalenia ciał niektórych ofiar 'Katastrofy Smoleńskiej' i przeprosin wyrażonych osobiście przez Prokuratora Generalnego w głównym programie Wiadomości TVP1 na antenie Radia ZET oraz przesłanie treści przeprosin do wiadomości PAP. Oczekuję również, iż wspomniane przeprosiny ukażą się w ciągu 48 godzin od dostarczenia niniejszego wezwania. Chcę również przy tej okazji zwrócić uwagę, iż dotychczas żadna z ofiar ze śladami oddziaływania ognia nie została poddana powtórnym badaniom sądowo – medycznym, a co zatem idzie biegli z dziedziny medycyny sądowej powołani przez WPO w Warszawie nie mogli w tej materii wypowiadać się i to z winy zaniedbań prowadzących postępowanie śledcze w sprawie zdarzenia z 10 kwietnia 2010 roku, to jest: braku uczestniczenia polskich prokuratorów w wykonywanych na terenie Federacji Rosyjskiej czynnościach sądowo – medycznych i zaniechaniu wykonania czynności sądowo medycznych wszystkich ciał bezpośrednio po sprowadzeniu ich do Polski. Z poważaniem Stanisław Zagrodzki. W załączeniu znalazł się stenogram z wypowiedzi Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta ze sporną treścią: Monika Olejnik: Wczoraj na konferencji smoleńskiej prezentowano zdjęcia, dosyć drastyczne zdjęcia i jeden z prelegentów mówił, że te zdjęcia świadczą o tym, że ciała były nadpalone. Andrzej Seremet: Nic takiego prokuratorzy, a właściwie biegli powołani przez prokuratorów nie stwierdzili. Monika Olejnik: Czyli to jest po prostu kłamstwo, że ciała były nadpalone? Andrzej Seremet: Ja nie komentuję poczynań ekspertów zespołu pana Macierewicza, wyrażam tylko żal, a nawet pretensje, bo kiedy powoływano ten zespół zakładaliśmy z dobrą wolą, że ten zespół będzie chciał współpracować z prokuraturą, być może dowiemy się czegoś więcej, być może znajdzie jakieś materiały, do których prokuratorzy nie docierają i przyczyni się to do wyjaśnienia prawdy. GINI 12:27 dnia 24 pazdziernika 2013 roku...".

Na stronie http://studioopinii.pl/waldemar-kuczynski-jarek-nie-byl-z-nami/ dnia 2013-11-08 pojawil sie tekst wybitnego mysliciela politycznego

pana Waldemara Kuczynskiego

ktory celnie podsumowal lata 1944 - 2013, a w nich klucz do rozwiazania wielu zagadek - Katastrofe Smolenska 2010 roku - ujmujac to jednoznacznie:

Jaroslaw Kaczynski "...Kierował państwem, które otwarcie negował, a nawet którego nienawidził. Podobnie, jak nienawidził stojących za tym państwem ludzi i struktur politycznych. I nie ma niestety powodu, by sądzić, że w tej postawie się coś zmienia. Zarys narodu złożonego z dwóch plemion widać w Polsce od bardzo, bardzo dawna. Ale to, że wspólny grunt łączący te plemiona topnieje, że są sobie coraz bardziej obce i wrogie jest następstwem odrzucenia przez jedno z nich obecnego państwa. Odrzucenia przez polityczny i kulturowy konglomerat ... z niemałej części kleru, z wielu kręgów opiniotwórczych i z wielkiego odłamu narodu. Ta część Polski jest w ataku, reszta się broni, albo ma to gdzieś. Atakujący śpiewają 'Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie', broniący się 'Ojczyznę wolną pobłogosław Panie'. Ta sama pieśń rozszczepia się na dwa obozy zimnej na razie wojny domowej. Gdyby nie fakt, że jesteśmy w NATO i w Unii Europejskiej, w dwóch strukturach, których ciążenie stabilizuje podstawy porządku politycznego u nas, byłby już czas wielkiego 'larum nad Wisłą'. Dziś wydaje się, że nie ma możliwości zmniejszenia rozdarcia na dwa warczące na siebie plemiona, że nasza polityka musi być gwałtowna, o wojennej retoryce i toczyć się od wyborczej bitwy do bitwy. To może trwać bardzo długo ... Wszystko jest w Polsce do dyskusji. ... nawet to, czy trwająca ćwierć wieku Trzecia Rzeczpospolita powinna być zastąpiona przez jakąś inną. ... obie strony muszą śpiewać tę samą wersję 'Boże coś Polskę'...".

Martynka w dniu 23 grudnia 2013 pisze na stronie:

http://lubczasopismo.salon24.pl/opiniotfurcze/post/556775,historii-z-brzoza-ciag-dalszy

"Na stronach Naczelnej Prokuratury Wojskowej można od dzisiaj zapoznać się z najnowsza ekspertyzą zdjęć satelitarnych wykonaną przez Służbę Wywiadu Wojskowego, która miała odpowiedzieć na pytanie: gdzie rosła brzoza, o którą miał zawadzić Tupolew oraz czy owa brzoza była złamana przed 5 kwietnia 2010 roku? ... Autorzy najnowszej ekspertyzy już na wstępie swojego opracowania zaznaczyli bowiem, iż firma SmallGis w niewłaściwym miejscu posadowiła brzozę. Na pierwszej stronie wspomnianego dokumentu można przeczytać: 'W toku analizy, w pierwszej kolejności wykonano korektę rektyfikacji (rektyfikacja jest procesem polegającym na przyporządkowaniu danych obrazowych do układu odwzorowania mapy) zdjęć satelitarnych, ponieważ przekazane sceny były niewłaściwie zrektyfikowane przez firmę SmallGIS'. Na dowód dokonanych korekt przedstawiono dwa zdjęcia ... Wniosek, jaki się wyłania z ekspertyzy SWW jest następujący: 'Na podstawie zdjęć satelitarnych oraz udostępnionej dokumentacji możliwe jest stwierdzenie, że do złamania drzewa wskazanego przez współrzędne geograficzne doszło pomiędzy wykonaniem przekazanych zobrazowań - czyli między 5 a 12 kwietnia 2010 roku'. Tak więc według najnowszego opracowania brzoza nie była złamana przed 5 kwietnia 2010 roku, co stoi w sprzeczności, z tym, co ustalił w swoich badaniach profesor Cieszewski. ... W historii z brzozą w tle najważniejsze jest jednak coś zupełnie innego. Otóż badania zarówno profesora Biniendy, jak i ostatnie, zaprezentowane na II Konferencji Smoleńskiej, analizy doktora Szuladzinskiego ... skrzydło uderza w stalowy słup nie doznając przy tym poważnego uszczerbku, wykluczają scenariusz, w którym skrzydło mogło ulec oderwaniu w wyniku kontaktu z drzewem. Dodatkowym elementem świadczącym na niekorzyść tez zawartych w raportach MAK i komisji Millera jest to, o czym mówił podczas niedawnej konferencji doktor Nowaczyk. Z zapisów tzw. polskiej czarnej skrzynki (ATM QAR) wynika niezbicie, że zanotowane przez komputer wstrząsy, będące najprawdopodobniej efektem wybuchu, miały miejsce co najmniej 50 metrów przed brzozą, w związku z czym drzewo nie odegrało absolutnie żadnej roli w całym dramacie. ... Z perspektywy czasu wydaje się, iż pancerna brzoza była elementem operacji, którą służby rosyjskie przez lata opanowały do perfekcji, mianowicie operacji dezinformowania i kierowania uwagi na nieistotne wątki, by tym samym odwieść wzrok publiczności od tego, co naprawdę było ważne. ... zwracam uwagę na inne nieścisłości. Przy okazji dyskusji o tym samolotowym 'mogło', zwracam uwagę na stronę 5, gdzie prawidłowo napisano 'Rozdzielczość oraz liczba kanałów spektralnych otrzymanych zobrazowań (2 metry oraz 8 kanałów) nie pozwalają na dokładne określenie gatunku drzewa'...".

Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page
 
chapter 8 and 9 - April 2013 till today.


Copyright by Bogdan Konstantynowicz on December the 23rd, 2013


Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page until today



Katyn 1940 - 1943 Smolensk 2010 Wrzesien 1939 roku. New!

Zbrojna agresja Zwiazku Sowieckiego na Polske we wrzesniu 1939 roku a stan wojny z Sowietami po 1939. Soviet aggression on Poland in 1939 and a state of war with the Soviet Union after 17 September 1939.

General Władysław Eugeniusz Sikorski

Zamach stanu generala Wladyslawa Sikorskiego we wrzesniu 1939 roku. The coup d'etat by General Wladyslaw Sikorski in September 1939

Tlo polityczne dzialan zbrojnych we wrzesniu i w pazdzierniku 1939 roku

Analiza wydarzen politycznych towarzyszacych dzialaniom zbrojnym po agresji sowieckiej na Polske 17 wrzesnia 1939 roku

® HISTORY OF THE POLISH SEPTEMBER 1939 

Glowne walki z Sowietami 1939

Jency polscy w niewoli sowieckiej 1939

Author Bogdan Konstantynowicz Appendix C on 22 March 2003; text - Polish language 

Agresja Zwiazku Sowieckiego na Polske w 1939 roku

from now on at the address: Kampania wrzesniowa 1939   Warszawa przeciwko sowietom 1939

from now on at the address: Kampania wrzesniowa podczas agresji Zwiazku Sowieckiego na Polske   

Author Bogdan Konstantynowicz Appendix on 12th January 2010 with text by Polish language  

Agresja Zwiazku Sowieckiego na Polske 17 wrzesnia 1939 roku

Wojna Obronna we wrzesniu i pazdzierniku 1939 roku w Polsce

Druga bitwa pod Tomaszowem Lubelskim - wrzesien 1939 roku

Bitwa generala Franciszka Kleeberga pod Kockiem i Lukowem - wrzesien i pazdziernik 1939 roku

Here you can to read about the Second Battle of Tomaszow Lubelski on 21st September - 28th September 1939. 

Ho gegrapha, gegrapha!

new maps!!

Armia Czerwona na Mazowszu i Lubelszczyznie oraz na linii Wisly i na zachod od tej rzeki we wrzesniu i pazdzierniku 1939 roku. The Soviet Army west from Vistula - September 1939

Polecam przeczytac:

Radiowywiad nie tylko polski

Nie tylko 'Enigma' ... Piotr Wodziński, maj 2011

Szaniawski, Polska między histori± a geopolityk±. Tajny epizod USA - Polska

Very interesting on Chodzko - Oginski - Breguet - Konstantynowicz - Schaub - Gilliard - Duflon - Armand. http://www.konstantynowicz.info/rewolucja_1917_niepodleglosc_Polski_1918/index.html http://www.konstantynowicz.info/intelligence/part_2/index.html

COPYRIGHT BY BOGDAN KONSTANTYNOWICZ - These all papers are sold subjects to the condition that it shall not, by way of trade or otherwise, be lent, re-sold,  any public performances,  hired out, or otherwise circulated without the publisher's prior consent in any form of  binding or cover other than that in which it is published and without a similar condition including this condition being imposed on the subsequent purchaser. Works registered or first published in the U.S. after 2002 - copyright term: 70 years after the death of author. Copyright law in the United States is part of federal law, and is authorized by the U.S. Constitution; copyright law is granted in Article I, Section 8, Clause 8, also known as the Copyright Clause; The Digital Millennium Copyright Act (DMCA) is a United States copyright law that implements two 1996 treaties of the World Intellectual Property Organization (WIPO); The Digital Millennium Copyright Act of 1998, found at 17 U.S.C. § 512 ('DMCA'), provides recourse for owners of copyrighted materials who believe that their rights under United States copyright law have been infringed upon on the Internet.  Warning:  these papers / all websites are sold for  private home use only.
"Congress shall make no law respecting an establishment of religion, or prohibiting the free exercise thereof; or abridging the freedom of speech, or of the press; or the right of the people peaceably to assemble, and to petition the Government for a redress of grievances". To provide such guarantees, the First Amendment - along with the rest of the Bill of Rights - was submitted to the states for ratification on September 25, 1789, and adopted on December 15, 1791 (Wikipedia). 

We bear in mind that the website was made up in memory of my father Edward Gwidon Konstantynowicz  who died on 03rd November 1987 in very strange circumstances, so now  this is independent website thanks to a host of  Yahoo!

e-mail


Tlo polityczne dzialan zbrojnych we wrzesniu i w pazdzierniku 1939 roku

Analiza wydarzen politycznych towarzyszacych dzialaniom zbrojnym po agresji sowieckiej na Polske 17 wrzesnia 1939 roku

Dyrektywa Ogolna Naczelnego Wodza Marszalka Edwarda Rydza Smiglego - godz. 14.30 dnia 17 wrzesnia 1939 roku, jako konsekwencja Tajnego Zalacznika do Paktu Ribbentrop - Molotow z dnia 23 sierpnia 1939 roku.


Zbrojna agresja Zwiazku Sowieckiego na Polske we wrzesniu 1939 roku a stan wojny z Sowietami po 1939.

Konferencja naukowa 22 pazdziernika 2012 - Katastrofa Smolenska 2010. Wnioski ze sledztwa. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc szosta.

Sledztwa polskie w sprawie katastrofy samolotu rzadowego w Smolensku w 2010 roku. Wypadek lotniczy, jego przyczyny i przebieg - Smolensk 2010 rok. Czesc siodma.

Genealogy and history of the Konstantinovich, Troubetskoy, Bagration-Gruzinski, Kalinowski, Oginski, Paszkowski, Dyuflon, Staroch Siedoch, Armand, Pociej, Radziwill and Piottuch Kublicki family in the 18th and 19th centuries in Russia, Estonia and Belarus

New! "...sygnały o tym, że w 1939 r. zbliża się pakt niemiecko-sowiecki, zwany potem Ribbentrop-Mołotow, nasz II Oddział otrzymywał dużo wcze¶niej od Brytyjczyków (wiedzieli z nasłuchu i dekryptażu niemieckich kodów dyplomatycznych) za po¶rednictwem Colina Gubbinsa, działaj±cego w Polsce pod przykrywk± przedstawiciela handlowego w Bielsku-Białej (blisko granicy Protektoratu Czech i Moraw, gdzie w fabryce tuż przy granicy Niemcy produkowali jedn± z wersji Enigmy). Colin Gubbins, póĽniej szef SOE, działał w ramach organizacji wywiadu głębokiego, wspópracuj±cego nieformalnie z naszym II Oddzialem, poza oficjalnymi strukturami MI-6, organizacji opartej o powi±zania prywatne między różnymi wpływowymi osobisto¶ciami. Stephenson był multi-miliarderem kanadyjskim, maj±cym interesy w całym ¶wiecie, również w Niemczech, które służyły za przykrywkę. Był ¶ci¶le powi±zany z adm. Reginaldem Hall'em, szefem wywiadu Royal Navy w I W. ¦w., który nie zaprzestał działalno¶ci po zakończeniu wojny, oraz Billem Donovanem, póĽniej szefem OSS...".

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part one.

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part two.

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part three.

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part four.

Photos of the Polish noble village Miezonka - genealogy and history of the Konstantinovich family in the 19th century in Russia and Belarus. Part five.


Stalin nie otrzymawszy zgody - 18 sierpnia 1939 roku decyzj± generala Waclawa Stachiewicza - na wkroczenie pokojowe swojej armii - jako  “sojusznika” - na terytorium Polski, wygłosił dnia 19 sierpnia 1939 roku na posiedzeniu politbiura historyczne i przemilczane przemówienie:
"
Kwestia (problem) pokoju albo (i) wojny wchodzi (wszedl w stadium krytyczne) w krytyczn± dla nas fazę. Jeżeli zawrzemy układ o wzajemnej pomocy z Francj± i Wielk± Brytani±, Niemcy zrezygnuj± z Polski i zaczn± szukać modus vivendi z państwami zachodnimi. Wojnie się zapobiegnie ... Jeżeli przyjmiemy propozycję Niemiec i zawrzemy z nimi pakt o nieagresji, Niemcy, oczywi¶cie, napadn± na Polskę, a wtedy przyst±pienie do tej wojny Francji i Anglii będzie nieuniknione. Europę Zachodni± ogarn± poważne niepokoje i zamieszki. W tych warunkach będziemy mieli duże szanse pozostania na uboczu konfliktu i przyst±pienia do wojny w dogodnym dla nas momencie. Do¶wiadczenie ostatnich dwudziestu lat wskazuje, że w okresie pokoju niemożliwy jest w Europie ruch komunistyczny na tyle silny, by partia bolszewicka mogła zagarn±ć władzę. Dyktatura tej partii jest możliwa jedynie jako rezultat wielkiej wojny. Dokonamy własnego wyboru, jest to jasne. Powinni¶my przyj±ć propozycję Niemiec i uprzejmie odesłać do domu misję francusk±. Pierwsz± korzy¶ci±, jak± odniesiemy, będzie zniszczenie Polski ... az po przedpola Warszawy, wł±cznie z ukraińsk± Galicj± ... W interesie Zwiazku Sowieckiego ... jest, by wojna wybuchła pomiędzy Rzesz± i kapitalistycznym blokiem angielsko-francuskim. Należy zrobić wszystko, żeby ta wojna ci±gnęła się jak najdłużej, po to, by obie strony nawzajem się wyniszczyły. Wła¶nie dlatego powinni¶my się zgodzić na zawarcie zaproponowanego przez Niemcy paktu, i pracować nad tym, by ta wojna, gdy już zostanie wypowiedziana, trwała jak tylko można najdłużej."
 Uwaga: na stronach 'suworow.pl' mamy bledne tlumaczenie waznej kwestii sowieckiej przyszlej granicy na linii Wisly na przedpolu Warszawy, o czym Hitler informowal juz sowietow przed 19 sierpnia 1939 roku. Czytajmy wiec to tlumaczenie wg strony http://www.strategie.net.pl/viewtopic.php?t=993:
"
... Doswiadczenia 20 ostatnich lat wskazuja, ze w sytuacji panowania pokoju w Europie, ruch komunistyczny nie jest wystarczajaco silny by zdobyc wladze. Dyktatura naszej partii jest mozliwa tylko, jako rezultat duzej wojny. Musimy wiec podjac nasz wspolny wybor. Musimy zaakceptowac propozycje niemieck± i grzecznie odrzucic starania angielsko - francuskie. Pierwsz± korzyscia, ktora zyskamy poprzez takie rozwiazanie, bedzie przejecie terytorium Polski az do bram Warszawy, wl±czaj±c ukrainsk± Galicje. Niemcy pozostawia nam wolnosc dzialania co do krajow baltyckich i nie sprzeciwiaja sie wlaczeniu Bessarabii do Zwiazku Sowieckiego. Niemcy sa takze gotowe do oddania pod nasza strefe interesow Rumunii, Bulgarii i Wegier. Kwestia Jugoslawii  pozostaje otwarta ... Kleska Niemiec oznaczac bedzie niew±tpliwie ich sowietyzacje i powolanie komunistycznej administracji w tym kraju ... Dlatego nasze zadanie polega na tym, zeby Niemcy prowadzily wojne mozliwie najdluzej, azeby oslabic Anglie i Francje do tego stopnia, zeby nie mogly zagrozic sowieckim Niemcom. ... Azeby wprowadzic te plany w zycie konieczne jest jak najwieksze rozszerzenie wojny i koncentracja naszych sil tak, zeby umozliwic aktywne dzialanie w Europie zachodniej i na Balkanach. ... Jest jeszcze jedna rzecz, ktora wzmacnia nasze bezpieczenstwo. W pokonanej Francji bedzie dzialala silna partia komunistyczna ... W konsekwencji wszystkie narody znajdujace sie pod opieka zwycieskich Niemiec beda naszymi sprzymierzecami. ... Musimy zrobic wszystko zeby ta wojna byla jak najdluzsza i zeby wyczerpala walczace strony. Wobec takiego punktu wyjscia musimy przyjac niemieck± propozycje sojuszu ...
".
Lub fragmentaryczne tlumaczenie, jakie ja podalem po 2003 roku:
"
Problem pokoju i wojny wszedl w stadium krytyczne. Rozwi±zanie jego zależy wył±cznie od stanowiska, jakie zajmie Zwi±zek Sowiecki. Jeste¶my w zupełno¶ci przekonani, że jeżeli zawrzemy traktat z Francj± i Wielk± Brytani±, Niemcy zmuszone będ± ust±pić przed Polsk± i szukać modus vivendi z  mocarstwami zachodnimi. W ten sposób będzie można unikn±ć wojny (...). Z drugiej za¶ strony, jeżeli przyjmiemy propozycje niemieckie zawarcia z nimi paktu nieagresji, Niemcy z cał± pewno¶ci± zaatakuj± Polskę, a interwencja Anglii i Francji w tej wojnie stanie się nieunikniona (...). Rzecz± oczywist± jest dla nas, że Polska zostanie zmiażdżona (...). W tym wypadku Niemcy odstępuj± nam wschodni± czę¶ć Polski, aż po Warszawę i ukraińsk± Galicję wł±cznie” (przyp. 6). 
Table of contents for pages of the plane crash in Smolensk on 10 April 2010:
 First page to 12 August 2010
Second page
Third page
Fourth page
Fifth page
Sixth page
Seventh page
 
chapter 8 and 9 - April 2013 till today.